Dzień piąty

czyli dzień życzeń - dla mnie bazary, dla Roberta rezerwaty przyrody. Zaczynamy od pchlego targu w Tarascon, miasta niemal najbliżej nas, przez które wciąż przejeżdżaliśmy a zatrzymaliśmy się tylko raz, na placu pod supermarketem:) A nie! Przepraszam. Zaczęłam dzień targowy od targu w naszym miasteczku, na który przybyło dwóch wystawców i szybko się zwinęli (z powodu paru kropel deszczu), zdążyłam jednak kupić piękny komplet biało-niebieskiej, portugalskiej (czyli prawie prowansalskiej:)) ceramiki - no bo co ceramik kupuje na pchlich targach!:)
Potem był targ antyków dla profesjonalnych sprzedawców w Saint-Rémy, gdzie były nie tylko zacne rzeczy

ale też ośniki do okorowywania drzew i mnóstwo innych starych narzędzi, piękne zawiasy do drzwi…

a ja wyszperałam… ręcznie malowany gliniany talerz do powieszenia:)
Na koniec dnia targowego byliśmy na bazarze „opróżnianie strychu” w Fontvieille

gdzie kupiłam… gliniane prezenty:) z typowymi prowansalskimi obrazkami i fajansową misę dla Madzi pod kolor jej obecnej kuchni, na owoce, za całe 1 euro:)

moje targowe łupy bez misy Madzi

Więcej zdjęć z bazarów, sklepików ze starociami i takich tam w albumie To co tygrysy lubią najbardziej...

No i przy okazji zwiedziliśmy miasteczko:

piękne, nie? Takie miejskie ogródki, donice pełne kwiatów, pnącza na skrawku ziemi w bruku możecie obejrzeć w albumie Coś miłego (zielonego) dla oka

tu Madzia niesie na głowie swoją misę

fajny był wiadukt na dachach domów

Więcej zdjęć z bazarów i z Fontvieille:

Dzień bazarów - Prowansja

Potem zaczął się dzień życzeń Roberta, czyli rezerwaty w delcie Rodanu Camargue. Pierwszy rezerwat, w którym głównie spotkaliśmy komary, choć były takie szczoty do pokrywania się antykomarowym nalotem. Nie było żadnych ptaków ani nikogo, bo strasznie wiało tego dnia, co komarom jednak nie przeszkadzało. Rezerwat jest bardzo ucywilizowany…

typowe dla Camargue konie

ponieważ psom nie wolno wchodzić do rezerwatu, muszą poczekać w takim pensjonaciku:)

I w dalszą drogę..

żeby jechać dalej musieliśmy przeprawić się promem przez jedną z odnóg Rodanu

mijaliśmy ciekawą wiochę z prowansalskimi starymi zabudowaniami robotniczymi

Wdrapaliśmy się na punkt widokowy na solanki. Tak wiało, że można było kłaść się na wietrze,a Gucia trzeba było osłaniać przed uderzającymi ziarenkami piasku:

Kolejny rezerwat, gdzie też nikogo nie było:)

za to ślady powodzi

no poza komarami oczywiście:)

i piękne widoki:

w budce do podglądania ptaków wodnych…

podglądaliśmy młodego kormorana takiego jak na Głębokim:)

największy wybór ptactwa był w budce:)

i potem po drodze w etongach (takie odcięte kawałki morza)

Mieliśmy plan wykąpać się w morzu, ale w ujściu Rodanu było mało zachęcająco, brudno po powodzi i potwornie wiało

zdjęcia z delty Rodanu:

Camargue - delta Rodanu

Zanim dotarliśmy do domu, zwiedziliśmy Beaucaire, miasteczko vis a vis Tarascon. Miasta leżą po obu stronach Rodanu a wieże ich zamków patrzą na siebie. Widać je z brzegu rzeki w Vallabrègues.

ja jak zwykle zapóźniona z powodu pstrykania

życie się ima każdej okazji!

nieostre ale jak nie pokazać!

I już tuż przed Vallabrègues szpaler tui - służą tu jako wiatrochrony:

Zdjęcia z Beaucaire:

Beaucaire - Prowansja

Komentarze

Skomentuj:
FIFDG
 
 
dzien_piaty.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/06 18:08 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika