4 marca 2010

Aby do wiosny z prezencikiem

Czekamy na wiosnę z utęsknieniem. Pieski najbardziej. Belfegor nawet udaje, że wiosna już jest i potrafi pół dnia spędzić na ganku. Ale nie ma co się oszukiwać. Mimo, że na czas jakiś Robert wygonił zimę z podwórka, mimo, że południowe stoki pagórków znacznie się odsłoniły, mimo drogi chwilowo w całkiem dobrej formie, mimo radośnie piskających sikorek a nawet pogwizdującego czasem myszołowa, mimo rozbrykanych bielików, no i słyszanych za Cichą Wólką żurawi, mimo prania na sznurku (w nocy zamarzającego na kamień), …

zima ma się całkiem dobrze:(

a nawet z powrotem się rozgościła:

Nie zraża to jednak ani Belfegora, ani dzikiej zwierzyny, która wyległa na pola. Lis łapie myszy, które też wyszły spod śniegu,

więcej zdjęć lisa w niusach przyrodniczych

w nocy kozioł szczeka tuż za płotem doprowadzając psy do szału, a sarny w ogóle bezczelnie się pasą na odkrytej trawie, bo pomiędzy tą wysuszoną, która wyłoniła się spod śniegu, jest ozimina - różne roślinki, które nawet pod śniegiem są wciąż zielone. Psy co i rusz kogoś gonią z jazgotem, a raz mieliśmy dziwną przygodę z sarenką.
Przy drodze za jeziorem, już blisko drogi na Szwałk, Belfegor dopadł sarnę. Małe psy pogoniły gdzieś wcześniej, a ja usłyszałam charakterystyczny odgłos. To taki rodzaj ryku, jaki sarna wydaje, gdy zostaje zaatakowana. Belfegor oczywiście w kagańcu, ale gdy przybiegłam, siedział okrakiem na sarnie i próbował przez kratki dobrać się jej do szyi. Zanim go złapałam i uwiązałam do resztek ogrodzenia pastwiska, przybiegły małe żółte swołocze i obsiadły sarnę. Już wtedy wydało mi się podejrzane, że nie wykorzystała okazji i nie zwiała. Podczas gdy Belfegor próbował wyrwać kołek z ziemi, złapałam oba małe psy pod pachy w nadziei, że sarna się pozbiera i pobiegnie w siną dal, zanim mi się wyrwą. A ta owszem, stanęła na nogi i stoi (a jakie to ma chude nogi! aż dziw, że może na nich stać, a co dopiero biegać tak szybko!). Patrzy sobie na nas z odległości metra jakby z wyrzutem, że nie puszczam psów, żeby ją zagryzły. Próbuję ją kopnąć, żeby zmykała, a ta nic, stoi jak wryta i dalej się wrzepia. Nie byłam w stanie obu psów spod pach wziąć na smycz, musiałam więc puścić Piesa, jako tego, który umie i tak wysmyknąć się z obroży, więc wiązanie go do płota nie miało sensu i uwiązałam Lodzię. Sarna w tym czasie przemieściła się na drogę, poczekała na Piesa zamiast uciekać, próbowała ubóść go głową, nawet kopytkiem machnęła, ale i tak wsiadł na nią. Taki mały na taką dużą! Zanim jednak wróciłam po gada, sam zrezygnował o dziwo, widać w pojedynkę zagryzanie sarny przez kaganiec nie jest zbyt zabawne, a może przypomniał sobie, co ja w takich wypadkach na to. Noga za nogą wrócił, przyczepiłam mu smycz do obroży i z trzema na smyczach oddaliłam się z miejsca zdarzenia. A sarna stała dalej i gapiła się na nas! Myślałam, że jest wściekła, ale wściekłe zwierzęta, gdy są już w takim stanie, że nic a nic się nie boją, mają obłęd w oczach i wyglądają marnie, a ta sarenka była dobrze odżywiona (na burakach i kiszonce rozsypywanej w pobliżu), patrzyła całkiem dziarsko, więc albo była to sarenka porąbana jakaś, chora psychicznie, albo w szoku takim. Pewnie nie mogła biedna zrozumieć, dlaczego nie jest już zagryziona i oniemiała stała jak wryta. A co zrobiły psy po tym zdarzeniu? Z potrojoną wściekłością, gdy już je spuściłam blisko domu ze smycz, rzuciły się do zagryzania przez płot psów sąsiadów! Gdzieś to musiały odreagować i rozładować niewykorzystany instynkt. Znowu więc poszły na smycze i do domu!

Tyle wieści ze schyłku zimy, a na koniec prezencik. Jak się okazało, nie byłam odosobniona w zaglądaniu do zeszłorocznych niusów w poszukiwaniu nadziei, że wiosna wróci na pewno i przypominaniu sobie, jak to wygląda, a w czeluściach swojego komputera znalazłam dwa filmy z wiosny pełną gębą (z początku czerwca). Tych więc, którym tęskno i chcą się pocieszyć, zapraszam, tylko proszę głośniki rozkręcić na maksa, żeby słyszeć dobrze ptaszki, żaby i kumaki!

Filmik pt. „Bajoro z kumakami”:

i filmik „Dolina rzeki”:

Pisząc tego niusa ani się spostrzegłam, a zrobiło się -10 stopni na dworze…:( Nadal więc dokarmiamy ptaki, o czym, w tym o naszych utarczkach z sójkami, można przeczytać w niusie przyrodniczym o naszym karmniku

Komentarze

Skomentuj:
HIAVW
 
 
aby_do_wiosny_z_prezencikiem.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika