17 stycznia 2009

znajomi donieśli, że

Czarowne Zawady są we Wróżce

a dokładniej w lutowym numerze:

Grzegorz Kapla był u nas u nas już dość dawno, więc zdążyliśmy zapomnieć, że pisał jakiś artykuł i że nawet go autoryzowaliśmy, przy czym śmiechu było co nie miara, bo wiele rzeczy przekręcił. Ale artykuł był fajny, tylko nie było jeszcze wiadomo, kto go od Grzegorza kupi. No i trafiliśmy do kobiecego pisma, którego tytuł nie zachęca „normalnych” czytelników, choć od dawna Wróżka to po prostu całkiem niezły miesięcznik nie wiejący pustką jak większość kolorowych pism. Nawet był monet, gdy wydawca chciał uciec od niefortunnego tytułu, ale Wróżka Eva która miała pomalutku przyzwyczajać do Evy to dopiero była porażka! W te pędy powrócono do starego tytułu z czasów, gdy było to pisemko na tanim papierze z wróżbami i horoskopami. Od tamtej pory Wróżka zmieniła się nie do poznania, choć zachowała nieco magiczny charakter. Jest tam cykl MOJE MIEJSCE NA ZIEMI i w nim właśnie jest o nas artykuł, zapowiadany w internecie: MAGICZNI LUDZIE MAGICZNE MIEJSCA „ZAWADY I MŁODA PARA. Szczęście odnalezione w niebieskim domu”:) Na razie tylko tyle wiemy, co z esemesa Kasi i Mikołaja i ze strony Wróżki w sieci. Najbliższy sklep z Wróżkami w Olecku, więc w poniedziałek przeczytamy i zobaczymy zdjęcia:)

*

No to przeczytane, wprawdzie jeszcze nie osobiście, lecz przez Borysa przez telefon, który zaśmiewał się do rozpuku. Co prawda to prawda. Czytamy wywiady z „gwiazdami” o ich szczęśliwym, pięknym życiu z błyszczącymi zdjęciami na poparcie, a za tydzień dowiadujemy się, że właśnie się rozwodzą. Nawet krótkie niusy w rubryce towarzyskiej w Vivie redaktora Iwaszkiewicza o Zawadach a czasem i o nas są podkoloryzowane. Oglądamy w magazynach piękne wnętrza cudownych domów, które w rzeczywistości wyglądają inaczej (patrz: nasza relacja ze zdjęć do Werandy ). Wielostronicowe reportaże ze świata w Wielkim Formacie trzeba podzielić przez trzy. A wszystko dla „lepszego efektu”, żeby się lepiej czytało i sprzedawało. Borys czytając o nas we Wróżce wyraził nadzieję, że Kapuściński (jego ulubiony) nie dodawał zbyt wiele. My świadomie, autoryzując tekst Grzegorza, pozwoliliśmy na kilka nieścisłości. Po pierwsze dlatego, żeby mu nie psuć poezji:) choć wyleciały grusze, na rzecz jabłoni, bo gruszy w Zawadach nie uświadczysz, ale już piach na bruku został, choć gleby u nas raczej gliniaste, po drugie to jego wizja, jego reportaż, więc pisał co widział, a nie koniecznie – co jest, a po trzecie, jakby się tak czepiać wszystkich szczegółów to byśmy mu cały tekst zmasakrowali, a przecież nie o to chodzi, tylko o przesłanie i klimat. Tak więc ja mam dwa fakultety, tylko dlatego, żeby nie zdradzać kim jestem (dla dobra pacjentów), jaki mam zawód główny, przez który 9 lat tułałam się między Warszawą a Zawadami, lecz aby oddać fakt, że wyszkolona jestem w dwóch (tak naprawdę w kilku) zupełnie różnych zawodach, z czego jeden zdobyłam na studiach i nie mam z nim nic wspólnego, drugi na szkoleniach o wiele bardziej długotrwałych, trudnych i wymagających niż studia. Po batalii z Grzegorzem poszłam na to drobne kłamstwo w imię oddania faktu (i to jak najbardziej jest prawdą), że z moim wykształceniem życie na wsi to wyrzeczenie i kuriozum. Z kolei Robert nie przeżył samotnej zimy na północy, ale owszem jesienią pracował w Norwegii tak jak artykuł donosi i śnieg też pod koniec był:) A takie drobiazgi, jak to, że ostatnio mieszkał z nami myszołów i puszczyk czy nocowała sarenka koło ceramicznego pieca? Myszołów i puszczyk owszem gościły u nas i były odwożone do leśniczego, ale to były jedyne dwa duże ptaki, a nie ostatnio:) a sarenkę, można powiedzieć, na nocleg zaprosił Pieso, bo ją zdybał w śniegu i zanim go odnalazłam, zdjął sobie kaganiec (stąd teraz ma kaganiec na sznurku) i sarenkę uszkodził. Mięliśmy nadzieję ją uratować, ale niestety, sarenki to bardzo delikatne zwierzęta i najgorsze jest to, że tak łatwo się poddają, choć może jest w tym jakaś mądrość, bo wtedy mniej cierpią – ta ma grób w naszym ogrodzie i co z tego, że Pieso był na pogrzebie. No ale miała być bajka, a w bajkach sarenki wpadają na nocleg a nie umierają. No i różne jeszcze szczególiki (w stylu, że w naszym domu jest zawsze porządek:) mimo dużej ilości zwierząt), nieistotne dla urody opowieści. A trzeba przyznać, że Grzegorz opowiadać umie, żeby nie powiedzieć - bajać. A jeśli ktoś chce znać prawdę o Zawadach Oleckich, niech poczyta niusy i starusy, a nie czasopisma:)

*

Wreszcie Wróżka w ręku:) i kolejne refleksje. Na nic cała procedura ukrywania mojej osoby pod nazwiskiem Roberta i pod dwoma fakultetami, bo gazeta, mimo prośby, umieściła moje zdjęcie, więc jeśli jakiś pacjent przeczyta artykuł, zajarzy i wpatrzy się w fotografię, by potwierdzić swoje przypuszczenia, z pewnością mnie rozpozna. Nie pamiętam , abym w swoim dość dużym gazetowym dorobku (jako ta, co się ukrywa:)) doczekała chwili, gdy gazeta niczego nie przekręciła i dotrzymała ustalonych przyrzeczeń. Cóż, chyba taka natura mediów, by przekręcać rzeczywistość - nie tylko bajki, co się dobrze sprzedadzą, publikować, ale i ze zwykłego braku uważności i medialnego rozgardiaszu. Z tego też powodu Pieso został przemianowany na Psa:) i wygląda, jakby to Belfegor mieścił się w dłoniach:) co jak wiadomo nigdy nie było możliwe, ale na szczęście psy tego nie czytają! Wyleciały też dwa fragmenty, widać nie pasowały do koncepcji, bo o komputerach na wsi lepiej nie wspominać, to takie niewiejskie:):

W zdaniu zaczynającym się od:

Robert. Czerstwy, wysoki, z tą pewnością siebie, jaką potrafi dać facetowi chyba tylko to, że łysieje. I samotna zima na dalekiej północy.

Dalej było:

Może jeszcze porządny prezent od serca na czterdzieste czwarte urodziny. Na przykład rysowana własnymi rękoma syna i synowej tapeta na ekran komputera. „Całe Zawady” z psami, kotami i domem na niebiesko.

i w tym miejscu:

Robert tylko się uśmiechnął. Belfegor postawił uszy na sztorc, koty przysiadły rzędem na swojej półce z miskami. A każda z misek pod płytką z kocim imieniem. Robert ma jeszcze jeden talent. Prawdziwy, choć wirtualny. W niebieskim domu w Zawadach wyczyścił z szumów i trzasków siedem największych hitów kultowego niegdyś brytyjskiego zespołu „The Band of Holy Joy”. Zgrali to od nowa z Darkiem Błachnio, już w Warszawie i posłali do Londynu. Żeby rocznicowa składanka ich ulubionego zespołu mogła się ukazać. Mają z tego podziękowania na płycie „Greatest Hits”. Tę prawdziwą Galerię, nie wirtualną, urządził na pięterku.

Mogłoby się wydawać, że krytykuję Grzegorza i Wróżkę, ale poza pretensją o moje zdjęcie, taką właściwie nie za wielką, bo skoro wiem, jak jest w mediach, to mogłam się z tym liczyć „pchając się na afisz” czyli pozwalając na artykuł, tak naprawdę bardzo się z artykułu cieszymy i dziękujemy za reklamę, a przede wszystkim Grzegorzowi za wspaniałą robotę!!!

*

Suplement do niusa z dn. 6 lutego 2009

Jestem na chwilę w Warszawie, w supermarkecie, który do niedawna nazywał się Elea a teraz jakoś inaczej, spotykam znajomych. Rozmawiamy co tam w Zawadach, przy kasie, wtem włącza się pani kasjerka (pozdrawiam!): „A ja czytałam o pani artykuł! To pani jest z Zawad Oleckich? Miło mi poznać!”. Dalej pani powiedziała, że nie jest zwykłą kasjerką, tylko dorabia do emerytury, że bardzo jej się spodobało w Zawadach po przeczytaniu artykułu i planuje wybrać się do nas (zapraszamy!). Ot sława!:)

PONIEWAŻ W SKLEPACH NIE MA JUŻ LUTOWEJ „WRÓŻKI”, MOŻEMY ZAMIEŚCIĆ SKAN ARTYKUŁU NA NASZEJ STRONIE. ZAPRASZAMY DO PRZECZYTANIA ARTYKUŁU!

Komentarze

Janusz z Warszawy, 2009/01/20 20:18
"No comment" - wypadałoby napisać, bo pisanie p. Grzegorza adresowane jest do czytelników Wróżki, a nie do czytelników Waszych niusów. Pomijając zamierzone i niezamierzone nieścisłości, jakie autor popełnił w artykule, sądzac po stylu pisania, nie zamierza gonić R. Kapuścińskiego. Borys może spać spokojnie. Swój egzemplarz Wróżki udostępniłem Waszym sympatykom, których w Warszawie jest sporo. Przesyłam od nich pozdrowienia. Szczególne od p. Andrzeja G.( architekt starej daty)
Ewa, 2009/01/21 11:28
Już przedwczoraj rano kupiłam WRÓŻKĘ i z zapartym tchem przeczytałam Waszą historię!!! Bardzo to piękne i romantyczne. Naprawdę fajnie napisane! I optymizm budzi - że są jednak ludzie, którzy potrafią spełniać swoje marzenia ... i przez tyle lat są ze sobą ciągle szczęśliwi. Oby tak dalej! Wszystkiego najlepszego Wam życzę i ucałowania przesyłam WSPANIAŁEJ MŁODEJ PARZE z Zawad.
ania, 2009/01/21 16:10
Bardzo dziękujemy za pozdrowienia, życzenia i gratulacje tu i w mejlach!
Daria, 2009/02/23 21:06
Właśnie pod wrażeniem artykułu we "Wróżce" poszukałam waszej strony i bardzo się cieszę, że "odmagiczniliście" trochę twórczość G.Kapli (którego jestem cichą fanką). Ale to i tak budujące, że ludzie tyle potrafią. I jeszcze ten niebieski dom pełen kotów... Dla mnie bajka. Pozdrawiam.
:), 2009/03/10 19:36
Pozdrawiam Was i Grzegorza!
Skomentuj:
TZFWQ
 
 
czarowne_zawady_we_wrozce.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika