Dzień drugi

czyli najpierw Saint-Rémy, gdzie przez czas jakiś malował Van Gogh i urodził się Nostradamus

gdzie nie omieszkałam wstąpić do sklepiku z prowansalską ceramiką

ale dużo bardziej oczy świecą mi się w takich miejscach!

a to mnie najbardziej zachwyciło!

link dla tych, którzy planują (zwłaszcza na biało;)) pomalować swój dom przy innej okazji!

obowiązkowo zdjęcie starej renówki

w Saint-Rémy natknęliśmy się na taki warsztat, gdzie naprawiają m.in. misie!

podglądamy też szczegóły architektoniczne, np. tę ceramiczną rzeźbioną wiatrownicę

Więcej zdjęć z Saint-Rémy w albumie:

Saint-Rémy - Prowansja

Po drodze do Les Baux-de-Provence wstępujemy do jakiś zacnych ruin, ale szczerze mówiąc są mało interesujące na tle prowansalskich miasteczek…

zwłaszcza w tak licznym towarzystwie:) (te ruiny do obejrzenia w albumie Les Baux-de-Provence, do którego link niżej)

No to jedziemy dalej:

na górze widać już Le Château Les Baux

ale co tam zamki, ważniejsze ptaki, które latają w tych górach!

na parkingu pod górą, na którą mamy się wdrapać, ciekawostka - rejestracja z Andory

co nas czeka…

Małe cudne miasteczko nieco zdeptane przez turystów:

w sklepiku pamiątkarskim chyba ceramiczne ozdoby na dom, chyba, bo nie pomacałam i teraz wydają mi się chińską podróbą:)

a te deseczki na pewno nie są zawadzkie:)

zdjęcie nieco nieostre (tak to jest, gdy się pstryka w biegu:)), ale nie mogłam Wam tego nie pokazać - świetny pomysł na zakończenie przewodów wentylacyjnych

nieco z boku już nie tak zdeptane

W Les Baux spotkaliśmy przedstawiciela psów małomiasteczkowych - charakteryzuje się tym, że biega wolno po uliczkach i ma się dobrze. Ten akurat starowinek:

oczywiście zadbano, by była woda dla psów

znowu jakieś podejrzane ptaki!

i na koniec obowiązkowo;)

Udajemy się na dół, czyli do kamieniołomów, gdzie równiutkie prostopadłościany komnat, bo wycinano je po kawałku w postaci równiutkich bloków:

obok swą pracownię pod chmurką ma rzeźbiarz

a to jego siedziba, no, no (wykorzystał wykrojoną podczas eksploatowania skałę)

Zdjęcia z Les Baux i kamieniołomów w albumie:

Les Baux-de-Provence

Opuszczamy góry Alpilles (czyli Alpinetki:)) i w drodze powrotnej udajemy się do pobliskiego Arles, gdzie Van Gogh też namalował to i owo:

obraz na tle tego, co przedstawia, choć dziś trudno rozpoznać

arena, obecna w każdym miasteczku, nawet w Vallabrègues. Byki już na tych arenach nie tracą życia, ale wciąż są podjudzane i kłute, poza tym areny służą do organizacji koncertów i innych imprez, taki stadion narodowy;)

I urocze szczegóły:

więcej (nie tylko z Arles) w albumie Diabeł tkwi w szczegółach

przedstawiciel kotów prowansalskich, a więcej psiarni i kociarni prowansalskiej w albumie Prowansalskie wspominki - psy i koty

i żegnamy Arles, choć Wy nie musicie, bo jeszcze sporo zwiedzania…

Arles - Prowansja

My jedziemy do domu na obiad, by zdążyć na wyczekiwaną kąpiel w morzu!

no nie sądziłam, że mnie kiedyś zobaczycie w kostiumie kąpielowym!:)

Komentarze

Skomentuj:
JMGJE
 
 
dzien_drugi.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/06 17:49 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika