25 marca 2012

Czy Robert odpoczywa?

Dziś jak wiadomo była niedziela, dzień święty, co dla większości oznacza, że boją się pracować, bo co ludzie powiedzą. I w zasadzie popieram, gdyż bez tego „nie wypada”, bez tej przerwy w pracy, nie byłoby wiadomo, co to za moment w życiu. A tak wiadomo - właśnie minął kolejny tydzień naszego żywota i jest tydzień bliżej do wiecznego odpoczynku;)
Ale póki się na niego udamy, musimy zdążyć do sezonu, dlatego Robert dzień święty zaczął od pojechania na górę, czyli wykonał Dzień Świstaka. Musiał dokończyć elektrykę przed przyjazdem promienników sufitowych. A gdy już zawisną, to wyleje właściwą szlichtę, włączy na maksa ogrzewanie, wylewki będą sobie schły a następnie przyjdzie sądny dzień, gdy zakład energetyczny przyśle rachunek za prąd.

Mrówki, które obudziły się na dobre, nigdy nie mają niedzieli, ale pewnie odpoczęły przez zimę (choć w zasadzie to nie wiem/nie pamiętam, co one tam w tym mrowisku zimą robią???)

Ja w tym czasie sprzątałam ogródek i co zgrabiłam to wiatr rozwiał, ale częściowo się udało.

Częściowo nie, bo załatwiłam sobie ucho do reszty (mimo ciasnej opaski). Chociaż nie wiem, co to ta reszta, bo skończyłam brać antybiotyk w piątek, a jak byłam głucha tak jestem, tylko krasnoludki się wyprowadziły. Słyszę ledwo, ledwo, a czuję się jak po nurkowaniu, gdy woda się wleje do uszu.

a tu porządki robił Belfegor:( ja tylko dokończyłam

Robert miał wrócić wcześniej, mieliśmy zjeść śniadanio/obiad, dać Mrówci oxazepam, żeby wreszcie coś sama zjadła, a potem miała być prawdziwa niedziela.

Mrówcia jest w dużo lepszej formie, chodzi się paść na łąkę, ale sama praktycznie nic nie je, wciskamy w nią jedzenie strzykawką, dopiero po oxazepamie ma apetyt gdzieś przez 2 godziny, wtedy podstawiamy jej co się da, by się najadła na zapas, wtedy też całe towarzystwo siedzi nad nią i czeka na resztki z kociego stołu

ewentualnie gotowe zlizywać okruszki z jej pyszczka

Ale przyszedł sąsiad pożyczyć antenę i kabel łączący z nią komputer, których już nie używamy, bo odkąd w skrzynce w Sokółkach zainstalowali coś tam do neostrady, przeprosiliśmy się z tepsą. Chciał nie chciał nie było wyjścia (raz: taniej, dwa: internet bez limitu). Jak się okazało sąsiad nie może też mieć neostrady, bo nie ma już miejsca dla nowych neostradowców na kablu do Zawad - 3, no, może 4 sztuki we wsi wyczerpały limit! Wypożyczył więc ruter do internetu radiowego i dziś miał jedyny dzień, by sprawdzić, czy działa. Ku zdumieniu Roberta, nasza antena od poprzedniego internetu wciąż wisiała na kominie a kabel zwisał z dachu i wchodził bezproduktywnie dziurką w ramie okiennej do pokoju. I może Robert pogoniłby sąsiada (choć wątpię), gdyby to nie był TEN sąsiad, dla którego, ze względu na zasługi dla Reksia, do końca życia Robert jest gotowy po dachach biegać.
No więc pojechał na górkę po dłuuugą drabinę, wspiął się na dach… i resztka niedzieli poszła się… Bo na dachu Robert odkrył rzeczy straszne, straszne za sprawą myszy. Zjedzoną papę, pogryzione podkładki pod kalenicą, wystające gołe deski poszyciowe i miejscami wychodzącą spod nich wełnę mineralną. A oprócz tego pełne śmieci rynny. I tak resztę niedzieli spędził na drabinie, a od dziś po nocach śnić mu się będzie nie tylko adaptacja domku ale i remont naszego dachu (cóż, od poprzedniego minęło 12 lat).

ściągnął też dzikie wino z dachówek, bo powłaziło pod

i moje wcześniejsze porządki diabli wzięli - dookoła domu piętrzą się stosy pędów dzikiego wina

A przed niedzielą była „wolna sobota”. Dzięki temu, z okazji niespodziewanych, jednakowoż rano zapowiedzianych na wieczór gości, oddałam się swojemu ulubionemu zajęciu;) Nikt nie daje takiego kopa do sprzątania, jak goście, ale tylko tacy, którzy odwiedzają nas pierwszy raz w życiu! A Robert, gdy wrócił z górki, miał za zadanie pomoc w walce z inwazji muszek ciągiem dalszym.

Po godzinie wciągania w odkurzacz ogłosiliśmy przegraną w tej nierównej walce. Zaanektowały nawet mój budzik z dzieciństwa!

Wczoraj w przerwie od pracy poszliśmy z psami na spacer dookoła jeziora. Choć właściwie to nie wiem, czy to odpoczynek czy praca. Bo spróbowałabym nie iść! Czy wiecie, że chodzę nawet gdy jestem chora? Może gdybym leżała obłożnie w łóżku, dałyby mi spokój, ale wątpię. Tak mnie molestują najpierw wzrokiem, chodząc za mną krok w krok, a następnie, gdy to nie pomoże, wydając dźwięki uporczywe, że umarłego by wyciągnęły z grobu na spacer. Po prostu to mój PSI OBOWIĄZEK, więc chyba jednak praca;)

jezioro powolutku odmarza przy brzegu

ale to tylko pozory, bo pod warstwą wody jest wciąż gruba warstwa lodu

kożuch z nasion olchy (tak sądzę)

Pieso rozpoczął sezon pływacki

Lodzia oczywiście nie może zdzierżyć, że bobry się z niej śmieją w żeremiu

a lód wciąż ma się dobrze

Więcej urobku ze spaceru dookoła jeziora w publicznym albumie na FB

PS. A w Warszawie walczymy o Elbę - Gustaw też (w 58 sekundzie)

a do przeczytania w tej sprawie lepszy ode mnie Żakowski - "Elba to melba"

Komentarze

Monika, North Carolina, 2012/03/28 09:51
Ten budzik z niedzwiadkiem tez przypominam sobie, z Twojego pokoju. Strasznie Ci go zazdroscilam. Czy Twoj Tata nie przywiozl go z NRD?
ania, 2012/03/28 10:21
Raczej z RFN:)
Monika, North Carolina, 2012/03/29 12:31
No tak. Tym bardziej bylo czego zazdroscic.
ania, 2012/03/29 13:12
W NRD aż takich cudów nie robili;) Dla nieznających jak Ty budzika informacja, że miś przewraca oczami w takt cykania. Do tej pory świetnie działa, tylko cyka niemiłosiernie. A co ciekawe muszki weszły od tyłu w mechanizm budzika a następnie, chcąc wyjść kierowały się do światła, przeszły więc oczami pod szybkę i nie umiały wrócić (ale już są uwolnione).
Skomentuj:
JLGUJ
 
 
czy_robert_odpoczywa.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 17:45 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika