1 września 2008

Apel z Zakaukazia

Koniec wakacji. Magda i Borys wrócili z wyprawy na Zakaukazie. Ale tym razem nie będzie pięknych zdjęć i relacji z podróży, lecz zupełnie inna relacja i apel. Bo to, co zobaczyli, było dramatyczne. I wcale nie chodzi o wojnę w Gruzji. Owszem, byli w Gruzji, gdy weszli Rosjanie i robili tam co chcieli. I może ktoś się obruszy, że tam wojna, ludzie potrzebują pomocy, a my o psach. Tylko że o ludziach w Gruzji pamiętamy, a czy ktoś pamięta o psach? I o tym, że ich los jest tam podły niezależnie od polityki i wojen? I co z tego, że można wyjaśnić, iż ludzie, z którymi przez lata nikt się nie liczył, odbijają to sobie na zwierzętach. Nie poprawi to losu psów. Dlatego poniżej relacja i apel Magdy i Borysa oraz prośba do Państwa - przekażcie go dalej!

Oto apel do wszystkich podróżujących na Zakaukazie, przede wszystkim - do Gruzji. Jest to biedny, ale piękny kraj, zamieszkany przez ludzi, którzy dla swych gości, dla przybyszów z daleka i rodziny zrobią bardzo wiele; ugoszczą, pomogą… Ale wszystko, pod warunkiem, że jest to gość rodzaju homo sapiens. Warunki bytowe, kultura i tradycje niektórych Gruzinów (głównie tych, zamieszkujących wioski i małe miasta) sprawiają, że ich stosunek do zwierząt jest karygodny. Po ulicach, przy drogach, po podwórzach i śmietniskach biegają stworzenia w tak straszliwym stanie, że aż łzy do oczu napływają i serce pęka. W Zugdidi, w Singhaghi, w Mestii, w Kutaisi, a nawet w Tibilisi oraz na wszystkich przejściach granicznych z Azerbejdżanem widzieliśmy dowód na ludzka nieczułość i okrucieństwo. Napotkane przez nas psy, drepcząc od człowieka do człowieka, błagając o choć krztynę jedzenia, wyglądały jak ruchome szkielety. Wielkie głowy, wyłupiaste oczka, sterczące łopatki i wystające kręgosłupy. Cienkie, słabe łapki uginały się pod ciężarem, a ogonki tych stworzeń były tak podkulone, że pod wklęsłymi brzuszkami sięgały wręcz do pysków. Niektóre psy tak panicznie bały się ludzi, że nawet kawał sera nie przekonywał ich do zbliżenia się do człowieka na odległość kopniaka. I nic dziwnego, bo z naszych obserwacji, umierające z głodu, nieporadne psiaki na każdym kroku raczone są co większym kamieniem, kopniakiem, lub co najmniej brutalnym odpędzeniem. Apel jest więc następujący: miejcie, drodzy podróżnicy, oczy szeroko otwarte na cierpienie czworonogów na Zakaukaziu. Reagujcie na ich nieszczęście – straszcie krzywdzących ich ludzi prawnymi konsekwencjami katowania zwierząt, nie bójcie się zwracać uwagi okrutnikom – będzie im jedynie wstyd i może choć nutka wrażliwości zagra w ich tradycyjnych, górskich, silnych duszach. Gdy widzicie drepczącego lub skulonego gdzieś w cieniu szkieletorka, kupcie mu kawałek sera, kubeczek śmietany lub nawet drożdżówkę, czy pasztet za kilka lari lub manatów… Nie zbiedniejecie, a może na parę dni oszukacie kiszki psiaka i dodacie mu trochę energii i siły na unikanie kopniaków.

Komentarze

Skomentuj:
BTEYK
 
 
apel_z_zakaukazia.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika