8 sierpnia 2015

robiłam ponad godzinę niusa, którego następnie zjadło. Napisałam w nim na początku, że nie wiem, jaki dać tytuł, bo jak zatytułuję „Gorąco”, to zaraz zrobi się zimno. Nie napisałam, a i tak zaczęło padać. Dlatego ten nius jest bez tytułu.
Położyłam się spać z myślą „chrzanię, nigdy więcej nie piszę”, bo byłam po dwóch dniach sprzątania, gdy na liczniku 45 stopni i po bezowocnej pracy nad niusem. A praca była. Mam na pulpicie taki katalog - „zdjęcia do nowego niusa”. Wrzucam tam zmniejszone specjalnym, zrobionym przez Darka programem, zdjęcia z okresu między jednym niusem a drugim. Wiecie ile się nazbierało? 204! Znaczy, że baaardzo dawno niusa nie było. Tylko jak z 204 zdjęć wybrać z 20?? Jak widać, rzadko mi się udaje, bo zawsze zdjęć jest za dużo;) W katalogu zbieram też ewentualne ikonki - ilustracje niusa na stronę główną Niusów i starusów. Było ich w katalogu 12! No więc wszystko to przebrałam, wklikałam na stronę, tekstu większość napisałam, linki z FB wszystkie skopiowałam z tytułami albumów i… kicha. Śladu po tym, bo nie wiedzieć czemu ktoś/coś wyłączył zapisywanie szkiców w programie robiącym niusy a program bez ostrzeżenia mnie wylogował. Ci, którzy robią jakiekolwiek strony, wiedzą jaka to żmudna robota. A ja ze zmęczenia nawet nie byłam wściekła. Tylko, by się pocieszyć, do 1.44 czytałam „Świadka”. Ale o tym potem.

zdjęcie p. Moniki, o czym też później

W zjedzonym niusie napisałam, że minęły tygodnie, jak nie ma Białki. Symboliczne 3 tygodnie. Tyle czasu włóczyła się kotka Tess, Tosia, wysterylizowana, trzymająca się zawsze domu. Poszła nagle w świat ale wróciła. Jakimś fragmentem mózgu miałam złudną nadzieję, że może Białka tak samo. Choć większością głowy wiem, że NIE BIAŁKA. To była bardzo specyficzna kicia. Gadający kot, nigdy aż tak gadającego kota nie mieliśmy. Była tak ostrożna, że często nam nie dawała się dotknąć. Oczy dookoła głowy, zawsze na stanowisku tuż za płotem, jeśli dalej, to ze mną przy nodze, no może trzy kroki za. Nie ma bata. Albo porwał ją lis i dlatego na skoszonym terenie nigdzie nie widać jej zwłok, bo ją zaciągnął do nory. Niby wszyscy piszą w necie, że dorosłych kotów lis nie dusi, ale miejscowa ludność twierdzi co innego. Albo leży na tej połowie naszej ziemi, której się nie kosi. Albo zagryzły ją psy sąsiadów, a ci upłynnili ciało, bo w prawdomówność świadków Jehowy długo przed przeczytaniem „Świadka” przestałam wierzyć. Zawsze mi się to z wiedzą kłóciło, jak tak uwięzieni w nakazach i zakazach, i tak kontrolowani ludzie mogliby żyć i nie zwariować nie kłamiąc. Musieliby być kukłami na korbkę.

jako przerywnik mieszkający na górce Grafi (to ksywka, na prawdziwe imię miał von cośtam, jakby miał zamek w Bawarii i to niejeden), owczarek szwajcarski, pies, który miał w głębokim poważaniu wszystkich i wszystko, jak dla mnie - nie pies

No więc przejdźmy do rzeczy. Do tych ponad dwóch tygodni od ostatniego zawadzkiego niusa (nie liczę niusa warszawskiego o strychu). Po odłożonych ikonkach sądząc miały być w międzyczasie następujące niusy:

Roboty w tyle

o tym, jak na tyłach robi się dalej, tak by hałasować najmniej jak się da i by nie psuć widoków, co nie zawsze się udaje. Ostatnio wylewane było wzmocnienie ściany stodoły. Pękała a odkopana pokazała, że wisi w powietrzu. W fundamencie nie ma cementu.

ikonka przedstawia przylegający do stodoły fundament od sławojki rozebranej i zneutralizowanej 16 lat temu. Kiedyś w tym miejscu posadzony był dereń, ale tej żyznej gleby nie przeżył;) Potem był mini ogródek z pokrzywami a następnie leżały chodnikowe płyty a na nich bałagany. Teraz mamy genialny plan odbudowania sławojki, to znaczy bez zawartości, tylko w domku z serduszkiem a może tulipankiem będzie budka ogrodnika - na narzędzia, walające się doniczki, ziemię, korę, itd.

na tych kamyczkach z piachem stała a w zasadzie wisiała stodoła

Strzałka sprawdza co się dzieje…

…i dlaczego nie ma schodów na „ambonę”. Nie ma, bo schody szlag trafił i przy okazji robót, jako że przeszkadzały, zostały częściowo rozebrane i czekają na odbudowę

przy okazji wykopalisk takie znaleziska: jedna flaszka z lat 60. po płynie jedynie słusznym, z pięknym wytłoczeniem Polmos, i dwie od półlitrówek wcześniejszych

na strych stodoły wchodzi się po dostawianej drabinie

Lodzia niepocieszona pozbawiona punktu obserwacyjnego podwyższa się ziemią z wykopków, a reszta w albumie… znowu muszę kopiować z fejsbuka te tasiemcowate linki i szukać albumów wśród 336 na naszym fanpejdżu… Znowu bałaganimy

albo dołącza do Belfegora na jego górce

Się robi

najnowsza misa przed poszkliwieniem i wypałem, i po, a reszta w albumie A tak się robi!

Całą misę można zobaczyć w albumie Dawno nie było dużych mis, można też zobaczyć nowe pitaszki

Słońce też wschodzi

Tu Was uraczę większą ilością zdjęć, choć większe i więcej w albumie 2 dni temu od godz. 5.07 do 5.18 czyli 4 sierpnia

pięknie, co?

A w Zawadach…

byłoby o niespodziance od pani Moniki, która dojechała do rodziny w Domku na górce i narobiła i pewnej nocy nadesłała mnóstwo pięknych zdjęć

dlatego nie mogłam zdecydować się, którą ikonkę wybrać;)

a więcej w albumie Zdjęcia gości z Domku na górce

Malwowo

więcej w Malwy i psy oraz w Się dzieje!

a skoro był Domek w malwach to i Domek w domu:

więcej W moim magicznym domu...

Do bani

a więcej zdjęć w Historii Domku w części poświęconej gotowej bani a przy okazji w zasadzie gotowy Taras w Domku na górce

Sianokosy

W tej chwili już prawie skończone, bele siana bezpieczne (teraz grzmi, powinnam wyłączyć modem) leżą sobie tu i tam na łąkach, ale wyjątkowo ich mało. Susza zdziesiątkowała siano. Widok na jezioro odkryty a Białki, jak pisałam, nigdzie.

więcej w Sianokosów czas!, w Daje się żyć dopiero gdy zajdzie słońce i w Po sianokosach i po upałach...

Wakacje w Zawadach

W takim niusie do znudzenia pisałabym o tym, że upływa kolejny dzień mojego urlopu, a ja… A propos - zostało mi 8 dni:(

Są kurki! i to byłby cały nius:) choć może bym dodała, że cynk o kurkach dostałam nie tylko ja i gdy poszłam, zostało ich tylko na marny omlecik

Rośnie

w którym pochwaliłabym się, że już jedliśmy nasze cukinie ze skrzyń, a dynie hokkaido wypełzły z pudła między truskawki i wydymają się coraz bardziej! No i byłoby o ogrodzie na górce

Chytry plan

czyli byłby to nius najnowszy i ostatni o tym, jak całkiem zagrodziliśmy przejście wzdłuż jeziora…

najpierw postawiliśmy metalową konstrukcję a goście robili zakłady, co to ma być, były głosy, że zawiśnie baner reklamujący pewną wiarę;)

a na tej konstrukcji…

więcej większych w albumie Zagrodziliśmy całkiem jezioro;)

szkoda że nie mogliśmy całej tej ohydnej siatki zasłonić, no ale nie chodziło nam tak naprawdę o zagrodzenie przejścia brzegiem, tylko o… cytuję:

Informuję, że w chwili obecnej przejście wzdłuż brzegu jeziora Głębokiego nie istnieje. Furtka w ogrodzeniu sięgającym 3 m w głąb jeziora, stwarzająca pozory dostępności pasa przybrzeżnego na terenie posesji pp. Sąsiadów, została przez nas zasłonięta drewnianym przepierzeniem.
Furtkę zasłoniliśmy z następujących powodów:

1) wychodzi na naszą prywatną posesję poza terenem, który mamy obowiązek udostępnić przechodzącym wzdłuż brzegu.
2) przez furtkę rzucały się na naszych gości (często z małymi dziećmi) ogromne psy sąsiadów strasząc, robiąc hałas i uniemożliwiając spokojny wypoczynek nad wodą.
3) furtka stanowiła zagrożenie – wydawało się, że można przez nią przejść bezpiecznie wzdłuż jeziora, podczas gdy na posesji sąsiadów biegają luzem dwa duże psy – nasi goście nieświadomi tego mogli chcieć przejść i zostać zaatakowani przez psy.
4) furtka stanowi pretekst dla sąsiadów do bezprawnego grodzenia brzegu. Udają oni w ten sposób, że udostępniają pas przybrzeżny, podczas gdy jest on niedostępny przez puszczane wolno psy.
Furtka ponadto nie daje się otworzyć.

I tym samym zrobiliśmy to, o co właśnie chodziło sąsiadom, odgrodziliśmy się od nich całkiem i zatkaliśmy przejście na ich posesję, ale teraz przynajmniej nikt nie ma wątpliwości, że przepis art. 28 ust. 2 prawa wodnego jest nieprzestrzegany.
A poza tym wieść gminna niesie, że sąsiedzi planują wybudować z kamieni 4 metrowy mur:) Ale gdy ma się odrobinę wiedzy psychologicznej i przeczyta się Roberta Rienta, można zrozumieć…

Komentarze

Tess, 2015/08/09 13:53
Ja jeszcze cały czas mam nadzieję, że Białka się znajdzie. Ja najbardziej się boję...orłów i orlików, choć podziwiam je i wielbię. Bieliki to jeszcze pół biedy, bo one rzadko w sezonie letnim podnoszą coś żywego z ziemi. Wolą padlinkę i ryby z jeziora. Ale orliki i orły przednie to całkiem inna bajka. A orliki u nas są częstymi gośćmi. Przedniak od półtora roku tez się kręci. Jak sołtysowej kurę zabrał to miesiąc chodziła dumna i wszystkim opowiadała, że ORZEŁ jej kurę zeżarł. Obsesyjnie więc spoglądam w niebo, zwłaszcza w czasie żniw i koty do domu zaganiam ( bo berneńczyka to chyba nie porwie...

Pozdrawiamy Was serdecznie, misą się zachwycam, a jak będę w pobliżu to dam znać i niechybnie po jakieś cudo zajadę.

Asia

P.S. U mnie to dopiero blog zarósł! Tylko kiedy to robić, panie dziejku, kiedy?!
ania, 2015/08/09 15:13
Podobno dorosłych, a co dopiero takich baryłowatych kotów nie dają rady.
Łatkę, gdy była młoda, porwał nie wiem kto, ale tylko jastrząb lub przedni mogą to u nas zrobić (orliki podobno nie mogą), ale ją wypuścił kilka metrów nad ziemią. Tak przynajmniej sąsiad opowiadał, bo to było w czasach, gdy Łatka była jego.
Skomentuj:
ALFYE
 
 
bez_tytulu.txt · ostatnio zmienione: 2015/08/10 11:34 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika