14 grudnia 2019

Czułość

Żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce! :-) No bo tym razem to wyjątkowo mi się nie chce. Po pięknym, srebrnym świecie…

no sami widzicie, że nie mogłam się opanować robiąc zdjęcia i teraz nie mogę, żeby nie pokazać :) a więcej większych w albumach Taki piękny siwy świat był i No to jeszcze widoczki z podwórza

…znowu nastała burość i zimna wilgotność, styki mi nie stykają, z łóżka wstać się nie chce, i do tego ciemna strona świąt: osłabiające świąteczne reklamy, kwitnący konsumpcjonizm, ledwo żywe karpie, truchlejące bydlęta… i jak tu nie mieć stanów depresyjnych…

Ale była i radość w tym czasie! Głównie za sprawą Olgi Tokarczuk.

I zaraz potem załamka na te reakcje. I nie mam na myśli pisowskich trolli, które znowu uderzyły do ataku. Myślę o reakcji na słowa w noblowskim wykładzie, że ze światem coś jest nie tak. Pomijam fakt, że wielu tylko to usłyszało (zapewne niczego nie słuchało/czytało, tylko zasłyszało). Mnie osłabia, jak dojrzali wydawałoby się ludzie, inteligentni, oczytani reagują i odczytują czyjeś słowa. Moje zapewne też. Osłabia mnie dlatego, że przecież na tych ludzi liczę! Więc pomyślałam, że tym razem się postaram wyjaśnić jak najlepiej.

Znajoma po wykładzie Olgi Tokarczuk zamieściła post, w którym były takie słowa a całość w tym duchu:

OMG!
Ze światem jest OK!
I będzie lepiej. Jest niedoskonały - jak zawsze - i takim warto go akceptować. I udoskonalać na własny rachunek.
Biedny świat, którego nawet Olga T. nie kocha ❤️❤️❤️❤️

Nie znam wielu ludzi, którzy kochaliby świat jak Olga Tokarczuk! Nie wytrzymałam i napisałam: Łatwo tak myśleć, jak to ktoś gdzieś ostatnio napisał, „nad latte z pianką z mleka sojowego”. Będąc uchodźcą czy choćby ciemnoskórym obcokrajowcem, transseksualistą, homoseksualistą w naszym kraju (czy dwa ostatnie w jakimś muzułmańskim), kobietą w większości krajów muzułmańskich, zwierzęciem hodowanym w obozach koncentracyjnych, transportowanym i zabijanym na mięso, białym niedźwiedziem czy orangutanem…, widzi się to, o ile ma się szansę widzieć, inaczej. Owszem, projekcje własnej niedoskonałości, obrony depresyjne… ale nie zmienia to faktu, że rzeczywistość jest taka, jak mówi Olga Tokarczuk i pora przestać przymykać na to oczy.

Na to otrzymałam „dowody” w postaci wielu tabelek. Tabelki były z książki psychologa i intelektualisty prof. Stevena Pinkera. Cytuję z sieci zawartość: „Ludzie żyją dłużej, są coraz zdrowsi, bardziej wolni i szczęśliwi, a chociaż świat stoi przed obliczem poważnych problemów, rozwiązania kryją się w oświeceniowym ideale stosowania rozumu i nauki. Czy świat naprawdę się rozpada? Czy ideał postępu się zdezaktualizował?”

A dalej pisze, „abyśmy się nie koncentrowali na krzykliwych nagłówkach i proroctwach zagłady, które wydobywają z nas najgorsze skrzywienia poznawcze. Zamiast tego radzi skupić się na faktach: na siedemdziesięciu pięciu zdumiewających wykresach Pinker pokazuje, że życie, zdrowie, dostatek, bezpieczeństwo, pokój, wiedza i szczęście wzrastają nie tylko na Zachodzie, lecz na całym świecie. Motorem tego postępu nie jest jakaś kosmiczna czy mistyczna siła. Jest on dobrodziejstwem Oświecenia: przekonania, że wiedza może się przyczynić do poprawy ludzkiego losu.”

Wiecie nie od dziś, jak reaguję na zbyt optymistyczne widzenie rzeczywistości. Wiem, widzę, że jest w pewnych obszarach lepiej, nawet jeśli chodzi o takie media społecznościowe - dały możliwość piętnowania zła i zrzeszania się ludzi w ważnych sprawach, mnie nadzieję daje to, że rośnie ilość wegan, ludzi pomagających potrzebującym, bezdomnym zwierzętom. Albo takie zrzutki; przed chwilą słuchałam o tirowcu z Iranu, któremu zepsuła się na terenie Polski wiekowa ciężarówa, koledzy po fachu z całej Polski najpierw próbowali naprawić, a gdy się nie udało, zrobili zrzutkę i kupili mu nową, dzięki czemu nadal będzie miał czym zarabiać na życie. Super, nie?

Wprawdzie zrzutka na psy spod Garwolina przędzie słabo, ale cieszę się, że moja misa w kota zarobiła dla nich 200 zł.

Wiem, nie sposób wpłacić nawet paru groszy na te wszystkie zrzutki. Pewnie można by napisać rozprawę doktorską na temat, od czego zależy, na którą zrzutkę wpłacamy.
Wracając do tematu, oczywiście jestem świadoma, że ludziom w pewnych obszarach, tych podstawowych, żyje się coraz lepiej… nie zmienia to faktu, że nadal daleko do tego, bym móc powiedzieć, że ze światem jest wszystko OK, czy nawet, że jest wystarczająco dobrze. Nie jest i raczej nie będzie, bo zbyt mało ludzi zainteresowanych jest zmianą w sobie czy w ogóle widzeniem w sobie tego, co świat niszczy. Zarzuca mi się, tak jak Oldze Tokarczuk po wykładzie noblowskim, czarne widzenie, a skoro czarne, to gdzieś jest białe. Wiecie, jak tępię widzenie czarno-białe. Albo-albo, źli i dobrzy, jedyna słuszna racja a reszta to debile. Może czasem tak brzmię, ale to ze złości, gdy tak traktuje się mnie/mnie podobnych.
Potrzebna jest cała prawda, ale ciekawe, że ja widzę, iż wciąż zbyt mało tej negatywnej prawdy, a inni, że pozytywnej… Tam, gdzie świadomość jest spora, może to tak wyglądać, globalnie jednak wciąż ludzie przymykają oczy. Czasem trudno pamiętać, że MY to nie cały świat (a szkoda;)). Gdy cieszę się z wycofywania plastikowych słomek w Europie, zawsze przypominam sobie historyjkę z Azji, jak ktoś poprosił kelnerkę, by podała napój bez słomki, a ta przyniosła ze słomką, gdy zwrócił jej uwagę, ciepnęła słomkę do morza. To jest CAŁA prawda :-(  Ale gdy to rozmowa osób w różnych momentach życia, mogą się nie dogadać. Im bliżej śmierci, tym mniej lęku przed prawdą. Natomiast matki małych dzieci mogą być przerażone prawdą i woleć jej nie przyjmować. Inne wpadną w depresję, utkną w niej zamiast coś w swoim życiu zmienić, by światu było lepiej. Dlatego realność, prawda o rzeczywistości takiej, jaka jest, często przeżywana jest jako katastrofizm.
 Są jednak matki, czy w ogóle ludzie, których prawda niesłusznie zwana katastrofizmem mobilizuje do działania (tak jak Madzię - zero waste, antykonsumpcjonizm, wege).

Znana Wam Ania Ł czyli ostatnio Maryna po przeczytaniu mojej dyskusji na ten temat z byłą dziennikarką, z którą notabene mamy za sobą niejeden wywiad, napisała, że jej zupełnie nie razi zdanie Olgi Tokarczuk, że ze światem coś jest nie tak. Zmiana mojego mikroświata czyli własnego życia zaczęła się właśnie od tego: „coś z moim życiem jest nie tak”. I dopiero zanurzenie się w tym „nie tak”, w jego istocie, w bolesnych miejscach i zobaczeniu tego, czego bardzo widzieć nie chciałam - przyniosło zmianę. Wszelkie pocieszania, że to normalne, rozwojowe, po prostu kryzys wieku średniego - tylko mnie zatrzymywały, odwracały uwagę. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem całym światem :). Ale może jedni potrzebują zanurzyć się z głową i zobaczyć coś bez znieczulenia i złudzeń? Tym bardziej, że historia pokazuje, że w meczu dobra ze złem jest w najlepszym wypadku remis, z lekkim wskazaniem na zło, niestety. Mnie się, mimo wszystko lepiej żyje bez złudzeń.
Nie chodzi o katastrofizm i posty z cyklu „Nasza cywilizacja potrwa do 2050 roku”. Ale też niepokojąco dużo ludzi uważa, że nic się nie dzieje, że to strachy na lachy, lewactwo i ekoterroryzm, więc nic nie muszą robić. A już na pewno rezygnować ze swoich nawyków, przyzwyczajeń czy kaprysów. A poczucie, że ze światem coś jest nie tak, w moim rozumieniu - z ludźmi, instytucjami, sposobem komunikacji, hierarchią wartości, religijnością, świadomością jednostkową i społeczną - mam od czasów pracy w prasie kobiecej. I od tego”nie tak” wychodzi poszukiwanie nowych sposobów organizacji społeczeństwa, gospodarki, stosunku do przyrody i drugiego człowieka, nowych wizji i priorytetów. Wszyscy reformatorzy i rewolucjoniści w historii wychodzili od tego, że coś jest nie tak ze światem, w którym żyją. (Mam nadzieję, Ania, że nie masz mi za złe, że Cię tu cytuję;)) Jeśli już, można by mi i Oldze Tokarczuk zarzucić obrony depresyjne;) ale mam nadzieję, że to jednak widzenie realistyczne, w przeciwieństwie do obron maniakalnych czy depresyjnych;) Już wyjaśniam!

(po przerywniku;))

Nieraz pisałam Wam o pozycji schizo-paranoidalnej i depresyjnej. Problem w tym, że ktoś, kto nigdy nie osiągnął tej drugiej (można osiągnąć i z powrotem w kryzysowych momentach życia spaść w schi-pa, depresyjna nie jest dana raz na zawsze), ile bym nie natłumaczyła o co chodzi i tak nie jest w stanie ogarnąć pozycji depresyjnej umysłem. Nie jest to kwestia inteligencji, tylko gotowości umysłu. Bo obie pozycje to właściwie stany umysłu. Swoją drogą to ciekawe, że Melania Klein nazwała tę dojrzalszą pozycję rozwojową - depresyjną, tym samym nieświadomie odstraszyła od niej, bo ludzie na dźwięk słowa depresja uciekają gdzie pieprz rośnie. Tak, pozycja depresyjna to to samo co realistyczne widzenie, gdzie czarna i biała strona rzeczywistości łączą się w jedną, gdzie czas się pogodzić, że świat i my mamy braki i opłakać to, oraz to, że nic nam się nie należy a jak się nie zatroszczymy o matkę, to ją wykończymy. Tym samym Olga Tokarczuk w czasie wykładu w piękny, literacki sposób opisała to, co głosi Melania w swojej teorii rozwojowej (potwierdzającej się w tysiącach gabinetów psychoanalitycznych każdego dnia), a mówiąc o czułości miała na myśli to, co Melania nazywa troską. Ja w mowie p. Olgi nie słyszę czarnowidztwa i straszenia, lecz nadzieję, że jak przestaniemy przymykać oczy na smutną prawdę i z czułością zaczniemy traktować świat, to może się uda. I w tym p. Olga jest większą optymistką ode mnie :-)

Pozycja depresyjna ma to do siebie, że większość z nas broni się przed nią jak przed ogniem, bo trudno pożegnać się z przekonaniem, że się nam należy i że w imię tego możemy iść po trupach. Trudno znaleźć się w tym punkcie życia, w którym pora na widzenie nie tylko czubka swojego nosa i jego przyległości ale wszystkich wokół, od których zależymy (a zależymy od wszystkich i wszystkiego!), łącznie z tymi, o których (ludziach, zwierzętach, Ziemi) przywykliśmy myśleć, że wykorzystywanie ich jest rzeczą „naturalną”. Gdy ich zobaczymy, pożałujemy, co im robimy i przyjdzie czas na wdzięczność, troskę i czułość. Niestety! Część z nas tkwi w pozycji schi-pa a ci, co właściwie mogliby już nie tkwić, wciąż się bronią. Bronią nas tzw. obrony depresyjne (po co mam to/się zmieniać, skoro… i tak świat się skończy, nikt tego nie robi więc bez sensu jest mój wysiłek, i tak umrę a katastrofa jest nieunikniona czyli katastrofizm, którego się niektórzy doszukali w słowach p.Olgi). Bronią nas też tzw. obrony maniakalne (ależ jest wszystko OK, inni przesadzają, straszą, lewactwo bełkocze, a przecież ten i tamten mówi, że nie ma czego się bać, nie ulegajmy pesymizmowi, brońmy się przed depresją, świat jest cudowny!). Ja tak odczytałam słowa „ze światem jest coś nie tak” - nie tak jest z naszym stosunkiem do świata, pora dorosnąć.

no czyż nie jest cudowny? ;-) a więcej w albumie Zachód słońca w drodze do domu

Na poparcie miałam jeszcze jednego znanego mi ze słyszenia pana: Myślę, że Olga Tokarczuk dała nam bardzo dużą porcję nadziei. Także zwracając uwagę na to, co dzieje się dziś w świecie. Z poczucia, że coś jest nie tak, rodzi się działanie zmierzające do naprawy. Bez tego poczucia zapadamy tylko w hipnotyzujące światy seriali i nie mamy już nawet poczucia wspólnoty, bo każdy ogląda inne seriale, a potem chce pisać swój serial. Albo książkę o sobie. Albo ulega narracjom tych, którzy mają władzę. Ocalać siebie, owszem, ale też wyjść poza siebie. Być eks-centrycznym. I dlatego tak bardzo podoba mi się czułość, o której mówiła. Właśnie nie miłość, która została tak bardzo zbanalizowana z jednej strony hasłami typu „pokochaj siebie”, z drugiej - poprzez religie, lecz czułość. Gdybyśmy właśnie z czułością, tylko i aż z czułością, odnosili się do samych siebie, do innych ludzi, do świata, to będzie szansa na zmianę. Oczywiście świat przez to nie stanie się idealny, ale będzie lepszym miejscem.

furtka z tego dnia, gdy na świecie była bajka, a poniżej przegląd furtek na FB z nierozwiązaną wciąż do końca zagadką

A na koniec zdanie z innej „mowy”, Hołowni, który postanowił być prezydentem, a ja mam nadzieję, że mu się uda, bo byłby to czuły prezydent poza podziałami: Jedność to nie jest jednolitość. Jedność to pojednana różnorodność.

Skoro już jesteśmy przy czułości…

Krytyka polityczna przypomniała tekst Tokarczuk. Piękny tekst Maski zwierząt zadający kłam, że to współczesne lewackie świnie wymyśliły niezgodę na wykorzystywanie zwierząt, a w tekście mnóstwo pięknych fragmentów, w tym:

Między wierszami pobrzmiewają echa buddyjskich ateistycznych tropów: uświadomienie sobie sytuacji, w jakiej się wszyscy znaleźliśmy, stawia nas pod ścianą, bo i nie ma nadziei, i wygląda na to, że świat nie został stworzony dobry, zaś jego fundamentem jest cierpienie, którego nie da się uniknąć. I chociaż nie wiemy, dlaczego tak jest, w tym ogromnym morzu beznadziejności należy zachowywać się godziwie – to właśnie czyni nas ludźmi, nie nasze DNA. Zachowywać się tak, jakby to miało znaczenie, jakby istniały zasady i normy, jakby istniało jakieś zbawiające i ratujące nas dobro, które nada naszym uczynkom sens.

A zaraz potem dostałam mejla od Agnieszki ze skrzyżowania, w której cytuje jakąś swoją światłą krewną, posłankę z międzywojnia, ta sama Agnieszka, która jeszcze parę lat temu zajadała kiełbasę z miną „cha, cha, i tak będę robić, co mi się podoba” ;-)

I jeszcze jedna myśl moja, bardzo nieśmiała na zakończenie. Otóż myślę, że jeżeli człowiek ma się z gruntu zmienić, musi wyzwolić się z rzekomego prawa przyrody… Musi zmienić swój system odżywiania, polegający na odbieraniu życia zwierzętom, na mordowaniu bezceremonialnym i okrutnym wyhodowanych przez siebie istot żyjących innego gatunku (Zofia Moraczewska)

takie Tora! Tora! Tora! ;)

Nawet nie wiecie, jak się cieszę, gdy dołączacie do tych, którzy nie jedzą mięsa czy radykalnie ograniczacie spożycie, a coraz więcej dochodzi mnie takich wieści! A jak mnie ucieszyło, że to właśnie Warszawa znalazła się wśród 10 najbardziej wegańskich miast na świecie i to na 6. miejscu! I tak czułość rozlewająca się po świecie ma szansę nas uratować! (przeczytajcie: "Zmieniaj dietę, nie klimat" - jak ratować Ziemię rezygnując z mięsa?)

Na koniec tej części a przed świętami:

No dobrze, przejdźmy do niusa zawadzkiego :)

Możecie pomyśleć, że u nas tak pięknie a ja marudzę, pamiętajcie jednak, że zdjęcia robię, gdy wyjdzie słońce. Raptem 3 razy się to zdarzyło od ostatniego niusa! :)

więcej w albumie Muszę zmienić komórkę!

Przez większość czasu jest tak:

ten lód już zniknął

A to kolejny Piękny dzień:

Zgadywaliście, ale nie zgadliście…

co tu się dzieje

kamienie wylądowały w różnych miejscach

No więc zdradzam, choć wydawało mi się łatwe. Zwłaszcza dla tych, którzy będąc u nas widzieli, jak Czarli w tę i z powrotem przeskakuje płot po kamieniach. Mimo czajnika, mimo konewek i wiader dalej to robił. Tak więc przyszła pora odciąć mu drogę. Bo szwendał się, a że ślepy, to było niebezpieczne! Teraz ma depresję i ataki paniki. :-( (paradoksem jest, że te kamienie kiedyś stanęły przy płocie, by Belfegor płotu nie przeskakiwał!)

Kolejna zagadka dotyczyła górki ziemi:)

o tej

No przecież widać, że górka tam, gdzie stała skrzynia na warzywa! Skrzynia spróchniała całkiem, więc ziemia usunięta ze spróchniałej czeka na nową (a nie żaden trup!:)). Ale mieliście pomysły!

tak wygląda wiata w okresie przejściowym (gdy zacznie się zawierucha, znikną poduszki i materac z łóżka, oraz wrażliwe na mróz donice)

a poza tym robi się…. eee, zgadnijcie co??? :-)

i jeszcze porcja sierściuchów na dziś ;)

i jeszcze się pochwalę, choć mała to moja zasługa, ledwie kilku genów ;-)

Dzieciaki tym razem wybywają na święta na Daleki Wschód, nie powiem, zazdroszczę im lata w zimie, bo taka zima jak teraz to przechlapane;) ale za to u nas będzie wesoło, tyle fajnych gości się zjedzie agroturystycznych a ja mam urlop pomiędzy świętami a królami!!!

I na koniec prośba. Może ktoś…? Kolejny pies, który spędza mi sen z oczu :-(

I à propos aury…

Nius życzeniowy niebawem!!!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2019/12/15 04:30
Ach, na calym swiecie tyle jest waznych spraw do oprotestowania, ze moglibysmy caly czas poswiecac na marsze, demonstracje i rozne spoleczne oburzenia, zapominajac o normalnym zyciu. Ale nie kazdy chce protestowac i walczyc o to samo. Ja nie chce promowac wegetarianizmu ani "walczyc" ze zmianami klimatycznymi. A bardzo cieszy mnie literacki Nobel dla Tokarczuk, chociaz nie mam zadnej ochoty czytac jej ksiazek. Poszlabym jedynie na demonstracje w sprawie niedoli zwierzat. No a jednoczesnie, bardzo dziwie sie, ze NIKT w Polsce nie organizuje znaczacych protestow spolecznych wobec bezkarnosci panujacej na drogach, gdzie gina ludzie na przejsciach dla pieszych. A juz najbardziej mnie oburza, ze wyroki polskich sądów tak sie fundamentalnie rozmijaja ze spolecznym poczuciem sprawiedliwosci, bo to oznacza, ze cos bardzo niedobrego dzieje sie z podmurowka kazdego państwa demokratycznego, jaka jest wymiar sprawiedliwosci. A to co się dzieje w sprawie warszawskich afer reprywatyzacyjnych i Jana Spiewaka to po prostu jeden WIELKI SKANDAL.
ania, 2019/12/15 12:31
Booosz, przecież nie chodziło mi o marsze i protesty, choć czasem tak trzeba, tylko o zmiany w sobie, o dążenie do dojrzalszego stanu umysłu, do czułości/troski.
A swoją drogą ciekawe dlaczego nie masz ochoty przeczytać książek Tokarczuk, dziwne mi się to wydaje. Księgi Jakubowe na pewno bardzo by Ci się podobały.
No i dziwne mi się wydaje, że obchodzi Cię niedola zwierząt, a nie widzisz problemu w produkcji zwierzęcej :(
z FB, 2019/12/15 16:30
Joanna S: Przeczytałam. Mądre słowa. Mimo wszystko bardzo mnie zaskoczył ogrom niechęci w stronę p. Olgi Tokarczuk. Spodziewałam się ale jednak mnie to zaskoczyło :(
Dorota , 2019/12/15 19:46
Szanowni Państwo, to ja jestem tą dziennikarką (nota bene nie byłą, ale aktywnie działającą), której słowa kompletnie wyrwane z kontekstu i przede wszystkim KONWENCJI pani Ania zacytowała i obśmiała. Prawdopodobnie wychodząc z założenia, że nie słuchałam wykładu Olgi, nie przeczytam również jej posta. Pech. I słuchałam wielokrotnie wykładu Olgi, bo jestem nim zachwycona, jak również czytam znajomych, regularnie prasę zagraniczną i wielu autorów z obszaru ekologii, psychologii, socjologii, neurobiologii, bo na tym polega moja praca. Poraża mnie fakt niezrozumienia do tego stopnia mojego posta, który – przede wszystkim – nie był krytyką wspaniałego wystąpienia Noblistki. Zawierał on reakcję na jedno jej zdanie, które – jak zresztą zaznaczyłam w swoim poście – było niefortunne. Oczywiście słowa zacytowane w poście pani Ani są tak wyrwane, że wychodzę w nich na kretynkę, i po latach znajomości z p. Anią muszę przyznać, że trudno mi uwierzyć, że to właśnie ona. Uważam, że reagujemy skryptami. Czarne albo białe. Nic pomiędzy. Jak jest wykład Olgi, to masz się nim zachwycać w absolutnej całości, bo jak nie, to jesteś PiSowcem albo w najlepszym razie debilem. I tak reagują wydawałoby się myślący, inteligentni ludzie, na których liczę. Przykro, pani Aniu.
ania, 2019/12/15 20:11
Pani Doroto, litości! Mnie kolejny raz przykro, że bierze Pani tak do siebie moje słowa. Wykorzystałam Pani post aby nie musieć od nowa wszystkiego pisać, skoro już napisałam. W którym miejscu obśmiałam? Gdzie napisałam, że Pani post to krytyka całego wystąpienia? Że Pani nie czytała/słuchała? Że Pani słuchała, to przecież wiem i wydawało mi się, że doszłyśmy do porozumienia. Pisałam o INNYCH ludziach a przy okazji o ludziach takich jak Pani, którzy zareagowali, moim zdaniem nadmiarowo i nieadekwatnie, na TO zdanie. Przepraszam, że napisałam "byłą dziennikarką", wydawało mi się, że się czym innym teraz Pani zajmuje, nie czytam prasy ani magazynów, poza pewnymi publikacjami w sieci, ściśle określonymi, więc proszę mi wybaczyć. Ale to pewnie najmniej ważne. Tak, chodziło mi o to właśnie zdanie, przecież napisałam, że o to! Wykorzystując Pani post nie przyrównałam Pani do tych, którzy nie słuchali. Napisałam o Pani, moim zdaniem, jednym niefortunnym wniosku z tego wykładu a dalej wyjaśniłam, dlaczego, moim zdaniem, takie zdanie ludzie mogą mieć. To wszystko. A Pani komentarz tylko potwierdza, jak kompletnie się nie słuchamy, nie rozumiemy, każdy w swojej bajce siedzi i tylko na swój ogon niechcący przydeptany patrzy. Osobiście mam dość tłumaczenia z polskiego na nasze o czym piszę i umęczona jestem ludźmi, których tak łatwo urazić.
Dorota, 2019/12/15 21:50
Post zawiera obraźliwe uwagę ad personam właśnie do mnie. Tego nie trzeba tłumaczyć, bo to - że tak powiem- stoi napisane. Tak, jestem wtaiwa na takie postępowanie. Każdy by byl
ania, 2019/12/15 22:47
W którym miejscu?
Dorota, 2019/12/16 00:26
Odpisze jutro
Dorota, 2019/12/16 10:00
W którym miejscu?
Pomiędzy cytatem z mojego posta a przytoczeniem nagłówka z tvn24, który przy moim poście widniał:
"(...) wielu tylko to usłyszało (zapewne niczego nie słuchało/czytało, tylko zasłyszało). Mnie osłabia, jak dojrzali wydawałoby się ludzie, inteligentni, oczytani reagują .....".
Oczywiście pisze Pani "ludzie" ale to co przed i po to cytaty ze mnie. Trudno więc się domyślić że nagle to jedno zdanie w środku to o "INNYCH ludziach". No właśnie też mi się wydawało, że doszłyśmy do porozumienia, a ja nabyłam z resztą polecanego autora. A tu... taka niespodzianka.
Jeżeli w Pani świecie to jest wobec mnie OK, to co Pani napisała, to niech tak zostanie. Nie muszę epatować specjalnie swoim urażeniem. Pierwszy szok minął i szczękę już zebrałam z podłogi. Z resztą poradzę sobie sama.

Przy okazji
Spokojnych Świąt
ania, 2019/12/16 10:15
Pani Doroto, mam nadzieję, że Pani ochłonęła, ale jednak zależy mi, by nie została w prześladowczym myśleniu.
Gdyby to był nius o/do Pani, z wymienieniem imienia i możliwością domyślenia się, że chodzi o Panią, zapewne przeczytałabym go kilka razy i sprawdziła, czy aby jakiś słów/fragmentów nie powinnam napisać inaczej, aby nikt nie miał wątpliwości, że nie dotyczą bezpośrednio Pani.
Nawet Pani przytoczyła mój fragment bez istotnego słowa "Pomijam", co dla mnie oznaczało, że pomijam też Panią, a zdanie z wykładu, na które zareagowała Pani w poście na FB, znalazło się tego dnia w wielu wypowiedziach, nie tylko u Pani.
Wykorzystałam naszą rozmowę by napisać co napisałam, bo w jej trakcie dotarło do mnie, że piszę tak o pozycji depresyjnej, że nikt nie rozumie co mam na myśli, piszę sobie, piszę, a ludzie dalej nie wiedzą o czym. Nie miałam na myśli Pani. Panią, i to też tylko momentami, miałam na myśli komentując Pani post. Napisałam tu prawie to samo, zrobiłam kopiuj-wklej, tylko poprawiłam, by było zgrabniej, ale tym razem do ogółu. Po pierwszym obruszeniu nie miała Pani do mnie o to pretensji wtedy, więc miałam nadzieję, że tu też by Pani nie miała, gdyby zajrzała do niusa.
Przepraszam, że nie byłam dość czuła w przewidywaniu, jak może to Pani odczytać.
Spokojnych świąt.
Dorota, 2019/12/16 10:38
Wooow!Cały nius o mnie/do mnie? :) No tak rozbuchanego ego jeszcze nie mam, pani Aniu.
Tak to czuję jak Pani pisze, że wykorzystała Pani naszą rozmowę do tego, żeby coś wytłumaczyć.
Także wszystko, ok.
Życie toczy się dalej.
fan Olgi, 2019/12/18 00:52
Pani Olga nie ma chwilowo czasu, żeby dorzucić kilka słów do dyskusji Szanownych Pań, ale nie omieszka.
ania, 2019/12/18 11:17
🤣
Skomentuj:
SSRXK
 
 
czulosc.txt · ostatnio zmienione: 2019/12/15 20:37 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika