Dwa kolorowe siedliska nad samym jeziorem, wśród dzikich łąk, na skraju Puszczy Boreckiej. Raj dla miłośników przyrody i przedmiotów z duszą. Galeria Wiejska z rękodziełem ze starego drewna i ceramiką, warsztaty ceramiczne od wiosny do jesieni.
Zobacz ostatniego niusa

29 kwietnia 2017

Najgorsze urodziny w życiu

Gdybym wstała i pisała niusa w nocy, byłby pełen emocji. Bo oczywiście nie mogłam spać. Rzadko miewam mordercze uczucia, a miałam. Chciało mi się wyć, ale byłam tak wściekła, z bezsilności, że się nie mogłam rozpłakać. Wypełniało mnie poczucie niesprawiedliwości, jakiegoś bezsensu, żalu i złości za utracone życie (nerwy, czas, zdrowie) i potworny lęk o przyszłość w Zawadach. Kiedyś Żaneta napisała: Przegrana w Sądzie tylko ich rozjuszy, wygrana utwierdzi w głupocie. Tak proszę Państwa. Olecki sąd w postaci pani sędziny Magdaleny Janeczek-Prawdy w jednym punkcie umorzył, w drugim uniewinnił sąsiada, dzięki czemu sąsiedzka głupota będzie bez przeszkód kwitła nadal. Ale ponieważ piszę dziś, przeczytacie niusa osoby zrezygnowanej i otępiałej obronnie.

To były chyba najgorsze urodziny w moim życiu. Po pierwsze cały dzień lało (zazwyczaj świeci słońce). Po drugie Robert cały dzień spędził w sądzie, potem na policji (został wezwany jako świadek w kolejnej sprawie o grodzenie jeziora - w dniu 31 marca sąsiedzi ponownie próbowali rozciągnąć siatkę tam, gdzie już jej nie było) i u adwokat (w sprawie bycia pozwanym przez sąsiadkę). Po trzecie dwugodzinna rozprawa skończyła się najgorzej dla nas jak mogła. W jednym punkcie umorzeniem, bo po prawie trzech latach chodzenia do sądu, zeznań naszych i świadków, okazało się, że to wszystko nie miało znaczenia, równie dobrze, zamiast marnować czas w sądzie, mogliśmy w spokoju zająć się tym, czym powinniśmy. Wyrok umarzający zapadł, bo przecież już raz sąd się wypowiedział w tej sprawie. Sąsiad nie zagrodził przejścia wzdłuż jeziora, tylko je wyremontował, bo wg sądu dołożenie kilku metrów siatki na słupkach zalanych betonem, wgłąb jeziora, uniemożliwiające przejście, to remont. Nie mówiąc o tym, że nawet gdyby sąsiad tylko wyremontował płot a nie go dorobił, byłby to tak logiczny argument, jak ten: skoro ten człowiek jest pobity, to nadal można go tłuc. W drugim punkcie dotyczącym psów został uniewinniony, czyli nie stworzył zagrożenia puszczając bez opieki psy na ścieżkę, którą ma prawo każdy przejść, gdyż wójt nie wyznaczył tam przejścia, czy coś w tym stylu, nikt tego zrozumieć nie jest w stanie, bo odkąd to wójt musi wyznaczać, którędy sobie ludzie chodzą. A może coś pokręciłam - najlepszy dowód, jakie pokrętne musiało to być uzasadnienie, skoro Robert go nie mógł zapamiętać ani zrozumieć. Gdyby wyrok w całej rozciągłości był po naszej myśli, oczywiście nic by to nie zmieniło w sprawie ogrodzenia. Sąsiad dostałby grzywnę i musiał zwrócić nasze koszty skarżenia. Zapłaciłby, bo co to dla niego, albo i nie, bo przecież miałby jeszcze dwie instancje, aby się odwołać. Chodziło jednak o efekt psychologiczny, o to, by oprócz tego, że wszyscy widzą i wiedzą, każdy urzędnik w gminie, każdy policjant i każdy myślący człowiek, co robią sąsiedzi i że robią źle, każdy mógłby się podeprzeć wyrokiem przy kolejnej wizycie w tej sprawie, która przecież się nie skończy wraz z idiotyczną i nielogiczną decyzją sądu, bo dzień w dzień do tej pory od dwu i pół lat i każdego dnia następnego jezioro jest zagrodzone jeszcze bardziej a psy stamtąd nie zniknęły. Ale przede wszystkim ten wyrok może starłby uśmieszek samozadowolenia z sąsiedzkiej gęby.
No niestety, słowa Żanety, te drugie, się potwierdziły i trzeba z tym żyć, choć mam coraz większe wątpliwości, czy warto.

Wiem, że to by nic nie zmieniło, bo przecież wyrok zapadł zanim się wszystko zaczęło (podobno tamten idiotyczny zasądziła przyjaciółka tej co teraz, więc ta nie mogła go podważać), ale jednego żałuję. Że to Robert a nie ja, był oskarżycielem posiłkowym. Stało się tak dlatego, że ma bardziej elastyczny czas niż ja, mój jak wiadomo jest sztywny i nieruszalny. Ale to ja wiem, co działo się i dzieje nad jeziorem. Robert bywa tam rzadko i nie ma emocjonalnego do jeziora stosunku. Nie pływa w nim, nie przesiaduje na ławce z psami, nie chodzi na spacery wzdłuż. Poza tym Robert jest jeszcze bardziej naiwny i łatwowierny niż ja. Wierzy ludziom, daje sobie wmawiać różne rzeczy, bo nie widzi psychologicznych podtekstów i nie rozumie ludzkich zaburzeń, nie mówiąc o intrygach i cwaniactwie, które są mu obce.

...


Czytaj dalej