30 października 2016

Czarli - dzień drugi

Jest 18.18. Drugi dzień się jeszcze nie skończył, więc piszę z nadzieją, że Czarli wreszcie odpocznie. Owszem, przespał całą noc. Na posłaniu Bilbusia koło mojej głowy. Położył się dopiero, gdy oboje byliśmy już w łóżku. Czytaliśmy a gdy zgasiliśmy światło, psa jakby nie było. Wcześniej, przed spaniem, gdy biegał w te i nazad, osrał pokój komputerowy. Nie - zrobił kupę, tylko właśnie osrał;) Na szczęście na twardo. Ale w końcu mamy wprawę po Belfegorze;) Nie widzimy, że mu się chce, bo dyszy i jest niespokojny prawie cały czas tak samo. W nocy raz wstał, gdy uderzyła klapka w kocich drzwiczkach. Ale kot się wycofał. Ja też pospałam. Obudziły go kroki na schodach. I nie było już spania, mimo zmiany czasu;) Znowu zaczął chodzić po domu, więc nie było wyjścia, trzeba było wyjść;) Na podwórzu nawet się udało zrobić siku. A potem wszyscy wstali, zgromadzili się w kuchni i pies dopiero był spokojny. Do 13.00/14.00, zanim wyjechała Magda, Czarli był najszczęśliwszy.

nawet podsypiał, tu akurat pod drzwiami, ale najchętniej na najmniejszym żółtym psim posłaniu pod książkami psychoanalitycznymi zwijał się w kulkę, jak Bilbo, bo stąd najlepszy widok na kuchnię

Zresztą Robert co i rusz się myli i mówi do niego Bilbo, ja też często zaczynam „Bi…”

Potem poszliśmy na spacer z małymi żółtymi, bo dla Czarliego zwyczajny spacer to zbyt dużo. Zbyt wiele wrażeń, zbyt duża okolica do ogarnięcia, panicznie się boi już w ogrodzie, kładzie się na ziemi albo ciągnie w panice szukając dziury w siatce, przez którą mógłby zwiać i biec naprzód - zapewne do schroniska, gdzie znajome kąty i bezpiecznie:( Więc normalny spacer na razie odpada. Ale oczywiście, gdy zniknęliśmy wszyscy a Robert został z Czarlim, znowu była kupa w stresie. Tym razem do prania kuchenne chodniki. A potem poszliśmy wszyscy tylko nad jezioro i okazało się, że Czarli bardzo lubi wodę!

tak więc chrzest w jeziorze za nim!

Jak zawsze po spacerze - micha. Czarli aktywnie uczestniczył w przygotowaniu posiłku, wspinał się niecierpliwie, a z braku laku ukradł obieraczkę do warzyw:) W ogóle trzeba uważać, bo ściąga ze stołu!

(oczywiście wszystkie zdjęcia Magdy, bo albo pies albo aparat:))

Ale potem niestety wyjechali. Pokazaliśmy Czarliemu, jak Magda wychodzi z domu i zamyka za sobą drzwi. Od tamtej pory pies biegał od drzwi kuchennych do drzwi łazienkowych, bo to dwie drogi na korytarz. Drapał drzwi jedne i drugie i te na dwór, albo kładł się przy nich. Głównie jednak biegał dysząc. Co i rusz brałam go na dwór, żeby zobaczył, że Magdy tam nie ma. Nie pomagało. Kładł się na chwilę na posłaniu albo na fotelu Piesa (na który Pieso nie ma już siły wskoczyć) ale znowu się zrywał i biegał. I znowu nie odczytaliśmy znaków, że chce siku, zwłaszcza, że wychodził często, ale nic oczywiście nie robił, więc olał nową drukarkę, którą łaskawcy z Orange nam podarowali w ramach pozbywania się szmelcu (atramentowa);). Teraz, gdy piszę, wreszcie padł. Leży koło mnie. Ale, gdy tylko wstanę, znowu zacznie biegać i dyszeć, więc siedzę najdłużej jak mogę;)
Zdjęć z posłania przy łóżku nie ma, bo leży tam tylko, gdy ja leżę, ale może jeszcze dziś się uda, to wrzucę.
No i nieszczęśliwy Miodzio. Odkąd nikogo na górze, bardzo bieduje. Boi się ale po ciemku, gdy byłam z Czarlim, poszedł z nami na spacer i ewidentnie sprawdzał, co Czarli na to. Czarli oczywiście nic, jak to pies, który ma inne zmartwienia. Co tam koty, gdy dookoła tak straszny świat!:(
No nic. Jutro na pewno będzie lepiej. Może jutro już zapomni o Magdzie i będzie spokojniejszy. Bo w domu ewidentnie czuje się w miarę bezpiecznie. Tylko na dworze dramat. Na smyczy nawet na podwórzu, bo nie daj boże znalazłby jakąś dziurę w siatce albo ktoś by zapomniał zamknąć furtkę. Dziś na drodze do jeziora przeraził się na widok Kingi. Kinga zakapturzona, bo pada, więc pewnie dlatego, ale żebyście widzieli to przerażenie! Gdybym go mocno nie trzymała, poooszedłby!
To wszystko pryszcz. Przeżyjemy. W imię nowego życia Czarliego!

Jest 22.03. Czarli śpi koło mnie, a przed chwilą oglądaliśmy film i spał na posłaniu Bilbusia, na swoim nowym turkusowym kocyku. Wcześniej był drugi spacer nad jezioro po ciemku (Czarli najbardziej lubi tę ścieżkę, najmniej się boi) z Miodziem i małymi żółtymi, walnął kupę, w którą pewnie jutro wejdzie Andrzej;), obsikał siki Lodzi, i jak wrócił, jest nowym człowiekiem. Zdjęcia z oglądania filmu:

i nawet było kokoszone!

To do jutra!

Więcej większych zdjęć w albumie Czarli - dzień drugi

Komentarze

Ewa U., 2016/10/30 21:16
Masz rację, pryszcz, zwłaszcza drugiego dnia. Powolutku przestanie się bać, Ameryki nie odkrywam. Najpierw musi rozeznać się w Waszych zwyczajach i rytuałach, zarejestrować znaki i sygnały rządzące życiem domowym. Potem pójdzie z górki. Pieski uwielbiają rutynę. Moje np. wiedzą, że jeśli wyjmuję DWA kubki, to znaczy, że panuś zaraz wstanie. Jeśli jeden, nie ruszają tyłków z posłania. I takie tam, zresztą wiesz. Zastanawia mnie, czy znał wodę w sensie jeziora? Czy wszedł z nieświadomości? Załatwia sprawy w domu raz - ze strachu, a dwa - w kojcu czy schroniskowym boksie dobrych manier raczej nie nabył i to może potrwać trochę. Z jedną moją znajdką to trwało jakiś czas. Nie pamiętam dokładnie, ale kilkanaście dni. Dacie radę! Frodo w pierwszych dniach trzymał się mojej spódnicy jak rzep i - całkiem odwrotnie - w ogóle nic nie robił. Nie sikał, nie kupczył, nic! Godzinami z nim chodziłam, zanim siknął trochę:) Przeszło mu oczywiście, aż za bardzo... znaczy trzymanie się spódnicy:)
ania, 2016/10/30 22:20
Niektóre psy nie jedzą, nie sikają, nie robią kupy kilka dni, takie są spięte, więc właściwie nie jest tak źle.

Jeśli chodzi o wodę, to Czarli chyba ma ją we krwi. Na niektórych zdjęciach ukradzionych z Palucha, zrobionych, gdy był ten jedyny raz na plaży miejskiej, widać, jak stoi w wodzie (http://foto.zawady-oleckie.com/#14776577947268). Magda mówiła, że sobie brodził i stracił w pewnym momencie grunt, ale się nie przestraszył tylko pływał! Więc mam nadzieję, że przeprowadzka z Palucha nad jezioro to krok we właściwym kierunku:)
Monika, North Carolina, 2016/10/31 05:53
No coz, troche z Charlim zajecia (czyli oduczania zlych nawykow i sprzatania) bedzie, ale jak widze - jestes na to przygotowana. Chwala bogu, ze psina ma wasza cierpliwosc. Za to chyba zaczyna sie usmiechac - na niektorych zdjeciach to widze.
z FB, 2016/10/31 13:02
Małgorzata C: Powodzenia chlopaku
Skomentuj:
NICDM
 
 
czarli_-_dzien_drugi.txt · ostatnio zmienione: 2016/10/30 22:09 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika