18 października 2009

to dobry dzień, by po raz pierwszy poskarżyć się na

Ceramiczne niespodzianki

ale nius ten jest uaktualniany

Każdy ceramik wie, że ceramika podczas tworzenia lubi robić niespodzianki. W ogóle ceramika to szkoła cierpliwości, odraczania i godzenia się z nieobliczalnością świata, w tym przypadku ceramicznych wyrobów. Nowa glina, nowe szkliwa, każda zmiana grzałek w piecu a nie daj Boże całego pieca, to oswajanie się z nimi na nowo. A jak już się człowiek oswoi, to i tak nigdy nie może być pewien, co z pieca wyciągnie. No chyba że trzaska taśmowo jednakowe odlewy, ale i wtedy bywa różnie. Jeśli ktoś robi unikalne wyroby, każdy inny (nawet jeśli chce taki sam, to wiadomo - ręczna praca to wróg powtarzalności), musi czekać cierpliwie kilkanaście godzin i nigdy nie wie, co też znajdzie w środku po otwarciu pieca. Kilkanaście godzin to czas odroczenia między ostatecznym wykonaniem a efektem końcowym. Mowa o ostatnim etapie tworzenia. Wcześniej jest etap lepienia z gliny, suszenia, szlifowania przed włożeniem do pieca, wypał na biskwit, zdobienie i ponowny wypał. Etap suszenia to kilka dni czekania, o ile pogoda łaskawa, na to aż odparuje woda z glinianego wyrobu, czyli czekanie, aż cały stanie się jasny. Nasza czerwona glina kapryśna, bardzo kurczliwa i trzeba umieć z niej lepić a potem umiejętnie suszyć - nie za szybko, wiedzieć, co należy owinąć folią lub przykryć, żeby opóźnić schnięcie jakiś części względem innych, by nie powstały zbyt duże naprężenia i nie popękało. Po latach wprawy raczej wielkich niespodzianek w tej fazie nie ma. Czasem tylko jakieś ucho pęknie, bo było za długie i nie dało rady kurczyć się w tym samym tempie, co reszta jakiegoś dzbanka, czasem jakiś uśmiech w rybce – mydelniczce, co ma tendencje do poszerzania się, trzeba szybko ratować.

Najwięcej niespodzianek ma miejsce podczas wypału w piecu, czyli dla ceramika – po tym, gdy piec otworzy po jego wystudzeniu. Temperatura wszystko wyjaśnia. Kto by wytrzymał prawie 1000 stopni (to i tak mało, większość ceramików wypala w temp. ok. 1200 st.)? Jakikolwiek błąd w strukturze i szlag rzecz w piecu trafia. Ale gdy się już zapozna z gliną i wie, z jakiej gliny jakich kształtów lepiej nie ryzykować, bo szkoda roboty, pozostaje nieobliczalne szkliwo.

Tu misa podwójnie szkliwiona - zielone szmaragdowe po wypaleniu szkliwo zostało polane szkliwem czerwonym i misa przy tej wielkości i kształcie tego nie wytrzymała

Po pierwsze, ze szkliwem to nie jak z farbami, szkliwienie to nie malowanie obrazka. Angobami, czyli kolorowymi glinkami można malować jak farbami, ale i to pole do popisu dla niespodzianek. Takie obrazki na wyrobach pokrywane są następnie bezbarwnym, czyli transparentnym szkliwem, które po pierwsze, gdy się nim poleje, pokrywa całą rzecz na biało i nic już nie widać, co było namalowane, więc już żadnych poprawek zrobić nie można, po drugie po wypaleniu w piecu wydobywa pewne kolory, a niektóre blakną i można się zdziwić, że jakaś kreska jest zbyt widoczna, a jakiś szczegół zniknął. Czasem, gdy poleje się takim szkliwem zbyt grubo, zamiast zrobić się przezroczyste, w czasie wypału robi się mleczne i nie widać, co pod nim.

Jeśli wyrób ozdabiany jest na surowej wypalonej glinie, czyli biskwicie, kolorowymi szkliwami, zaczyna się prawdziwa zabawa z losem. Najpierw taki półprodukt polewa się szkliwem w kolorze, który ma być tłem a następnie można próbować nałożyć kolejną warstwę, licząc na to, że powstaną wzorki na tle. Żeby powstał taki wzorek, nie da się go „namalować”, można tylko małymi kropkami nakładać drugie szkliwo i w ten sposób otrzymać jakąś linię czy plamę. Dość to pracochłonne i jak się tak narobisz, nałożysz skrupulatnie szkliwo, by wyszło z tego jakieś zdobienie, po wyjęciu z pieca możesz się go nie dopatrzyć. Bo czasem zostaje „pożarte” przez szkliwo będące tłem.

Ta miseczka wewnątrz została polana tlenkiem miedzi rozpuszczonym w transparentnym szkliwie, na wierzchu, w wydrapanych w tym szkliwie rowkach zostało naniesione czerwone szkliwo tak, by powstała okręcona dookoła miski żmija z głową na samym dnie. Przy odpowiednim oświetleniu można się tego dopatrzyć.

To samo stało się z rybą powstałą przez naniesienie białego szkliwa na dnie misy

Ryba zjawa widoczna jest…

przy błysku flesza:)

Szkliwo, którym wyrób był ozdabiany, może jeszcze w ramach niespodzianek ścieknąć, czyli obsunąć się, zwłaszcza, gdy jest na pochyłej lub pionowej powierzchni. Przypomina wtedy dzieło awangardowe a nie wiejski, sielski wzorek.

Czasem szkliwo, jakim oblany jest przedmiot, ma jakby niedoróbki, jakby nie cała powierzchnia była oblana, choć to nieprawda, było jak trzeba, tylko podczas wypalania w piecu się obkurczyło i zostawiło wolne, nieposzkliwone miejsca, zdarza się to zwłaszcza wewnątrz głębszych naczyń, prawdopodobnie temperatura w środku nie jest dość wysoka, by szkliwo równomiernie oblepiło całą powierzchnię.

A czasem po prostu gdzieś się nie przyjmie, na jakiejś angobie i po prostu sobie odpryśnie. Ale najgorsze, co może się zdarzyć to, gdy przejdzie się całą ceramiczną drogę – ulepi, wysuszy, wypali na biskwit, ozdobi, poszkliwi, wypali, wystudzi i… wyjmie pęknięte. Wtedy to się chce płakać. Wygląda to tak, jakby szkliwo podczas stygnięcia a więc kurczenia „pociągnęło” za sobą wypaloną glinę, gdy kształt temu sprzyjał a glina miewa humory… i rysa gotowa.

Poniżej efekt zbyt szybkiego wypału na biskwit, gdyż z powodu burzy i zabrania prądu rozstroiłam programator w piecu i długo nie mogłam dojść z nim do ładu. Później próbowałam ratować sytuację, czyli ledwo widoczne pęknięcia zalać z obu stron szkliwem, ale niestety - po drugim wypale i pod wpływem szkliwa rysy się tylko pogłębiły i to znacznie!

No i trzeba pamiętać, że jak coś za pierwszym razem nie wyjdzie, poprawia się i ponownie wypala, to osłabia to strukturę wewnętrzną przedmiotu i ten czasem robi się bardziej kruchy i czasem od tego pęka.

Dzban „arlekin” na zamówienie pani Doroty (po znajomości, bo jak wiadomo ceramiki poza taką z gotowych już biskwitowych półproduktów, nie robię) nie dość że przy schnięciu stracił ucho, przy pierwszym wypale miał dziury w szkliwie wewnątrz, to drugiego wypału nie wytrzymał.

Najczęściej dzieje się tak z gotowymi kaflami, z których robię dekory. Kafel nie może być zbyt gruby, bo wtedy pęka już przy pierwszym wypale i znowu cała robota na nic.

Może pęknąć też taki, który do tej pory zachowywał się w piecu jak należy. Znaczy to, że miał jakąś niewidoczną wadę fabryczną. A jak ma jakieś zupełnie inne szkliwo na sobie, niż moje, np. ma zupełnie inną temperaturę topnienia, to nałożony obrazek odchodzi, odszczypuje się razem z fabrycznie nałożonym szkliwem, czyli z tłem. Perfidia polega na tym, że może wyglądać cacy, dopóki się go nie pomaca i nie wyczuje, że szkliwo jakieś wybrzuszone.

Purchle na dekorze mogą się zrobić po jakimś czasie, następnie dekor obłazi, jakby liniał. Tak, że dekor zrobił kawał po czasie, zdarzyło mi się raz w życiu. Pani zamówiła pokolorowanie gotowego, wypukłego dekoru, żeby sprawdzić, jak reagują na niego klienci, bo takie w jednym kolorze nie szły. Gdy odwiedziłam sklep po roku, dowiedziałam się, że któregoś pięknego dnia obrazek „zszedł” z kafelka.

Od tej pory na zamówienie robię dekory tylko ze sprawdzonych kafli! Po latach praktyki wiem, że takie tendencje wykazują fabryczne kafelki pokryte jakby bardzo grubą warstwą „szklistej” glazury i niektóre matowe, na których w ogóle nie widać szkliwa. Niektóre z kolei moje szkliwa na gotowych kaflach (ale nie tylko! czasem na już raz poszkliwionych przeze mnie i wypalonych rzeczach) mają tendencje do „robienia przerw”.

I o ile w takich kwiatkach można uznać to za specjalny, artystyczny efekt, to przy napisach na zamówienie już nie bardzo! Zdarza się też na mydelniczkach, bo te szkliwione są zawsze podwójnie, czyli w sumie trzy razy siedzą w piecu, ale też uważam, że efekt jest interesujący i nie zawsze z nim walczę.

Jest jeszcze jedna ważna zasada - żeby nie wypalać rzeczy poszkliwionych z tymi wypalanymi na biskwit. Aby uniknąć sytuacji, że części rozlatującego się w piecu przedmiotu (bo źle ulepionego lub takiego, w którym zostały pęcherzyki powietrza) przyklejają się do szkliwa.

A trzeba wiedzieć, że gdy coś w piecu odszczypie się, rozpadnie, to z takim impetem, że leci w najdalsze zakamarki pieca. To jak wybuch. Oczywiście rzadko który ceramik tej zasady pilnuje, bo na ogół szkoda mu niewykorzystanego miejsca w piecu i wpycha do niego wszystko, co jest do wypalenia, żeby zaoszczędzić na prądzie. Ja też tak robię:) tylko zawsze dokładnie przyglądam się surowym glinianym rzeczom na tę okoliczność, no i staram się nie wkładać wyrobów początkujących warsztatowiczów.
Ale nie zawsze niespodzianka pochodzi od rzeczy wypalanej na biskwit. Na zdjęciach efekt przyklejonych kawałków terakoty, po tym, jak rozprysnął się spodni rant jednego z kafli.

W wyniku tego zdarzenia Robert musiał zeszlifować przyczepione kawałki, ja ponownie poszkliwić te miejsca i włączy piec dla 3 kafelków (bardzo kosztowny wypał!), bo jeden z nich - tabliczka na dom, której nie ma na zdjęciach - był na pilne, świąteczne zamówienie.

Ostatni neuralgiczny etap dla ceramiki, to stygnięcie. Nie wolno otworzyć pieca zbyt szybko a i musi być dobrze izolowany nie tylko, by nie zżerał za dużo energii, bo oddaje ją otoczeniu, ale właśnie i po to, by wyroby, zwłaszcza te poszkliwione, stygły powoli i równomiernie. I bądź tu człowieku cierpliwy, gdy już wiesz, że tam siedzi gotowe cacko, ale trzeba czekać wiele godzin, zanim wystygnie, bo jak je wyjmiesz za szybko, to zbyt głęboko popęka szkliwo, albo całe pęknie. I na koniec niespodzianki, gdy się już wydawało, że wszystko się udało! Stoi sobie taki wyrób w galerii, czeka na wielbiciela, a tu nagle ukryta w glinie drobinka rozsadza szkliwo, odszczypuje i robi się dziura w powierzchni.

Tu już wydłubani „agenci”, by dziury ponownie zalać szkliwem i rzecz ponownie wypalić

Dzieje się tak wtedy, gdy glina nie jest dokładnie przesiana przez bardzo gęste sito. U mnie zdarzało się, gdy w sicie zrobiła się dziura i zanim zauważyłam, taki nie gliniany agent zdołał się przemknąć. Obecnie się nie zdarza, bo przeszłam na sita stalowe!

Kolejna niespodzianka może wyniknąć z konkurencyjności różnych szkliw.
Gdy kafelek oblany jest szkliwem turkusowym na bazie tlenku miedzi, można wyskrobany w szkliwie obrazek polać rozcieńczonym szkliwem w innym kolorze i liczyć na to, że kolor nie pokryje dominującego turkusu, jedynie pojawi się tam, gdzie turkusowego szkliwa nie ma. Powstaje w ten sposób bardzo ciekawy efekt, jak np. tu:

Chcąc wykorzystać tę zasadę zrobiłam tak, ale odwrotnie, to znaczy obrazek wyskrobałam w szkliwie czarnym i polałam go rozcieńczonym turkusem. Efekt niestety nie był zbyt pożądany:)

Kafle zostały poprawione i ostateczny efekt można zobaczyć na stronie z dekorami do chorzowskiego mieszkania .

Tak więc proszę się nie dziwić, że ręcznie robiona ceramika w małej pracowni, a nie taśmowo w zakładzie, ma swoją cenę. To naprawdę żmudna praca i w dodatku pełna ryzyka, że się narobi na marne.

Proszę także zobaczyć Tabliczki na dom - pierwszy wypał nigdy pewny

Komentarze

Nela, 2009/10/20 19:01
Podziwiam Wasz trud i oddanie pasji. Zapewniam, że Wasze wytworki, nawet popękane, są świetne. Ryba na dnie misy wygląda jakby była rzeczywiście pod wodą :) pozdrawiam serdecznie.
ania, 2009/10/20 19:53
Tak, to prawda, niektóre niezamierzone efekty, gdyby je zaplanować, to by nigdy nie wyszły i na tym też polega urok ceramiki. Dzięki za miłe słowa:)
dorota, 2009/10/22 11:38
ja chciałam powiedzieć że jestem wręcz wzruszona,że Pani Ania "złamała" zasadę i zrobiła mi dzban. Głupio mi i nieswojo z tego powodu , zwłaszcza że nie było łatwo ... i masa kłopotów po drodze ... To nic że dzban jest "inwalidą" bez ucha , szkoda że pękł, ale to też nic w porównaniu z tym jaki jest piękny i jak cieszy moje oko swoim niewątpliwym urokiem .... mimo wszystko trud się opłacił :) :)
Monika, North Carolina, 2009/10/31 08:13
A ja podziwiam trudy ceramikow i z wielka ciekawoscia zglebiam tajniki tego fachu (lub raczej - sztuki). Porownalabym jedynie ceramike do tkactwa. Watek i osnowa daja niekiedy rownie nieprzewidywalne efekty koncowe jak glina, farba i szkliwo.
M, 2011/04/04 20:56
Szkoda tylko,ze tak mało osób docenia piękno ceramiki Robię ją od kilkunastu lat i obserwuje ,ze popyt na nia drastycznie spada To niezwykle ciężki kawałek chleba Z szacunkiem i poważaniem M
ania, 2011/04/04 21:38
No niestety, tania ceramika z Chin w supermarketach sprawia, że mało kto docenia wysiłek ceramika.
mamajaha, 2013/01/10 22:23
bardzo się cieszę że przeczytałam to wszystko czuję się raźniej kiedy wiem że nie tylko ja mam tak dziwaczne przygody ze szkliwami ceramikami i piecami:)pozdrawiam:)
karol, 2013/07/31 20:31
Witam, chciałbym zrobić sam dekory do naszej łazienki, robimy je z żoną od jakiegoś czasu (4 próba) i wozimy do wypału do zaprzyjaźnionej pracowni. Jak je suszyć najlepiej? suszymy na siatkach tj. taka rama z siatki żeby była cyrkulacja powietrza, ale w piecu boki się zawijają tj. kafle nie trzymają się płasko ;-), chociaż za 4 razem było już dużo lepiej, poprzednie wynikały trochę z naszej niedokładności ;-), jak je suszyć, macie jakieś sposoby?
ania, 2013/07/31 20:38
Ja robię dekory kładąc szkliwo na gotowych, fabrycznych kaflach. Płaskie powierzchnie, jeśli są z kurczliwej gliny, zawsze się wygną, a ja mam dostęp tylko do takiej prymitywnej, czerwonej gliny, więc nawet nie próbuję. W przypadku płaskich powierzchni obowiązuje zasada jak najdłuższego schnięcia i temperatura w piecu nie może gwałtownie wzrastać, ale i tak nie ma gwarancji. Do kafli trzeba mieć specjalną glinę o niskiej kurczliwości przy schnięciu. Proponuję zgłosić się do Doroty z dekornia.pl - ona ma doświadczenie w robieniu kafelków w formach. Pozdrawiam.
elka , 2014/10/20 15:15
Moje pierwsze szkliwienie.wazon cudny ale przykleił się do płyty.Jak to teraz oderwać? :-(
ania, 2014/10/20 20:26
Niestety zostaje tylko dłuto i młotek w odbijaniu (delikatnym) wazonu od płyty, a potem szlifierka.
elka, 2014/10/21 08:42
Dzięki tak też pomyślałam.Było mi bardzo przykro.Bo wazon przepiękny ale szkliwo dość płynne no i stało się. dziękuję i pozdrawiam :-)
Marcin, 2017/02/20 14:39
Witam, przeczytałem powyższy artykuł i cieszę, że powstał. W mojej głowie pojawiło się pytanie związane z ceramiką. Od kilku dni pracuję z gliną i zastanawiam się czy po jej wyschnięciu konieczne jest wypalenie gotowej formy. Naczynie ma mi służyć do przechowywania suchych produktów, m.in. ziaren. Myślę jedynie o naniesieniu barw na zewnętrzną stronę naczynia. Czy to może funkcjonować?

Pozdrawiam.
ania, 2017/02/20 15:54
Jeśli jest to zwyczajna glina, nie utwardzana chemicznie, to oczywiście przez jakiś czas postoi, ale w końcu się skruszy. Lepiej wypalić:)
Marcin, 2017/02/20 18:42
Dziekuję.
Skomentuj:
OLYHD
 
 
ceramiczne_niespodzianki.txt · ostatnio zmienione: 2015/03/09 22:51 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika