Dzień czwarty

czyli najpierw targ i zwiedzanie Uzès potem poszukiwania Pont du Gard. Nie żeby gdzieś się skrył, ale powodzie tu i tam sprawiły, że obejrzenie tego spektakularnego akweduktu nie było łatwe. Na koniec Avignon po macoszemu nocą.
Najpierw jedziemy na targ w Uzès:

zaglądamy na rynek

ceramika obowiązkowo, a więcej prowansalskiej ceramiki w albumie Ceramika, ceramika...

prawdziwe prawdziwki, ale jakieś takie niepolskie;)

A następnie zwiedzamy:

biedne misie przemoczone

skoro z Gustawem, to koniecznie lody! (tym razem bez lawendowych kulek:))

wracamy na targ, bym mogła kupić upatrzony szal, prawie kaszmirowy;) Leży tam, zagrzebany, najpiękniejszy na całym straganie! Mam go prać w szamponie i uważać na kolczyki (jakbym nie wiedziała - wszystkie szale, bo jestem ich fanką, mam pozaciągane;()

Wacamy do zwiedzania,

po drodze w sklepiku ze starociami spotykamy… naszą wagę! No prawie naszą, bo ta żółta i kosztuje 15 euro

to jest nasza, zawadzka, służy nam do ważenia przesyłek galeryjnych, kiedyś kupiona za ciężkie dolary w Pewexie pod kolor warszawskiej kuchni:)

jak widać w Prowansji można mieć problemy i są koledzy po fachu:)

sztandarowy uzeski obrazek a przy okazji ulica jednego z moich ulubionych pisarzy, André Gide'a, który mieszkał i tworzył w okolicy

podpatruję panią od kuchni jakiegoś baru

taki Białko-Strzałkowaty w pozycji nadrzewnej na jednym z podwórzy

po co Robert wyjechał do Francji??

by zapalić Gitana!

nie ma zmiłuj:)

niektórzy pytają na co ten parkomat - na hulajnogi, czy rowery;)

należy zwrócić uwagę na otwory okienne!

uliczka - rynna

Zdjęcia z Uzès w albumie:

Uzès - Prowansja

Potem jedziemy zobaczyć Pont du Gard, ale ślady po powodzi, przez którą Gustaw czasem nie chodził do przedszkola, choć w Vallabrègues nie było po niej śladu (no może poza wzburzonym na tamie Rodanem, ale to jak się pójdzie nad rzekę), dają nam się we znaki…

Ruszamy na piechotę na poszukiwania Pont du Gard…

na brzegu prawdziwe skarby!

nawet Gucio znalazł coś dla siebie:)

ale musieliśmy zawrócić, żeby nie utonąć w mule. Oficjalne zwiedzanie z powodu powodzi było niemożliwe, akwedukt dla zwiedzających był zamknięty:( Bardzo sumienny strażnik dzwonił po policję, gdy niepostrzeżenie próbowałam przemknąć koło niego;) Pojechaliśmy więc do jedynego miejsca na świecie, skąd akwedukt widać za darmo ale z daleka, do urokliwego Castillon du Gard:

lekcja poglądowa na temat stalaktytów i stalagmitów, które jak widać powstają nie tylko w jaskiniach

przedszkole w Castillon du Gard

panorama z miasteczka nie pod słońce

Niestety jedyny dobry widok na Pont du Gard, jaki mieliśmy, to…

ten właściwy był pod słońce i zamglony

Więcej zdjęć z tej części podróży:

W poszukiwaniu Pont du Gard - Prowansja

No to jedziemy dalej,

mijamy takie atrakcje:)

i koniecznie musimy wstąpić na tor wyścigowy w Lédenon, bo Gustaw by nam nie darował!

To ciekawe miejsce. Za odpowiednią opłatą może ścigać się każdy swoim samochodem niezależnie co sobą (i on, i jego auto) reprezentuje. Jeżdżą tam różne rzęchy prawie rozlatujące się na zakrętach, ale i wyścigówki. Dzięki temu panowie (i panie), którzy stanęli w rozwoju na tym etapie, na którym teraz jest Gustaw (5 lat), mogą się wyszaleć zamiast na drogach publicznych.

w drodze do domu robimy zakupy „prosto od rolnika”

i zatrzymujemy się przy Rodanie niedaleko domu

na tamie (nie tylko my, było też sporo okolicznych mieszkańców) oglądamy zapierający w piersi widok na wodny żywioł

A wieczorem już tylko z Madzią (Robert zrejterował;)) pojechałyśmy do Avignon. Takie moje szczęście, że byłam po raz drugi w tym mieście (w odstępie 35 lat:)) i za każdym razem po ciemku. I tak już zapewne zostanie…

Reszta tu:

Prowansja - Avignon nocą

Komentarze

Skomentuj:
LOAXY
 
 
dzien_czwarty.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/06 16:50 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika