15 maja 2019

3 lata Kseni, 1000 lajków i żona bohatera

Nie było mnie prawie 3 tygodnie. Bo szybki nius o festynie dębowym to nie prawdziwy nius. Znaczy prawdziwy, ale.. no wiecie… W takich niusach nie ma miejsca na marudzenie;) A w międzyczasie cd majówki, wyjazd do stolycy i wiosenna zimnica… W trójce wciąż nadają Wyjątkowo zimny maj Maanamu, więc spodziewam się, że zimnica także u nas.
Jak widzicie, im starsza jestem, tym niusy dłuższe. Myślałam czemu i wymyśliłam. Chodzi o to, by niczego nie uronić. Obsesyjnie wstawiam zdjęcia i osadzenia, by żadna chwila z resztek życia nie przepadła.
Tak więc prawdziwy, przydługi nius o:

A teraz nie po kolei:

Wczoraj były urodziny Kseni, więc najpierw o tym. Choć co tu gadać, żeby się nie powtarzać, że czas zapiernicza jak głupi. Ksenia po wakacjach idzie do przedszkola, ale dla niej to nie nowina, bo lubi chodzić do żłobka. Jest prawdziwą księżniczką, albo, jak mówi Madzia, kierowniczką. Kryje się w tym pewna pułapka. Gdy jest się urodziwym, ludziom miękną serca i robią, co księżniczka chce, a ta się przyzwyczaja, że tak jest właśnie na świecie i później cierpi, bo nie jest.

księżniczka w majówkę, zamiast do Zawad, pojechała z resztą ferajny na piękną wycieczkę, przez Czechy, Austrię, Węgry na Bałkany

Między innym byli w Czechach w dinoparku ale jednak w Zawadach dinozaurów nie postawię! :-)

jak widać byli w Wiedniu

i w Parku Narodowym Jezior Plitwickich, zajrzyjcie do googla jeśli nie znacie tego miejsca, bo jest niesamowite.

a jubilatka wciąż rozwija talent malarski więc nie mieliście problemu z odgadnięciem, co to;)

Wróćmy do majówki. Z początku było miło, ciepło i w ogóle jak należy. Goście czytali książki na leżakach (biblioteka działa!).

1 maja ropucha wolała zagrzebać się w zrębki niż prażyć na słońcu

kwitło życie podwórzowe

Ptysio powrócił do spacerów

psy moczyły tyłki, Robert pływał SUPem a nawet się przekąpał w jeziorze, wcale nie przymusowo, tymczasem ja nie zdążyłam, zanim się nie rozpadało i nie oziębiło okrutnie, a pomyśleć, że w tamtym roku 1 maja zaczęliśmy sezon pływacki…

2 maja się zbiesiło; fajnie że pada, ale nie mogło poczekać i zacząć po majówce?

a 3 już całkiem…

Dlatego tak wyglądają zdjęcia naszych gości…

tulipany zdążyły reprezentować swojego imiennika, ale z tulipanami jak z bzami, krótko się nimi człowiek cieszy, teraz już całkiem przekwitły

A tak w ostatnie dni majówki:

4 maja (popołudniami wychodziło słońce i robiło się pięknie, nocą zimno i marzły kwiatki) a więcej zdjęć w albumach W drodze do Domku na górce i z powrotem , Ostatnie 3 dni majówki i Przed chwilą, zanim zaszło słonko

Dodać należy, jak co roku, że gości mamy wspaniałych z jednej, dobrej szufladki, ale najbardziej podoba mi się, że doceniają i rozumieją, w czym rzecz. Rekomendacja p. Agaty z Domku na górce:

5 maja, ostatni dzień majówki, dla nas zmiana turnusu, więc wiecie, co się działo

bo od 6 nowi goście, znowu Hotel dla psów Pod tulipanem :-) (w Domku na górce był buldog i schroniskowy pawie border z niebieskim okiem, baaardzo wystrachany)

Te psy Pod Tulipanem obchodziły rocznicę posiadania swojego domu. Znaleziono je razem z resztą miotu w kartonie na rozstaju dróg. W zasadzie jakiś ludzki gość - nie porzucił w głębi lasu, nie wrzucił do rzeki, tylko chciał, by ktoś je znalazł. Niestety reszta piesków nie przeżyła tego „ludzkiego” odruchu, te dwa, brat i siostra, chyba jednak z innych ojców, miały prawdziwe szczęście.
Najpierw trafiły do Animalsów, a potem na FB wypatrzyli je nasi goście. Pieski są bojaźliwe, zwłaszcza suczka, ale pomału się oswajają z tym okropnym światem. Chłopak szczekał obronnie, siostra się za nim chowała. A najśmieszniejsze, że chłopak wygląda jak izraelski (kanejski) pies pustynny, potwornie drogi i prawie nieobecny w Polsce :-) Ale wiecie co myślę o hodowlach psów i o propagowaniu rasowości i tym razem daruję Wam osadzenie na temat pseudohodowli labradorów.

w poniedziałek trzeba było wrócić do pracy, na pocieszenie taki zachód, gdy wracałam, za to zapowiadał mróz i to tęgi w nocy :(

8 maja

ptaszki pożegnały się z karmnikiem, bo to już bardziej przypominało dokarmianie kotów; mimo że koty łapały tylko takie karmnikowe satelity, to trzeba było przestać mimo zimna, mimo tego, że ewidentnie jeszcze byli chętni i bardzo mi było ich szkoda :-(

8 maja nad ranem znowu było -5, niespodziewanie, bo gdy kładliśmy się (późno) spać, było +5 i niczego nie zakryłam. Zmarzły niektóre pelargonie, sanvitalia, którą kocham więc zakupiłam całe mnóstwo, i jeden pomidor niewypakowany z samochodu… :( W nocy z 8 na 9 poprzykrywałam wszystko, ale mrozu już nie było.

a to Andrzej, najlepszy mechanik w okolicy, o czym wiedzą nasze psy;) a który przyjechał po zepsutego kangura, bym mogła następnego dnia, 9 maja, z samego rana pożegnać Zawady i jechać (bezowocnie przez olecki sąd) do Warszawy…

ostatni spacer przed wyjazdem

Muszę przyznać, że Warszawa ma jedną dobrą stronę - łatwość bycia weganinem.

Dla tych, którzy nie widzą komentarzy, cytuję:

Anna K: Wegańska serwuje jajecznicę z boczkiem? 😲
Galeria Wiejska: owszem, wegańskie zamienniki są chyba na wszystko!

Monika L: Na Zbawixie to chyba wszystko jest takie wegansko-hipsterskie. I takie bardzo na czasie.
Galeria Wiejska: angielskie śniadanie było baaaardzo na czasie! a nawet prorocze! jajeczno-mięsne by się nie umywało!

Tak proszę Państwa, chyba już na wszystko weganie znaleźli zamienniki! Niektóre jeszcze niedopracowane, inne lepsze od niewegańskich (ale nawet te niedopracowane i tak są lepsze od tych, za którymi stoi okrucieństwo wobec zwierząt). Boczek z ciecierzycy, jajecznica powiem szczerze, nie wiem z czego, ale była żółto-biała i smakowała bardzo podobnie, wegańskie masło robię już sama, a Madzia w święta jadła wegańskiego śledzika, Bartek też, podobno z bakłażana, więc nie ma żadnych powodów, by nie przejść na weganizm, poza lenistwem, przyzwyczajeniem i przymykaniem oka (oczywiście piszę o ludziach posiadających jakąś wrażliwość, a nie o bezmyślnych troglodytach). Ćwiczyłam to przymykanie przez 30 lat wegetarianizmu, więc wiem, co mówię. A tych, których, cytuję, „śmieszy, że weganie a muszą jeść zamienniki mięsa czy jajek”, informuję, że nic w tym śmiesznego. Ja mięsa nigdy nie lubiłam, ale już smaku żółtego sera czy fety nie chciałabym się pozbywać, jajecznicy w sumie też nie. Co w tym śmiesznego, że ktoś szanuje swoje kulinarne upodobania, smakowe wspomnienia, drobne życiowe przyjemności, a jednocześnie stara się to pogodzić z czystym sumieniem wobec zwierząt? Przyczyna jedzenia szynki roślinnej nie jest skrywaną tęsknotą za okrutną, nieekologiczną hodowlą zwierząt, nieludzkim transportem i ubojem, lecz tylko przywiązaniem kubków smakowych i mózgu do pewnych smaków.

a gdy byłam w Warszawie, WRESZCIE podłączyliśmy się z panelami do sieci; nie chciałam się denerwować i pisać o tym wcześniej, choć zgrzytaliśmy zębami, bo 28 lutego instalacja była gotowa, a tyle czasu upłynęło, zanim kłody pod nogi dało się przeskoczyć - najlepsze miesiące, gdy było zimno i piękne słońce, czyli wtedy, gdy panele mają największą wydajność, poszły się… no ale nic, działają, ale jeśli ktoś myśli, że produkujemy sobie sami prąd, to jest w błędzie! Sprzedajemy (taniej) wyprodukowany przez nas a potem kupujemy (drożej) od monopolisty dbającego, by przemysł węglowy miał się dobrze! Nie miejcie złudzeń - rząd i koncerny robią wszystko, by ekologiczny prąd się ludziom nie opłacił :-(

w Warszawie czasu nie było, ale wpadłam przed wyjazdem na mecz Gucia; niestety nasi przegrali :-(

a tym razem kangurem a nie żakbbusem, bo wielką szafę musiałam przewieźć

Kangur znów mnie nie zawiódł! Zmieścił trzydrzwiową szafę z lustrem! Tyle że bez lusterek musiałam umiejętnie jechać;)

Po powrocie za to dalej leje z pewnymi przebłyskami. Ale przynajmniej już nie ma w nocy mrozu! Dla ukojenia po Warszawie:

więcej w albumie Dzisiejsze widoki z tarasu

12 maja, a gdy wracałam znad jeziora, objawił się Tomek z Krakowa - znowu przyjechał, na dwa dni, chyba nie może żyć bez Zawad!:)

13 maja

14 maja

stan bzów tej zimnej wiosny - w pełnej gotowości do rozkwitu już chyba od 10 dni!

I dziś nad jeziorem:

A tu już wracamy znad jeziora:

Tak mi się skojarzyło, bo gdy wracaliśmy, śpiewały wilgi, a teraz, gdy wypuściłam na noc psy, słowiki dają czadu:

przez ten ziąb niektóre roślinki nie wychynęły z ziemi choć siedzą na nadtulipanowym strychu

a propos strychu, zgadywaliście, co to za okienka w kratkę, ale nie zgadliście

a to tylko kratki do zaczepiania haczyków, na których mają wisieć eksponowane w galerii wieszaki! W starej galerii wbijałam gwoździki w belkę, ale za każdym razem trzeba było zmieniać rozstaw, bo wieszak każdy inny.

nasz dąb wciąż nienazwany i bez przesłania, bo mam pustkę w głowie a też to nasz wspólny dąb z Andrzejem, więc trzeba pogodzić potrzeby; czekam na wenę lub dobry pomysł! Zapłacony, więc może trochę poczekać…

I jeszcze jedna nowina na strychu:

robi się!

I z tej okazji ostatni element tytułu. Żona bohatera. Nie bohatera w swoim domu, jak to Robert zwykł powtarzać za reklamą, tylko bohatera okolicznego, którego wszyscy podziwiają, każą jego imieniem dąb nazywać, panny dostają maślanych oczu, gazety o nim piszą, mówią w radiu, gratulują, prawicę ściaskają i w ogóle;) Pewnie niektórzy z Was to znają. Żony/mężowie, dzieci… naukowców, pisarzy, działaczy społecznych, polityków… Cały splendor spada na geniusia, nikt nie widzi tych, którzy za to płacą. Dzieci, dla których tatuś/mamusia (choć zazwyczaj jednak jest to tatuś) czasu nie ma, wokół którego trzeba chodzić na paluszkach, by nie płoszyć geniuszu;) Rodzina, bo brak bohatera w codziennym życiu jest delikatnie mówiąc obciążający. Nie mówiąc o żonach, które są współautorkami sukcesu, ale nikt tego nie zauważa. I nikt na bohatera złościć się nie może, bo przecież takie wielkie i ważne rzeczy robi!
Na szczęście jestem już dużą dziewczynką i znam te mechanizmy, dzieci u nas nie płaczą, psy i koty też nie, tylko korzystają z umęczonego panusia jako podstawki lub podpórki do spania, więc robię za tę wredną żonę, co podcina geniusiowi skrzydła, się czepia, że łazienka nad tulipanem od roku niezrobiona, bo najpierw kronika szkoły, potem dęby (pamiętacie zlew w kuchni?;)), że pomost pływający leży na brzegu i kwiczy, że miejsce na saunę zarasta, nie mówiąc o domu z bala… Ale prawda jest taka, że bohater w ten sposób odpoczywa od codzienności i rutyny, odcina się od miałkich rzeczy, ucieka od zwykłości życia, a usprawiedliwieniem być mogą tylko sprawy ważne i rzeczy wielkie! A że przy okazji buduje swoje Ego to taki mały drobiazg :-) Liczą się czyny i efekty! Wydaje się, że te ostatnie wymazują wszystkie udręki docierania do zacnego celu! Wydaje się… ;-)
Na szczęście na razie przerwa w byciu bohaterem, czas zbierania oklasków, więc niebawem pokażę tę przyziemną, nadtulipanową łazienkę! ;-)

Na pocieszenie, że bohaterowie są potrzebni, mimo kosztów, akcja fundacji, z której jest Dziadek:

Nie będę Was już męczyć bananami, matką boską w tęczy i innymi reakcjami na kretynizm, ale wiecie co o tym myślę. Dodam tylko że film Sekielskiego otworzył worek bez dna. Doświadczam tego w gabinecie :-(

A na koniec zwierzyniec w podzięce…

bo pękł tysiąc!

DZIĘKUJEMY!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2019/05/16 15:26
Ojojoj, znowuza ZA DUZO sie dzialo, i nie wiadomo, co skomentowac, jako najwazniejsze...
Za pamieci: skoro zakonczylas o zonie/rodzinie bohatera - moge tylko potwierdzic, ze nielatwo byc dzieckiem takiego. Skaranie boskie. No ale tak to juz z bohaterami bywa, ze nie pytaja czy im wolno, tylko robia swe bohaterskie czyny i rodzina musi z tym zyc. A zyc trudno!
Kseniuchna jubilatka przesliczna panienka Wam wyrosla. Niech zyje 100 lat, cudowna dziewczynka. Gratuluje wnukom wycieczki przez pol EU. Warto bylo dla zobaczenia tych szerokich zerdzi w plocie.
Podziwiam wciaz, jak jeszcze Ci sie chce z 3-drzwiowa szafa przez pol kraju przejechac. Ja juz tyle sie najezdzilam przeprowadzkowo roznymi transportami, ze chyba bym na pierwszym zakrecie do rowu wpadla.
ania, 2019/05/16 16:13
Tak, Ciebie też miałam na myśli pisząc o dzieciach bohatera.
Skomentuj:
LYARX
 
 
3_lata_kseni_1000_lajkow_i_zona_bohatera.txt · ostatnio zmienione: 2019/05/17 20:46 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika