21 października 2018

Czas naprawiania beczek

Staram się jak mogę, żeby pisać częściej. A i tak prawie 90 zdjęć. Przyczyna jest prosta. To moja nieumiejętność wyrzucania. No bo i to zdjęcie fajne, i to, a to jak wyrzucić, skoro też fajne… Nawet na ikonkę nie umiem się ostatnio zdecydować… Sami przyznacie, każda dobra :-)








Głos w wyborach oddany, w piecach napalone, prace marketingowe na fejsbuku wykonane, mogę pisać.
Od czego by tu zacząć? Od dzisiejszego zebrania w naszej kuchni gościnnej w sprawie ratowania alei dębowej? Od znowu atakujących na brzegu psów sąsiadów? Od książki, która się skrańcować nie może? Od Miodzia, który zmartwychwstał w postaci łaciatego dzikusa? Od lisa, który grasuje na naszych łąkach? A może od przyrodniczego wariactwa?? Nie! Zacznę od…

Od pogrzebu Kory minęło dużo czasu. Ale to dobry przykład na to, o czym chcę napisać. O religijności, wierze. Z moich obserwacji najgorsi są ci, którzy głęboką wiarę deklarują. Dobrze to określił Ks. Jacek Prusak SJ w artykule „Wiara neurotyczna” (Tygodnik Powszechny)

Droga na skróty, czy to przez pomylenie wychowania religijnego z tresurą, czy ukrywanie problemów emocjonalnych za „głęboką pobożnością”, prowadzi do nerwicy eklezjogennej – neurotycznego przeżywania wiary (…). W kontekście relacji pomiędzy zdrowiem psychicznym a religijnością warto mieć na uwadze, że pewne formy religijności są związane ze zdrowiem, a pewne z patologią psychiczną, zaś osoby cierpiące na zaburzenia stają się bardzo religijne, traktując to jako sposób radzenia sobie z trudną sytuacją życiową. Religia może więc być czynnikiem patogennym, ale może również posłużyć jako środek „ukrycia” zaburzonych form myślenia i zachowania, mających jednak społeczną legitymizację, gdy występują w kontekście religijnym, a nie świeckim.

Oczywiście nie zamierzam się mądrzyć, jako osoba niewierząca w powszechnie uznawanym znaczeniu. Chcę tylko napisać o moim wkurzeniu, gdy jakiś „głęboko religijny” dzięcioł nie ma za grosz refleksji nad sobą, wystarczającej wiedzy o świecie i do tego wrażliwości. Jest oderwany od rzeczywistości, ma klapki na oczach, zakuty łeb a mając kasę lub posłuch z racji funkcji, wpływa na otoczenie i ciemnych ludzi.
Oczywiście piję do sąsiadów, ale dziś nie o tym. Dziś o tym, jak bezpłatne zajęcia jogi w Sokółkach, prowadzone przez wolontariuszko/uczestniczki, wywołały w naszej parafii dyskusję. Jakby ktoś nie wiedział, joga jest zakazana i nieakceptowana! a jedna z pań biorących udział podobno musiała zrezygnować z powodu nacisków :-) Kolejny śmiech przez łzy. Tak proszę państwa! 21 wiek, Unia Europejska! Joga oczywiście że jest zła i nieczysta! Rozciągnięte ciało i harmonijny oddech prowadzi do otwarcia umysłu a to może niechybnie doprowadzić do wyjścia z takiego chorego kościoła jak nasz i nigdy więcej nie pojawienia się w nim z powrotem! :-)

aby milej było czytać :)

To doprawdy ciekawe - pytając o naszego księdza ani razu od nikogo nie usłyszałam niczego dobrego. Ale „wszyscy” grzecznie chodzą i na tacę dają. Boją się? Tylko czego? Bycia innym, wytykanym palcami, bo nie chodzącym karnie do kościółka w niedzielę? Ludzie, chodzenie do kościoła w Cichym nie jest wyznacznikiem wiary! Można chodzić gdzie indziej, a gdzie, nikomu nic do tego, poza tym Bóg na pewno da dyspensę tym, którzy będą uczestniczyć w mszy w radiu, skoro tylko taki przewodnik duchowy jest im dany.
Panie organizujące zajęcia nawet myślały nad zmianą treści plakatu zapraszającego na zajęcia… Panie są tolerancyjne, kulturalne, nikogo nie chcą urazić, ale ja czniam, bo nie ma kogo się bać. Nawet gdybym bała się Boga, to ufam, że w tej sprawie mnie rozumie;) Cytuję więc propozycję tekstu na ulotkę jednej z bezbożnic, bez jej pozwolenia, więc przyjmuję z góry baty;):

Satanistyczne zajęcia we wtorkowe i czwartkowe wieczory! Aby odciągnąć kobiety od ich powinności obsługi mężów przy garach! Zajęcia, które odciągają kobiety od ich domów i kołowrotu codzienności. Szatan każe kobietom mieć godzinę dla siebie!!! Przyjdźcie i się uczcie jak być złą kobietą i robić w końcu coś dla swego zdrowia !!!! Dobre nie? :-)

To tyle w kwestii jogi w Sokółkach. Szkoda że we wtorki wieczorem pracuję, w jeden z czwartków jestem w drodze, ale w pozostałe będę się starać.

Poza tym dziś był fachowiec w alei dębów od cięć pielęgnacyjnych, krzyknął niezłą sumkę, więc jak tylko Robert się ogarnie, zrobi zrzutkę. Bardzo Was proszę o pomoc w tej sprawie. To naprawdę unikatowa aleja, w Prusach dbano o nią, dosadzano, karano za niszczenie, ale jak wiadomo nam do Prus daleko :( chociaż może nie nam, tylko decydentom. A za to skaleczenie drzew siekierą ktoś kiedyś powinien beknąć. Może jakieś drzewo go kiedyś przygniecie. Po spotkaniu pod dębami odbyło się zebranie u nas, powstały pisma apelujące o współpracę finansową do stosownych urzędów, ale obawiam się, że zanim ktoś coś… to mogą aleję wyciąć, więc…

A teraz hit/shit. W trakcie zebrania przyjechał pan z Cichej Wólki twierdząc, że jest u niego Miodzio. Że półtora roku temu przyszedł do nich pogryziony i został. Ledwo się wylizał (do lekarza nie mogli go zabrać, bo nie dał do siebie podejść), a teraz bije kota rezydenta. Mieli już dawno przyjechać i sprawdzić, czy to nasz, ale nie było kiedy. No to ja szybko w samochód i do Cichej Wólki. Choć wiedziałam, że to niemożliwe, żeby Miodzio był dzikim kotem i w ogóle… to wiadomo, zawsze iskierka nadziei się tli. Okazał się białym kocurem w bure łaty:) no i wcale nie półtora roku temu do nich przyszedł tylko niecałe 10 miesięcy. Państwu wytłumaczyłam, że jak go wykastrują, to może koty nie będą się kochały ale pewnie „Miodzio” nie będzie tłukł drugiego. Obiecali tak zrobić. Kot nazywa się Putin:)

od strony plaży gminnej wciąż tak, choć siatka odczepiona od drzewa (w poprzednim niusie na dole)

Sprawą psów sąsiadów, które znowu od chyba tygodnia bez opieki szwendają się po brzegu i uniemożliwiają swobodne przejście, wychodzą na naszą plażę i wałęsają się po naszej posesji, oraz atakują mnie z psami, gdy kończę nad jeziorem spacer, zajmuje się policja. Tylko co z tego. Zanim sprawa znajdzie się w sądzie i tym razem czarno na białym filmy i pogryziony Daffi mam nadzieję olecki sąd zmuszą do adekwatnego wyroku, mam nie chodzić na własną plażę? Mam nie móc w spokoju i bezpiecznie siedzieć sobie nad jeziorem a moim psom paść się? A zresztą znamy sąsiadów nie od dziś - czy kiedykolwiek przejęli się tym, co mówi policja albo nakazuje urząd? Znowu będą strugać głupa kilka lat, odwoływać się a psy nadal będą puszczane na brzeg o nieznanej porze dnia i nocy. Albo zapłacą grzywnę (co to dla nich) i dalej będą robić swoje, jak zawsze zresztą, z czego są znani;) Wczoraj w nocy psy też były spuszczone. U nas w gościach ostatnio pani ze starutką spanielką, Andrzej na rybach, każdy ma prawo w dzień i w nocy być na brzegu jeziora nie bojąc się, że zostanie napadnięty przez 80. kilogramowe bydlaki. A one są coraz bardziej agresywne. Ci ludzie nad nimi nie panują a puszczają je wolno! Psy są niewychowane, a owczarek środkowoazjatycki w niewłaściwych rękach to niewybuch - nie wiadomo kiedy eksploduje. Szkoda psów, boję się, że ktoś im kiedyś zrobi krzywdę, skoro ich właściciele nie umieją się nimi zająć właściwie. Słyszałam już takie opinie.
No i do tego króliki. Gdy komuś mówię, że biegają luzem, od razu dzieli się myślą, że to po to, by któryś z naszych psów, albo psów gości, zagryzł je i wtedy sąsiedzi powiedzą, że to nasza wina, bo przecież chcieli, by było zagrodzone do jeziora. Zresztą pewnie ryzykują, że ich psy kogoś zagryzą, z tego samego powodu. Nie chce mi się wierzyć, by byli aż tak wyrachowanymi psychopatami, ale po wieloletnich doświadczeniach dopuszczam taką możliwość.

taką atakującą Baszę sfotografowałam w amoku bronienia się;)

Osobiście dwa razy zaryzykowałam przejście z psami (na smyczach) wzdłuż brzegu. Pierwszy raz po tym, gdy dawno brytfanów nie widziałam luzem. Niestety napadły nas zaraz po wejściu na teren sąsiadów. Nie zdołałam nakręcić filmu, bo wrzeszczałam i broniłam swoich psów. No ale na pewno sąsiedzi udostępnią film z kamery :-) Dziś widziałam na własne oczy, że są zamknięte, więc przeszliśmy bez przeszkód,

nie licząc mola, które niezgodne z warunkami zabudowy nie pozwala przejść brzegiem, chodzimy więc dookoła, bo inaczej się nie da.

A na koniec złych wieści…

…w okolicy grasuje duży lis. Robert ganiał go ostatnio samochodem po łąkach trąbiąc i oślepiając długimi światłami. Ale lis się specjalnie nie przejął. Wciąż jest widywany na zakręcie, tam gdzie chadzają Misio-Ptysie :-( Ja jestem bliska rozstroju nerwowego, spokój osiągam tylko, gdy oba są w domu.

album z pozycjami niebawem! setki zdjęć! :)

Tych, którzy twierdzą, że lis tylko myszy łapie, informuję, że policjant nam ostatnio opowiadał o 30 kurach uduszonych u teściowej, a pani Ewa pisała o majstrze, który widział lisa niosącego uduszonego kota na drodze do Sokółek. Pani Ula, od której są Tygrysy, też widziała lisa z kotem w zębach. Więc może u Was są takie grzeczne lisy, ale u nas nie :-(

Ptysio błyskawicznie znajduje się na drzewie, tylko co, jeśli drzewa nie ma??

A Robert dziś kolejny raz był u pana z wydawnictwa w Gołdapi. Wciąż coś…

I po wyborach. Nieoficjalne wyniki mówią, że PIS wygrał. Tylko w każdym dużym mieście przegrał. Co to znaczy? No??

Da mieszkańców wsi, którzy trzymają swoje psy na łańcuchach:

(aby dostać się do tekstu pod zdjęciem, kliknij w dymek)

Problem w tym, że tak jak ludzie „głęboko religijni”, tak i ludzie tego typu, którzy nie sterylizują psów i kotów, trzymają koty przyklejone do okien a psy na łańcuchach w budach, nie słuchają innych, nie czytają takich artykułów, wiedzą swoje, bo tak ich ojciec, dziad, pradziad czynił… (21 wiek, Unia Europejska…)

Na szczęście niektórym zwierzakom na wsi się udaje.

Wróćmy do rzeczy milszych, choć nie wiem czy ta się do nich zalicza, to wariactwo w przyrodzie? Poziomki, łubiny, róże w pąkach…

na łąkach widziałam kilka, ten blisko domu

to nie wariactwo:) - chrzan, który robi za chwast za pensjonacikiem, wykopany!

odkąd są dwa takie same posłania, wszyscy śpimy spokojniej, choć często zamiana odbywa się niepostrzeżenie, jednak ten układ, czyli po staremu, jest najczęstszy

beczki po miesiącach suszy rozeschły się i rozleciały

tę sklecaliśmy na 6 rąk (jedne były pani Kasi), a i tak myśleliśmy, że Dziadka trzeba będzie jeszcze prosić ;)

Koty dwoją się i troją, aby nas reklamować!

Te na górce nieco stęsknione, Burasek nas często odwiedza ku niezadowoleniu Misio-Ptysiów, Robert go odwozi samochodem.

Burasek opodal…

więc Ptysio zaniepokojony

Misio też wzmógł kontrolę ;)

Łacia na górce czule wita i mnie…

i Buraska:

Na górce poza tym:

na parkingu pomalowane żerdzie

trawka rośnie, ale gadzina dalej ryje

ogródek w jesiennej odsłonie (a więcej zdjęć z Domku na górce w albumie W Domku na górce i z powrotem w drodze Pod tulipana )

No i jesień na całego, ta kolorowa zaraz się skończy, bo liść nagminnie opada a teraz (godz. 00.05) mrozek, więc godziny liścia policzone :(

dzikie wino z dnia na dzień kiepściejsze

tak dziś wyglądał jeszcze świat (spacer za jezioro)

tak na naszej plaży

tak na spacerach

takie widoki z podwórza, a więcej w albumie W promieniach zachodzącego słońca

oczywiście spacery z Ptysiem

widok na miejsce na ognisko jeszcze ze stołem w całości (poniżej znajdziecie zdjęcie ze stołem w wersji zimowej:))

zdjęcia dzisiejsze poranne

i dzisiejszy zachód słońca

Na koniec polecam artykuł Doroty Sumińskiej!

Pora iść spać!

PS z dnia następnego

Ciężka noc za nami, bo Czarli najadł się ziemi, w którą wsiąkł olej od frytek. Miał rozwolnienie kapiące, całymi godzinami chodził po podwórzu zgięty w pałąk do robienia kupy i piszczał, bo chciał już do domu, w domu też nakropkował, kocyki na posłaniach do prania, podrażnił sobie odbyt tą ziemią, więc lizał a na koniec rzygał… A w nocy przymroziło więc…

rano taki widok za oknem (więcej w albumie Dziś w nocy był mróz )

Komentarze

Monika, North Carolina, 2018/10/22 07:35
Na drugim z kolei zdjeciu Misio ma tak "rozciągnięte ciało i harmonijny oddech" (mozna wyczuc z wygladu), ze podejrzewam, zescie go zapisali na joge. Bezboznicy!
Na szczescie, Ptysio spi normalnie, nie-jogowo. Chwala Bogu!
maryna, 2018/10/22 13:42
Chodzę na zajęcia do klubu sportowego dla pań w Warszawie i jedna z trenerek,młoda dziewczyna, przestrzega przed robieniem psa z głową do dołu i do góry (na zajęcia chodzą też kobitki dodatkowo uprawiające jogę) - "bo to wiecie, jakieś energie, to nie tylko gimnastyka". Dziewczę ma najwyraźniej przeorany mózg przez jakiegoś księdza. A ja pamiętam seminaria ekumeniczne w latach 80. i zakonników, którzy włączali do swojej praktyki medytację ZEN, interesowali się jogą, tai chi i qi gong i jakoś niebo nie spadało im na głowę, a Bóg nie groził palcem ( nie wiem jak tam biskupi). Ale ten otwarty kościół jest dziś w stanie szczątkowym.
A co do kota Putina - z mojego doświadczenia wynika, że trzeba się mocno zastanowić nad imieniem dla kota. Ja swoją poprzednią kotkę w przypływie fantazji nazwałam Wiedźma, i był to taki kawał cholery, że świat nie widział i korona polska! :)
ania, 2018/10/22 20:01
Chyba jednak te kocie imiona nie były pierwsze, tylko zasłużone :)
Julita, 2018/10/23 16:59
Ania, od początku "joga" w Sokółkach była w cudzysłowie, bo tak naprawdę to gimnastyka na zdrowie na spotkaniach towarzysko-integrujących, zwlaszcza, ze nikt nie jest instruktorem, a zajecia prowadza wszyscy po trochu. Z tych nieuzasadnionych zakazow obsmialysmy się setnie, bo chyba ktoś chcial zrobić afere wokół tej sprawy, ale wszystko się wyjasnilo, działamy i nie ma sensu już nic dodawać, bo to woda na mlyn ludzi nieżyczliwych. Pozdrawiam
ania, 2018/10/23 22:15
No mam nadzieję, że działacie!
Ale z takich rzeczy trzeba się śmiać publicznie, a w cudzysłowie czy nie, to żadna różnica. Prawdziwa joga to też nic zdrożnego.
Julita, 2018/10/24 12:28
Ania, tylko aby trzymac sie faktow, to to nieporozumienie zostalo niepotrzebnie naglosnione ubarwione i z dopowiedzeniami wlasnymi. Ksiadz z Cichego nie bral bezposrednio udzialu, a 8zasady Kosciola katolickiego sa ogolnie znane i mozna bylo sie spodziewac podobnych reakcji wszystkich ludzi z nim zwiazanych, a nie majacych wlasciwej wiedzy o zajecich. Takie "teoretyczne" obawy byly wczesniej zglaszane, ale spoznilysmy sie ze sprostoeaniem ogolnodostepnej informacji o zajeciach, ktore sa cwiczeniami wzmacniajacymi cialo i relaksujacymi. Slowo "joga" mialo zaciekawic, choc wiadomo bylo, ze to nie prawdziwa joga. Jak widac trzeba uwazac z reklama, nie isc na skroty, bo to moze wywolac nieprawdziwe postrzeganie i niepotrzebne emocje.
ania, 2018/10/24 12:59
Julita, rozumiem, że wszystkim zależy aby zajęcia w Sokółkach stały się okazją do integracji społeczności lokalnej, dlatego jesteście delikatne, tolerancyjne i nie chcecie nikogo obrażać, i stąd Twoje komentarze. Ale ja nie będę udawać, że to nie jest śmieszne i ciemnogrodzkie. Nie jestem tu tylko od tego, by wytykać zakłamanie i ciemnotę świadków jehowy, chociaż może już zapomnieliście o tym;) ale każdego, kto opowiada bzdury i każdego, kto tego słucha i się temu podporządkowuje. Tak mam, po to m.in. są te niusy. W związku z tym nie łykam tego usprawiedliwienia.

Cały kościół powinien być światły i otwarty, jak papież Franciszek, a ci, co "nie mają właściwej wiedzy o zajęciach" powinni się douczyć, zanim otworzą buzię. Czy ksiądz miał z tym coś wspólnego czy nie, jest mniej ważne. Ważne, że nie jest światłym przewodnikiem duchowym dla ludzi, takim, by mogli do niego przyjść i rozwiać swoje wątpliwości, jeśli się pojawią. To on sam powinien z ambony powiedzieć: ludzie, fajna inicjatywa, nie bójcie się, joga to nic złego, wręcz przeciwnie. JOGA, tak, normalna joga, wiem że w Sokółkach nie jest to prawdziwa joga, ale nawet jakby była, każdy katolik może ją przecież ćwiczyć, przeczytaj komentarz Maryny. Moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z katolickimi zasadami tylko ciemnotą większości księży. Zresztą tak samo jest ze świadkami jehowy. Chociaż doktryna z gruntu jest straszna, niszcząca umysł, to sztywność zasad zależy od zboru, od starszych.

Pomyślcie, ile dobra mógłby zrobić na wsiach światły ksiądz! W sprawie kobiet, dzieci, alkoholizmu, zwierząt... I to jest smutne, że takich duchownych jest jak na lekarstwo.
Skomentuj:
PXNAP
 
 
czas_naprawiania_beczek.txt · ostatnio zmienione: 2018/10/22 19:45 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika