31 stycznia - 2 lutego 2014

Chcieli (Bieguna) zimna no to mieli!

No to pojechali. U nas jeszcze goście niedobitki w Domku do jutra, ale impreza skończona. Nie będzie to reportaż z obchodów, bo obchody to Robert robił po piecach, a ja, gdy padał, w kółko do i z drewutni. To subiektywny raport z tego, jak wygląda impreza zimowa oczami właścicieli najbliższego punktu noclegowego, tudzież domostwa, do którego można zwrócić się w razie czego.

Zaczęło się w czwartek, gdy wolontariusze i organizatorzy zaczęli zwozić majdan, a wiatr wiał coraz większy i większy a temperatura była coraz niższa i niższa…

Chcieli bieguna zimna to mieli! Ci na górze stanęli na wysokości zadania! Wiatr zdmuchiwał śnieg z pól a dzielny pan Andrzej odpowiedzialny za odśnieżanie robił co mógł. Wolontariusze i organizatorzy przymarzali, namioty łopotały na wietrze ale jeszcze tragedii nie było.

Naszych gości spod tulipana wiatr wywiał do domu dzień wcześniej i całe szczęście, dzięki temu zdążyliśmy posprzątać dla następnej tury. Z tymi gośćmi to oddzielna historia. To ci, którzy nie przyjechali w Sylwestra, bo im babcia umarła. Zamówili się zamiast na Sylwestra - 27 stycznia, ale Robert był pewny, że jeszcze potwierdzą. Nie potwierdzili, więc zapomniał o sprawie. 26-go dzwoni pani z pytaniem, czy trzeba brać ręczniki i poinformować, że oni przyjadą w 8 a nie 7 osób. Robert zaniemówił, bo od 27-go w domku mieliśmy zarezerwowany apartament dla osób czterech, więc pyta – ośmiu? miały być cztery… Gdyby pani nie zadzwoniła w sprawie ręczników, przyjechałyby do Domku dwie ekipy – jedna cztero, druga ośmioosobowa z psem. Sęk w tym, że w Domku 7 miejsc… Pani zadzwoniła późnym wieczorem, więc pół nocy sprzątałam pod tulipanem a Robert palił w piecach, na szczęście już wtedy woda w podłodze odpuściła i w kranach była ciepła.

W piątek na Biegun Zimna, mimo że ciągłość gości w pensjonacie, rano w kuchni pod tulipanem było 0 stopni. U mnie w gabinecie na górze, gdy Robert zaczynał palenie, koło 6-ciu. Zaczynałam więc pracę w czapce uszatce okutana w koc. Wszystko przez wiatr, który wciskał się w szczeliny i wywiewał wszelkie ciepło. Ale najgorsze było to, że w nocy dosypało trochę śniegu, który razem z tym z pól zasypał wszelkie drogi dojazdowe.

W piątek rano byliśmy odcięci od świata i żadna impreza nie miała szansy się odbyć. Nasza droga zasypana, wiadomo, ale nie było przejazdu ani z Sokółek ani drogami powiatowymi. Za to tym razem odśnieżyli nas jako pierwszych a droga koło nas była najlepiej odśnieżoną drogą w gminie! Tylko co z tego, skoro wciąż ją zasypywało i pan Andrzej swoim spychaczem jeździł w te i z powrotem.

Główny organizator imprezy w drodze po psy zakopał się na sztywno kilometr od domu i przepadł. Jedni goście odwołali przyjazd, bo ich zasypało gdzieś na Podlasiu, drudzy przyjechali dzień później, skład w pokojach zmieniał się z godziny na godzinę, znaczy ten umówiony, bo realny ustalił się w piątek wieczorem, i z tego wielkiego bumu w końcu zostaliśmy z dwiema połówkami apartamentu, za to z panią, która wyprawiła się na Spitsbergen, na karimacie w Domku w kuchni (w łóżku nie chciała) oraz z trzema psami pod tulipanem i jednym w Domku. Po podwórzu kręcili się postawni mężczyźni w eskimoskich strojach, na których Lodzia bez przerwy szczekała (gdy się boi to ujada), jako do najbliższego punktu poboru wody pitnej zajeżdżały sanie pod kuchnię z butlami, ciągle ktoś pukał, a to siekierę chciał, a to kabel, a to laptopa przechować, a to coś tam, za bramą przechadzały się ludziska z psami, nasze więc nie mogły usiedzieć w domu tylko piszczały a Belfegor wietrzył dom, bo sam otwierał drzwi i wyprowadzał małe. Można by powiedzieć, że było niecodziennie i momentami śmiesznie, gdyby nie…
Podsumowanie: Z okazji kolejnej tury gości zimowych, w celu utrzymania Pensjonaciku w gotowości bojowej najpierw w celu rozmrożenia rur, potem by woda nie zamarzła w nocy w kuchni, farelki chodziły dzień i noc, spaliliśmy całą drewutnię drewna (w drewutni było suche) a Robert rozchorował się okrutnie od tego ganiania po wietrznym mrozie. Mnie niestety też właśnie zaczyna drapać w gardle, a miałam nadzieję, że mnie ominie. Musiał coś przywlec z tej Warszawy, gdy był u doktorów. Moim zdaniem również ich diagnoza go osłabiła, a bieganie między domem, pensjonatem, drewnem a górką – doprawiło.

Wnioski końcowe: Jeśli nie będziemy musieli (i chcieli) zapewnić noclegu (bo kolejna impreza będzie od nas znacznie oddalona) uczestnikom III edycji Bieguna Zimna (w innym wypadku z przyczyn ideologicznych złamiemy się) od przyszłego roku zamykamy pensjonacik na zimę! Nie mamy ani siły, ani się to nie opłaca, żeby w takie temperatury przyjmować gości. Tylko domek będzie funkcjonował. Pensjonacik będzie otwarty dopóki temperatura nie spadnie długotrwale poniżej minus 3 stopni, a potem woda zostanie spuszczona a myszy z zimna same się wyniosą (właśnie jedna w pensjonacikowej kuchni korzysta z długiego sezonu). Tak więc użyliśmy z okazji imprezy;) ale za to udała się, Dzikie Mazury zostały rozsławione również zimą, zostało udowodnione, że są tacy, co zimy się nie boją, kolejny sukces Darka Morsztyna, który ma power tylko pozazdrościć, a że my, stali mieszkańcy Bieguna Zimna udowadniamy sobie różne rzeczy od kilkunastu lat, to i jak takie prawdziwe chłopy ze wsi patrzyliśmy na to wszystko z boku z pewnym wyrazem twarzy:)

A tak było, choć w głównych atrakcjach (turniejach, prelekcjach, zabawach…) nie braliśmy udziału z wyżej wymienionych powodów, więc zdjęcia tylko poglądowe:

i zdjęcia Krystyny Stachury

PS.

otrzymany od Łukasza, przyjaciela Agnieszki ze skrzyżowania, miłośnika Zawad, który pracuje w PAPie i jeszcze relacja z TVP Olsztyn i fragment w materiale dotyczącym zimy (o 19.49) w wydaniu głównym wiadomości TVP
W końcu nie byle co - to debiut Zawad Oleckich w PAPie i TVP!
A dla fejsbukowców zdjęcia na stronie wydarzenia II Biegun Zimna .

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/02/03 12:24
Ja zmarzlam od samego patrzenia na zdjecia.
A gdy potem jeszcze przeczytalam Twoj text - zamienilam sie w sopel lodu.
Marzena, Langley, 2014/02/03 16:59
Brrrr, trzepawki dostalam. U nas +4 a ja zamarzam ;)
ewa U., 2014/02/03 18:09
Jak sytuacja pogodowa dzisiaj? U nas w zasadzie wiosna, + 12 w słońcu. Trzeba chyba bardzo kochać zimno (?), aby dobrowolnie spać w namiociku... Ciekawam, czy te śliczne psy tak sobie posłusznie leżały luzem same z siebie i nigdzie nie chodziły?
ania, 2014/02/03 20:15
W dzień było zero i świeciło słonko. Zima się dostosowała do obchodów więc teraz może odpocząć.
Pieski są powiązane systemem linek, tak by jeden drugiego nie sięgnął. Na zdjęciu odpoczywały po bieganiu w zaprzęgu, dlatego grzecznie leżą:)

PS. pod niusem dodałam PS - notkę z PAPu i relacje telewizyjne
Skomentuj:
DYIMU
 
 
chcieli_bieguna_zimna_no_to_mieli.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 20:05 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika