4 września 2011

Co za krótko, też niezdrowo

Tym razem nie będzie żadnych teorii rozwojowych, które niektórych trafiają w czuły punkt, aż im się zaburza kontakt z rzeczywistością, czyli czytają co innego, niż jest napisane;) Będzie konkretnie i namacalnie, czyli na poziomie dwulatka:) Na przykład o lecie. Bo lato stanowczo trwało za krótko. Zawsze trwa za krótko, ale w tym roku jest jeszcze gorzej. Przez to, że lato było byle jakie. Niby nie można narzekać, a nawet lepiej wypluć te słowa, bo jeszcze się obrazi i za rok dopiero pokaże!

ulubiony leżak gości zmienił przeznaczenie

Niby nie było tak źle, tylko jeden dzień, gdy lało całą dobę, zimno nie było, do tej pory pływam codziennie, z wyjątkiem jednego dnia, gdy odguciowe choróbsko nieco bardziej mnie zmogło, ale nie pamiętam dwóch pod rząd naprawdę upalnych dni tego lata i ciepłych nocy. Nie było jak naładować akumulatorów na zimę.

Za krótko też trwa sezon w pensjonacie. Jakoś w tym roku goście nas nie umęczyli (zwłaszcza Roberta, którego w ogóle nie było:)) i spokojnie mogliby sobie jeszcze być, tymczasem nieubłaganie sezon się kończy. W tym roku po raz pierwszy już 22 sierpnia jeden pokój mieliśmy wolny, a dziś pakują się przedostatni goście. Też nie można narzekać. W znajomych gospodarstwach agro i w ogóle turystycznych w okolicy to był bardzo marny rok, raczej świeciły pustkami, a my mieliśmy nieustająco komplet jeszcze 13 dni temu.
Jakieś podsumowanie? - W tym roku było jakoś spokojniej, więcej stałych, sprawdzonych bywalców, długoterminowych gości. Nieustająco goście tacy, jakich między wierszami zapraszamy:)
Jakieś przemyślenia? Ano. Jednego nie lubię! Gdy mi goście wyjeżdżają dzień wcześniej, niż planowali. Zdarza się to dość często (nam w tym roku 3 razy) i wiem, że wynika głównie z faktu, że ludzie źle znoszą wszelkie końce, to, że im koniec zbliża się bez ich wpływu na to, a Ci, którzy są całkiem na to nieodporni, wykorzystują proste złudzenie, że kontrolują nieubłaganie płynący czas, wyjeżdżając dzień wcześniej - bo gdy wyjadą dzień wcześniej, to będzie to ich wybór, a nie konieczność dostosowania się do tego, co być musi. Faktem jest, że ci którzy wyjechali, mieli usprawiedliwienie w postaci pogody psującej się na dzień przed końcem, ale i tak nie lubię! Mam jakieś wyrzuty sumienia niesprecyzowane, że zapłacili zgodnie z regulaminem, a nie wykorzystali, jakiś niepokój, czy im się podobało, choć wiem, że to nieracjonalne, ale jak widać nie nadaję się na biznesmena - kapitalistę;) No i nie cierpię, jak mi się goście ze mną nie żegnają. Że niby nie chcą mnie budzić! Żeby to mi było ostatni raz Aurelo!!!:)
No i jedna nauczka tegoroczna. Właściciele agro niech też wezmą do serca. Nie przyjmujcie gości, którym ktoś zafundował wyjazd do was, wyjazd-niespodziankę. Ludzie nie wiedzą gdzie jadą i co się potem dziwić, że niezadowoleni. Mieliśmy teraz takich, którym dzieci, śmieliśmy się, że za karę:) zafundowały pobyt u nas. No ale po dwóch dniach, nie znajdując w gościach obok współtowarzyszy niezadowolenia (no bo to przecież koniec świata! co tu robić?, a po grzyby nie da się jechać samochodem do lasu), dostosowali się a nawet uśmiech zagościł na ich twarzach. W sumie pod względem gości sezon bardzo udany!

Za krótko działa pracownia, choć rok w rok mniej-więcej tyle samo (od początku maja do końca września). Ale w tym roku było bardzo mało warsztatów. A i ja przez to jakoś mniej się udzielałam jako ceramik, choć parę napadów miałam, głównie kaflarskich.

w mojej twórczości nastał okres kobaltowy:)

Rzeczy z gliny robię na ostateczny koniec sezonu, z bardzo prostego powodu - z lenistwa:) Ale bynajmniej nie lenię się w robieniu mis i innych garów, lecz w robieniu gliny. Nie zużywam gliny tak długo jak się da, żeby mi przypadkiem na warsztaty nie zabrakło i żebym nie musiała dorabiać, gdy najmniej jest ku temu czas. Bo robienie gliny z gliny to najbardziej upierdliwy zajączek. Nie cierpię przygotowywać masy do lepienia, najbardziej tego przeciskania gliny przez sito i mycia wszystkiego 5 razy. W tym sezonie zrobiłam glinę dwa razy, tylko dzięki temu, że miałam jeszcze materiał z zeszłego roku, który jakimś cudem przetrwał zimę. Teraz mam pełną lodówkę zaoszczędzonej gliny i jeśli nikt się już na warsztaty nie objawi, pod koniec września narobię dopiero towaru!

No i za krótko trwa sezon budowlany, a przed zimą jeszcze kupa roboty (jakby to powiedział w tym momencie Robert - z przewagą kupy;)) - przygotować stodołę pod dach i otynkować, zrobić wodociąg i oczyszczalnię. I wtedy będzie można wejść do środka i robić wnętrza (znaczy hydraulikę, ogrzewanie, podłogi…). Ciekawe czy zdążymy…
Dawno nie było aktualności z placu budowy, więc nadrabiam:

Główny plac budowy to stodoła, i rzeczywiście to budowa, nie remont, bo ze starej stodoły niewiele pozostało, zarówno ze starej poniemieckiej części, jak i z tej dobudowanej, jak się okazało w roku…

Część poniemiecka:

i część z 1972 roku:

oprócz dwóch takich samych okienek, które zdobyliśmy na Allegro, nie oparłam się jeszcze jednemu plaskatemu, które będzie w drugiej części

góra piachu najbardziej podoba się kotom - zwłaszcza Buraskowi, który szaleje na niej, robi fikołki albo się wygrzewa

I stan obecny - stodoła przygotowana do wylania wieńca. Jak się okazało, stodoła nie ma nawet fundamentów, więc zostały wylane, a ja dzięki temu będę miała…

…półkę do stawiania doniczek z kwiatami!:)

A poza tym, w tzw. międzyczasie Robert struga żerdzie, a ma ich do ostrugania z 90. Powstanie z nich ogrodzenie, bo jednak przydałoby się wszystko zagrodzić, a nie, jak jest teraz, każdy może sobie przejechać przez nasze podwórze, jak chce, bo prowadzi w końcu przez nie droga.

No i dylemat…

Burzyć czy naprawiać? Zwłaszcza, że docelowo burzyć. Ale co na razie zrobić z drewnem i dachówkami, które muszą być pod dachem?

Z drugiej strony kłaść dach, wydawać kasę i marnować godziny na niepotrzebną robotę, skoro na wiosnę i tak pójdzie do rozbiórki? Stanęło jednak na tym, że resztki starego dachu do zdjęcia, część zawalona szopy do odcięcia, bo drewno i dachówki zbyt cenne, by się zmarnowały, a innego „pod dachem” nie ma w wystarczającej ilości.

I już drewno pod nowym dachem!:

Wnętrza na razie bez zmian:)

A najbardziej za krótko dla Buraska i Kićki (jest milutka i słodka - słowa Gucia), bo zaraz koniec wygrzewania się na słonku, koniec mieszkania w drewnianej budce, trzeba będzie zejść do piwnicy, która póki co nie nadaje się do zamieszkania, nawet dla kotów

W ogóle za krótko… Bo lato to taki czas, gdy miłe niespodzianki same przyjeżdżają do Zawad. Co rusz ktoś nas niespodziewanie odwiedza. A to nasz wierny klient pan Jurek z grupą przyjaciół, a to Basia Wilińska, a to kilka wycieczek z okolicznych wsi, a to wycieczka z Okuni… Wycieczka z Okuni była największą niespodzianką!

Asia i Szymon prowadzą gospodarstwo agroturystyczne w Okuniach czyli na drugim krańcu Polski, a tu nagle stają przed bramą swoim niezwykłym pojazdem. Ja akurat w amoku sprzątania, bo odkąd wprowadziliśmy dobę hotelową, gdy wymiana gości w całym pensjonacie odbywa się jednego dnia, muszę się dwoić i troić, żeby zdążyć (ze strachem myślę, co będzie, gdy zmiana turnusu w domku na górce pokryje się ze zmianą w pensjonaciku). I choć takie sytuacje na szczęście w tym roku były tylko trzy, w tym dwa razy się rozdwoiłam, czyli pomagała mi Madzia, to akurat Okuniacy przyjechali, gdy byłam sama i w amoku biegałam ze szmatą. Też byli w drodze, też się spieszyli, ale wizyta upłynęła na nerwowym popędzaniu reszty przez Asię, która wie, co to zdążyć ze sprzątaniem do następnych gości i bardziej się denerwowała niż ja:) To oczywiście znajomi z internetu, korespondujemy ze sobą od czasu do czasu, ale nigdy nie widzieliśmy się na oczy. A wszystko przez Olę z Katowic, naszą wierną klientkę, która domowi w Okuniach podarowała swego czasu nasz wieszak z tulipankiem na papier toaletowy . Tym razem Asia porwała misę w kota i w białe kwiaty na niebieskim tle , oblecieli pokoje, pracownię i plażę, nawet herbaty nie wypili

i pojechali!

Został tylko niedosyt! Stanowczo za krótko Okuniacy!

Za krótko też kwitną kwiaty. Po malwach zostały prawie wszędzie tylko badyle:

Datura (czyli bieluń), podarowana w postaci kilku ukorzenionych gałązek przez panią Martę, dozorczynię z Warszawy, rozrosła się pięknie, ale kwitła stanowczo za krótko!

Za to rozkwitły wreszcie margerytki zasiane dawno temu w donicy

ale surfinie już byle jakie

A we wtorek w nocy znowu zaczynam jazdę do Warszawy:( Stanowczo za krótki czas bez jeżdżenia!

Psy jeszcze niczego nieświadome

No za krótko. Trochę za krótko bez kretów, które znowu dają czadu. Za krótko trwa sezon pływacki, za krótko takie widoki:

Za to cienie coraz dłuższe.

Choć jesień też ma swoje dobre strony. Ale ta to dopiero krótko trwa!! Dziś rano o szóstej kopciuszki stukały w ganek, rosa zimna na wszystkim, a teraz rzekotki hałasują w ogrodzie, już pewnie ostatnie dni.

Przejęte wraz z domkiem winogrona na słonecznej ścianie słodziutkie jak w Hiszpanii, ale cukinie coś słabe. Czekamy na jabłka ze złamanej jabłonki, które o dziwo dojrzewają na leżących na ziemi gałęziach. Wracając do fauny… wracają kleszcze. Bo tego lata kleszczy było jak na lekarstwo. Tylko szkoda, że tak krótko…

Ale właściwie nie ma co narzekać. Póki co panuś jeszcze daje radę w piecach palić, więc jakoś przeżyjemy. Najbardziej szkoda tych, dla których koniec lata oznacza marznięcie i głód. Ale ich to nie dotyczy!

Komentarze

Egretta, 2011/09/04 18:35
Zgadzam się Aniu, stanowczo zbyt krótkie było to lato!!!! Tymczasem spieszę donieść, że nasz numerek już przyklejony, wygląda pięknie. Zachwyca nas i naszych gości :) Jeszcze raz bardzo dziękujemy :)
ania, 2011/09/04 19:04
to ja poproszę zdjęcie!
Egretta, 2011/09/05 14:11
Postaram się wysłać zdjęcie jak najszybciej :) Jeszcze raz, spokojniej przeczytałam Twojego posta i naszło mnie kilka refleksji...Po pierwsze naród ma coraz więcej problemów z czytaniem ze zrozumieniem, po drugie, co niemniej przerażające wielu wciąż trudno zaakceptować fakt, że każdy jest inny, może mieć inne zdanie, w jakiejś dziedzinie może być lepszy albo gorszy od nas i to nie jest źle, tak ma być i trzeba to uszanować, zaakceptować a nawet cieszyć się tym faktem bo dzięki temu nasze życie staje się bogatsze a my coraz mądrzejsi. Po trzecie zdumiewa mnie fakt, jak wielu ludzi ma problem ze spokojnym wyrażaniem swoich odmiennych poglądów bez plucia jadem i sączenia nienawiści, zawiści i innych płytkich uczuć, które zamiast wzbogacać, pozbawiają człowieczeństwa i zostawiają niesmak nawet tym, których sprawa bezpośrednio nie dotyczy. Smutni i nieszczęśliwi są ludzie, którzy w taki sposób idą przez życie... Dość o tym... następna refleksja nasunęła mi się jak zobaczyłam poczynania Roberta. Otóż wygląda na to, że los osadników wszędzie jest taki sam hehehe. W każdym razie Marek się z nim solidaryzuje ;) Pozdrawiam Was ciepło
Aurela, 2011/09/05 18:37
do szczęścia brakowało mi dziś tylko "publicznej" dyscyplinki:(
ania, 2011/09/05 19:26
oj to tylko takie przekomarzanie! głowa do góry!:)
Ola z Katowic, 2011/09/07 11:09
A to Ci niespodzianka!!!
Ewa U., 2011/09/13 10:11
Jak to? Przyjdzie mi czekać do 24 września na nowy wpis? Może za to podwójny? Mocno pozdrawiam
ania, 2011/09/13 17:52
:) ja też chyba nie wytrzymam do 24-tego:) Wpisy mogę robić, tylko strona startowa niusów nie będzie miała ikonek.
Ewa U., 2011/09/13 20:46
Jejku, Darek wróci, to powstawia. Ikonki, znaczy. Już przebieram nóżkami...Pozdrawiam!
Elwira, 2011/09/14 21:06
O Rany to my, winowajcy wcześniej wyjeżdżający ;(, przepraszamy bardzo mocno :). Było nam u was wspaniale i cudnie, naładowaliśmy nasze akumulatory funkcjonujące na rezerwie. Deszcz to główny winowajca to jego wina :). Następnym razem poprawimy się, bo liczę, że nadejdzie jeszcze w tym roku. Pozdrawiamy serdecznie :)
ania, 2011/09/14 21:13
Hmm, a nie pamiętałam, że Wy też... A by się upiekło!:) Czekamy w takim razie!!!
Skomentuj:
XYIZF
 
 
co_za_krotko_tez_niezdrowo.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika