20 kwietnia 2013

Co jest, gdy jestem

Jestem skonana, padnięta, miałam nic nie pisać, ale jak nie pisać, skoro trzy dni mijają i wszystkie zdjęcia nieaktualne?? Ale będzie w telegraficznym skrócie, bo sezon nadchodzi wielkimi krokami, co oznacza stan paniki i umęczenia. Wszystko przez to, że dopiero od kilku dni można robić to, co powinniśmy robić od miesiąca. I to wszystko naraz!
Nie wierzę, że od tęgiej zimy upłynęło dopiero… 8 dni? Jeszcze trzy dni temu żurawie przechadzały się po jeziorze:

więcej żurków na lodzie w niusie przyrodniczym

a dziś właśnie po tej stronie jeziora… WODA!

na naszej plaży można się już kąpać;) Naprawdę nie wierzyłam, że do majówki odmarznie. A ma wielkie szanse odmarznąć całe, choć dziś w nocy ma być -3:( A ja akurat wczoraj wreszcie zrobiłam porządek z pelargoniami kiszącymi się u mnie w gabinecie,

w czym towarzystwo chętnie uczestniczy - to zdjęcie z opalania, ale jak ziemia do kwiatków idzie w ruch, psy namiętnie mi ją podjadają

przycięłam, rozsadziłam, poprzesadzałam, kwiatki z kauflanda i lidla też, bo w gospodarstwie ogrodniczym, w którym się zaopatruję na majówkę w kwiatki, żadnych kwiatków przecież nie uświadczę. W tamtym roku na przydługi weekend majowy nie zdążyły urosnąć, bo za długo zimno było, a co dopiero w tym! W każdym razie pięknie je wczoraj poustawiałam w wiacie, a dziś po obejrzeniu prognozy pogody, wstawiłam do pracowni. I tak do wtorku będę się z nimi nosić. Podobno.
Ale miałam się streszczać.

Trzy dni temu padał deszcz i była piękna mgła! Nie widziałam jeszcze nigdy mgły nad lodem!

chłopaki zwozili resztę drewna z naszego laso/stawu, bo nareszcie śniegi zeszły i można było dojechać po drewno traktorem

Mamy go tyle, że nie sprawdza się przysłowie „od przybytku głowa nie boli”. Boli, boli. Bo trzeba to teraz pociąć, porąbać i gdzieś zmagazynować…

Pan leśniczy drewno oficjalnie podstemplował i trwa przeróbka:

dowcipy chodzą, że zima sroga idzie, bo pod tulipanem drewno gromadzą:)

Wreszcie rozparcelowana ziemia z kretowisk czeka na posianie trawy, tylko niech te przymrozki się skończą

główny sprawca dołów

a Strzała garnie się do niego - posiedziałaby z Belfegorkiem na jego górce!

i wreszcie uwieczniona nasza pliszka domowa

Jeszcze trzy dni temu w naszym oficjalnie zwanym oczku wodnym lód:

a dziś ferajna poszła nad staw kleszcze łapać (niestety już są:( na nic przepowiednie, że po takiej zimie będzie mniej…) i nieco pobrodzić:

Na spacerach przeganiamy żurawie z kąta w kąt, ale tylko odlatują na bezpieczną odległość, co i tak jest odległością jak na żurawie śmieszną. Co przypomina mi słynną już anegdotę (połowa z Was ją słyszała:)), jak to kiedyś Robert zabrał mnie w majówkę nad Biebrzę na obserwacje ptaków i raz o 5 rano wyruszyliśmy na wycieczkę z przewodnikiem, który zapewniał, że zobaczymy żurawie. Wtedy jeszcze żurawia na oczy nie widziałam. Dotarliśmy na miejsce, ale tylko klangor gdzieś w oddali było słychać. Więc dalej moje oczy żurka nie uświadczyły. A za rok przyjechaliśmy do Zawad i pierwszym ptakiem, jaki nam przeleciał nad głową, był dyżurny żuraw, który o stałej porze przelatywał nad naszą stodołą. A za płotem zaraz wydarły się kolejne.

Dziś Pieso znowu przegrupowywał żurawie:)

więcej żurków na spacerze z psami w niusie przyrodniczym

Trzy dni temu pieski miały do wyboru potarzać się w suchej trawie:

albo w śniegu:

a dziś w śniegu byłoby im trudno, bo jest albo w śladowych ilościach, albo tylko na bardzo stromych zboczach:

I dopiero wyszły na wierzch zniszczenia:

to zniszczenie do którego wszyscy przywykli - przydrożny topinambur rok w rok kotłowany do imentu

dzicza robota przy drodze na górkę

a to zniszczenia po stalińcu:

a to po kangurze, który skakał ze skarpy:)

w dole widać zbuchtowaną ziemię, dzięki której kangur nie stoczył się niżej, tylko zarył - raz dziki się na coś przydały:)

a po deszczu „naprawiona” droga wygląda tak

Oprócz tego namiętnie piorę, bo terma naprawiona, pralka wróciła na miejsce (stoi pod termą, więc znowu pralki nie było) a dziewczyny zwiedzają wzdłuż i wszerz pensjonat, bo tam ich jeszcze nie było!

No i uczą się polować. Co oznacza, że pod naszym łóżkiem biegają norniki i skaczą żaby…

a potem budzi mnie rzyganie Lodzi i w ramach nocnych rozrywek usuwam z podłogi z lekka przechodzone norniki, bo Lodzia łyka je w całości.

A poza tym potykamy się o ropuchy i żaby, które wylazły w takich ilościach, że można już rozpatrywać plagę. A to podstawowa pozycja, w jakiej występują:

U nas też już są kwiatki!:)

tylko przebiśniegów nie ma, choć zawsze jest zatrzęsienie - chyba przekwitły pod śniegiem;), spod którego nie dały rady a teraz już za późno.

A po wyewakuowaniu pelargonii na dwór można było lemurom udostępnić mój gabinet, z czego skrzętnie skorzystały i zajęły miejscówkę terapeutyczną:)

z takimi pogadać, zaraz by się polepszyło:)

I zapowiadam, że wraz z rozpoczęciem sezonu, jak co roku, będę jęczeć, ale w tym roku bardziej, bo czuję się, jakbym miała lat 80. Dziś przy kolacji, po tym, jak PRAWIE udało mi się sprzątnąć pokoje w pensjonacie, co zajęło mi cały dzień i gdy konsumowałam ze świadomością, że po posiłku udam się sprzątać pensjonacikową kuchnię, obmyślaliśmy chytry plan! Sprzedamy Zawady i wyniesiemy się do małego mieszkanka w Olecku, które bez trudu posprzątam, gdzie bez wyrzutów sumienia będę oglądać filmy, czytać książki i przesiadywać na ławce przed domem. Będę chodzić na spacery z jakimś jednym małym grzecznym pieskiem, w gabinecie będę przyjmować jakąś niemęczącą ilość pacjentów, tylu, żeby mi szare komórki nie zwiędły całkiem, Robert może jakąś lekką pracę w biurze znajdzie, ale właściwie nie musi, bo z procentów skromnie dalibyśmy radę… Dobry plan?;)

Komentarze

Tess, 2013/04/21 10:18
Plan jest przedni, tylko co byś zrobiła z taką ilością wolnego czasu?:-))) No i co by zwierze na to powiedziały! Strach się bać ich komentarzy...
Ściskam.
A.
Aurelia, 2013/04/21 10:45
ależ cudnie:))
Monika, North Carolina, 2013/04/21 11:05
Krajobrazowo bardzo ladnie sie robi u Was. Zdziwiona jestem jednak, jak szybko zniknal snieg. Bylo i nie ma - jak w ruskim cyrku.
Ewa U., 2013/04/21 11:16
Fantastyczny plan, w dodatku w zasięgu ręki, co zawsze jest jakimś pocieszeniem w chwili słabości. A do Zawad jeździłabyś z psami na spacer.
Aż mi głupio, bo wiosna u nas bardzo zaawansowana, kwitną forsycje, a reszta - tylko patrzeć. Właściwie powinnam skosić trawę, ale nie zrobię tego, bo żaby w podwójnej pozycji u mnie też występują. A niech tam w spokoju prokreują.
Pozdrawiam
ania, 2013/04/21 11:34
Plan, przypominam, nie obejmuje psów w większej ilości niż jeden mały i grzeczny! Nasze psy w mieście... hmmm, już to sobie wyobrażam:) Kiedyś Piesa Robert zabrał przy okazji wizyty u weterynarza na osiedle z blokami. Pieso zaglądał do każdej piwnicy, zaczepiał każdego człowieka, ogon mało mu się nie urwał - taki mało rozgarnięty wieśniak, który nigdy nie widział niczego poza swoją wiochą.
Ewa U., 2013/04/21 22:50
No tak, zapomniałam. Sama tak się zaczynam zachowywać w mieście. Mój pies nie lepszy. On nawet do auta nie wsiada. Do tego gapowaty, jak niedorozwinięty, nie tylko nierozgarnięty... Ostatnio weterynarza przywiozłam do, a nie odwrotnie.
zośka, 2013/04/22 14:27
Plan świetny, a psiaki i koty do bidulca, przecież miałyby co jeść i gdzie spać, więc spoko ;)
No może najmniejszego w ramach realizacji planów wziąć ze sobą, ale lepiej kupić małego miastowego, który nie zachowywałby się jak wieśniak ;)
......
Gdybym nie widziała ile w tym miejscu serca i pracy, to bym może uwierzyła w plan, he he.
A trawą się przestraszyłam, bo my (żółtodzioby zupełne) wysialiśmy już 3 dni temu, a rankiem rzeczywiście widać jeszcze szron na ziemi - myślisz, że nie wzejdzie?
ania, 2013/04/22 22:08
Najgorszy moment gdy trawa puści kiełki - gdy kiełki przemarzną to nici z trawy. Nie podlewaj jej póki są przymrozki, to nie zacznie kiełkować. Najlepiej poczekaj, aż deszcz przyjdzie i podleje.
zośka, 2013/04/23 11:59
Dziękuję za wskazówkę, dziś właśnie zanosi się u nas na deszcz :)
Skomentuj:
LISES
 
 
co_jest_gdy_jestem.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 11:52 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika