Czwarty dzień w Maroku

to dzień odpoczynku po wycieczkach dalszych, spacer do souku w Agadirze, czyli na targ, ale tym razem taki dla tubylców.
Po plażowaniu wybrałam się tam na piechotę, choć to kawałek drogi. Idąc główną ulicą, tą samą, przy której stoi hotel Argana, większość czasu idzie się wzdłuż płotu rezydencji króla, jednej z dwóch, a może i kilku, ale oprócz tej, która zamyka krajobraz plaży na południu, ta jest główna i w środku miasta. Oczywiście jest pilnie strzeżona.

ale koty pod płotem rezydencji jakieś takie bardziej zadbane

Bo koty, w przeciwieństwie do psów, mimo, że w islamie uważane są czyste i wolno a nawet należy o nie dbać, raczej nie mają się w Maroku najlepiej. Owszem, mają ciepło i widać, że są pożądane a nawet lubiane. Ale w większości są kaprawe, brudne, zapewne zapchlone i zarobaczone. I z pewnością nikt ich nie sterylizuje.

widząc to byłam pewna, że w Agadirze nie uświadczysz weterynarza, a tu proszę!

Przy okazji kotów (o psach będzie dalej) - co na temat stosunku do nich muzułmanów znalazłam w sieci (źródło: www.tur-tur.pl ):

Dla muzułmanów kot to zwierzę wyjątkowe, do czego przyczynił się prorok Mahomet, a raczej jego uwielbienie do kotki – Muezzy. Chociaż w Koranie i hadisach nie wspomina się o tym, znana jest opowieść o kotce, która uwiła sobie posłanie na szacie proroka. Kiedy wstał on rano by dokonać pierwszej modlitwy, nie chciał budzić ukochanej Muezzy, dlatego odciął rękaw szaty i modlił się z odsłoniętym ramieniem. Ponoć obudziwszy się kotka podziękowała mu ukłonem :) Jest też opowieść o tym, jak Muezza uratowała proroka przed ukąszeniem węża – w podzięce za to prorok obdarzył koty umiejętnością spadania na cztery łapy. Mawia się też, że Mahomet bez obaw wypił kiedyś wodę z miski, z której napił się kot. Albo że kocia ślina wyleczyła go z ran powstałych przy spotkaniu z wściekłymi psami.

Jednym słowem dzięki przykładowi „z góry” koty dla muzułmanów mają rolę szczególną, traktuje się je jako zwierzęta czyste, pozwala się trzymać je w domu (o ile umiemy o nie odpowiednio dbać!), a wręcz zaleca się, by każdy muzułmanin opiekował się jednym bezdomnym kotem (choćby zostawiając miskę z karmą i wodą). Z kolei zły stosunek do tych zwierząt jest piętnowany, zabrania się także sprzedawania kotów.

Wracając do souku. Souk w Agadirze to kilka wielkich hal za murem, w każdej co innego sprzedają. Jest z meblami, dywanami. Jest z elektroniką. Jest spożywcza i z owocami/jarzynami/przyprawami. I jest z ciuchami, czyli jeden wielki ciuchland albo wyprzedaż. Za kompletne grosze można się ubrać. Takie wielkie lady w których wszyscy grzebią (kupiłam dwie chustko/szale). I dziki tłum Arabów. Zwłaszcza że byłam w niedzielę. Souk jest nieczynny tylko w poniedziałek.

zdjęć z souku wiele nie zrobiłam, bo Arabowie nie lubią, gdy ich ktoś fotografuje, tolerują tylko tam, gdzie ewidentne atrakcje turystyczne

Po środku targowiska jest plac, a tam łaźnia do rytualnej ablucji, miejsce do modlitwy i kocie królestwo.

mają wystawione miski z wodą, ktoś zawsze coś im tam rzuci (na ogół rybią głowę) i widać, że pełnią na targu ważną funkcję

A potem wróciłam do hotelu przez opustoszałe miasto.

jeden z meczetów w Agadirze, znaczy minaret (do meczetów oczywiście nie wolno wchodzić, jest tylko jeden meczet w Maroku, w Casablance, udostępniony turystom)

kolega po fachu;)

I obrazki z ulicy:

Więcej zdjęć z wyprawy na targ w albumie Maroko czwarty dzień

Komentarze

Skomentuj:
EBIED
 
 
czwarty_dzien_w_maroku_-_agadir_souk.txt · ostatnio zmienione: 2017/11/19 14:03 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika