Dzień trzeci

Ostrzegam, że to dzień najbardziej obfitujący w doznania, chociaż… tak obfity był jeszcze co najmniej jeden:)
Zaczynamy od L'Isle sur la Sorgue, miasta antyków, młynów wodnych, położonego nad kanałami rzeki Sorgue, prawie jak Amsterdam…

betonowa wstawka za to z kaktusami

uwielbiam!

trochu wiało:)

dzbanuszek za jedyne 55 euro w sam raz do pensjonacikowej kuchni!;)

mój faworyt!

taki cynkowy sagan wyczaiłam na pchlim targu za 7 euro, ale nie pozwolili mi kupić (bo za duży, do samolotu wiadomo, ale do wyprowadzki z Prowansji też:() - obiecałam wypomnieć im to na łożu śmierci!!!

i na koniec na parkingu cytryna obowiązkowo;)

Więcej zwiedzania w albumie:

L'Isle sur la Sorgue - Prowansja

Jedziemy do niebieskiej dziury czyli do Fontaine de Vaucluse. To jeden z cudów Prowansji - źródło rzeki Sorgue.

przez miasteczko

drogą wzdłuż rzeki (na szczęście po drodze puste stoiska, bo koniec sezonu i za mało turystów)

w górze, nad rzeką, ruiny zamku

tablice chwalące się, że Petrarka miał tu natchnienie

wiadomo co!:)

z narażeniem życia (spadające z góry kawałki skał) schodzimy na dół

gdy Borys był tu z Magdą i Guciem, woda sięgała widocznej na skale podziałki (latem jest wysoki poziom wody, zimą niski, znaczy już zima:))

teraz trzeba zejść na sam dół…

i taki stąd widok

a Robert… abstrahuje;)

w drodze powrotnej natykamy się jednak na sklep z pamiuntkami gdzie obowiązkowe świszczące cykady

genialne!

symbol szczęścia i dobrobytu

Reszta tu:

Prowansja - Fontaine de Vaucluse

I jedziemy do Gordes!

takie murki po drodze

w takim igloo mieszkali prowansalscy pasterze

i…

wyłania się!

W tych miasteczkach trzeba mieć sprawne hamulce ręczne! Ja bym długo tak nie postała (znaczy mój kangur:))

Poza tym wąsko…

więcej wąskiego w albumie Wąsko w tej Prowansji

dla ochłody:)

okiem fachowca (co to za ciekawa zaprawa…?)

więcej TU:

Gordes - Prowansja

I moje ulubione Roussillon! Miasteczko malowane ochrą, i tu mam teorię magiczną na temat, dlaczego przed wyjazdem ufarbowałam sobie włosy na intensywny rudy, a Robert zabrał ze sobą rudą koszulę. Mój rudy kompletnie przypadkowy (mojej farby nie było, kupiłam inną o tej samej nazwie, niestety tylko nazwa była ta sama…), ale jak widać opatrzność tak chciała!:)

kupujemy lody o prowansalskich smakach - kulki lawendowe i ze słonym karmelem. Po lawendowych nieco się odbija wodą kolońską;) Tylko kolor znajomy, żywcem z naszego bzianego zawadzkiego domu!

Tu już za pieniądze w nieczynnej już kopalni ochry, ale było warto!

nazbieraliśmy ochrowych maślaków na obiad!

I z powrotem do miasteczka:

nawet psy były ochrowe (innych nie wpuszczali:))

te cudne obrazki dedykuję tym, którzy malują swoje domy na biało;), dedykuję im też Album dla tych, którzy chcą pomalować swój dom

to atelier do wynajęcia przy uliczce, którą każdy turysta musi przejść do jednej z atrakcji, Borys wynalazł nam na Galerię Wiejską:)

winorośl, która ma ponad 160 lat!

Po Roussillon byłam bliska przemalowania naszych zawadzkich domów!:)
To cudowne miasteczko i ochrowe góry do obejrzenia tu:

Roussillon, miasteczko malowane ochrą - Prowansja

I po drodze wreszcie pola lawendy!:)

Komentarze

Skomentuj:
OCRHU
 
 
dzien_trzeci.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/06 18:02 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika