13 grudnia 2011

Droga do Europy

30 lat minęło a telewizja nadal kłamie – dziś miał być u nas deszcz ze śniegiem, a było całkiem miłe słonko, choć ciepła nie dawało nic a nic, a lekki mrozek utrzymywał drogi w stanie nierozchlapania.

nad Zawadami krzyżują się drogi lotnicze, ale samolotów nie słychać. Latają nad nami po całym świecie, nie tylko do Europy!

Dzięki takiej pogodzie wczoraj przyjechał kolejny transport piachu na górkę i wyjątkowo się nie zakopał. W domku na górce do Europy zbliżamy się pełną gębą, bo powstał tzw. chudziak czyli wylewka pod ogrzewanie podłogowe oraz rosną ściany. Nie widziałam, bo jeszcze nie miałam czasu od powrotu z Warszawy pójść na kontrolę, zdjęć więc tym razem nie będzie. Zrobię jutro i wrzucę gdzie trzeba . Tymczasem chudziak okazał się niepotrzebny w tym celu, w jakim został wylany, tak jak i 75 metrów folii pod rurki. Myśleliśmy, myśleliśmy nad tym ogrzewaniem, aż nam dym szedł uszami i uznaliśmy, że to bez sensu. Najchętniej zrobilibyśmy pompę ciepła, ale wstępne obliczenia wykazały sumę wykraczającą poza zdrowy rozsądek, zwłaszcza do domu, gdzie grzać będzie się pewnie z miesiąc w roku. Miało być przyszłościowo, bo ja wciąż wierzę, że ekologiczne rozwiązania to nasza jedyna przyszłość, więc należy być na nie gotowym. Przecież muszą w końcu być dla zwykłych ludzi, a nie tylko dla ekologów-bogaczy, nie ma wyjścia. Taki był plan, że kiedyś tymi rurkami podłączymy się do ekologicznej pompy. Najpierw upadł plan pieca na pelet, skoro domek ma być używany sezonowo, zimą sporadycznie. Palenie całą zimę peletem jest bez sensu – taki piec wymaga ciągłego w nim palenia, a wywiad u sąsiadki, która takiego pieca używa, potwierdził, że wychodzi baaardzo drogo. Następnym pomysłem był piec elektryczny ogrzewający wodę w rurkach tylko wtedy, gdy zjadą goście, tylko że takiego pieca nie znaleźliśmy. Z punktu widzenia ekonomii sezonowe grzanie najtaniej wychodzi prądem, mnie tylko odstraszają przerwy w dostawie, co przy długo stygnącej podłodze nie byłoby tak ryzykowne, ale skoro prąd, to po co rurki w podłodze, w dodatku dyskusyjne i odradzane w sypialniach, a w domku przecież głównie będą sypialnie… Wystarczą panele, promienniki, które sprawdzają się świetnie w moim gabinecie w Olecku. Kaloryfery zawsze odpadały – jakoś nic mnie tak nie mierzi jak widok kaloryferów w domu na wsi. Piece niestety odpadły w przedbiegach – zatrudnienie palacza nie wchodzi w grę, bo jeszcze trzeba by mu zapewnić lokum w pobliżu i karmić darmozjada poza sezonem grzewczym:) nie mówiąc o tym, że szwendałby się gościom po pokojach. Co innego tu u nas w pensjonaciku, gdzie palacz Robert na miejscu a i tak wychodzi mu bokiem. Jeszcze zimy nie ma na dobre a on już przebąkuje, żeby w naszym domu zlikwidować piece na drewno na rzecz jakiegoś samoczynnego grzania. Ani gaz, ani olej, ani węgiel nie wchodzi w grę. Moim zdaniem to tak brudna energia, że nie przystoi, zwłaszcza w takim miejscu jak Zawady. A poza tym mamy sobie bańkę z gazem pod puszczą postawić, a może bańkę z olejem pod podłogą? O nie! Piece na drewno są cudne, ale maksymalnie do 45 roku życia:) Na panele za mało słońca (tylko do wody latem), na pompę za mało kasy, na wiatrak za blisko puszczy a poza tym jakoś nie wyobrażam sobie takich skrzydeł machających mi nad głową i urywających głowy ptaszkom, na turbinę w rzeczce (oczywiście tylko w domku na górce) też na pewno za kusa kieszeń, a poza tym co, gdy bobry zrobią rozlewisko i rzeczka stanie w miejscu? No i taka to u nas Europa! W domku, tak czuję, na prowadzenie wysuwają się promienniki, mimo ryzyka, że goście zamarzną, gdy wiatr czy śnieg zerwie linię i przewróci słupy. Będą wprawdzie mieli kominek i kuchnię kaflową, ale wtedy będą musieli się przenieść ze spaniem na podłogę do kuchnio-jadalni. Ale właściwie czemu nie?:)

Europa chciał nie chciał i tak przyszła do Zawad. Ostatnio kurier po raz pierwszy nie błądził, bo na wszelkich krzyżówkach i zakrętach postawiono kierunkowskazy, których nie powstydziłaby się Warszawa na Euro 2012. Ciekawe tylko do którego wiatru wytrzymają… Miejmy nadzieję, dadzą radę, choć Robert jest sceptyczny.

na ostatnim rozstaju dróg w drodze do nas (zdjęcia robiłam po powrocie z pracy, gdy już zmierzchało)

skręt do domku na górce

Europa też przyszła do Miśka - żaden pies w Zawadach nie ma takiej europejskiej budy!

po zdjęciu dachu (jest zdejmowalny)

Misiek oczywiście wolałby biegać poza zagrodą i domaga się wypuszczenia, gdy tylko nas widzi. Potem biega jak szalony prawie na 4 nogach i radośnie tarza się w tym czymś, co udaje śnieg.

z Owieczką

przychodzi pod drzwi pani Wandy i domaga się, by wyszła (a Owieczka znowu wyłysiała - w tamtym roku też tak było, gdy przyszły mrozy, podobno to hormonalne, futro odrasta jej, ale na zimę ma łyse placki:()

Niestety oprócz tego czegoś powoli zamarza jezioro, canoe więc w trybie pilnym wylądowało na brzegu.

Misiek próbuje pić wodę z jeziora

Teraz, jeśli sąsiedzi wyrzucą Miśka na bruk (znaczy na polną drogę), to już razem z budą!:)

A poza tym dzisiejsza rocznica napawa mnie smutną refleksją, tą samą co zawsze – jak ten czas leci!
Borys jest dzieckiem stanu wojennego. Został zmajstrowany na osiedlu Niedźwiadek w Ursusie (czasem godzina policyjna krzyżowała plany powrotu do domu:), gdy pod blokiem stały czołgi. Lokum było zresztą po znajomym, który uciekł do Stanów i zostawił mi zakładowe mieszkanie (fabryki traktorów). Mogłam w nim mieszkać, dopóki ktoś się nie zorientuje, że lokator prysnął. Zresztą ten znajomy w tych USA ożenił się z moją siostrą cioteczną, zostało więc w rodzinie:) Na tym samym patencie mieszkaliśmy potem na osiedlu na Jelonkach, w mieszkaniu po innym znajomym, który zwiał dla odmiany do Szwajcarii i tylko musiałam podpisywać się jego nazwiskiem. Wracając do Niedźwiadka, mieszkańcy osiedla codziennie po dobranocce maszerowali po osiedlu z małym telewizorkiem na czele pochodu, na znak protestu przeciwko dziennikowi telewizyjnemu. Całą ciążę i poród przebyłam w czasie tej dziwnej wojny, a pieluchy, w liczbie chyba 10 tetrowych (ale nie wiem, czy nie zawyżam) i kilku flanelowych, oraz wszystkie inne niezbędne rzeczy były na kartki czyli na tzw. wyprawkę. Nie mówiąc o niebieskim mleku w proszku, wyciągniętych śpioszkach i smoczkach. Niestety rodziłam jako pierwsza ze znajomych i w rodzinie, nie było więc dzieci, po których Borys mógłby dziedziczyć niemowlęce wyposażenie, tak jak Gucio, który właściwie wszystko miał przechodnie. Tak zresztą być powinno i tak jest w cywilizowanych krajach (np. w Szwajcarii nawet sukienki do komunii, zresztą bardzo proste, dziewczynki mają po starszych koleżankach lub krewnych).

Gucio wyprowadza się powoli do swojego pokoju, czyli pokoju po Borysie. Problem w tym, że pokój na drugim krańcu mieszkania, a mieszkanie jest dość rozległe, bo na strychu. Nie działa w nim elektroniczna niania, bo strop jest żelbetonowy, a drzwi nie można zostawić otwartych ze względu na Ryśka.

Rysiek w pudełku po piłkarzykach znalezionych w skrzyni w starym pokoju Borysa

Stąd przeciąganie się wyprowadzki, bo Magda nie wyobraża sobie, że Gucio będzie krzyczał a ona nie usłyszy i kursowania po nocy taki kawał. No ale jak już kiedyś pisałam, co za długo to niezdrowo, ostatni moment, żeby Gucio się wyprowadził bez szwanku dla psychiki. Przeprowadziły się na razie zabawki, a Gustaw jest przygotowywany na tę okoliczność i już miesiąc temu mi oznajmił: To będzie mój pokój. Będę spał w tym pokoju z dziewczynami.

Przygotowywany jest też do pójścia do przedszkola. Bardzo jest tym podniecony, choć ostatnio, gdy usłyszał, że nie będzie tam rodziców, odrzekł, jak to ma ostatnio w zwyczaju, Chciaaałbym. Mówi tak za każdym razem, gdy coś jest inaczej, niż by pragnął. Robi wtedy buzię w podkówkę, robi buuu i wypowiada magiczne Chciaaałbym, ale niestety rzeczywistość pozostaje jaka była;)

Ostatnio też podzielił się ze mną swoim planem na przyszłość:

Gdy pójdę do przedszkola, Krecikowi kupimy dzidzię. Żeby miał się z kim bawić.
Nową dzidzię?
Tak.
A ty Guciu skąd się wziąłeś?
Ze sklepu.
A którego?
Z kafelkami (był ze mną kupować kafelki do nowego zamówienia, bardzo prestiżowego, ale o tym, gdy już będzie zrealizowane, co by nie zapeszać)

Gucio ze swoją ukochaną ostatnio zabawką

I jeszcze jedna rozmowa z Guciem, na podwórku, gdzie wycięto piękny stary klon, bo korzenie podważały ścianę ohydnego garażu.
Martwię się za tym drzewem.

Noo, szkoda tego drzewa.
Martwię się za Modelkiem. Takim był fajnym kotkiem, niegryzącym. (W przeciwieństwie do Rycha – dopisek mój)

No i tak, gdy się napali w piecu a panuś przejdzie wreszcie do pozycji horyzontalnej, od razu Europa!

Komentarze

Ewa U., 2011/12/14 10:09
Z podobnych powodów mordujemy się z drewnem. Mamy kominek z rozprowadzeniem ciepła, więc pali się - na szczęście - tylko w jednym miejscu. Zupełnie spokojnie przetrwaliśmy ubiegłą zimę, chociaż mróz był siarczysty, jak zapewne wszyscy pamiętają. Nie powiem, że było nam gorąco, ale nie marzliśmy jakoś specjalnie. W tej chwili, przy dodatnich temperaturach na zewnątrz pali się na pół gwizdka i mamy w domu ok. 20 stopni, co uważam za temperaturę optymalną. Nie biegam po domu w trykotce bez rękawa, to prawda. Może to jest jakaś opcja sezonowego grzania w domu na górce?
Niebieskie mleko charakteryzowało się tym, że robiły się gluty i trzeba było je przecedzać. Ale za to miałam wypasione, czeskie butelki ze smoczkiem w nakrętce i można je było zakręcać w butelce z mlekiem smoczkiem w dół. Pomarańczowe były te nakrętki! I jeśli miało się szczęście, można było dopaść takie ceratki, które wiązało się na tetrową pieluchę, żeby nie przelatywało na wylot. Szczęście wprawdzie bywało raczej krótkotrwałe, bo po pierwszym, góra drugim - hm - zalaniu, ceratki zamieniały się w blachę! Śpioszki z nogawkami jak wąż boa długi, centkowany, giętki obcinałam i zszywałam na okrętkę!
Pozdrawiam
Ewa U., 2011/12/14 10:19
Wieszcz na pewno nie napisał "centkowany". Ja, tak...
ania, 2011/12/14 10:22
Będzie taki kominek, ale nie będzie palacza, który musiałby do niego dorzucać, a goście lubią pójść na długą wycieczkę a poza tym nie przyzwyczajeni do podtrzymywania ognia, mordują go szybko. Kominek będzie rozprowadzał ciepło na strych, no i grzał do jadalni, czyli takiego wspólnego pokoju, ale mamy ustawowy obowiązek zapewnienia gościom min. 18 stopni w pokojach non stop.
Tia... stan wojenny z dziećmi to przeżycie o którym będzie się prawnukom opowiadać na emeryturze i nie będą w stanie uwierzyć!:) Ceratkę jak najbardziej pamiętam, szybko się przedzierała, i choć przeciekała bokiem, bez niej - katastrofa! Mleko, owszem, przecierało się przez sitko, a butelki miałam zdobyczne enerdowskie, żaroodporne z wielkimi smoczkami obejmującymi całą szyjkę:) A kocyk z wyprawki mam do dziś! Różowo-niebieski, majtkowy, a jakże! Obecnie śpi na nim Pieso na fotelu (pod narzutą, pod którą wpełza).
Ewa U., 2011/12/14 11:22
Moja córka była wtedy niemowlakiem, ale siostrzeniec miał 7 czy 8 lat. Budował sobie na parapecie stanowisko strzelnicze z klocków i patyków i strzelał do czołgów prowadząc przy tym monolog będący mieszaniną kwestii z "Czterech Pancernych" i "Stawki większej niż życie". Siostra mieszkała wówczas przy trasie Szczecin-Poznań-Świecko, więc czołgi sunęły tamtędy nieprzerwanie w kierunku do i od granicy.

Dobrze załadowany kominek trzyma 4-5 godzin, na dłużej chyba nie pójdą?

Dmuchawa powietrza charakterystycznie szumi, więc my - w przeciwieństwie do większości ludzi - budzimy się w nocy, kiedy zapada cisza - znak, że dogasa.
Monika, 2011/12/14 12:38
No cóż, nasz piec zgazowujący drewno, nieprzyzwoicie nazywany na "holzgas" trzyma też z 5, 6 godzin, choć to zależy od wielkości kawałków. Jeśli na noc zapakuje się takie wielkie, to rano jak najbardziej jest jeszcze żar. Oczywiście pozostaje nadal problem przygotowania drewna na zimę, dlatego u nas już przewymiarowane grzejniki pod pompę :) A propo's pompy - znów są fundusze termo jakieś tam na dofinansowanie. W każdym razie z mojego punktu widzenia jeśli nie pompa to piec zgazowujący ale z rozprowadzeniem ciepła a nie z grzejnikami. Może ta podłogówka nie na darmo, ja też chciałam już pompę z sześć lat temu, ale co się odwlecze ... ;)
ania, 2011/12/14 13:29
No właśnie, żadnego dodatkowego rąbania, chodzenia z koszami z drewnem ani oczekiwania, że ktoś będzie tam chodził/jeździł i palił kilka razy dziennie, jednak to nie własny dom, tylko oddalony od nas kawałek. Niestety rurki nie będą instalowane w podłodze, to zbyt duży wydatek jak na to, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek byłyby używane. Na chudziak pójdzie normalna wylewka i klamka zapadnie, żeby nie powiedzieć - majtki ob...;)
Monika, 2011/12/14 12:43
PS. I oczywiście piec nie musi chodzić non stop: obecnie rozpalam tylko na "jeden wsad" a i tak pod koniec jego wypalenia biegamy w tiszertach, bo gorąc :)
Monika, 2011/12/14 12:48
PS. 2 Nie cierpię globalizmu! Myszkin ma identyczny autobus i z tej samej serii żółty i niebieski bo jakoś dałam się przekonać, że te różnice są dość znaczące ;) I tak powstaje zajezdnia ...
ania, 2011/12/14 13:23
uff... na szczęście Gutek jeszcze na to nie wpadł! Ale owszem dyskusja na temat kolorów była, bo sam wybierał w internecie, no i zażądał takiego jakim jeździ po W-wie
Egretta, 2011/12/15 08:54
Nie wiem do czego najpierw sie odnieść :) To może zacznę od ekologii. Sami mamy z tym problem, bo w domu, który nabylismy drogą kupna kaloryfery są i piec na węgiel niestety i leżący przewód kominowy, co skutkuje przymusem wynoszenia rury biegnącej z pieca do komina na podwórko co kilka dni grzewczych i wysypywania z niej potwornej ilości sadzy, w przeciwnym wypadku cały dym, który w normalnych warunkach powinien być w kominie my mamy w najpierw w kotłowni potem łazience aż wreszcie w pozostałych pomieszczeniach. Na przyszły rok planujemy więc remont instalacji grzewczej z budową nowego komina na czele :( Jeśli chodzi o czyste źródła energii, na które mogłoby byc stać przecietnego śmiertelnika, myślę, że niezłym rozwiązaniem jest wiatrak, ale wertykalny, bo osobiście tez nie wyobrażam sobie fruwających mi nad głowa potężnych śmigieł. Jak juz coś mam mi fruwać to niech to będą ptaki. Wiatrak jako instalacia prądotwórcza a ogrzewanie... sama nie wiem, chyba też kominek.
W kwestii stanu wojennego : najbardziej utkwił mi w pamieci pocisk z gazem łzawiącym, który wrzucono nam na parapet w czasie zamieszek i żeby się go stamtąd pozbyć trzeba było otworzyc okno i zrzucić potwora na ulicę, czego efektem był tydzień płaczu całej rodziny.
ania, 2011/12/15 10:42
hmm, a gdzie widziałaś takie wiatraki na kieszeń przeciętniaka? I raczej widziałam takie w miastach (oczywiście za granicą) na dachach płaskich domów...
Egretta, 2011/12/15 15:43
Skontaktuję się z przyjaciółmi, którzy siedzą w temacie i dam Ci znać. Zakładają eko-wioskę i poszukiwali tanich źródeł energii. Wiem, że w przypadku wiatraków wertykalnych koszty były zachęcające
maciek01, 2011/12/15 16:22
To moja pierwsza wizyta u Was, więc na początku: Witam.

A teraz w sprawach technicznych - dlaczego tam gdzie miała być podłogówka wodna nie dać elektrycznej (mata grzewcza) ? Włącza się na czas pobytu gości, nie ma kaloryferów i nie trzeba grzać non stop ani spuszczać wody. Co do przerw w dostawie prądu to można na zewnątrz wyrzucić wtyk pod agregat, na tablicę przełącznik "sieć - agregat" i przy dłuższych przerwach podłączać się z agregatem. Może nie zapewni to w 100 % zapotrzebowania na prąd, ale chociaż częściowo zasili ogrzewanie i oświetlenie.

W sprawach pozatechnicznych - kibicuję remontom i postawie społecznej :-).

Pozdrawiam po sąsiedzku (mam nadzieję, że już niedługo). ;-)

http://forum.muratordom.pl/showthread.php?131437-Stara-Mazurska-Szko%C5%82a

Maciek
ania, 2011/12/15 21:07
Witam przyszłego sąsiada! A gdzież to taka piękna szkoła nad jeziorem?? Bardzo podobna do tej naszych przyjaciół z Miłośnika, w Dunajku (http://www.milosnik.suwalszczyzna.com.pl/) Co do ogrzewania elektrycznego w podłodze - mamy takie w domu w korytarzu i łazience i nie używamy ze wzgl. na koszty. Promienniki, czyli panele na suficie na podczerwień są dużo bardziej ekonomiczne a i ciepło rozchodzi się zgodnie z naturą - od góry. Mam takie w gabinecie w Olecku i skłaniam się ku nim, jedyne ALE to właśnie częste przerwy w dostawie prądu. Agregat żre dużo paliwa i robi spaliny, wolelibyśmy go nie używać, nie mówiąc o tym, że takiej mocy, był dał radę ogrzać kilka godzin cały dom, musiałby być baaardzo potężny i smrodliwy. Jak to w życiu, wszędzie za i przeciw, nie ma łatwych decyzji. Szkoda że turbina wiatrowa wertykalna albo pompa to na razie nierealne marzenie, same urządzenia jeszcze jak się mogę kosztują, ale razem z całą instalacją w domu...
bonku, 2011/12/16 17:00
A moze po prostu warto ludzi uprzedzic iz musza samodzielnie palic w piecu/kominku ,faktycznie jest to rozrywka :-) a wazne jest to aby nie bylo trudnosci z rozpalaniem machiny - i po temacie .Ochotnicy do szatkowania drewna na 100 % sie znajda w sezonie letnim , czy sie myle ?
ania, 2011/12/16 17:58
Ludzie lubią wygodę i poza kilkoma uderzeniami siekierą nie są skłonni do pracy w czasie urlopu. Rąbanie drewna to ciężka praca, mieszczuchy mają romantyczne wyobrażenia na ten temat, ale szybko się rozczarowują;) Niektórzy lubią palić w piecach, ale większość chce mieć ciepło i już. I tych ostatnich doskonale rozumiem:) A u nas naprawdę bywa baaardzo zimno a nie oferujemy wczasów surwiwalowych:)
kinga, 2011/12/16 20:17
Aniu, my mierzymy swoją miarą - ja porąbię, bonku napali;-)
ania, 2011/12/16 21:01
Kingusie, wiadomo, jesteś gościem idealnym, szkoda tylko że tak rzadko u nas bywasz!:)
maciek01, 2011/12/21 18:54
"A gdzież to taka piękna szkoła nad jeziorem??" W gminie Kruklanki. Póki nie ruszymy to się nie ujawniam szerokiej publiczności (chyba ze chcesz na maila). Dunajek znalazłem w necie już dawno. Szkoły z tamtych lat są do siebie podobne, budowane wg. tych samych wytycznych i zmodyfikowanych projektów.
ania, 2011/12/22 13:52
Pewnie, proszę przysłać mejla, będziemy wtedy w lepszym kontakcie:) np. na ania@zawady-oleckie.com
Skomentuj:
CNRMS
 
 
droga_do_europy.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika