27 czerwca 2019

Borykanie się z niemowlętami

Tak, tak, wiem, znowu mam opóźnienie. I tak już będzie w tym autobusie, do którego swego czasu wsiadłam. Robert zaczął budować dom z bala, sezon zaczął się właściwie na dobre a ja wciąż czekam na urlop. Przeszła fala upałów i po wczorajszym (wreszcie!) deszczu dziś chłodniej. Po drodze zapomniana przeze mnie 13. rocznica, udział w sprawie nożyczkowej, Boże Ciało, które spędziłam na wyrywaniu pokrzyw;), zatrucie wegańskim jedzeniem ze stacji orlenu (pewnie nikt go poza mną tam nie je;) więc nie doczekało w stanie świeżym), które przechorowałam pracując do nocy a potem w dreszczach padłam, itd., itp. Oby do 15 lipca, gdy prządce wielozadaniowej odpadnie praca główna.
Ilość ikonek mówi sama za siebie…

Po ostatnim niusie rozmyślałam, czy aby za bardzo się nie radykalizuję a mój stan złości na inne myślenie się nie pogłębia. No pogłębia;) I bez względu na brudne okulary niektórych (dzięki Maciek – świetne określenie na czytanie tego, co nienapisane) coraz bardziej odsuwam od siebie tych, którzy myślą inaczej. I wiecie co? Zbyt mam męczące życie, by męczyć się jeszcze z ludźmi, którzy nie rozumieją, których wartości są mi obce a które mi próbują narzucić i z którymi nie chce mi się gadać, bo po co? I tak już się nie zmienią a ja jestem za stara, by zmieniać siebie, w dodatku musiałabym oszaleć, by zrezygnować ze swojego Ja. Przecież nie mam złudzeń, że ktoś przekonany do swych racji nagle dostanie olśnienia. Mogę mieć tylko nadzieję wobec wątpiących, będących na granicy porzucenia starego myślenia, formującej się dopiero młodzieży i to tej niezindoktrynowanej przez rodzinę i wyznawaną religię…

Czekając ostatnio w sądzie chciał - nie chciał podsłuchiwałam również czekających jakiegoś pana mecenasa z jakimś jego klientem. Najpierw podzieliliśmy się wspólnym zdaniem, jak to w sądzie należy do dobrego tonu mieć opóźnienie w rozprawach, żeby pokazać, gdzie czyje miejsce w szeregu. A potem panowie zaczęli rozmawiać o ekoterrorystach, którzy sprzeciwiają się budowie estakady nad wielkimi jeziorami czyli super drogi szybkiego ruchu. Jakie słowa padły niewybredne na temat obrońców Mazur! Ile pogardy i kpiny! I że to z pewnością żadni lokalni ludzie, bo ci pragną rozwoju regionu, a rozwój tylko w betonie!

Tak, to oczywiste Bywalcu, że „dzielę na tych dobrych i złych”, choć to ogromne uproszczenie. Dzielę na tych, których myślenie jest dobre i tych, których złe. Dlaczego miałabym nie dzielić, skoro mam podstawy, by widzieć, które myślenie prowadzi do zła, a które jest rozwojowe, czyni ludzi wrażliwymi, rozumnymi i adekwatnie reagującymi a ich otoczenie przez nich nie cierpi. I nie jest to teoria, wiedza tajemna, choć owszem, to doświadczenie z 30 lat praktyki i własnego, świadomego już życia, potwierdzające wiedzę, która jest jednym z narzędzi mojej pracy. Każdego dnia się o tym przekonuję, do czego myślenie z poziomu roszczeniowego niemowlęcia, pępka świata kierującego się zasadą przyjemności albo tego samego pępka myślenie prześladowcze, prowadzi w jego życiu i co znaczy dla naszej planety. Mogę się pochylać nad dorosłymi niemowlętami czy dwu, trzylatkami w gabinecie, bo wiem, że już widzą, że potrzebują pomocy, ale nie mam siły cackać się z nimi w życiu. Adieu. Więc jeśli opuści mnie na łamach niusów „ostatni katolik”, niemyślący, z brudnymi okularami, to płakać nie będę;)

Na pożegnanie w prezencie piękne zdjęcia Marcina… ;-)

Marcin był tydzień przed weekendem bożocielnym, ale dopiero niedawno przysłał Zdjęcia

à propos łosi, to takie spotkanie miał Robert w drodze do Ełku - na szczęście dla nich obu, łoś się powstrzymał przed przejściem!

O 13. rocznicy ślubu po 25 latach pożycia oczywiście zapomniałam :-( DJ Robo mi przypomniał na fejsbuku. Takie czasy… :-)

Po drodze był weekend bożocielny, w który poza czwartkiem normalnie pracowałam, a w czwartek wyjątkowo nie, no bo mam niedzielę;) W tenże czwartek zajęłam się zaległą robotą, której pani Kasia nie zdążyła. Przeryłam pół plaży;) by posiać łąkę kwietną (zamiast pokrzyw):

po czym padłam…

Poza tym było tak…

Bożocielne Pod tulipanem

a przy okazji nasze uprawy:

i nawet ogórki już są!

Niespodziewanie odwiedzili nas (i nocowali w naszym domu na górze) chłopaki z Komitetu Ochrony Orłów w ramach obrączkowania piskląt w pobliskim gnieździe rybołowa.
To wprawdzie nie nasze rybołowy, ale i tak warto podpatrzeć!

No i Dom z bala… nie wiem wprawdzie, za co go zbudujemy, Robert mówi, że starczy tylko na fundamenty. Wyznając zasadę „co się będę martwić na zapas”, niech będą i fundamenty ;-) tylko boję się, że bal tej zimy już nie przetrzyma :-(

niestety dąb większy po przesadzeniu usechł - choć ma jeszcze ze dwa zielone liście i ja dałabym mu szansę, ale Robert twierdzi, że nie
a na większych zdjęciach co słychać w Domu z bala w albumach Po wczorajszych działaniach kopary i Wizyta w Domu z bala

…i w albumie To już nie żarty!

a! zapomniałabym o skarbie wykopanym przez koparę!

Codziennie zaglądamy na budowę w ramach spaceru, czasem z Ptysiem, bo znowu częściej z nami chodzi.

tydzień temu

dziś, a więcej w albumie Dziś znowu z Ptysiem

takie miewaliśmy Niebo nad nami

drewno całe porąbane, a Robert na zaległe urodzino-imieniny od brata dostał super siekierę szwedzką sygnowaną

Misio-Ptysie mimo upałów czasem razem

No i wszystko prawie już kwitnie! Nawet malwy!

ten jaśmin po dzisiejszej nocy stracił wszystkie płatki :-(

Zakwitły malwy i smolinosy!

A największą niespodziankę zrobiły mi różyczki w piaskownicy. Pamiętacie, jak się zastanawiałam pod koniec lata w tamtym roku, czy te róże zakwitną po przesadzeniu w nowe miejsce? To były różyczki doniczkowe, które przez wiele lat, po przesadzeniu do ogrodu, nie zakwitły. Ale rosły tam w cieniu zasłonięte przez inne kwiaty i zamiast kwitnąć przeobrażały się w takie długie cienkie klujące pędy. Po zlikwidowaniu piaskownicy przy parkingu zrobiłyśmy z panią Kasią rabatkę i przesadziłyśmy tam przystrzyżone krzaczki. Wtedy niektórzy twierdzili, że nie zakwitną, bo to dziczki. Myślałam tak samo, bo przemarzły zapewne wiele razy. Tymczasem…

Jaśmin stracił płatki, bo dziś w nocy…

…powiało, pogrzmociło, więc Czarliś dyszał pół nocy i chodził nam po głowach, no i trochę drzew padło w okolicy, u nas tylko gałęzie i czubek dębu przy zjeździe do Domku na górce

No i jezioro! Ciepłe jak zupa, piękne jak bajka, goście w te upały robili Międzyzdroje;)

17 czerwca

18

19

20

21

22

23

24

26 (25 rozładowała mi się komórka :)) a 27 jest przy okazji spadłych gałęzi

Skoro jesteśmy przy jeziorze i przy okazji borykania się z niemowlętami, w porywach z dziećmi w fazie fallicznej, wspomnę tylko, bez nożyczek, bo mi się nie chce inaczej, o ostatniej rozprawie w sądzie. Byłam świadkiem w sprawie o zagrożenie ze strony wiadomych psów. Byłam sama na rozprawie. Policja oczywiście w takich razach nie fatyguje się, choć jest oskarżycielem, oskarżony również nie raczył zaszczycić sądu, za to wystosował pismo, że przyznaje się do winy i prosi o ukaranie mandatem wysokości 50 zł:) Jak się domyślacie, nie chodziło o mandat, bo ten, maksymalnie mogący wynosić 200 zł (od niedawna max. kwota wynosi 1000 zł, ale sprawa dotyczy czasów sprzed) dla wiadomo kogo jest sumą śmieszną. Chodziło o to, by sprawa znalazła się w sądzie, by uwzględnione zostały dowody, które będą wykorzystane później. Rozprawę prowadził sędzia Mazur, ten sam, co w sprawie mody na sukces, pamiętał wszystko, przez co przechodziliśmy. Gdy słyszał, jak policja potraktowała sprawę Daffiego i co wcześniej zrobiła sędzina Janeczek-Prawda, przewracał wymownie oczami. Poprosił, abym przyszła za pół godziny na odczytanie wyroku i mimo braku czasu zrobiłam to – i to była jakaś pociecha w ostatnich doświadczeniach z sądem. Powiedział, że ubolewa, że mandat 200 zł jest maksymalnym mandatem, że 50 zł o które prosił pan K. to kpina z sądu, ale przede wszystkim ubolewa, że ten pan wielokrotnie odbiera nam prawo do wolności, bo prawem każdego człowieka jest się czuć bezpiecznie i swobodnie na swojej posesji. I dał do zrozumienia, że pewnych spraw nie powinnam puścić płazem. Jedyne, co na razie z tego wszystkiego wynika, że psy są puszczane luzem tylko „pod opieką” i nawoływane, gdy zbliżają się do przejścia. Więc coś tam dociera. A oprócz tego działa nasz rozwijany płotek.

Ale zanim się rozstaniemy…

I do podpisania!

(dobrze ktoś napisał gdzieś w komentarzu: KTOŚ TU OSZALAŁ!!! No pewnie że nie! Kultura i łowiectwo? To tak jak niewinność i morderstwo)

i przeczytania: Czy zabijanie zwierząt to dziedzictwo kulturowe?

a na sam koniec specjalnie dla Maćka, żeby już nie marudził:)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2019/06/28 12:48
Ciesze sie bardzo, ze Dom z Bala rusza. Moze nie stanie sie to migusiem, ale wazne, ze JAKIS poczatek juz jest.
Zatrucia na Orlenie wspolczuje. My tez sie ostatnio strulismy jakims kurczakiem curry w gestym sosie. Niby smaczne bylo, a juz w czasie jedzenia wykrecalo. Pewnie przez te upaly psuje sie rozne jedzenie.
Ja tez ludzi "dzielę na tych dobrych i złych". I tez juz czuje sie zbyt stara, zeby kogokolwiek nawracac na moje myslenie. Wiem, ze nie przekonam inaczej ode mnie myslacych do moich racji, i wcale nie zalezy mi na tym, by to robic. Mam swoje zycie do przezycia. (I have my own life to live.)
ania, 2019/06/28 12:55
Ale istotą jest, żeby rozumieć, czemu tak się myśli, a nie "myśleć bezmyślnie" :) A tego, jakie nieświadome motywy stoją za ich myśleniem, niestety większość ludzi nie wie.
sylwia, 2019/06/28 14:35
Dom z bala wiadomo było, że ruszy... nawet kwitnienie róży bym przewidziała..., ale tego że będziecie mieć pierwsi ogórki na swych zimnym wschodzie, niż ja... w życiu bym nie wymyśliła! Brawo! Warzywniak macie imponujący!
ania, 2019/06/28 16:59
Te ogórki stały najpierw w szklarni, więc pewnie dlatego.
z FB, 2019/06/28 20:25
Elzbieta K: i bardzo dobrze,kara mustafa musi być szkoda jednak że taka mała,a propo katolików Pani Aniu, siostra moja będąca w wieku 83 lat trafiła do szpitala z zapaleniem płuc, wczoraj zadzwoniała do mnie roztrzęsiona i mówi że odwiedził ją ksiądz i chciał udzielić jej sakramentu,ona odmówiła, a on na to a dlaczego nie, a ona bo nie chcę, a on na to powiedział,że powie rodzinie że nie chciała sakramentu i tu ma ksiądz pecha bo ja się liczę ze zdaniem siostry w tym temacie,uważam że nie można na siłę wciskać komuś wiary ,ona poszła do szpitala leczyć się umysł ma jasny pamięta cyfry zakładów w lotka, pamięta swój numer konta , ja ze swojego pamiętam cztery zera, bo są w każdym koncie ha ha ha!
Maciek, 2019/06/28 22:58
Polonek byl pierwszy, wyszedl chyba w 78 ? A Bx skopiowal wzor dopiero w 84. Bardzo dziekuje !!!
Maciek, 2019/06/28 23:11
Mialem nie marudzic, ale jak sie dobrze przyjrzec tej butelce to na beczce siedzi aniolek, co jest najlepszym dowodem chrzescianskich korzeni Europy!
ania, 2019/06/28 23:13
Goły aniołek w rozkroku??? Aniołki są niewinne i w sukienkach a ten świadczy o korzeniach w Starożytnej Grecji co najwyżej! :)
Obserwator, 2019/07/18 00:24
"Aniołek" siedzący okrakiem na beczce! Qń by się obśmiał! A Dionizos vel Bachus przewracają się ze śmiechu. :)

PS Butelka pochodzi z przedwojennego browaru w Elblągu i stanowi wartość kolekcjonerską.
ania, 2019/07/18 10:24
Będzie w zawadzkim muzeum!
Skomentuj:
BSQTH
 
 
borykanie_sie_z_niemowletami.txt · ostatnio zmienione: 2019/06/28 23:07 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika