20 lipca 2018

Dziadek z worka

Dziadek zamiast szydła, bo jak wiadomo pierwszy dzień psa w nowym domu ma się nijak do życia z nim. Pamiętacie Lodzię, jak najpierw wyżerała wszystko spod szafek i skończyła z wenflonem i na ścisłej diecie, choć to były sama skóra i kości? A potem pogryzła wszystkich rezydentów;) Albo Krecik. Cudowny malutki piesek z Palucha, z początku chodził bez smyczy, aż pogryzł chirurga z Niekłańskiej (taki szpital dziecięcy w Warszawie) pod bankomatem, bo uznał że bankomat jest nasz:), następnie stał się postrachem całej dzielnicy, nikogo do domu nie wpuszczał i na wszystko się rzucał, co było większe od niego.

Więc ochy i achy Roberta nad Dziadkiem wstawiałam między wiersze o tym, co jutro przyniesie. Na szczęście bilans Dziadka wciąż wychodzi na plus:)

pierwsze spacery na smyczy, bo Dziadek miał tendencje ucieczkowe za płot, jak się później okazało, tylko z ciekawości, co tam za tym płotem słychać i zaraz wracał

Trochę z duszą na ramieniu, bo lokalizator po Czarlim a potem po Piesie za długo był nieużywany i zajęło nieco czasu przywrócenie go do kultury. Wymagało pojechania do Olecka do salonu komórkowego. Dziadek dopiero od wtorku bezpieczny.

Pierwsze szydło jakie wyszło to stosunek do kotów. Niestety Dziadek kotów nie lubi. Ma bliznę na dolnej powiece od kociego pazura, więc trochę mu się nie dziwimy. Gdy pierwszego dnia Ptysio go zranił, tym razem w powiekę górną, myślałam, że za niewinność. Ale chyba jednak nie. Gdy Ptysio przechodził koło Dziadka, gdy ten pił wodę, Dziadek musiał skoczyć na niego. Bo potem robił tak samo. Następnego dnia pogonił na drzewo Strzałę, która od tej pory sama do domu nie wejdzie. Gdy jednego dnia padało, siedziała bidula w krzakach i głośno się skarżyła. Przyniesiona do domu oczy ma dookoła głowy i je nerwowo, ale to akurat nas nie martwi, bo może nareszcie schudnie. I zaraz szybko zmyka. Misio się go długo nie bał, spał na łóżku, gdy Dziadek blisko. Ale do czasu, gdy mył się w najlepsze na podwórzu i też został pogoniony. To jedyny raz, gdy słyszymy Dziadka szczekanie. Gdy goni kota. Jest donośne!

Dziadek na dywaniku w przejściu nie wytrzymał presji Misio-Ptysiów

Na szczęście Misio-Ptysie nie biorą do głowy, tyle, że zaczęły przemieszczać się górą i na podwórku są ostrożniejsze. A Ptysio nawet poszedł z nami na spacer, choć myślałam, że to koniec spacerów z Ptysiem. Dziadek jeszcze wtedy na smyczy, nie wiedział, co o tym myśleć. Raz się rzucił w kierunku Ptysia, ale go zatrzymałam, a potem już udawał, że kota nie widzi, choć ten go prowokował.

więcej w albumie Spacer z Dziadkiem i... Ptysiem!

Drugie szydło, to stosunek do posłania;) W tej chwili ma kołdrę z kocem położoną pod szezlongiem, bo tu najczęściej się kładł, bo i ja tu urzęduję - przy komputerze. Na tej kołdrze kladzie się od czasu do czasu. I nowe, kupione specjalnie dla niego posłanie, na którym jeszcze ani razu nie leżał, w naszej sypialni, gdzie śpią wszyscy. On też, ale na dywaniku. Za to posłania służą do brania w zęby i majtania nimi na boki. To samo robi z dywanikami łazienkowymi, ręcznikami i innymi rzeczami z kosza na brudy, oraz z posłaniami reszty psów. Z początku mu zabierałam, bojąc się że pogryzie, ale on tylko majta i nosi.

A na nowym posłaniu Dziadka…

Trzecie szydło to sikanie. Ale to wiemy, że szybko przechodzi. Obsikał wiatę, pracownię, nie mówiąc o sikaniu na doniczki i drzwi do garażu, bo to się może nie zmienić.;)

Poza tym Dziadek miał łupież. Okropny, sypało mu się z tyłka. No i był niemożebnie brudny, ale co w tym dziwnego, skoro całe życie mieszkał w takich warunkach:

Tak napisała o tym pani Joanna z fundacji:
To ogólnie smutne - gdy biegał luzem i oszczekiwał nowo nadjeżdżających, to nie miał swojego posłania. Stary, zacementowany kojec, do którego nie wchodził… Kładliśmy mu kołdry w kilku miejscach, ale zawsze wybierał coś innego… Był psem „wszystkich”, a tak naprawdę nikogo… Gdy go zabrali do schronu ktoś powiedział - to nie nasz pies… I tak został psem fundacji, bo nam serca pękały na myśl, że nikt go nie wyciągnie z tego schronu… I tęskniliśmy. Był zawsze… A teraz przeglądamy zdjęcia i tęsknimy też…. Ale jest radość w naszych sercach.

(zdjęcia jeszcze z czasów fundacji, która wykupywała go ze schroniska)

Robert zakupił szampon z selenem dla psów a ja Dziadka wykąpałam. No trochę się namęczyłam, żeby go wepchnąć pod prysznic. Za obrożę go wciągnąć nie szło, tak się zapierał. Ale przy tym się przekonałam, że w tym psie nie ma żadnej agresji. Lodzia to by mnie już dawno zagryzła w takiej sytuacji;) Zaszłam Dziadka od tyłu i wepchnęłam do kąta, pod prysznic. Sama się rozebrałam, więc pod prysznicem byliśmy razem:) 3/4 szamponu poszło na bydlaczka! Nigdy w życiu nie był kąpany w ciepłej wodzie z bąbelkami, więc zanim się zaczął pienić, trochę potrwało. Ale efekt był oszałamiający. Zwłaszcza, gdy go Robert po kąpaniu uczesał.

Byłam pewna, że tak jak Czarli, który nienawidzi się kąpać (a czasem musi, bo uwielbia się tarzać w smrodzie), Dziadek od tej pory będzie omijał kątek z prysznicem, tymczasem, gdy ja się kąpię, często do mnie zagląda! Widać, całkiem mu się spodobało. W końcu takie długie mizianie i drapanie w ciepłej wodzie…

A potem nastał historyczny dzień, Dziadek został uwolniony ze smyczy! No bo się okazało, że wcale nie zamierza uciekać, jak uda mu się wysmyknąć za płot, to zwiedza włości, ale wraca zaraz pod furtkę. Znaczy Dziadek już nasz!

więcej w albumie Spacer bez smyczy!

No i dzień wczorajszy ujawnił szydło w stosunkach z Lodzią. Do tej pory oba psy się ignorowały. Lodzia tylko czujnym okiem z łóżka patrzyła, gdy Dziadek podchodził do mnie. Dziadek jest naprawdę bardzo spokojny i nie wchodzi w żadne konfrontacje. Odwraca głowę, gdy Lodzia się nim interesuje.

bo jak wiadomo Lodzia to cukiereczek dla dzieci i w ogóle ludzi (no chyba, że dorosły człowiek próbuje zrobić coś, co bardzo jej się nie podoba), ale zmora weterynarzy i psów, które mają inne zdanie

Wczoraj rzuciłam Dziadkowi piłkę, do której podskoczył, znikąd wyłoniła się Lodzia i się na Dziadka rzuciła. Znacie taktykę Lodzi. Biedny Belfegor kilka razy był unieruchomiony, bo go po pęcinach pogryzła. Nie mógł wstać czasem dwa dni. Jednak miałam stracha, jak to się skończy też dla niej. Bo Dziadek jest dobry do czasu! Najpierw ją złapał za kark, choć sprawy tak szybko się działy, że niewiele widziałam z akcji, a następnie przygwoździł Lodzię ciałem tak, że leżała na plecach między jego łapami. Niestety zdążyła go ugryźć w przednią nogę, czyli lodziowa klasyka. Lodzi nic się nie stało, bo skórę ma pitbulla, a Dziadek kuleje. Czarliś go próbował pocieszać.

Po długim leżeniu, zanim Dziadek nogę rozchodzi, kuleje bardzo. No a dziś tą nogą wszedł w linkę przytrzymującą szklarnię:( I zaczęła mu z tego śladu po ugryzieniu Lodzi lecieć trochę krew. Bardzo się biedak wystraszył i poszedł na łąkę ścieżką jak najdalej od tego złego domu, gdzie go gryzą i linkami ranią. Czarli pobiegł za nim, lecz szybko wrócili. Teraz Dziaduś leży za mną na kołdrze ale jak próbuje wstać, bardzo jest biedny. Noga trochę spuchła, jak to po ugryzieniu. Na szczęście wiemy, że dwa dni, i będzie po bólu.

I to tyle o naszym Dziadku. Zżymacie się, że go imię postarza, że nie wypomina się dziadkom wieku, ale ja tam ze starością problemu nie mam, więc Dziadek tym bardziej. Znaczy z przyznawaniem się, że stara jestem, bo już z konsekwencjami starości, to mam;) zwłaszcza że wybrać się do lekarza trudniej mi niż na księżyc…

a to zdjęcia dowodowe, że Dziadek jest skrzyżowaniem Belfegora z Piesem - tak samo patrzy spode łba jak robił to Belfi, i ma takie same nogi jak miał Pieso, tylko parę numerów większe

A poza tym…
Mój pierwszy tydzień urlopu poszedł się… ani się spostrzegłam. Zamówiłam dużo książek, lecz jeszcze nie przyszły, za to przyszła niespodzianka ze Świata Książki, od naszego niedawnego gościa w podzięce, w tym książka „Zadry” Dominika Rutkowskiego, rzecz się dzieje na Pomorzu Zachodnim w popegieerowskiej wsi, więc klimaty jak u nas.

budowla za garażem prawie gotowa, właśnie pojechali po dachówki

goście nieustająco, a dzieci okupują trampolinę

warsztaty też obowiązkowo

obowiązkowo nasze zbiory

i kwiecie

No i jeszcze trzeba zaznaczyć w annałach kolejny zamach na zawadzki bruk. Znacie moje zdanie na temat asfaltu. A tym bardziej na temat niszczenia bruku i charakteru wsi, która mimo landar, bud i kombinatów, wciąż jest urokliwa. Ale co kogo obchodzi, że turyści właśnie takie miejsca kochają, a nie zaasfaltowane, i że obrotni miejscowi mogliby na tym skorzystać, ale jak wyasfaltują drogę do wsi, to i przyroda ucierpi (są opracowania, jak asfalt wpływa na ekosystem), i mieszkańcy, w tym dzieci, na rowerach i pieszo (ciekawe ile ich rozjadą uradowani asfaltem kierowcy) i trochę trupów w drodze po piwo przybędzie, a i miodku się mniej sprzeda turystom, i takie tam, grochem o ścianę, bo wiadomo, że za asfaltem miejscowi a za brakiem wstrętni warszawiacy. Ja rozumiem wygodę dojazdu do sklepu, do pracy, samochody, które szybciej szlag trafia. Do tego wystarczy porządnie naprawić drogę a nie asfalt lać. Wygoda i pieniądze to nie wszystko, o czym ten świat się przekona, jak sczeźnie. Niestety przerażająca większość ludzi myśli tylko o sobie, nawet już nie o dzieciach i wnukach. Eh. To już droga bez powrotu. Zapowiadam temat plastiku, śmieci i szukania saturatora;)

*

Komentarze

Karolina Wądołowska, 2018/07/20 15:17
"Znaczy Dziadek już nasz!" a ja znowu jak głupia płaczę <3
ania, 2018/07/20 15:23
Oczywiście nasz był w chwili, gdy wsiadł do samochodu, ale najważniejsze, że w jego głowie JEST NASZ!
Karolina Wądołowska, 2018/07/20 15:31
Ciekawa jestem co w tej jego głowie siedzi, czy tęskni, czy pamięta nas, co myśli o tym wszystkim. Myślę, że w końcu ktoś go tak naprawdę kocha i chce jego dobra. I On pewnie o tym wie. ;) Bardzo Go to schronisko wyciszyło, kilka tygodni kwarantanny ;(
ania, 2018/07/20 15:55
Najbardziej lubi być w domu, jakby się bał, że znowu nie będzie go miał, ale wszędzie za mną chodzi, nawet teraz kulejąc, więc sobie mnie wybrał na panią;)
elaja, 2018/07/20 16:48
a z Lodzią po tej awanturze jak? omijają się szerokim łukiem?
Ptysio, jak dziadek bez smyczy, to chyba na razie nie chodzi na spacery?
Bidulki Strzały mi żal, może się jakoś pogodzą? stres może i ją odchudzi, ale i jest niestety pierwszym krokiem do chorób :(
Misie-Ptysie tak trzymać, trzeba Dziadka oswoić z kotami :)
ania, 2018/07/20 17:17
Lodzia z Dziadkiem jak gdyby nigdy nic się nie stało. Wrócili do stanu sprzed.
Ptysio nie chodzi, ale nie wiem, czy dlatego. On czasem chodzi czasem nie. Myślę, że jakby chciał iść, to by spróbował i poszedł w pewnej odległości od nas.
Strzały oczywiście nie chcemy stresować, odchudzanie bardziej przez to, że nie wchodzi do domu i rzadko jest przy miskach, a kiedyś ciągle była;) Mam nadzieję, że jak pogoda się osłabi, to Strzała wymięknie i jednak się przemoże.
Monika, North Carolina, 2018/07/21 11:24
Historie awantur kocio-Lodziowych z Dziadkiem sa tak zyciowe, ze wlasciwie nie dziwia. Najwazniejsze, ze Dziadek coraz bardziej jest Wasz. Ze nie ucieka, a tylko z ciekawoscia zwiedza. Dobrze, ze nawet takie Dziadki znajduja swoj dom.
MACIEK, 2018/07/22 00:25
Nic latwiejszego niz wylac asfalt na gotowa i rowna droge brukowana, chyba tylko lipne Marlboro i prostytutki daja lepszy procent z investycji, ale wiecej kombinacji z tym.
ania, 2018/07/22 18:00
Może i łatwe, tylko wiesz, jak potem taki asfalt wygląda? Wszędzie tam, gdzie na kocie łby wylano asfalt (np. między Baranami i Cichym) po kilku latach, droga jest gorsza, niż gdyby po kamieniach jechać.
Edyta i Grzegorz, 2018/07/23 09:58
Droga Anno
Szanujmy Siebie nawzajem i Nasze poglądy ,wielokrotnie zgadzaliśmy się z Tobą i Twoimi tezami ,nieraz byliśmy przeciwni ale uznawaliśmy prawo do głoszenia poglądów i zachowywaliśmy milczenie tym razem poczuliśmy się wywołani do odpowiedzi. Bruk na drodze nam nie przeszkadza,w tej chwili jest to najlepsza część drogi ale jeżeli możemy mieć lepiej i może nam to poprawić jakoś życia to czemu nie. To my i nie tylko my wozimy Nasze dziecko codziennie przez 9 miesięcy do przedszkola i szkoły,to rodzice dzieci ,które dojeżdżają do szkoły odczuwają skutki kiedy autobus szkolny nie kursuje przez 4 tyg. bo ma awarie właśnie z powodu stanu nawierzchni (która jest co chwilę naprawiana ale po tygodniu wraca do stanu poprzedniego).Nie wyolbrzymiajmy też ,że „trupów w drodze po piwo przybędzie” bo obecnie ta droga też stwarza takie zagrożenie i najważniejsze lepsza droga to szybszy dojazd służb ratunkowych a tu liczy się każda minuta. Jak to mówią „ Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, nie widzimy nic na przeszkodzie by bruk został w Naszej wsi ale również nie widzimy nic przeciwko drodze asfaltowej do Naszej wsi(to ułatwi życie wielu mieszkańcom).W końcu korzystamy z rozwiązań techniki(internet,telefon komórkowy)które też całkowicie nie są obojętne dla środowiska, więc dlaczego zgadzamy się na to, a asfalt to zło, a o miodek się nie martw:)
ania, 2018/07/23 10:34
Bardzo się cieszę, że zamiast, jak to inni czynią, obrazić się, dyskutujecie. Całkowicie Was rozumiem, Wasze stanowisko.
Nie zmienia to faktu, że patrząc perspektywicznie wiem, że to strzał w stopę - ten asfalt.

Pisząc o remoncie, nie mam na myśli takiego naprawiania, jakie odbywa się teraz. Uważam, że można porządnie zrobić tę drogę bez lania asfaltu. Trzeba by zrobić remont generalny, a nie takie równanie jak teraz. Nowe podłoże wysypać. Są na świecie i w Polsce drogi nieasfaltowe, na których się nie psuje samochodów, i taką drogę powinno się zrobić.

Asfalt w takim miejscu to zbrodnia i zdania nie zmienię. Jeśli kiedykolwiek powstanie, będzie już za późno żałować dzieci, psów, kotów, nie mówiąc o innych zwierzętach, które oczywiście większość ma gdzieś (bo co ich obchodzą "biedronki") rozjechanych np. przez naszego sąsiada, który wtedy już 200 na godzinę będzie jeździł. Na szutrze słychać z dala samochód, więc takich wypadków jest dużo mniej.

Łatwość dostępu do wsi to także zmiana jej charakteru, kameralności, to droga dla złodziei, przestępców różnej maści, którym teraz na to zadupie się nie chce. To większy tłok na plaży gminnej i większy hałas umpa-umpa. Ale oczywiście mój tyłek siedzi we wsi, która jeszcze może zarabiać na swoim dzikim położeniu, z dala od asfaltu. Mój tyłek zmęczony jest asfaltem, chce żyć od niego jak najdalej, tak jak ludzie, którzy do tej wsi póki co ciągną. Ilu tu żyje z rolnictwa? A ilu mogłoby z turystów, gdyby im się chciało!?

O miodek się nie boję. Mam nadzieję, że Wasz pyszny miód nadal będzie dostępny dla nas i naszych gości, a jak nie, to jest mnóstwo pszczelarzy w okolicy. O Was się boję. I o Wasze dziecko, które kiedyś przejmie schedę i mogłoby się reklamować jako cudowne miejsce z dala od cywilizacji.
Skomentuj:
OVNPX
 
 
dziadek_z_worka.txt · ostatnio zmienione: 2018/08/27 21:46 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika