22 września 2008

o godzinie 17:44 naszego czasu Słońce wstąpiło w znak Wagi,

dzień zrównał się z nocą

i nastąpił początek astronomicznej jesieni!

To wiadomość oficjalna, ale prawda jest taka, że jesień wkradła się do nas już dawno. Dziś leje od rana, wczoraj był typowy piękny jesienny dzień. Jeszcze kilka dni temu, hen wysoko na niebie, tak wysoko, że nasz aparat foto nie sięga, ale choć tak wysoko, było słychać charakterystyczne odgłosy, leciały i leciały klucze żurawi. Miałam nawet zrobić niusa pt. „Lecą żurawie”, ale co to za nius bez zdjęcia. Gdyby nie fakt, że po jesieni jest zima, a po zimie jeszcze długo zimno, jesień nie byłaby taka zła. Ale perspektywa ponad pół roku, (żeby pół roku!) pracy w domu zamiast na dworze, ciągłego palenia w piecach, bez ukwieconej wiaty, bez pływania w jeziorze, bez pracowni ceramicznej (tylko kafle można będzie szkliwić w kuchni), z psami w depresji i kotami przyspawanymi do źródeł ciepła, nie napawa optymizmem.

Więc cieszmy się jesienią, póki jest!

W ogrodzie róże w najlepszej formie (latem nie prezentują się tak ładnie)

Nasz ulubiony krzaczek, nieraz skoszony (wiosną ledwo odrasta od ziemi) każdej jesieni od nowa nas zadziwia.

Malwy to już suche badyle, a warszawianek resztki, za to zaczynają kwitnąć marcinki. W ogrodzie jabłonki uginają się od owoców.

Jedna ma przepyszne jabłka, choć może niewyględne. Są twarde i soczyste aż po brodzie ścieka, szerszeniom też smakują.

W lesie jesienne kolory:

Grzyby zaczęliśmy zamrażać (te poniżej:) w formie uduszonej), bo już nas brzuchy bolą od ciągłego ich jedzenia.

Taki zamszowy podgrzybek w ciapki (ten akurat nieco zbyt dojrzały), to najpospolitszy grzyb w naszym lesie, ale za to jaki smaczny!

Tylko niektórym poziomkom coś się pomyliło…

Jakiejś sarence też, tylko w drugą stronę. Obrała jedną z sosenek za płotem, niczym w środku zimy:

Normalne sarny i jelenie najadają się trawą, póki zielona. Tu zad łani i Belfegor w daremnym pościgu. Duże stado łani pasło się na naszej łące, ale (jak zwykle) zanim wyciągnęłam aparat…:)

A w domu trzeba sobie jakoś radzić, zanim panuś napali w piecach.

Piesowi nie wolno wchodzić na nasze łóżko, ale gdy nikt nie widzi…

„W końcu dlaczego kotom wolno a mnie nie?”

Za to w pensjonacie nareszcie można się cieszyć udogodnieniem kominka. Dostał szybki żaroodporne, dzięki czemu nie dymi, za to widać ogień:

Komentarze

Skomentuj:
XUTIZ
 
 
dzien_zrownal_sie_z_noca.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika