10 stycznia 2011

po południu nadszedł

Czas wywijania orłów

A tak było pięknie… Śnieg spasował, nawet wyszło słońce i zima przybrała oblicze łaskawej

zwierzyna wyszła z ukrycia i na śniegu pojawiły się tropy

na szczęście nasza zwierzyna nadal nie dawała rady po śniegu

ale czas węży minął

Robert przyprowadził węża do domu, żeby odtajał:)

i przyszła odwilż, śniegowa Lodzia-Muminek nieco wychudła

a wraz z odwilżą ukazała się tragedia.
Nad morzem dzielni strażacy ratują sarenkę, a u nas sarenka ginie śmiercią tragiczną w ogrodzie!:( I to bynajmniej nie dlatego, że zaszkodziły jej nasze odpadki. Nie przyłapaliśmy nikogo na gorącym uczynku. Najdziwniejsze jest to, że nic nie słyszeliśmy (sarenki bardzo płaczą). A wszystko wina mokrego śniegu, pod którego ciężarem ugięła się siatka w kącie ogrodu,

potem przeszedł się po niej pewnie niejeden dzik a następnie sarenki zwabione zapachami roztopionych resztek jedzenia. Wizja lokalna wykazała, że przez ostatnie dwa dni poza śmietnikowcem - Lodzią był tam niejeden amator kompostowej stołówki. Z brzózek do naszego ogrodu wiodła wydeptana w śniegu ścieżka.

Makabrycznego odkrycia dokonałam dziś rano, gdy poszłam nakarmić ptaszki.
Robert ciężko chory ostatnio (złapał jakąś zarazę w mieście Olecko), więc zabrałam się za odkopywanie siatki spod śniegu a on na chwiejnych nogach wbił dodatkowe słupki.

Potem zatargaliśmy sarenkę w miejsce, w którym jej śmierć nie pójdzie na marne, bo pożywią się nią inni, którym też ciężko w tych mokrych zwałach śniegu. Nie było to proste, bo pomimo odwilży, wciąż są masy śniegu, w które z racji mokrości wpada się „po jajka” i trudno się wydostać z powrotem.
Na podwórzu też wciąż hałdy, trochę tylko niższe, a wśród nich obrzydliwie mokre ścieżki.

W ogóle chyba nigdy świat nie wygląda paskudniej, jak po odwilży.

Bałwanowi jeszcze bardziej schudła twarz,

ludzie zaczęli pisać do nas w sprawie rezerwacji na majówkę (widać poczuli wiosnę!) a Lodzia na dzisiejszym spacerze rozpoczęła sezon pływacki - wykąpała się w rzece! Ten pies nie ma za grosz instynktu samozachowawczego! Po kąpieli, z której zresztą z trudem wyszła po oblodzonym brzegu i zaśnieżonej skarpie, wytarzała się w śniegu a następnie, gdy biegiem wracaliśmy do domu, żeby się ogrzała, zrobiła w tył zwrot (jak zawsze, gdy spacer uważa za zbyt krótki) i pobiegła z powrotem w stronę rzeki…

Aż w końcu wyszło słońce, chwycił mróz i nadszedł czas wywijania orłów.

A gdy wracałam z pracy po 20-tej, mgła snuła się po świecie, szklanka szkliła na drodze, a między Stożnem a Sokółkami wertepy ze zlodowaciałego śniegu z dziurami po odwilży dopełniły atrakcji.

A oni mają to w nosie…

Komentarze

Tess, 2011/01/12 21:23
Szkoda sarenki. Ale tak to już bywa czasami. Swoją drogą jestem przeszczęśliwa, że moje berny nie wykazują instynktów łowieckich. Sarenki do ogrodu po hałdach śniegu wchodzą jak chcą - często w towarzystwie kicających zajęcy. Niuniuś jako sławny gieroj poszczeka trochę pozostając w bezpiecznej odległości ( a wiadomo, co takiemu dzikiemu zwierzowi do głowy strzeli? Jeszcze by go zając, czy sarenka zaatakowali?! )A Mila traktuje gości z doskonałą obojętnością... Pozdrawiamy ze zlodowaciałych Żuław1 Asia i Wojtek
Aurela, 2011/01/13 14:58
Moja pani od francuskiego zawsze w takich sytuacjach mawiała c"est la vie;)
OLQA, 2011/01/14 23:19
u nas sarny obgryzły, co było do obgryzienia a "doły" zostawiły zającom, psów nie posiadamy a nawet gdyby były to z nami w mieście,sarny bezpieczne ale nasze drzewka wcale nie...
ja też mieszkam na wsi..., 2011/01/23 01:04
Podziwiam wyniesienie sarenki na żer dla innych głodomorów. Nie wiem, czy byłoby mnie stać na to stać. A powinno.
Skomentuj:
PLVAB
 
 
czas_wywijania_orlow.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:25 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika