31 października 2016

Czarli - dzień trzeci

No to mamy trzeci dzień. Nie ma jakiś wielkich rewelacji ani przełomów. Czarli ma okresy dobre i złe. Wszystko dobrze a nagle włącza mu się dziwny tryb, nie wiadomo czemu, i znowu kursuje ziając. Dziś w nocy spał, dopóki Robert oglądał Hobbita. Ja zasnęłam godzinę przed końcem (film kończył się 1.55 czyli w starym czasie za pięć trzecia w nocy). Gdy Robert zgasił światło, Czarli wstał i przez godzinę kursował. Poszłam z nim na dwór po nocy, myśląc, że coś mu się chce. Ale oczywiście nic.
Albo dziś na spacerze. Bo spacer był i to całkiem tęgi. Mieliśmy chodzić tylko po terenie, ale po ogródku najbardziej się boi, najlepiej jest w drodze do jeziora i wkoło ogniska. Nie wiadomo, co gorsze - czy iść ze wszystkimi psami, czy żeby sam był w domu. Lodzia jak wiadomo robi okropny jazgot i nakręca innych na początku, ale jak Czarli nie idzie, to w domu dostaje amoku. No więc próbowaliśmy dziś pójść razem z Robertem, żeby tylko kawałek ale z nami, potem Czarli wróci, a my pójdziemy dalej, żeby Lodzia zaspokoiła potrzeby. Tymczasem Czarli szedł spokojnie, wąchał sobie trawkę, zatrzymywał się, pełen luzik, więc przeszliśmy całą trasę. Dopiero pod domem, choć on nie wiedział, że to dom, bo z tej strony domu nigdy nie widział, Czarli znowu dostał ataku paniki. I tak nie wiadomo z jakiego powodu, nic się nie działo. Co ten biedny pies ma w głowie…

Po powrocie do domu, gdy każdy zajmie miejsce i się nie rusza, pies wreszcie wraca do siebie.

po spacerze to Robert był jego panem:)

A potem poszłam do pracy i znowu zaczęło się skrobanie w drzwi i chodzenie w tę i z powrotem. Robert kilka razy był z nim na podwórku, ale Czarli ani siku ani kupy. Nic. Tylko ziajanie. A gdy wróciłam, to mnie nie poznał… Bo pachniałam inaczej, wyglądałam inaczej (w końcu pojechałam do miasta;)). Gdy jest w amoku, nic nie słyszy, ani nie widzi. Dopiero w domu, gdy się przebrałam, zaczął się zachowywać normalnie. Nawet zamerdał, co dzieje się baaardzo rzadko i oczywiście ze spuszczonym ogonem. Gdy mnie nie było, przyjechał pan Roman, Czarli się nim nie przejął i dał się pogłaskać. Ale panu Romanowi nawet Krecik dawał się głaskać od początku. To Czarliego, a może nas ratuje - że Czarli jest pieszczochem i w końcu pragnienie pieszczot wygrywa ze strachem. No i jest łasuchem. No i to co dobre, że zero problemów na linii Czarli - koty. Już przyuważyły, że nie jest zainteresowany i zaczęły się przemieszczać swobodnie.

Miodzio już zupełny luzik

a to wcześniejsze zdjęcie ze Strzałą - gruba toleruje nawet jego seksualne wprawki;) (gryzienie w kark i siedzenie na niej, a następnie dokładne mycie:))

Teraz Czarli śpi koło mnie, bo siedzę przy komputerze, Robert też nie wykonuje żadnych ruchów, bo zaległ na łóżku. Zaraz wstanę i pewnie się zacznie. Boję się, że to potrwa długo. Będziemy myśleli, że jest już OK, a Czarli ni z tego, ni z owego włączy tryb „panika” i poleci przed siebie:( No nic. Idę z nim na podwórko, zanim sama zalegnę.

Więcej większych zdjęć w albumie Czarli - dzień trzeci

Komentarze

Ewa U., 2016/10/31 23:17
On ma w głowie 9 lat sprzecznych sygnałów i osamotnienia. Ktoś przychodził, szedł na spacer, albo i nie i nazad porzucony, do boksu. Biedak jest przerażony. To dopiero trzeci dzień, ułoży się szybciej niż myślisz. To wielka sprawa, że nie ma konfliktów na linii psokoty.
Monika, North Carolina, 2016/11/01 09:31
Biedaczek. Jakby z domu wariatow wypuszczony. I chyba teskni za tym, co zna, co pamieta.
Oby nie za dlugo...
z FB, 2016/11/01 10:08
Marzena S: biedak nadal jest zdezorientowany ale powoli będzie dobrze, moja 3 dni po adopcji nic nie jadla, 5 miesięcy jest z nami ale chodzi za mną krok w krok po domu więc prawie w dzień nie śpi i w nocy pada ze mną na łóżko wykończona :) te adopciaki tak różnie mają ale Państwo macie już z nimi doświadczenie więc powoli się unormuje - łapka od Fusi

Ewa B: Ułoży się na pewno. Nasz Tenor po 1,5 roku pozbył się strachu :) A bal się wszystkiego i wszystkich, ludzi, psów, samochodów, każdego hałasu i ruchu.
M, 2016/11/01 17:06
Mojego psa adoptowałam 2 lata temu. Przez pierwsze 3 miesiące w środku nocy zaczynał piszczeć i tak do rana. Wychodziłam z nim, poszłam do weta i niby wszystko ok, więc zaczęłam go ignorować i przestał. Jest baaaardzo strachliwy, czasem nie wiem czego się boi. Raz idzie na spacer pewnie i nic go nie ruszy, a czasem mimo, iż nic się nie dzieje, nie wystawi nosa za furtkę. Jest o niebo lepiej niż 2 lata temu, ale chyba najlepiej jest niektóre dziwactwa zaakceptować i starać się wprowadzić stały rytm dnia, wtedy dla psa życie staje się łatwiejsze, bo bardziej przewidywalne. Stałe pory spacerów, karmienia, u mnie to pomogło.
Skomentuj:
FLDXS
 
 
czarli_-_dzien_trzeci.txt · ostatnio zmienione: 2016/10/31 23:12 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika