30 grudnia 2014

Czas urlopu a na koniec mors

Od świąt do Nowego Roku mam urlop. Znaczy urlop od dzielenia rzeczywistości na dwoje. Bo czym zajmuje się właściciel obiektu agroturystycznego w święta i dni wolne od pracy, każdy czytelnik niusów chyba już wie. Tych, którzy jeszcze nie wiedzą, informuję, że szykowaniem pokoi dla gości. A im dłuższa przerwa od ostatniego goszczenia, tym więcej roboty. Zwykle też następuje mobilizacja remontowa, więc zwyczajem jest, że gdy goście do nas jadą, my jestesmy w proszku;) I tak, gdy inni ubierali choinki, my…

zastanawialiśmy się, czy Robert zdąży wymienić futrynę w pensjonacikowej kuchni, czy nie

bo stara była źle zrobiona i nieco wygniła

i wieszaliśmy, co akurat było postanowione, grzejniki, by Robert nie musiał wstawać parę godzin przed gośćmi, by im napalić w kuchni, i żeby woda nie zamarzała w kranie, zanim się ją spuści. Ale myślicie, że to takie proste, powiesić? Trzeba było zmienić nieco instalację elektryczną, a jak się już odsunęło meble, to wyszły na jaw stare niedoróbki i nowe popsucia.

Trzeba było uważać, aby się nie rozpędzić i w porę przestać łatać szpary i malować, żeby potem nie cierpieć z niedomiaru czasu. Jeszcze wczoraj w nocy sprzątaliśmy kuchnię, dziś przyjechali goście. Znaczy pod tulipana, bo na górce już są kilka dni. Dlatego święta spędziliśmy na sprzątaniu górki. Jak wiadomo w święta sprząta się najlepiej, bo nie ma innej pracy poza jedzeniem.

świąteczne drzewko jak zwykle z czubka drzewa z wyrębu

Choinkę owszem zdążyliśmy ubrać zestawem minimum, skoro dzieci nie dojechały. Chciały jechać, ale nieco im pomogłam w wybiciu im tego z głowy. Widziałam Gucia jak i reszta rodziny w listopadzie, w październiku byliśmy u nich, nie uważam więc żeby święta były wystarczającym powodem, by się tłuc taki kawał drogi, zwłaszcza że dopiero na wiosnę wznawiają bezpośrednie loty z Marsylii. Przy tej okazji miałabym ochotę napisać o świątecznym terrorze, o marnotrawstwie energii, nie mówiąc o pieniądzach i jedzeniu, ale tym razem sobie daruję, może w roku przyszłym:) Dodam tylko, że musiałam być bardzo niegrzeczna w tym roku również, bo pod choinką znalazłam… odkurzacz!:) Najwyraźniej Mikołaj podsłuchał, jak klnę przy odkurzaniu, gdy każde przesunięcie na resztkach kółek naszego wysłużonego karchera kończyło się urwaniem rury, a szczotka w końcówce do dywanów sama się chowała w najmniej pożądanych chwilach. Robert też był niegrzeczny, bo dostał skrzynkę na narzędzia:) Ja jeszcze jeden prezent dostałam, ale o tym w roku przyszłym, gdy zademonstruję!!!

Poza tym aura świąteczna zmieniała się z dnia na dzień. Najpierw popadywało na zmianę z lało

ostatnie dwa zdjęcia dowodowe mam wydrukować, patrz dalej

potem się wysłoneczniło i przymarzło

a potem zsiwiało, ale zdjecia tylko w albumie Świat osiwiał ze zmartwienia! i dla porównania w Tak było, tak jest

a następnie przyprószyło i zamroziło, więc towarzystwo prześciga się w przyjmowaniu optymalnych póz grzewczych:

Nam z odsieczą przyszły zdjęcia znalezione w starym canonie (już drugi raz canonek przyszedł zimą z ratunkiem! - pamiętacie? kiedyś znalazłam w nim zdjęcia Gucia) czyli zdjęcia, które babcia Teresa robiła w ramach wprawek na mojej karcie swoim nowym aparatem 31 czerwca 2014, odkryte kilka dni temu - od razu zrobiło się cieplej!

Ponieważ rok 2014 upłynął pod znakiem kłopotów z myśleniem u sąsiadów, nie mogło się obyć bez jeszcze jednego przejawu na koniec. Pieski biegają po jeziorze, ścieżkę wydeptały na drugą stronę do lasu i strach pomyśleć, co będzie, gdy lód zacznie się topić, a one, jak ten listonosz, co sobie robił skrót przez jezioro, zapomną, że wiosna idzie. Znaczy one to akurat nie mają czego pamiętać, bo pierwszy raz w życiu lód widzą i nie mają pojęcia, że lód się może załamać. Sąsiedzi na pewno nie widzą lodu po raz pierwszy, ale mają myślenie życzeniowe, a wyobraźni za grosz. Robiąc bezsensowną furtkę chyba sądzili, że ich psy zrozumieją intencję. A one jak ganiały po naszych łąkach, tak ganiają, straszą ludzi na plaży gminnej i coraz bardziej gustują w samotnych wyprawach. Szkoda mi tych psów. No nic, po Nowym Roku dzielnicowy mnie wezwał do składania zeznań. To zeznam.
Zeznam też, jak za kadencji poprzednich właścicieli posesji, furtki były zainstalowane z obu stron (potem sąsiedzi zrobili po naszej stronie siatkę z wywalczonym przez nas odpowiednim przejściem wzdłuż brzegu, by znowu wrócić do furtki) i z tego powodu utopiło się stadko dzików, bo zamiast brzegiem, gdzie mają szlak, uciekały po lodzie. Pisałam Wam kiedyś o tym, stara historia, ale może się powtórzyć.

ja z pełną premedytacją chodzę z naszymi kundlami na spotkania z psami-sąsiadami, by się znały i uważały za jedno stado, może to moje ochroni, gdy sąsiadom zacznie testosteron buzować, ale Lodzia i tak się ich boi, piszczy, gdy się do niej zbliżają

I z tej okazji postanowiliśmy zrobić pułapkę na Maxa i Foresta;) Robert kuł z Jankiem i całkiem szybko im poszło.

i gotowe, można wpadać!:)

To oczywiście czarny humor i pułapka raczej na morsa, którym w ramach noworocznych postanowień ma zostać Robert. Kolejny pomysł, by nie musieć iść na operację kręgosłupa. W tej lodowatej wodzie może mu się tak wygnie, że kręgi wskoczą na właściwe miejsce;) Czytał mi w sieci jakie to euforyczne doznanie, i że musi być duża różnica temperatur między wodą a powietrzem, wtedy woda wydaje się gorąca… Hmm, może spróbuję?

nasza znajoma Japonka chyba niezbyt uwierzyła Robertowi:)

na koniec zabezpieczone, żeby żadne miśki ani dziki nie wpadały, tylko morsy!

W robieniu dziury na morsy towarzyszył nam nowy warszawsko-zawadzki pies obronno-śniegowy, Tosia. Piesek podrzucony pod płot schroniska najpierw trafił do domu tymczasowego a tam skradł serce naszych dalszych sąsiadów.

na tych zdjęciach nie widać, ale Tosia bardzo pasuje do Belfegora - ma dropiate skarpetki, tylko w rude a nie czarne ciapki!

jak przystało na psa prawie huskiego;) wymościła sobie posłanie na lodzie.

Target gości na Sylwestra się ustalił - na górce grupy z dziećmi, pod tulipanem pary z psami uciekające z miast przed hukiem petard. Ponieważ już życzyłam na rok 2015, ten rok skończę tym co zwykle przed Sylwkiem, tym razem pożyczając (i niczego nie wykropkowując) adekwatny tekst z FB: jeeeeeeeee kupił sobie petardę. Wieelka była. Odpalił, hukło, jebło, pierdolnęło i…. 120 zł poszło się jebać.

i adekwatne zdjęcie:)

No to! Na ten nowy rok życzę Wam i nam najbardziej ze wszystkiego ludzi obdarzonych rozumem!

Komentarze

Andrzej, 2014/12/31 07:08
Z tym "morsowaniem " to naprawdę ?
ania, 2014/12/31 10:56
Ty niedowiarku!!:)
Co najmniej raz mors się zanurzy a czy będzie to mors regularny, to nie wiem, bo z regularnością mors ma kłopoty;)
Monika, North Carolina, 2014/12/31 08:20
Bojcie sie Boga! W przereblu sie lowi ryby, a nie "poprawia zdrowie". Rozumiem, ze Roberta kregoslup jest wazny, ale zeby az zycie dla niego tracic?
A moze Wy Eskimosami chcecie zostac?

Sliczny jest ten piesek Tosia, bardzo mily. Dobrze, ze w schronisku zostala zauwazona.

Od patrzenia na Wasze spiace kotopsy az cieplo sie robi. Dobrze im, blogo...
Wiec z super-cieplym pozdrowieneim, najcieplejsze zyczenia sle na niestrzelanego cieplutkiego Sylwestra!
Usciski Noworoczne slemy dla Ciebie Aniu i dla Roberta -
Monika i Przemek
ania, 2014/12/31 11:10
Dzięki za życzenia!
PS. Eskimosi chyba nie pływają w przeręblu?
Ewa Nowicka, 2014/12/31 15:33
Samo życie...;-)

Zdrowia i pomyślności w Nowym Roku 2015! :-)
ania, 2014/12/31 17:32
Dzięki!
Ewa U., 2014/12/31 15:53
Jezu, naprawdę, Robert TAM wlezie??? To taki żarcik sylwestrowy? Na wszelki wypadek ciepłego roku!
ania, 2014/12/31 17:28
Właśnie odwrotnie, jak najzimniej żeby było tylko słonecznie, wtedy na pewno wejdzie i ja też:)
Dzisiaj się pogoda zbiesiła, spadło trochę śniegu, czyli zero słońca i mróz się zmniejszył, więc dziura zarasta...
z FB, 2014/12/31 17:38
Aurela: :-)
Monika B: Jak od cyrkla "D
Zenkowa: a po co?
Renata W: A dla odporności pewnie:)
Renata P: Ty to pewnie foczką zostaniesz
Joanna R: Cudownie. A sauna fińska już jest? Co do psów i sąsiadów to niestety ręce opadają. Cóż za ciulowizna kompletna sie Wam trafiła!
Galeria Wiejska: Kinga: w przeręblu kąpie się dla euforii i zdrowotności, poczytaj w necie, to sama wskoczysz:), Renata: hmm... foczką to już chyba nie będę;), Joanna: sauna fińska w bliskich planach, na razie przebieżka pod gorący prysznic, bo do gorącej beczki trochę daleko (300-400m). Co do ciulowizny - takie życie, jakaś Bozia nas ćwiczy, żeby nam za dobrze w tym zawadzkim raju nie było;)
Zenkowa: o nie, ja predzej do wrzątku
Galeria Wiejska: załatwione! w beczce gorącej nahajcujemy!
Skomentuj:
TPPIK
 
 
czas_urlopu_a_na_koniec_mors.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 22:38 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika