6 kwietnia 2015

Bezbożna Wielkanoc

Może nie powinnam pisać, by nie zostać ukamieniowana przez okoliczną ludność, ale skoro piorun nas nie trzasnął za taką Wielkanoc, to może Bozia tak bardzo się nie gniewa;) A na serio, gdyby jakiś Bóg grzmocił w kogokolwiek, to myślę, że najpierw spuściłby pioruny na wszystkich, którzy źle traktują dzieci, zwierzęta, przyrodę, Ziemię… a w Wielkanoc skupiłby się na tych wszystkich pijanych w trzy gwizdki czy na durnym sąsiedzie, który na ryczącym silniku przejechał przez wieś setką na godzinę.

Cóż, nie będę udawać, że Wielkanoc to dla nas ważne święto. Im jesteśmy starsi, gdy nie ma u nas Gucia czy gości, którzy kultywują tradycję (tak się jakoś dziwnie składa;), że głęboko wierzących katolików nie mamy wśród dobrych znajomych), nic nas nie skłania do pieczenia mazurków, pasztetu (z soczewicy) ani rytualnego malowania pisanek. Zwłaszcza, że w Wielki Piątek pracuję zawsze do wieczora a wielkanocni (czyli tacy, co przed Wielkanocą uciekają) goście zmuszają nas do nerwowego udrożnienia pensjonacików po martwym sezonie i hulaniu myszy. Na przygotowywanie domu na święta, choćby po to, by wykorzystać pretekst do porządków i by było milej, po prostu nie ma czasu. I z wiekiem niestety coraz mniejsze mamy wyrzuty sumienia…

Mimo to bajzel już był w domu taki, że skorzystałam z pretekstu, tylko z opóźnieniem. Dopiero w sobotę trzepanie dywaników i dywanów, wymiatanie psotów i kotów, mycie podłóg i kibla…

Pod wieczór, na szczęście teraz długo jasno, szybkie pomalowanie jajek wodoodpornym flamastrem i udanie się ze święconką czyli miską z jajami, oddelegowanym barankiem i zdezelowanymi kurczakami z sesji zdjęciowej z poprzedniego niusa, nad jezioro. Tym razem towarzyszył mi tylko Krecik, jako jedyny, który nie wykorzysta spaceru nad jezioro do dłuższej wyprawy na zwierzynę łowną i świadkowie Jehowy tuż za płotem – Forest i Max (tak myślę, chyba nie mają wyjścia co do wyznania;))

tym razem nie na pieńkach, bo poszłam w nieodpowiednim obuwiu, a pieńki stoją jeszcze za daleko w wodzie (więcej zdjęć w albumie Pogańskiemu obyczajowi zadość się stało )

i wracamy ze święcenia;)

Powiecie – to po co chodzisz z jajkami gdziekolwiek, skoro nie do kościoła, to w ogóle możesz sobie darować. No ale ja jestem przesądna! I pamiętam słowa Doris, że trzeba iść ze święconką tam gdzie się wierzy, bo inaczej nie będzie dobrobytu przez cały rok! A że na ugruntowane przesądy nie ma rady, bo podświadomość i tak nas zmusi do samospełniającej się przepowiedni, karnie niektórym przesądom ulegam. A tak poza tym to lubię ten nasz pogański rytuał!

Po powrocie wreszcie pierwszy porządny posiłek, który wykazał duże braki w lodówce.

biedne wychudzone koty też czekają aż wreszcie ktoś je nakarmi, a więcej w albumie Dzisiejsza kociarnia i na koniec brykający Belfegor

Kończące się masło, chleb tylko dlatego, że ostatnio włożony do zamrażarki, bo Robert kupił za dużo i… tyle. Oczywiście jakieś tam frykasy z Lidla zakupione przy ostatnim pobycie w Olecku miały być na świąteczne śniadanie, ale ogólnie do jedzenia mało. I tu mieliśmy objawienie, jako że nasi goście zamawiali jedzenie u Basi, że przecież nie jesteśmy gorsi od gości i też możemy!

wielkanocne baranki:) (jeden rozbrykany dziadzio)

i wielkanocny kurczaczek w wiacie

W niedzielę przed świątecznym śniadaniem, zanim kuchnia zrobiła się gorąca, postanowiłam ją umyć, znaczy kafle, bo nie powiem co się chciało na ich widok i już dawno sobie obiecywałam, że na święta… Robert ostrzegł mnie, żebym to robiła ostrożnie, bo niektóre kafle mogą wpaść do środka. Niestety śmierć naszego nieodżałowanego zduna zmusza nas do używania bardzo nadwyrężonej kuchni. Namaszczony następca owszem umie stawiać piece, ale trzonów kuchennych nie bardzo. Zawartość nad kuchnią na kaflowej półce pokrytą tłustym kurzem z popiołu zostawiłam na po świątecznym śniadaniu. Ale żeby je zjeść musiałam sprzątnąć stół a to w przypadku naszego stołu kolejna godzinka roboty. W tym czasie Robert dokańczał naprawianie pieca w łazience (uzupełniał szpary gliną i wycierał mokrą szmatą). Śniadanie więc odbyło się w porze obiadowej. Jajkiem a i owszem panuś obdzielił. Stosowne życzenia też były. Dla Piesa, żeby był z nami w kolejną Wielkanoc, bo w końcu jest starym dziadkiem. Lodzi zdrówka i żeby ciepłe lato było. Krecikowi zdrowego serducha, Belfegorowi, żeby jeszcze trochę pożył i żeby go nogi jak najmniej bolały. Koty jajek na twardo nie lubią, więc nie dostały. Po śniadaniu zajęłam się myciem garnków znad kuchni. Ledwo skończyłam, przyjechał obiad od Basi. Zupa szczawiowa z jajkiem, pyszny kisz, surówka z kiełkami i pascha. Połowę wszystkiego poza zupą zostawiliśmy na potem, tyle tego było. Pozmywałam, sprzątnęłam wokół zlewiku i kuchenki elektrycznej, gdzie też niezły Sajgon, potem zwałka przy Fortitiude i po Wielkiej Niedzieli.

A dziś, w Lany Poniedziałek zapowiedzieli się goście do galerii, więc pognałam sprzątać na górze;)

Przy okazji sprzątnęłam pokój na przyjazd Gucia, bo przyjechali na 2 tygodnie do Polski i pani Ania z Bastą ma go przywieźć z Warszawy do Zawad za weekend w romantycznej dwójce.

A że goście z górki mieli się też rozliczyć czyli być wpuszczeni do kuchni, przy okazji machnęłam okna, bo akurat słońce świeciło i ujawniło bryzg malowniczy na szybach. Potem goście pojechali, więc wstawiłam pranie pościeli i posłałam łóżka dla kierowców Gucia:) bo jutro do pracy i nie będzie znowu czasu na sprzątanie. Ale ogólnie luz blues. Bez pośpiechu, stresu a prawie wysprzątana chałupa:) W brzuchu też miły poświąteczny ciężar, bo dokończony dziś obiad z wczoraj.

Jeśli już, to przyszła z niebios nagroda - mieliśmy najlepszą w całym kraju pogodę na święta! a więcej zdjęć w albumie Lany poniedziałek

Zapomniałabym jeszcze o jednym bezbożnym czynie! Z okazji świąt Wielkiej Nocy podpisaliśmy (i nasi goście też) petycję roznoszoną przez innych bezbożników, przeciwko finansowaniu przez państwo lekcji religii w szkołach. Dyskryminacja dzieci, które są innego wyznania albo niewierzące i na religię nie chodzą, czy w wiejskich szkołach i w małych miastach uczęszczanie ze strachu przed napiętnowaniem a nawet ostracyzmem, całe to katolickie zakłamanie, nie mówiąc o tym, co działo się w kościołach w związku z in vitro czy antykoncepcją dla nastolatków, w ogóle antykoncepcją i wykorzystywanie do tego świąt wielkanocnych, bo wtedy najwięcej luda w kościele… Za to księża powinni dostać piorunem po łbach! Więc ja z czystym sumieniem dalej będę się opierać świątecznemu terrorowi i walczyć z wpojonymi przez wychowanie w tym pseudokatolickim kraju bożonarodzeniowymi i wielkanocnymi wyrzutami sumienia!:) I zaraz podpiszę kolejną petycję! A co! Przeciwko klerykalizacji kraju. Bo nic mnie tak nie wkurza, jak indoktrynacja. No chyba że moja:)

więcej zdjęć w albumie Niby paskudna pogoda, a tak pięknie...

A na koniec dziękuję za życzenia, sądząc po ilości w komentarzach, to chyba ogólny upadek świąt wielkanocnych w narodzie, najwięcej odzewu tym razem było w mejlach, zapewne z racji na nasz świąteczny niusleter;) (jeśli ktoś nie dostał, niech sprawdzi SPAM!)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2015/04/07 06:05
Zyczenia mejlowe dostalam, nie wpadly do spamu - to jeszcze dziala. Wielkie dzieki! Podziwiam, ze zyczeniowo zawsze na czas wyrabiacie. Ja czasami nie zdazam na swieta. Nadganiam poswiatecznie.
Nie chce sie wtracac, ale zauwazylam ze na Wasze swiateczne menu od Basi skladaly sie: "Zupa szczawiowa z jajkiem, pyszny kisz, surówka z kiełkami i pascha." Eee... i tyle tego dobrego, to juz? Oj, zamorzy Was kiedys ta wegeterianska filozofia. Co nie znaczy, ze wg mojej diety musi od razu byc udziec barani lub szynki wieprzowe, ale cos konkretniejszego wrzucic na ruszt polecalabym goraco. No, ale nie bede Wam wiecej zagladac w garnki. Jak przyjade to nagotuje Wam, ze hoho...
Tymcxzasem, musze gdzies sie zaszyc na 1-2 godz i spokojnie obejrzec Wasze nowe widoki swiateczno-przedwiosenne. Ostatnio moj czas pedzi jak szalony, a u Was niezmiennie - coraz piekniej na obrazkach.
Podobaja mi sie udogodnienia dla Belfegora i Piesa. Powinni z czasem zalapac, ze to jest lepsza droga do domu, zamiast schodkow.
ania, 2015/04/07 13:17
Uwielbiam gości, którzy nam gotują!:) Ale poprosimy bez padlinki:)!
Aurela, 2015/04/07 08:28
Poswiateczne serdecznosci dla Was;)
centauri22, 2015/04/07 09:08
:o) mieliście super spędzony "świąteczny" czas, ileż można leżeć i jeść :o))))) przecież tak się długo nie da... A poza tym życzę wielu gości i pięknej pogody na kolejne dni, no i żeby am się nie nudziło :o)))))
anna, 2015/04/07 13:04
Hej, do mnie życzenia nie dotarły, ale że moje dziecię na chwilę obecną to ateista, a ja jestem wierząca inaczej (w COŚ), to żalu nie mam, a sama wysyłam smsem lub na fb, bo to dobra okazja, żeby o sobie przypomnieć czy dać znać, że się o kimś pamieta, i tyle. Bardzo mi sie podoba Twój sposób na święcenie koszyka ;) Basia gotuje już tylko wegetariańsko? Nam przywiozła kiedyś pyszne pierogi z mięsem i po kotleciku :) Chociaż ja coraz rzadziej sięgam po miesko, więc to dla mnie nie byłby żaden kłopot - wręcz przeciwnie. Też traktuję świąteczne porządki jak wiosenne :) Czekam na ciepełko i pierwsze psiowe kąpiele oraz spacery o świcie - pozdrawiam :)
ania, 2015/04/07 13:16
Basia jak najbardziej gotuje i mięsnie (a fuj!:)) ale dla nas (i dla innych chętnych) specjalnie wznosi się na wyżyny wegetariańskie!

PS. A SPAM sprawdzony? Jeśli nie ma tam, to należy wysłać prośbę o zmieszczenie na liście mejlingowej, ale jeśli była korespondencja, to raczej adres już tam jest!
Skomentuj:
OCUWG
 
 
bezbozna_wielkanoc.txt · ostatnio zmienione: 2015/04/07 10:59 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika