20 marca 2015

Bezradnym być to trudne

Dziś pierwszy dzień wiosny, zaćmienie słońca (zapomniałam) a ja o bezradności. Z mojego klinicznego doświadczenia to jeden z najtrudniejszych stanów. Jest kilka strategii, by do niego nie dopuścić, ale każda ma swoją cenę. Możemy udawać, że nic złego się nie dzieje lub nadludzkim wysiłkiem zaprzeczać i wierzyć, że możemy wszystko. Możemy zwinąć się w kłębek i omijać trudy życia, lub stać się kolejnym Putinem zmuszającym innych, by to oni a nie my, czuli się bezradni. A bezradność to stały element życia. Tyle tytułem wstępu.

a u nas nadal świat w kolorze wypłowiałego Piesa

Dziś o 5 rano (kupa Lodzi) było minus siedem. No i co na to poradzę. Odkryłam roślinki, wystawiłam z zimnych czeluści pracowni krzaki i byliny w doniczkach na dwór, w wiacie na górce posadziłam krzaczek, który miał już zielone listki i teraz mogę się tylko modlić.

tam w oddali, za skrętem na górkę taki mały punkt się niebieszczy…

Umówieni jesteśmy dziś z brukarzem, który po dobrym starcie (szybko i w umówionym terminie zrobił kiedyś taras z betonowych desek) umawia się ale nie dzwoni. Na razie była zima, więc nie byliśmy nerwowi i czekaliśmy nie szukając innego fachowca. Oczywiście mogę do niego zaraz zadzwonić i spytać, czy nie zapomniał, czy na pewno przyjdzie, o której, bo pracuję a chciałabym być przy ustaleniach, ale to Robert się z nim umawiał a on uważa, że jak dzwonił i się umówił, to nie będzie z siebie robił idioty. Nie napiszę co jeszcze powiedział bo niecenzuralnie. I może bym dała panu szansę, żeby mnie pozytywnie zaskoczył, gdyby nie brak czasu i gdybym nie miała do czynienia z okolicznymi fachowcami od 16 lat. Ale jak wiadomo jestem pesymistką=realistką więc żeby nie znosić kolejny raz bezradności, zaraz zadzwonię.

skrzynka na miejscu, a nasze psy wykazały się niezwykłą bystrością:) Belfegor przyuważył już z drogi, że coś nie gra i zjeżony powoli się zbliżał, reszta oblazła skrzynkę jak intruza, więcej zdjęć skrzynki w albumie Nasza skrzynka na swoim miejscu

Kolesi, którzy czynią nas bezradnymi, chodzi po świecie paru. Oszustów, naciągaczy, takich, co się przeliczyli i teraz nie umieją beknąć za mit o swojej potędze. Mamy też Państwo Islamskie, Putina całkiem blisko i Putinki wokół nas. Ale ograniczmy się do Polski. Wiadomo jak działają tu sądy, można do usr… śmierci przeciągać i unikać sprawiedliwości. Czasem mam ochotę z nazwiska każdego umieszczać na stronie. Zresztą mało takich stron? I co? Nic. Tego typu ludzie są odporni na opinię publiczną. Telewizja powiadasz Ewo. A mało to w telewizji takich beznadziejnych spraw, interwencji, losów ludzkich, z których nie wiadomo czy śmiać się czy płakać? Nasz sąsiad to pikuś przy takich. Piszę sąsiad, a przecież sąsiedzi. Są tacy, co myślą, że w małżeństwie jeden bywa zły, drugi dobry. Nic bardziej mylnego. To tylko podział, kto na siebie jaką rolę weźmie, zazwyczaj zgodnie z predyspozycjami, ale niekoniecznie. I zawsze pojawia się pytanie – jak ten taki przecież dobry wytrzymuje z tym złym. Niczego nie wytrzymuje. Skoro z nim jest, znaczy że ten zły jest mu potrzebny. Nie tylko po to, by wysługiwać się nim w pewnych sprawach, ale przede wszystkim, by móc dalej robić za dobrego, podczas gdy złe bezpiecznie umieszczone w małżonku, z którego korzystają oboje. Np. taka sąsiadka jest delegowana do załatwiania spraw z urzędami, bo jej mąż każdemu działa na nerwy już po kilku minutach rozmowy, jego bezwiedna arogancka postawa zraża i oboje o tym wiedzą. Ona zaś struga głupa i grzeczną sierotkę, która nic nie wiedziała i padła ofiarą. Jest grzeczna, cicha i niewinna i niektórzy się na to nabierają. A przecież z tą samą bezwzględnością przerabia wspólną przestrzeń w osobisty raj.

Lodzia rozpoczęła sezon pływacki zanim jezioro całkiem rozmarzło! A zdjęcia teraz już będą tylko w prawą stronę:(

Wisi nad nami czy nad naszą rodziną parę takich spraw, w których bezsilność jest nie do wytrzymania, i nie wiadomo na co bardziej – na polskie prawo, pracę sądów czy samych Putinków.
Ostatnio w TV pokazywali właściciela niewielkiej księgarni bodajże, któremu miesięcznie kradną książki za 1000 zł. Wiadomo że kradzież książki to wg prawa czyn o małej szkodliwości, ale dla księgarza to duża strata. Robi więc złodziejom zdjęcia i wystawia na widok publiczny. Metoda stara jak świat choć niezbyt zgodna prawem, tyle że to złodziej musiałby złożyć wniosek do sądu, że jest wystawiany, tym samym musiałby się przed sądem przyznać, że kradł. Siedzi więc cicho.
Mam taką samą ochotę zrobić. Bo są też sprawy pomniejsze, drażniące za każdym razem, gdy sobie o nich przypomnę. Taki np. pan Klon, którego żona prowadzi winiarnię/knajpę na rynku w Opolu pod tytułem Strych. Współpraca układała się pewnie z dwa lata bez zarzutu. Nie było powodu, żeby panu przestać ufać. Tymczasem zamówił kolejną rzecz – betonowe klocki na stoliki z nazwą i szczeliną na kartę (takie jak te), Robert odlewał je w pełni sezonu (specjalne formy robił do tego z płyty, po wyschnięciu szlifował każdy z osobna), gdy była kupa roboty na górce, ja później szkliwiłam 10 kafelków z nazwą Strych, które Robert przyklejał do betonu, po czym pan Klon za nie nie zapłacił. Na mejle przestał odpisywać, telefony odbierać. Zostaliśmy z betonowymi klockami do niczego nam niepotrzebnymi, których sprzedać się nie da. Gdyby Opole było bliżej, pojechałabym do winiarni, zamówiła jedzenia i picia za 360 zł i zapłaciła klockami. A tak… może ktoś miałby na to ochotę? Klocki dostarczymy!

wiosenne porządki pełną gębą, a właściwie pełną nogą;) - w niektórych butach nikt nie chodził od 15 lat!

Wracając za/na płot.
To zadziwiające, jaka jest dysproporcja między ogólną niechęcią, co tam się dzieje a pozwoleniem na to. Pomijam fakt, że z kim nie rozmawiamy, albo wprost, albo daje nam do zrozumienia, że nie lubi naszych sąsiadów, bo już miał się okazję przekonać, w jaki sposób działają, nie podoba mu się co robią i jest przeciwny temu, co mają zamiar. I nie mam na myśli znajomych, choć ci nieznajomi mówią, że dzielą się z nami prywatnie i proszą o dyskrecję. Są też tacy, co mówią wprost co myślą, w tym ekolodzy, eksperci proszeni o opinię. A potem bach, decyzja po myśli sąsiadów. Rzeczywiście nasuwa się myśl, że coś tu nie gra, ktoś posmarował, jakieś znajomości… Tym bardziej, że decyzję dostaliśmy, zanim do RDOŚu dotarła zapowiadana opinia naszego eksperta. Wydaje się, że urzędnicy są równie bezradni jak my. Są bezradni, gdyż prawo nie pozwala im na chronienie wyższych wartości niż czyjeś widzimisię, albo… są zależni od kogoś wyżej. Gdy jednak w to wątpię w rozmowach, że ktoś dostał w łapę lub z innych powodów poszedł na rękę sąsiadom, słyszę że jestem naiwna. Że wciąż to się dzieje, zwłaszcza w takich regionalnych urzędach. Mimo to ufam, że nie, inaczej z tej bezradności bym zwariowała. Natomiast wiem, że dzierżawca naszego jeziora z jakiś przyczyn sprzyja sąsiadom (może po prostu na zasadzie „wrogowie naszych wrogów są naszymi przyjaciółmi”) a może chce mieć pomost dla swojej łódki. Może chce, by mu pilnowali ryb w jeziorze, donosili na nielegalnych wędkarzy, skoro nas już o to prosić nie może. Jego prawo trzymać z kim chce, ale szkoda, że przyzwala tym samym na dewastację brzegu. Nie wiem, co na to Nadleśnictwo, bo oprócz wezwania do rozbiórki ogrodzenia, nie wypowiedziało się w sprawie reszty grzechów, mogę mieć tylko nadzieję, że Nadleśnictwo to nie zastępca nadleśniczego, którym jest dzierżawca.

w ramach porządków wieszamy też co jest do powieszenia, ale dla czarno-rdzawych kwietników nie mogłam znaleźć miejsca (na pensjonaciku już za dużo było tych kutych elementów), dopóki nie wpadłam na pomysł, żeby je przemalować!

I co ja mogę? Mogę patrzeć, jak Robert chodzi struty, pali z nerwów jednego za drugim, mogę sama nie spać po nocach z tej bezradności, bezsilności wobec tych, którzy mają chronić a tego nie robią i tych, co mają gdzieś przyrodę, zwierzęta, krajobraz czy zwykły szacunek do ludzi, bo sąsiadom też nie stawia się siatki w jedynym kawałku wody, którym mogą wejść do jeziora, zwłaszcza gdy żyją z agroturystyki, nie grodzi się przejścia wzdłuż jeziora, nad którym żyją, nie niszczy dzikiego miejsca, które jest wizytówką ich działalności, nie mówiąc o nasadzaniu im w jeziorze agresywnie rosnącej roślinności, budowaniu bez nadzoru w środku sezonu, koszeniu całymi dniami i innych atrakcjach, które nam fundują. I w tym momencie usłyszałabym od sąsiadki, że każdy ma swoje racje. No jasne! Kanibal też ma swoje racje, przecież tak mu smakuje ludzkie mięso! Miałby sobie odmawiać tej rozkoszy? A pedofil? No przecież nic złego nie robi dziecku, tylko okazuje mu swoją miłość! Putin też ma swoje racje, bo przecież ktoś mu przerwał piękny sen o rosyjskiej monarchii, no to przecież musiał interweniować! Ci, którzy wyrzucili szkło przemieszane z gruzem na naszej ziemi, też mieli – tu było bliżej i nie trzeba płacić za wywóz śmieci…

w niebieskim samo rozbite szkło a na wierzchu ostre resztki płytki podłogowej, w białym niższym butelki, słoiki, druty i pokrywki od garnków, którymi ktoś wcześniej, widocznie nadziawszy się na tę kaleczącą zwierzęta pułapkę, miłościwie ją zakrył, w wysokim do połowy szkła, dalej blachy i dziurawe gary

widok z mini-wysypiska - na lewo zlewnia w dole, na prawo z tyłu pole i staw sąsiada ze wsi, na wprost z poprzedniego zdjęcia, nasi warszawscy sąsiedzi, znaczy ich stodoła (to oczywiście nie jest aluzja do tego, kto jest sprawcą, mieszkańcy Zawad pewnie mają swoje typy, ale na pewno nie są to ci na wprost i zlewnia!:))

A argument sąsiadki, nierozumiejącej, dlaczego nie chcemy zgodzić się na odtworzenie pomostu, że przecież chyba ładniejszy jest taki wykończony, leżący elegancko na palach, niż taki jak był, świadczy o tym, że ci ludzie naprawdę niczego nie rozumieją, nie widzą i są przekonani, że złośliwie robimy im w poprzek.
Skoro prawo dopuszcza istnienie pomostu na jeziorze Głębokim, nie mamy nic przeciwko kładce wędkarskiej wchodzącej w jezioro na równi z powierzchnią ziemi, tak, by swobodnie, bez przeszkód można było dalej przechodzić wzdłuż brzegu, kładce pasującej charakterem i wielkością do małego jeziora, nie psującej widoku, będącej w harmonii z krajobrazem. Dlaczego taki pomost sąsiadom nie może wystarczyć? Może dlatego samego, co stało się po skierowaniu sprawy do sądu, po wezwaniu z Nadleśnictwa do rozbiórki ogrodzenia, po wyraźnych słowach pani wizytującej z RDOŚu, że zwierzęta nie otworzą sobie furtek i mimo ich istnienia ogrodzenie jest niezgodne z prawem - zaraz potem furtkom przybywają sprężyny nie zezwalające na trzymanie ich otwartych…

więcej w albumie Za co kochamy sąsiadów;)

Dlatego jedyne co mogę, to znowu napisać powyższe. Bo nie mam zamiaru, jak większość ludzi tutaj, milczeć, z lęku że się narażę i niczego już nie załatwię w stosownym urzędzie, mimo że w zgodzie z prawem. Owszem, boję się potęgi sąsiadów, którzy mają dość kasy, by nasłać na mnie prawnika. Ale niczego nie zmyślam, piszę prawdę. Nie tylko dlatego, że nie mieszczę już tej bezradności w sobie. Dlatego, by pokazać, że w pewnych sprawach milczeć nie wolno (ani delegować pyskatych miastowych, a samemu siedzieć cicho).

i dobre wieści o Kreciku - wczoraj byliśmy na badaniu krwi - ma rewelacyjne wyniki! Nerki całkiem sprawne!!!

PS. Brukarz po dwóch nieodebranych telefonach zadzwonił, umówił się, przyjechał do Domku, postał 15 min. i odjechał, bo mu się telefon rozładował i nie mógł do nas zadzwonić, a nie wiedział gdzie mieszkamy:( Na usprawiedliwienie dzisiejsze ma, że w nocy urodziło mu się dziecko. No cóż, siła wyższa, co poradzić…;) Ma przyjechać jutro. Jestem pełna nadziei… jak zwykle…

zabezpieczenie stanowiska morsa uratowane!

na tym zdjęciu po lewej jezioro jeszcze pod lodem, po prawej rozmarznięte, dziś, mimo nocnego mrozu, jeszcze więcej wody, a więcej sznurkowych i nadwodnych zdjęć w albumie A Lodzia się już kąpie!

pelargonie domagają się wolności

tłok do nasłonecznionego posłania Belfegora (więcej porządkowych zdjęć w albumie Porządków ciąg dalszy)

PS. 2: Brukarz miał przyjść dziś rano. Jest 16.47. Nie przyszedł i nie zadzwonił. Tradycji stało się zadość:(

Komentarze

Ewa U., 2015/03/20 23:25
Nienawidzę bezradności - to jedno z najgorszych odczuć. A doświadczam go często, niestety. W próbach uświadomienia autochtonom, że krzywdzą zwierzęta - na różne sposoby. I własne dzieci - paląc w piecach jakimś syfem i wrzucając im farby do pieca, bo brudzą w domu. I w tym, że wiejska świetlica jest zamknięta na cztery spusty - klucza pilnuje sołtys, bo młodzież "spoli fjeranki". Dławi mnie to poczucie (bezradności), kiedy jadę rano do miasteczka i widzę, że wzdłuż drogi za wsią, z dnia na dzień wycięto topole, takie o obwodzie pnia ze dwa metry. Były piękne. Tak bardzo zmieniło to krajobraz, że kiedy ktoś do nas jedzie - błądzi, bo to wygląda jak inny świat - pustynny. Nie chodzi oczywiście tylko o zmiany w krajobrazie (chociaż hrabia Chłapowski w grobie się przewraca, bo te topole spokojnie go pamiętały. Moja wieś to teren jego działalności i niewykluczone, że sam je sadził). W sprawie wycinki nikt mnie, jako mieszkanki tej wsi, nie pytał o zdanie. Prywatne śledztwo wykazało, że sołtys wnioskował, gmina się przychyliła i wyrżnęła, ot tak. A dlaczego? Bo gałęzie leciały na pole... A sołtys świeżo wybrany po raz n-ty, jednogłośnie, innych kandydatów nie było. Jest sołtysem od ponad 40 lat, których to lat sam ma dobrze ponad 80. I tak też wygląda wieś - jakby biegiem zmierzała w stronę zasłużonej i zapóźnionej emerytury. Zastanawiam się, czy tylko mnie to przeszkadza? Uprzedzam ewentualne pytania o to, dlaczego sama nie zostanę sołtyską? Otóż nie mam najmniejszych szans, bo jestem obca i nigdy nie będziemy mówić tym samym językiem. Już przestałam próbować i po prostu robię swoje na miarę możliwości.

Wiesz - ludzie bardzo boją się wstydu i tego, co inni powiedzą - dlatego pomyślałam o telewizji. Ciągle i mimo wszystko ma ogromną siłę rażenia.
ania, 2015/03/21 09:58
Ludzie boją się wstydu, o ile nie są psychopatami.

Nie chcę obrażać wszystkich świadków Jehowy, bo jak się okazało, znam też diametralnie innych niż sąsiedzi, ale chodzenie od domu do domu i pukanie, tam gdzie nas nie chcą, bycie przeganianym, wyzywanym, poniżanym, jeśli padnie na podatny grunt, to przecież prosta droga do psychopatii. Nic wtedy dziwnego, że się obojętnieje, staje nieczułym na granice innych ludzi, przybiera postawę "co by się nie działo, róbmy swoje" i robi to bez poczucia winy.

PS. Topole nie mają łatwego życia. U nas też już wszystkie wycięte, najpierw te przy wjeździe do Zawad, teraz te na skręcie z Sokółek, zostały tylko wielkie pniaki:( Na Saskiej Kępie pamiętam topole z mojego dzieciństwa, wielkie majestatyczne przy ul. Zwycięzców i prawie żadna się nie ostała.
Topole, gdy bardzo stare, grożą zwaleniem się, poza tym nie lubią ich alergicy, więc mało znajdują obrońców:(
Ewa U., 2015/03/21 10:50
Wszystko to o topolach wiem. Można było przecież obciąć co bardziej kruche gałęzie, skoro na pole spadały. Pomijam inne korzyści dla ekosystemu - zmiana w krajobrazie jest szokująca. Nie wiem, jak inni, ja się popłakałam z żalu i bezradności.
Czy sąsiedzi z tych chodzących? Nie wiem, nie znam się na ichnich hierarchiach, ale może jest jeszcze dla nich szansa na zrobienie telewizyjnej kariery?
Monika, North Carolina, 2015/03/21 07:32
@Ewa U. - Owszem, ludzie boja sie wstydu, ale zeby dorobic sie reportazu nt. antysocjalnej dzialalnosci sasiadow - trzeba miec duuuze znajomosci w telewizji. Przeciez redaktor najpierw skieruje sie do lokalnych urzedow, celem zbadania sprawy, a tam juz wiadomo, jakie sa wydawane opinie i czyja strone trzymaja. Zreszta, ci sasiedzi nie wygladaja mi nawet na niemoralnych, ale na AMORALNYCH. Jak podaje slownik PWN: «nieodróżniający dobra od zła». 2. «niezgodny z normami moralnymi lub zupełnie ich pozbawiony».
Tak - bezsilnosc, bezradnosc sa przykre.
Pocieszenie? - Przemoc i korupcja nie sa wynalazkami tych jedynie sasiadow, ani mazurskim czy nawet polskim. Od Putina po Obame... pelno tego. Bo jak mowi Biblia: "Swiat w zlem lezy" - ulubiony cytat mojego Taty.
Depresja? - NIE. Mimo wszystko, swiat jest czesciej piekny, niz podly.
Ewa U., 2015/03/21 10:57
Moniko, ciągle wierzę (może naiwnie), że są jeszcze niezależni dziennikarze i stacje telewizyjne, którym zależy na czymś więcej, niż tylko na kasie i sensacji, co równa się kasie zresztą. W państwowej telewizji są programy i reporterzy, którzy drążą do skutku. Nie wiem tylko, czy aby "sprawa zawadzka" nie jest (dla telewizji, nie dla zainteresowanych)sprawą zbyt małej wagi?
ania, 2015/03/21 11:05
Z pewnością jest. Co najwyżej lokalną gazetę może zainteresować;) i może zainteresuje, jeśli będę miała chwilę się tym zająć.

Co do chodzenia sąsiadów - nie chciałam, aby tamto zabrzmiało jak diagnoza sąsiadów, to było skojarzenie na temat, aczkolwiek zgodne z wiedzą. Wszyscy świadkowie chodzą i głoszą, przynajmniej przez czas jakiś, do tego są powołani.
Monika, North Carolina, 2015/03/21 07:55
Tak jak sadzilam... Wstyd i pan Klon to teraz dobrzy kumple!
Nie tylko bowiem pan Klon nie kupil zamowionego towaru, narazajac Was na duze straty, ale wstydzil sie e-mailem lub telefonem Wam o tym powiedziec, co na Fejsbuniu mozna wyraznie przeczytac:
https://www.facebook.com/pages/Strych-Winiarnia-Kawiarnia/292710120835163
Strych - Winiarnia Kawiarnia
8 sierpnia 2014·
Tak, proszę Państwa, zdecydowaliśmy się zamknąć naszą działalność zlokalizowaną w opolskim Rynku.
Wyznaczyliśmy sobie pewną misję, pragnienie, życzenie, aby uczynić to miejsce żywym. Przez Opolan częściej odwiedzanym, radosnym i przyjemnym. A czasami - podczas organizowanych u nas koncertów, warsztatów, spotkań, festiwalów - nawet i głośnym.
Radość największą odczuwaliśmy właśnie w takich chwilach. Gdy goście słuchając P.J.Bircha siadali nawet na podłodze, gdy drugoklasiści wypiekający z nami domowe muesli wypełniali fizycznie i duchowo całe wnętrze naszego maleńkiego lokalu. Gdy rodzice z dziećmi w niedzielne popołudnie, upaprani ciastem smażyli naleśniki, innym razem chipsy warzywne.
Staraliśmy się łączyć przyjemność ukrytą w naszym menu z atrakcjami kulturalnymi i edukacyjnymi. Wspieraliśmy i staraliśmy się uczestniczyć, zaistnieć we wszystkim, co stanowi kulturową wartość.
To były piękne, radosne, wzruszające momenty, które na zawsze, dzięki uczestnikom i zaangażowaniu naszych współpracowniczek, utkwią w naszej pamięci.
Realizacja misji, marzeń i podążanie za własnymi pragnieniami zderzyły się jednak ze smutną rzeczywistością: brutalnymi, bezwzględnymi zasadami, które są, były i pozostaną nam obce.
Dziękujemy Państwu, naszym współpracowniczkom i kontrahentom, za minione dwa lata i olbrzymią ilość miłych, wzruszających słów.
I prosimy o pamięć.
Najbliższa niedziela będzie ostatnim dniem naszej działalności w opolskim Rynku.
Lubię to! · Udostępnij ·

Strych - Winiarnia Kawiarnia
10 sierpnia 2014·
Drodzy Państwo,
Dziękujemy bardzo serdecznie za dziesiątki sympatycznych i niezwykle wzruszających wyrazów wsparcia. Aby jednak nie pozostawiać niedomówień, odpowiem na powtarzające się kilkukrotnie zapytania o powód podjętej decyzji. Tak, nie byliśmy w stanie udźwignąć ciężaru czynszu, którego wysokość brutto sięgnęła ostatnio poziomu pięciocyfrowego.
Mamy jednak plany, aby namiastką Strychu stał się Cukierek. W mniejszej oczywiście skali. Położony w pięknym miejscu, na urokliwym, przez wielu niedocenianym, a władze miasta zaniedbanym, Placu Sebastiana.
Staramy się o zgodę na postawienie przed wejściem niewielkiego ogródka. Oczywistością jest, że naszych dań podawać tam nie będziemy. Od kilku jednak miesięcy oferujemy tam chleby strychowe, piwa Svaneke, borhnholmskie makarony, duńskie sery, polskie ekologiczne wina...

A JA TERAZ TYLKO ZALUJE, ze nie moge juz wziac od Was tych zamowionych klockow i pojechac do Opola, aby po sutym obiedzie na kilka osob - zamiast zaplaty zostawic im te niewykupione klocki. Byloby wesolo, a tak... nie ma nawet gdzie porozrabiac.
ania, 2015/03/21 09:35
Problem w tym, że p. Klon klocki zamówił rok przed zamknięciem winiarni - w lipcu 2013.
A swoją drogą, chciałabym tak czasem, jak takie klony, umówić się na coś, a potem, jaki mi nie pasuje, to olać gościa, nie wywiązać się, ale jakoś kurde nie potrafię..
Monika, North Carolina, 2015/03/21 10:56
Bo Ty, Aniu, nie wstydzisz sie tak, jak te klony. Tzn. ze jestes bezwstydna! ;-)
Twoj blog niusowy jest prowadzony szczerze, otwarcie, bez zmyslania. Nie kazdy tak potrafi, nie kazdy tak moze.

Winiarnia klonow trwala zaledwie 2 lata. Robili inwestycje, urzadzali sie na tym Strychu. Gdy zamawiali klocki - jeszcze nie zdazyli nic zarobic, jeszcze szli rozpedem. Przeliczyli sie. Zanim sie rozwineli - juz ich dopadly rachunki i musieli sie zwijac. Zabawa w business nie jest dla dzieci. Szkoda, ze klony nie nabyly odwagi cywilnej, zeby zyc jak dorosli i nie olewac umow businessowych.
Ewa U., 2015/03/21 11:04
Te nieszczęsne klocki są bardzo ładne! Już Ty coś z nich wykombinujesz, żeby się nie zmarnowały - mozaikę na jakim murze? Co oczywiście nie usprawiedliwia i nie zmienia w niczym postawy pana Klona - oby się nie sklonował...
ania, 2015/03/21 11:08
Na tych klockach ostałych, na każdym, napis Strych - cóż ja bym mogła zrobić z tyloma Strychami?
Kiedyś zostały nam znaczki z wypożyczalni "Utopia" to znalazłam w sieci zespół o tej nazwie i im wysłałam:)
Jeśli znacie jakiś Strych, dajcie znać.

O! Nawet znalazłam - pub http://www.strych.pl/
i jeszcze jest zespół disco-polo o tej nazwie:)
Ewa U., 2015/03/21 11:37
Zrób mozaikę na strychu, żeby kużden jeden miał pewność, że strych to strych!
z FB, 2015/03/21 11:14
Dorota Ł-T: Dbajcie o siebie proszę. Pewnie, że macie rację, ale żeby was to nie zeżarło!!! Ps. Aniu, zbieraj ekipę i jedziemy na dobry obiad do Opola:)

Galeria Wiejska: to jest myśl, szkoda że to po przekątnej... (dzięki Dorotko, ja staram się jak mogę, ale Robert jest mniej odporny:()

Galeria Wiejska: jak wyszperała Monika, winiarnia Strych (https://www.facebook.com/pages/Strych-Winiarnia-Kawiarnia/292710120835163) splajtowała, więc z wyżerki za klocki nici, chyba że w innym lokalu (Cukierek), ale uprzejmie donoszę, że klocki były zamówione i zrobione rok przed zamknięciem lokalu, a nawet gdyby i tydzień, to żenada zmuszać bogu ducha winnych do partycypowania w kosztach nieudanej inwestycji

Dorota Ł-T: święta racja!

Anna P: trochę smutno i chłodno - mimo słońca za oknem :-(
Monika, North Carolina, 2015/03/21 19:17
Tylko TROCHE smutno i chlodno?
U nas wczoraj byla sniezyca!!! A podobno na swiecie byl pierwszy dzien wiosny.
Dzis biel sniezna wprawdzie topnieje, ale nadal ziab przenika do kosci...
ania, 2015/03/21 21:31
U nas też właśnie pada śnieg:(
Monika, North Carolina, 2015/03/22 07:12
Poklosie konkursowe!
Wielkie dzieki za prezent: piekny koci magnesik na lodowke wlasnie dotarl w sobote. Moj malzonek tego dnia ubrany byl w muszke, gdy odebral poczte i otworzyl przesylke - postanowil, ze kotek musi byc dla niego, bo faceci w muszkach musza sie trzymac razem. Jestem zachwycona jakoscia Waszego wyrobu: slepka zielone swieca sie jak zywe! To jest dzielo sztuki, podziwiam! Na razie kotek wisi na lodowce w kuchni, ale bardzo musze pilnowac, zeby nie wyemigrowal do biura Przemka, bo on nie moze od niego oderwac oczu. Bardzo fajny kafelek, cudenko!
ania, 2015/03/22 10:07
Cieszę się, że niespodzianka się udała!:)
Aurela, 2015/03/22 09:49
To sie dzieje:( sasiedzi jak czytam nie odpuszczaja i pewnie Pan Loczek niestety ambicjonalnie podszedl do sprawy w nosie majac prawo- musi udowodnic ze jego na wierzchu:( Katastrofa ale majac do czynienia z tym jegomosciem madrosci nie mozna sie po nim spodziewac. a to cale milosierne swiadkowanie jest tymbardziej zenujace :( Nie dajcie sie;)
ania, 2015/03/22 10:08
Dzięki Aurela, Ty najlepiej wiesz, co piszesz, bo miałaś do czynienia osobiście.
A do Zawad się nie wybieracie??? Bo tęsknimy!
sąsiadka ze zlewni, 2015/03/24 14:17
przykro się to wszystko czyta :), aż się boję co zastaniemy w Zawadach jak przyjedziemy w kwietniu. Wybraliśmy to miejsce ze względu na ciszę, spokój i małe zaludnienie..... Ten śmietnik na górce był od dawna, ale nie udało nam się nigdy dojrzeć kto tam podrzuca te kukułcze jaja. Wywóz śmieci nie jest przecież drogi - ludzi stać na luksusowe samochody, a kilkunastu złotych żałują.
Nie wiem czy bym wytrzymała i osobiście nie usunęła części ogrodzenia wchodzącej w jezioro. Rozumiem Pani bezradność, wobec takiej buty i bezczelności normalnemu człowiekowi opadają ręce.
ania, 2015/03/24 14:47
Dzięki za słowa wsparcia! Przydałoby się, żeby do decydentów dotarło, że sprawa brzegu jeziora i w ogóle ingerencji sąsiadów w przyrodę i krajobraz, nie jest prywatną sąsiedzką wojną, tylko dotyka wszystkich myślących ludzi!
Skomentuj:
ARFSG
 
 
bezradnym_byc_to_trudne.txt · ostatnio zmienione: 2015/03/24 14:36 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika