31 lipca 2018

Dziękujemy Święty Adjutorze!

I jak ja mam biedna napisać tego niusa, gdy tyle się dzieje! Wydarzenie goni wydarzenie, 90 zdjęć po przebraniu i wielkie nowiny! Powinnam napisać już wczoraj, ale sił zbrakło. Na wypadek gdybym nie zdążyła przed wyjazdem do Galerii Strumiłły, to dokończę późnym wieczorem.

Może najpierw wymienię po kolei w punktach, a potem zrobię rozwinięcie. Tak robiliśmy na polskim w podstawówce;)

1) Po feralnym dniu, w którym został pogryziony Daffi, kolejna wizyta policji, bo sąsiedzi nadal wypuszczali wolno psy na brzeg i Basza rzuciła się na Lodzię stojącą po naszej stronie ogrodzenia
2) Pod tulipana przyjechała Małgosia z rodziną a jej córka z zięciem przywieźli babcię Teresę
3) Nasza strona http://agroturystyka.zawady-oleckie.com/ została pochwalona przez człowieka z innej bajki
4) Przybył hamak i warsztat Roberta za garażem
5) Moje imieniny w agroturystycznym stylu
6) Zaćmienie księżyca
7) Śmierć Kory, a dzień później Tomasza Stańki
8) Upały
9) Cud na jeziorem Głębokim
10) Nieoczekiwany przyjazd Gucia z Borysem
11) Adjutor wreszcie na miejscu!
no i oczywiście ciąg dalszy Dziadka:)

Od razu przejdę do rozwinięcia punktu 9. Bo to najważniejsze co się stało. Wczoraj, historyczna data 30 lipca. Zniknęło ogrodzenie przy naszej plaży!!! Nie pytajcie jakim cudem, bo nie wiem. Ale to istny cud i podejrzewany jest święty Adjutor, jako że już siedział w swojej kapliczce i wiedział, że zaraz stanie na honorowym miejscu w drodze nad jezioro, a w końcu odpowiedzialny jest za nadjeziorne bezpieczeństwo.

Spytacie jak to było. Ano po tej nocy, gdy była burza i puszczaliśmy psom Black Sabbath, rano znowu był piękny dzień. Tak piękny, że nie poszłam na spacer przez łąki, tylko za jezioro ocienioną drogą, chłodziliśmy się więc po spacerze na plaży gminnej a nie naszej.

więcej w albumie Zanim pokażę wiadomość dnia!

A potem przybiegł z naszej plaży Klimek wołając, że coś się stało z ogrodzeniem, że jest nieco nadpsute. Spodziewając się jakiś kolejnych, świetnych pomysłów sąsiadów poszliśmy tam razem z Robertem. A tam… Zamurowało nas. Moje marzenie się ziściło!

A pomyśleć że dzień wcześniej było tak!

A wczoraj tak!

Klimek z Tymonem: „Mamy się bać?”

Porozrzucane słupki, siatka, słupki urżnięte na pewnej wysokości, więc grożą uszkodzeniem ciała… po tym sądzimy, że to nie sąsiedzi poszli po rozum do głowy. Choć krąży teoria, że to jednak ich dzieło, ale udają że nie oni, by wyjść z twarzą z całej tej historii. Wprawdzie goście nam donieśli, że sąsiad był na inspekcji, ale to też być mogło dla zachowania pozorów.

rzeczone słupki rzucone na naszą stronę

takie kikuty wystają, ciekawe czy sąsiedzi zrobią z tym porządek (jak sądzicie?)

w jednym miejscu nie sterczą, ale można się pokaleczyć stąpając gołą nogą

siatka też rzucona, Robert wyciąga ją by wrzucić sąsiadom ich własność

Robert zbiera kawałki drutu a goście się napawają

własność sąsiadów już po ich stronie (pochyły druk dla upamiętnienia podstawowego argumentu sąsiadki mającego zmusić nas, byśmy nie udaremniali ponownego, nielegalnego instalowania siatki 31 marca zeszłego roku)

jeszcze tylko rokitniki urosną i przykryją tę ohydną matę…

sąsiedzi jakby nie rozumieli prawa wodnego, czyli zapisu, że nie tylko chodzi o linię brzegową, ale także o roślinność rosnącą przy brzegu - skoro nasadzili tyle barachła (zabierającego nam widok na jezioro), to teraz muszą poświęcić 1,5 metra od od tej roślinności a nie od brzegu

ale właściwie dobrze, bo przynajmniej latem ta roślinność zakrywa paskudne sąsiedzkie molo z plastikowymi łódkami, a więcej w albumie Zlitował się nad nami Jehowa??

Powiem tak. To jeden z najpiękniejszych dni w moim ostatnim życiu. Do tej pory uśmiech mi sam wpełza na twarz na myśl o tym! W tej gehennie z sąsiadami, która zatruła nam życie, wreszcie zaświeciło słońce!!! Ale na ten moment to tyle, zmykam do Strumiłły i dokończę po powrocie. To nara!

No dobra, jestem, ale jest pięć minut po północy, więc znowu nie dokończę. Ale może parę zdań się uda. Np. o tym, jak wszyscy przychodzą się napawać, babcia Teresa odzyskała dobry nastrój, napawają się też nasi fani zdjęciami, bo naprawdę jest czym! Niektórzy wprawdzie wietrzą podstęp i kraczą, że odbędzie się jakiś pokaz sił sąsiedzkich, ale ja gotowa jestem przeprowadzić się na brzeg i pilnować! :-) Sami powiedzcie, jak można było zbezcześcić tak piękne miejsce???

Pozostały niestety dwa problemy: sąsiedzkie psy, a raczej ich właściciele, i podglądająca/podsłuchująca nas kamera (swoją drogą ciekawe, co nagrała).

na powiększeniu zakreślona kamera na latarni

Ad punkt 1) Nasi goście wciąż się boją, dopytują, czy na pewno są na plaży bezpieczni, boją się zabierać psy.
Psy sąsiadów po ostatniej wizycie policji jeszcze były widziane przy brzegu, ale ostatnio już nie, jeśli, to w szelkach ze smyczą. Może ktoś ze zboru wytłumaczył sąsiadom, co czynią i że psy są szybsze od nich, i nawet gdy są przy nich, lecz luzem, w każdej chwili mogą doskoczyć do plaży.
Cała ta historia jasno pokazała, że to są po prostu źli ludzie. Nazywacie ich psychopatami, socjopatami, ja narcyzami. To podobne zaburzenia, mające podobne źródło, ale w zasadzie wystarczy jedno określeni. Źli. Pod płaszczykiem wiary kryje się prawdziwe oblicze. Mogą oszukiwać miłą aparycją, miłym akwizytorskim zachowaniem okoliczną prostą ludność, ale nawet już chyba ta nie ma wątpliwości. Puszczanie psów tak, by niemal zagryzły niewinnego psiaka, i nadal ryzykowanie tego samego tylko po to, by zmusić nas do odpuszczenia walki o rozgrodzenie jeziora, jest równie nieludzkie, jak namawianie kolegi, by utopił starego psa.
Tak to jest, gdy człowiek nie dojrzał sam z siebie, tylko naszprycowany został nakazami i zakazami. Sam wtedy nie odróżnia dobra od zła. I to tyle w temacie. Mam nadzieję, że ogrodzenie z drugiej strony też szybko zniknie! A póki co, cieszmy się razem z gośćmi!

Pozostałe punkty rozwinę za dnia!
Już jest dzień, więc rozwijam:

Ad punkt 2) Ci z łabędziem nad wodą to nasi szczególni goście, bo w tamtym roku Małgosia z Wawrzkiem zakochali się w Tulipanie i w tym roku, jak Pan Bóg przykazał, na bite dwa tygodnie, a nie jakiś marny tydzień, przywieźli kolejną część rodziny, a trochę jej mają, bo czwórka dzieci w tym jedno już rozmnożone. I do tego było tak miłe, że przywiozło z Warszawy babcię Teresę. I całe szczęście! Nie wyobrażam sobie, jakby miała przeżyć te upały w Warszawie gdy w dodatku nasze dzieci we Francji. Tak więc babcia Teresa głównie leży w cieniu za domem:)

Przy okazji historia łabędzia:

Ad punkt 3) jest taki:

(przypominam, że aby obejrzeć całość na FB, trzeba kliknąć w dymek)

Nie żeby to dla nas miało jakieś wielkie znaczenie, ale miło, gdy człowiek w pewnych kręgach znany i słuchany, zauważa naszą stronę, moje dzieło do spółki z Darkiem, który zrobił z rysunku na kartonie stronę internetową http://agroturystyka.zawady-oleckie.com/
Ja nawet nie wiem, czym się ten Hubert zajmuje, to dla mnie czarna magia a funkcja kogoś, kto wyznacza trendy, nieco mnie śmieszy. Ale ja już jestem człowiek starej daty, więc nie będę się wypowiadać;) Mnie tam się strona od razu podobała i byłam z niej dumna, choć niewielu podzielało mój zachwyt:) Na marginesie, nie oznacza to, że jestem tak nieskromna, by się sobą zachwycać, ale tak często mam - coś co zrobię i co mi się podoba, przeżywam jako coś, czego nie zrobiłam, no dobrze, zrobiłam, ale jakimś cudem, psim swędem, drugi raz by mi się nie udało i nie wiem właściwie jak do tego doszło. Traktuję takie dzieła jak swoje dzieci, które rodzą się jakie chcą, niezależnie ode mnie, owszem, wydałam je na świat ale żyją swoim życiem i podobają mi się, albo nie, jako niezależne ode mnie byty.

to inne moje dzieci, robią co chcą:) a następnym razem pokażę bakłażany!!!

Ad punkt 4) Nowe dzieła Roberta powstają z opału. No prawie, bo słupki ze słupków. To drewno modrzewiowe, które przetarł w tartaku i z niego powstała ściana warsztatu za garażem. Warsztat ma służyć obróbce drewna na wyroby, których nie ma gdzie przygotować, gdy pada lub wieje. Oprócz warsztatu mamy materiał na bramę parkingu, bo stara się rozleciała, słupki na parking pod domkiem na górce, żeby zaznaczyć granicę, za którą się wpada do rzeki;) oraz słupek pod hamak. Bo hamaki u nas trzy od lat wielu szlajające się po strychach z braku dwóch drzew w odpowiedniej odległości.

warsztatowi napowietrznemu obowiązkowo przybyła wiatrownica

Ad punkt 5) Od świętej Anki zimne wieczory, chłodne poranki, a tu afrykańskie noce. Musiałam na Was wymusić życzenia:) Są pod albumem Wschód i zachód w dniu świętej Anki

Dostałam prezenciki od gości, odbyło się o jeden dzień spóźnione ognisko, bo 26 było zamieszanie. Za to było pięknie:

o świcie

i o zmierzchu.

Ad punkt 6) Ognisko imieninowe było też przesunięte z powodu zaćmienia księżyca. Tylko księżyc się zjawił z dużym opóźnieniem.

Ad punkt 7) A po nocy z zaćmieniem zmarła Kora. Maanam to część także naszej historii. Listy przebojów trójki w 1982 roku, gdy urodził się Borys… kasety słuchane po nocy… imprezy… Na jednej Maciek (ten z komentarzy) na trąbce udawał Stańkę ze Zwierzęcia z płyty Maanamu O!, na balkonie jakoś o północy, więc sąsiedzi wezwali milicję.

Mały Borys śpiący obok w pokoju (przyzwyczajony do imprez) służył za dowód, że przecież to niemożliwe, by był zbyt duży hałas:)
A dzień później umarł Stańko :-(

Ad punkt 8) Lato w tym roku jest niesłychane, tylko klęska na polach. U nas dziś początek sianokosów. Rolek pewnie będzie połowa. Gdyby nie jezioro, choć woda w nim jak w wannie, byłoby słabo.

Każdy radzi sobie jak umie.

podstawowa metoda chłodzenia

leżenie za domem lub w wiacie w cieniu

kopanie dołów do poleżenia

Ad 9 już było, więc ad punkt 10) Przyjazd Gustawa z tatą, nieoczekiwany, bo nie sądziliśmy, że się tak szybko wyrobią z Francji, gdzie byli przez miesiąc. Madzia z Ksenią na razie zostały w Warszawie, mają dojechać juto/pojutrze. Gustaw wygląda jak mały cygan, taki jest opalony.

od razu rzucił się z Klimkiem do wody, a więcej w albumie A któż to wczoraj do nas przyjechał??

Ad punkt 11) czyli Adjutor doczekał!

zgadywaliście, co się robi (też z modrzewiowych desek)

aż w końcu, przy ogólnym zaangażowaniu…

a cały fotoreportaż w albumie To wszystko dzięki Adjutorowi!!!

Adjutor ma już za sobą cuda. Pierwszy, najważniejszy nad jeziorem. Nawet przy instalowaniu się cudu dokonał - Robert zmierzył budkę, żeby przyciąć szybkę, poszedł po szybkę, a ta ma dokładnie taki wymiar, co do milimetra!

Koniec punktów i rozwinięć a teraz popłyniemy! :)

Najpierw na temat Dziadka, który jest cudownym, radosnym, wciąż wachlującym ogonem psem, który naprawdę się stara, albo upały ostudziły jego zapędy w stronę kotów. Uczymy go, że koty to nasze stado, głaszczemy jednych i drugich jednocześnie i są postępy. Strzała wprawdzie nie odwiedza nas zbyt często, ale nie jest już taka spłoszona.

tu jeszcze oczy dookoła głowy, ale to stosunkowo stare zdjęcia

Z Ptysiem spacery umacniają stadne więzi, choć Ptysio zaczyna spacer trzymając się nieco z tyłu, ale kończy już prawie między nogami psów:)

więcej w albumach A jednak Ptyś gdy Dziadek bez smyczy! i Spacer z Ptysiem w pewnej odległości

i taka komitywa z Misiem

Spacery są zdecydowanie ulubionym punktem programu także Dziadka.

więcej w albumie Spacer z Klimkiem, pomocnikiem spacerowym

A poza tym…

Grzyby są, tylko czasu nie ma. Takich nie zbieramy, nie bójcie się! :)

W ogóle krajobraz jesienny, kwitną mimozy i inne wrześniowe kwiaty, gdyby nie te temperatury, można by się pomylić

Pod tym postem fanki rozwinęły teorię o tym, że te kwiatki świadczą o naszej fajności:)

A jednocześnie zakwitają hortensje, niespodziewanie, po dwóch latach niekwitnienia.

ta pod ścianą galerii już przekwita, ale w wiacie dopiero ma pąki

Gdy tylko czas pozwoli, połykam kolejnych Murakamich…

to wszystkie pozycje, których nie czytałam, a które przyszły w dwóch paczkach. A Zadry, o których było w niusie zeszłym, przeczytane. Tym, którzy chcą sobie przypomnieć, albo tym, którzy chcą wiedzieć, jak było, polecam. A ta pierwsza z kupki, Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa, nie rozczarowała!

Takie obrazki pod wieczór:

więcej w albumie Wieczór Pod tulipanem

Jak co roku zarastamy, tym razem pokój dzieci na strychu:

Goście też robią zdjęcia:

I na do widzenia Misio i Niemisio.

*

Komentarze

Stary czytelnik, 2018/07/31 20:18
Nareszcie jezioro ma swojego patrona. Nazwijcie je więc jeziorem św. Adjutora. Jeżeli nie uda się w sposób urzędowy, to na lokalny użytek.
Ksiądz z Cichego chętnie je ochrzci, na złość sąsiadom.
ania, 2018/07/31 23:49
Święcenie Adjutora w planie, ale żeby chrzcić jezioro, to nam nie przyszło do głowy! Niezły pomysł! :)
Stary czytelnik, 2018/08/01 14:43
Są już na świecie jeziora nazwane imionami różnych świętych (podobnie jak rzeki), ale nawet we Francji nie ma jeziora św. Adjutora.

Będziecie prekursorami. Proponuję na chrzciny zaprosić francuską delegację i kogoś z rządu. Piszę <rząd> z małe litery, bo nie musi to być

Premier ani Prezydent.
ania, 2018/08/01 16:10
To ja proponuję, aby Stary Czytelnik został przewodniczącym komitetu organizacyjnego :)
Monika, North Carolina, 2018/08/03 04:25
Tyle opisow, obrazow, wydarzen... Nie nadazam. Znowu musze urlop wziac, zeby skomentowac. Zeby poczytac w spokoju, ponapawac sie...
Na cito tylko zauwaze: niwierzace bezbozniki z Was, a jak swiety sie pojawil - sytuacja jeziorna Wam sie poprawila. Moze nie zaraz, nie od razu, ale i tak rychlo. I jak tu nie wierzyc w swietych?
Niedlugo na kolanach do Czestochowy sie udacie. Mam nadzieje.
ania, 2018/08/03 12:47
Do Częstochowy - niedoczekanie.
Wierzymy w moce ludzkie, także pośmiertne, a że wtedy zaraz z człowieka świętego robią, to ja już nic nie poradzę ;)
Skomentuj:
SOZUC
 
 
dziekujemy_swiety_adjutorze.txt · ostatnio zmienione: 2018/08/10 12:30 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika