1 listopada 2011

Dzień nie jak co dzień

Wczoraj wróciłam z Warszawy. Wczoraj, a nie w nocy, jak to zwykle bywa. Ale o tym potem, choć chętnie bym zapomniała i się nie denerwowała. Wczoraj po dwóch godzinach odpoczynku byłam w pracy w Olecku, a dziś miałam się resetować, ale zaległości krzyczą i przeszkadzają w zadumie. Dziś w końcu Wszystkich Świętych, Dzień Zmarłych czyli Dzień Pamiętania. U nas oprócz tego Dzień Dzięcioła - Robert z racji przerwy w budowie wystukuje w 12 sztachetach dołki pod kafelki - na zamówienie. Przeklina mnie przy tym, że przyjęłam takie zamówienie, złorzeczy, że nigdy więcej i za żadną cenę. Sztachety długie na 120 cm, nieporęczne w manewrowaniu, do tego już pobejcowane i dodatkowo trzeba uważać, więc atmosfera napięta. Ale pomińmy ten drażliwy temat i wróćmy do milszych chwil.
Tydzień temu, przed moim wyjazdem, wpadła Doris, więc była okazja do wyprawy na ostatnie kurki. Choć, jak wspomina Janek, kurki mrożone do zbierania u nas nawet w grudniu, to jednak już się nie odważę po tych parę marnych łykowatych grzybków chodzić sama z psami w ulubiony rewir dzików. Spotkaliśmy dziki i tym razem, ale o dziwo psy potraktowały lochę ze stadkiem podrostków z szacunkiem, obserwowały towarzystwo z ekscytacją z odległości kilku kroków. Może ze względu na Doris, która jest większą atrakcją niż dziki - psy wolały nie ryzykować oddalania się od niej i utraty dalszego spaceru, a może nauczyły się jednak rozumu? Ale sama wolę nie ryzykować kolejnego spotkania, tak więc to na pewno nasze ostatnie kurki w tym roku, zwłaszcza że wygrzebane spod liści i skopanej przez dziki ziemi, niczym trufle. Makaron z kurkami był pycha!

Jesień się nieco skiepściła. Wieczorem i nad ranem mgły,

w dzień 100% wilgoci w powietrzu, burość wisi nad nami, ale widoki nadal piękne (te widoki czekają na Was! - przypominam o długim weekendzie listopadowym).

To najbardziej lubię w Zawadach - nawet w takie bure dni, mimo sczerniałych chabazi i topinamburu, świat jest kolorowy!

A ostatnio nawet bury domek na górce ożywił się za sprawą okien na strychu. Na razie tylko dwa duże. Małe, zrobione przez Roberta i pomalowane na ten sam kolor, schną u nas w salonie komputerowym razem ze sztachetami. Z okienkami wiąże się pewna niechlubna dla mnie historia… Dwa i pół okienka z czterech spaliłam w piecach… Myślałam, że ramiaki to jakieś drewniane resztki. No co… stały w pudle na ganku obok kosza z podpałką… Na szczęście Robert obrobił więcej kawałków drewna na tokarce u znajomych z Dunajka i miał z czego zrobić brakujące elementy, ale z początku prawie się popłakał…

stodoła prawie otynkowana i jeśli jutro nie będzie padać, zacznie być robiona więźba dachowa.

A propos domowych porządków w naszym domu i pensjonacie cud nad cuda! UMYTE WSZYSTKIE OKNA! Nareszcie po pladze much niczym nieskażony widok z pensjonatowej kuchni na jezioro. Jednak przemiana upstrzonych okien w kryształowo czyste to nie moja zasługa:) Skopany, gotowy do wiosny ogródek na górce, przeflancowane truskawki z miejsca przy stodole, gdzie rozjeżdżał je spychacz, do ogrodu, i nareszcie czyste okna, to efekt wspierania porządnej i uczciwej frakcji okolicznej ludności. Chwała za to, że tacy ludzie są wokół nas!

więcej widoków z okna w publicznym albumie na FB

Dzięki temu, że w naszym gospodarstwie przerwa w pieleniu, mogły zakwitnąć jesiennie moje ulubione małe bratki. Rozsiać się musiały rok temu. Trzy nieboraki dzielnie zniosły wcześniejsze mrozy i kwitną sobie pod gankiem.

Na reprezentacyjnej rabatce pod bramą przekwitły lokalne marcinki

za to przesiedlone z działki w Arciechowie kwitną w najlepsze!

Jesienno-schyłkowo w wiacie, na psiej górce i w ogrodzie…

ale gdy wracałam wczoraj z pracy, wykonywałam slalom pomiędzy żabami, po drogach pełzają ślimaki, komary tną, ćmy krążą wokół lampy pod gankiem… Wczoraj jednak Robert spotkał zająca bielaka bielusieńkiego jak śnieg. Czyżby to była zapowiedź rychłych opadów śniegu?? Opony jeszcze nie zmienione - ciepła jesień sprzyja odsuwaniu takich myśli. Tak jak odsuwam świadomość, że w każdej chwili może nas zasypać (bywało, że już w okolicach 20 października Zawady były nieprzejezdne) i zacznie się! Konieczność jeżdżenia do Warszawy dwa razy w miesiącu w takich okolicznościach przyrody to koszmar. Zwłaszcza po ostatnich moich przygodach. Z okazji Wszystkich Świętych zakupiłam przez internet bilet na PKS, coby mieć pewność, że dostanę się do autobusu i dojadę na poniedziałek do pracy. I… po pierwsze okazało się, że kolejny raz bez żadnej zapowiedzi przenieśli przystanek zastępujący dworzec Stadion na drugą stronę Warszawy Wschodniej, po drugie autobus po mnie nie przyjechał, bo zapełnił się na Zachodniej a ja „miałam obowiązek wsiąść na Warszawie Zachodniej, bo zakupiłam bilet z tego dworca”, a zakupiłam z tego, bo z innego przez internet się nie da, po trzecie udało mi się dostać do autobusu o 6.40 rano nazajutrz ale mój niewykorzystany bilet, choć kosztował dokładnie tyle samo i był na tę samą trasę i tego samego przewoźnika, nikogo nie obchodził, musiałam kupić drugi za kolejne 40 zł a tamten mogę sobie wsadzić, jak arogancko, choć w nieco innych słowach („może pani reklamować, ale na pewno reklamacja nie będzie uwzględniona”) poinformowała mnie pani w reklamacjach firmy PKS Polonus, która to firma stała się monopolistą przewozów w naszym terenie, więc można jej naskoczyć. Firma Polonus to mój faworyt w konkursie „firma przyjazna klientowi”;) Nie dość, że zmienia sobie przystanki z dnia na dzień, godziny odjazdów są inne na tablicy w Olecku a inne w rozkładzie jazdy kierowcy oraz na stronach w internecie, że nie można się dodzwonić do dyspozytora ruchu, by się upewnić, czy autobus po nas przyjedzie, by nie musieć marnować od godziny do godziny dziesięć dodatkowej jazdy (nie licząc czekania na przystankach) na drugi koniec Warszawy w przeciwnym kierunku, zwłaszcza że w drodze do Olecka wysiusiać się można tylko raz, w Łomży, że autobusy obsługują najbardziej chamscy kierowcy, że kupno biletu przez internet jest sztuką dla geniusiów (mnie się nie udało, Robert w końcu jakimś cudem na to wpadł, jak trzeba tego dokonać), to jeszcze przy zakupie należy podać nr dowodu osobistego, który jest wydrukowany na bilecie i sprawdzany przez kierowcę! Robert raz pomylił jedną cyfrę i tylko cudem udało mi się wsiąść do PKSu, po prostu mimo protestów kierowców wpakowałam się bezpardonowo gotowa skopać i zagryźć (co musieli wyczuć:)), gdyby mnie chcieli wyrzucić. Jednym słowem PKS Polonus uważa się za równie ważnych jak linie lotnicze! A najgorsze jest to, że każdy mieszkaniec powyżej Olecka jest skazany na tę firmę, jeśli regularnie musi jeździć do stolicy.

Ale zmieńmy ten smętny temat i wróćmy do milszych chwil.
W naszym pensjonaciku pierwsza rezerwacja na lato 2012! i to z Norwegii. Terminy lipcowe w apartamencie zaraz się rozejdą, więc Aurelo i Moniu, jeśli chcecie nas zaszczycić…:) A specjalnie dla Agnieszki, naszej sąsiadki ze skrzyżowania, która tę jesień i zimę musi spędzać w Warszawie a tęskni za Zawadami okrutnie, oprócz okolicznych wieści, słodziak Gucio ze spaceru po warszawskich działkach:

na tym zdjęciu widać, że Gucio ma oczy po mamie. Wykapana Madzia!

Z Gutkiem byłam również na cmentarzu odwiedzić groby bliskich, w tym jego pradziadka. Guciowi bardzo podobało się na cmentarzu - zapalone znicze, rozświetlone świeczkami alejki, kwiatki na grobach… Próbowałam mu wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. O to, by zapaloną świecą dać wyraz temu, że pamięta się tych, którzy umarli. Na co Gucio: to zapalimy znicz Modelkowi. I tak zrobiliśmy.

Komentarze

Egretta, 2011/11/02 10:10
U nas już grzybów ni dudu, ani kurek, ani żadnych innych, nawet opieńki nie chcą rosnąć, więc tej ostatniej kurkowej jajecznicy zazdroszczę Wam szczerze. Na szczęście brak grzybów słońcem nagrodzony, bo mgły tylko wcześnie rano a potem już kolorowo i złociście :) Pozdrawiam ciepło
Egretta, 2011/11/02 10:12
Czytanie ze zrozumieniem nie jest jak widać najmocniejszą z moich stron hehehe, ale to pewnie dlatego, że jak widzę kurki, myślę - jajecznica, a Wy mi tu z jakimś makaronem... ;)
ania, 2011/11/02 10:14
jajecznica była poprzednim razem, więc pewnie dlatego:)
Aurela, 2011/11/08 07:48
Aniu;) wiadomość o naszym przyjeździe na facebooku;) Dotarła???
Skomentuj:
ZGTCY
 
 
dzien_nie_jak_co_dzien.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/12 00:58 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika