Drugi dzień w Maroku - Essaouira

oraz droga do, droga z, a na koniec wieczorna kąpiel w oceanie, bo sobie nie mogłam darować, że miałabym stracić jeden dzień pływania!

Na wycieczkę do Essaouiry zabraliśmy się z trójką Niemców. My czyli ja, oraz Natalia i Vasyl. Dwoje Ukraińców mieszkających od 17 lat w Polsce, pracujących tu i mających polskie paszporty, a w Agadirze jako jedyni z polskiej grupy mieszkający w tym samym hotelu co ja. Ta sama motywacja, by się wyrwać w listopadzie w ciepłe kraje, wybór tego samego hotelu, ta sama wycieczka… najwyraźniej coś nas łączyło:)
Gdyby nie Borys, nie miałabym pojęcia, że mam jechać do Essaouiry. Ale po agadirskim kurorcie, gdzie nie ma budowli starszej niż 57 lat (w 1960 wszystko się rozleciało podczas trzęsienia ziemi), koniecznym było liźnięcie prawdziwego arabskiego miasta, do tego tak starego, z taką historią i z takimi wpływami. Kogo tam nie było! Brytyjczycy, Żydzi, Portugalczycy, Berberowie, Arabowie, Francuzi i Gnawa (ciemnoskórzy potomkowie niewolników sprowadzonych tu w XV wieku przez Portugalczyków do pracy na plantacjach trzciny cukrowej). W końcu po to się przyjeżdża do Maroka, aby coś takiego zobaczyć.

Ruszyliśmy o 7 rano. Jechaliśmy 4 godziny wzdłuż wybrzeża, ale po drodze…

zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym (nie wiem, dlaczego akurat tam, bo co zakręt był punkt widokowy;)

przy kozach na drzewie arganowym (niesamowity widok, a mówi się „gdyby kózka nie skakała…”)

w manufakturze, gdzie tłoczony jest olej arganowy. Te kobiety kolejno zajmują się oddzielaniem miąższu od nasienia (miąższ idzie na paszę dla zwierząt), rozłupywaniem, a następnie tłoczeniem

to kamienne urządzenie służy właśnie do tłoczenia oleju. Olej arganowy to złoto południowego Maroka. Jest dobry na wszystko! I do jedzenia i do smarowania siebie;)

Dużo więcej zdjęć w albumie Drugi dzień w Maroku dwa

I wreszcie Essaouira. Najpierw medyna, stare miasto gdzie jest wielkie targowisko.

nasz przewodnik, który tak mówił po angielsku, że nawet nie próbowałam słuchać;)

gdyby nie limit 10 kg bagażu kupiłabym taką ceramiczną umywalkę! (i całą masę innych rzeczy;))

dywaników też bym nakupowała (więcej niż 3:)) i zabrała większość kotów;)

dowód że naprawdę tam byłam na zdjęciach Natalii:)

Więcej zdjęć z medyny w albumie Drugi dzień w Maroku

No i port. Niesamowite miejsce. Od razu skojarzyło mi się z „Pachnidłem”, z miejscem, gdzie urodził się główny bohater, w resztkach, nieczystościach po zakończeniu targu. Smród był tam niemożebny. I brud, o ile można nazwać brudem to, co zostaje po targu rybnym. I w tym wszystkim morskie specjały kuchni arabskiej, jedzący ludzie i bijące się o resztki mewy.

Więcej zdjęć ze śmierdzącego portu w albumie Drugi dzień w Maroku trzy

Koniecznie też zobaczcie zdjęcia Natalii z tej wycieczki (tylko pamiętajcie, że w zawadzkim albumie trzeba zdjęcia oglądać w odwrotnej kolejności:()

I na koniec tego dnia jeszcze raz kozy…

i historyjka o tym, jak wracałam z wieczornego pływania:
Bo należy wiedzieć, że Marokańczycy w ogóle nie uznają istnienia pasów dla pieszych, policjanci też nie. Gdy wracałam z plaży, był duży ruch na ulicach, stałam, stałam aby przejść na pasach, w końcu uznałam, że idę, że wtedy się zatrzymają. No i weszłam. I spowodowałam wypadek;) Trzy samochody wpadły na siebie, był huk, strzeliły reflektory, przyjechała policja a ja w razie czego zwiałam;)

Komentarze

Skomentuj:
COLUL
 
 
drugi_dzien_w_maroku_-_essaouira.txt · ostatnio zmienione: 2017/11/16 22:11 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika