11 kwietnia 2011

Fejsbukowa bieda i nie tylko

W nocy z soboty na niedzielę wróciłam z pracy w Warszawie. I połowę niedzieli spędziłam na odrabianiu komputerowych zaległości. Jak zwykle. W naszym zawadzkim stadle to ja jestem odpowiedzialna za kontakty internetowe i naszą stronę. Gdy jestem w stolicy, pobieżnie przeglądam pocztę i odpowiadam na najważniejsze mejle. Więc jak wracam, w skrzynce piętrzy się, czekają nie obrobione zdjęcia, w tym wyrobów na stronę i nowe przywiezione z Warszawy no i strona www wzywa. W Warszawie po prostu nie ma czasu. Resztę czasu, gdy nie pracuję, oddaję Guciowi. A Gustaw…

…dostał pudło po lodówce dziadka Janusza i rządzi w nim z Ryszardem.

W moim magicznym domku:)

Galeria Wiejska z braku czasu i z powodu zbyt niskich temperatur mało twórcza, za to Gustaw nadrabia niedociągnięcia babci:

rysować można także po domku:

Ale odkąd jesteśmy na Facebooku, po powrocie do domu dodatkowo piętrzy się w skrzynce mejlowej i wyje do mnie fejsbukowa bieda… Zanim do niej przejdę - krótki raport ze stanu zawadzkiej wiosny. Po powrocie zastałam rozmarznięte całkiem jezioro, bo jak co roku poczekało z tym, aż wyjadę do Warszawy. Jaka to radość widzieć żywą wodę przez okno i w ogóle z podwórka! I ptasiory co i raz jakieś na jeziorze lądują. Robert np. cyknął tracze.

Lodzia jak widać już zażywa kąpieli, mnie też tęskno. A to wiosna na psim spacerze - tam gdzie trawa była strzyżona przed zimą, już się nawet trochę zazieleniło. Szkoda tylko że dziś w nocy było -2 a teraz pada śnieg:( Ale to zdjęcia jeszcze z wczoraj:

Jako osoba prywatna nigdy bym nie była na FB, nie tylko z racji zawodu, który każe mi siedzieć cicho i się nie ujawniać. Przede wszystkim trzeba mieć sporo czasu, żeby się udzielać, i to jest największe zło, które fejsbuk przyniósł - okradanie z czasu wolnego. Nienawidzę siedzieć przed komputerem. Jednak dwie firmy prowadzone przez internet i pensjonacik, który reklamuje się głównie w sieci, portal młodzieżowy, do którego piszę artykuły, blog dziennikarki Ani Ławniczak, z którą go prowadzę, tudzież różne inne aktywności komputerowe sprawiają, że przed monitorem siedzę coraz dłużej. Spytacie pewnie, jakim cudem piszę jeszcze niusy - sama nie wiem:) Z fejsbukiem doszła działalność charytatywna, która do niedawana polegała jedynie na wspomaganiu finansowym paru fundacji zwierzęcych i ekologicznych, a teraz, odkąd ujawniłam swoją troskę o braci mniejszych i wrażliwość, dostaję dziesiątki mejli o różnych wydarzeniach, z różnych stron i organizacji zajmujących się pomaganiem. Gdybym chciała wszystkim pomóc i tak bym nie dała rady, nawet gdybym sprzedała Zawady i z Belfegorami poszła pod most, więc męczę się jak każdy, kto nie może patrzeć na nędzę tego świata i nie robić nic. Pamiętacie ten fragment z Dzienników Gombrowicza o żuczkach?: Widzisz na plaży jednego żuczka, który się wywrócił brzuszkiem do góry i nie umie z powrotem. To go stawiasz na łapki. Ale obok jest drugi. To go stawiasz. Trzeciego i czwartego też. Ale kiedy podniesiesz głowę i zobaczysz, że ich tam tysiące czekają na postawienie… Uciekać z takiej plaży, czy wbrew rozumowi stawiać? Ani jedno ani drugie nie ma sensu. Trzeba robić swoje, tyle, ile można. Wpłacam więc czasem po 5, 10, 15 zł, na najbardziej potrzebujących (tylko którzy najbardziej? jak wybrać, komu wpłacić?…). Tak sobie myślę - gdyby każdy chociaż raz w miesiącu wpłacił 5 zł na jednego psa, kota, czy konia do wykupu, o ile byłoby lepiej! Ale ulegamy takiemu myśleniu - co to da, czy pomogę czy nie, i tak umrą miliony zwierząt, to niczego nie zmieni… Nieprawda! To usprawiedliwianie swojej bezradności, lęku przed zaglądaniem na fejsbukową biedę, niechęci do patrzenia w te smutne oczy

np. tego starego psa, który błąka się po Józefowie, a jak trafi do schroniska, to go uśpią, bo jest na schronisko za stary… Często Ci którzy proszą o pomoc dla jakiegoś pieska, piszą - pomagając jednemu psu nie zmienisz całego świata, ale zmienisz cały świat jednemu psu! Co prawda to prawda!

Więc spójrzcie w kolejne oczy - Rustiego, który wprawdzie znalazł dom tymczasowy, ale wciąż czeka na swojego pana, albo grzecznego, porzuconego Atora. A gnijący bernardyn nie zasługuje na pomoc? Czasem myślę, że niektóre zwierzęta wolałyby się nie męczyć, z drugiej strony ile jest takich odratowanych, które cieszą się życiem? A tu przedstawiam Borysa, uratowanego z psich walk, imiennik naszego syna, ale nie mogę zadeklarować comiesięcznej kwoty na socjalizację go, ale może ktoś z Was? Zresztą przyda się każdy jednorazowy grosik. Tu mój zaoczny pupil, Trójłapek Bambo, który też bardzo potrzebuje pomocy a najbardziej oczywiście miłości. Czarna Maja ze Śląska jeździła autobusem i błagała, żeby ktoś ją zabrał. Ilu z nas modli się, by nie wsiadła taka Maja do naszego autobusu? Ale niestety;) wsiadła do mojego niusa! A to Leda, która już trzy lata siedzi w schronisku i tak ładnie prosi! A to dla odmiany Chora LUSIA- od zawsze w schronisku, prosi o wsparcie na leczenie i kudłata Jowita, która gaśnie w schronisku. A może ktoś takiego kompaktowego maluszka by wziął - Frugo a przynajmniej dorzucił do jego leczenia, po tym, jak go „jego Państwo” zaniedbali a następnie podrzucili komuś przez płot w Malborku. A tu latami głodzony i bity Rudy, który został odebrany właścicielom i szuka domu. Pomóżmy też szukać domu dla niewidomego Misia czyli Misia, który widzi sercem! I kolejny ślepaczek, ale jak prosi! - Niewidomy NERO. Mamy DT. Prosimy o jakąkolwiek pomoc finansową! A może chcecie uratować kolejnego konia od rzeźni? Ta szkapa, co kiedyś woziła turystów, miejmy nadzieję, że nie zawiezie się do rzeźni, bo chyba dało radę uzbierać kwotę na jej wykupienie, ale takich koni, co służyły komuś całe lata a potem oddawane są na rzeź jest cała masa, np. na stronie Przystani Ocalenie. Tak jak jest cała masa psów i kotów, którym warto by pomóc, np. w Schronisku w Tomaszowie Mazowieckim potrzebują wsparcia! po tym, jak wyrzucono władze, które, jak to niestety często bywa, wykorzystywały schronisko do zarabiania pieniędzy, a zwierzęta mieli gdzieś i gdy im ukrócono ten proceder, z odwetu zostawili schronisko w rozpaczliwym stanie. Z kolei w Rachowie Starym, miejscu zapomnianym przez wszystkich, po śmierci właścicielki schroniska został mały domek a wokół niego boksy, stare poklecone budy i ponad 200 psów. Tu tylko cztery z nich. Kolejne schronisko w strasznej sytuacji, a w nim zagłodzone psy z Radomska:(

I kolejny rozpaczliwy apel - DLACZEGO nikt nie chce BAKUSIA - psa "Z SERCEM NA ŁAPCE" ???????? I… Starsza sunia w typie owczarek collie wyciągnięta z rzeki. A tu prośba w sprawie suni spod Radzymina - Otwarte złamanie i brak środków na leczenie!:( To samo z z Albinkiem i Elwirką, psami potrąconymi i zostawionymi bezdusznie na poboczu. A może ktoś by chciał takiego cudnego Hunterka albo Nico - Ryżyka z interwencji TVN, który też szuka domu lub zapomogi na czas oczekiwania na miłość?

Starczy? To tylko sprawy z ostatnich 3 dni, a już w kolejce w mojej skrzynce czekają nowe:( Czasem są też sprawy dla wielu kontrowersyjne. A to kury z ferm wykupują i godne życie na wybiegu im fundują (niestety połowa tych kur nie przeżywa takiego szczęścia, bo jest tak nieodporna, no ale druga połowa by mogła), a to świnka Zuzia, która zamiast pójść na szynkę na Wielkanoc chciałaby żyć, ale nie ma za co:(
Co do kur, to przy okazji wspomnę (wspomagając się wypowiedzią z pewnego forum), zwłaszcza przed Wielkanocą: Podczas zakupów – wybierając konkretne produkty i omijając inne mamy możliwość wpływania na warunki w jakich utrzymywane są zwierzęta, od których dane produkty pochodzą. Tak też jest z kurzymi jajami, bowiem zgodnie z unijnym prawem na skorupach jaj muszą znajdować się stemple z tzw. „kodem producenta”, w skład którego wchodzi (oprócz oznaczenia państwa, z którego jajo pochodzi oraz weterynaryjnego numeru identyfikacyjnego) kod systemu chowu kur, gdzie:
„3” oznacza chów klatkowy,
„2” oznacza chów ściółkowy,
„1” oznacza chów wolnowybiegowy.
„0” oznacza chów ekologiczny.
Jednocześnie prawo unijne zezwala producentom posiadającym stada kur niosek poniżej 50 sztuk na sprzedaż (na rynku lokalnym) jaj nie ostemplowanych na skorupie - pod warunkiem, że w miejscu sprzedaży podawana jest nazwa i adres gospodarstwa. A jeśli kogoś nie obchodzi los kury, niech przynajmniej zastanowi się, co w tych jajkach z ferm zjada, ile antybiotyków niezbędnych by te kury w takim ścisku, srając sobie na głowę i nigdy w życiu nie widząc słońca przeżyły.

Przy okazji wspomnę, że 30 kwietnia pod ambasadą Rumuni odbędzie się DEMONSTRACJA PRZECIW USTAWIE O ZABIJANIU BEZDOMNYCH PSÓW W RUMUNII a jeśli ktoś ma odwagę, niech obejrzy film na jutubie (link na stronie wydarzenia).

No dobrze. Starczy tego dobrego. I tak zapewne większość z Was nie dotarła do tego momentu. I tu jest problem - chcąc pomagać, trzeba zachować umiar, żeby ktokolwiek chciał nas słuchać:( Zalani informacjami o nieszczęściu stajemy się ślepi i głusi…

Więc na koniec rzecz prosta, wystarczy klikać w wybranego pieska na stronie Nakarm pieski

Można też dać 1%, znaczy trzeba dać, ale na jaki zbożny cel, to już każdy w swoim sumieniu musi dokonać wyboru, chyba żeby ktoś nie wiedział, to podpowiadam, że np. na ANIMALS Ogólnopolskie TOZ.

Komentarze

bea, 2011/04/12 10:11
Ja dotarlam. Ech...smutek, zal i lzy wzruszenia...chociaz czasem tez serce rosnie! Fajne akcje ludzie organizuja. Ja kupuje "aukcjowe" torebki , sciereczki i inne gadzety :)
Baśka, 2011/04/12 12:02
też dotarłam, i ręce opadają , ale myślę jak Ty ,trzeba się rozejrzeć i choć jedną biedę uratować , i żyć świadomie z wiosną lepiej :} pozdrowienia
ania, 2011/04/12 15:10
A ja jeszcze napiszę, bo zapomniałam w niusie przygnieciona tą biedą, że na naszych oczach, dzięki FB czy w ogóle internetowi, zmienia się ludzka świadomość. Kiedyś takie rzeczy działy się w ukryciu lokalnych społeczności, albo funkcjonowały tam jako normalka, tylko czasem jakiś pojedynczy człowiek próbował interweniować, co czyniło drani bezkarnymi. Dziś nie można już bezkarnie krzywdzić, bo społeczność w sieci czuwa i alarmuje - i to jest piękna strona potęgi internetu. Poza tym zawsze raźniej na świecie, gdy widzi się tylu zaangażowanych ludzi, nie można już spuszczać bezradnie rąk, w imię przekonania, że tylko mnie jedną/jednego obchodzi cierpienie. I to jest w tej całej biedzie pocieszające.
Maciek, 2011/04/20 15:22
Czesc Anka. Zajmowanie sie losem biednych psow to jest otwieranie tematu niemozliwego do ogarniecia. Wszystko jest tak zorganizowane zeby moc zapomniec o tym piekle, n.p. filmy w telewizji,lista przebojow,lakiernik ktory dobiera odcien blotnika, itd. A ty nam tu wszysko psujesz i uchylasz przykrywke. Czytalas ksiazke Cotzee " Upokorzenie" ( tytul moze pomylilem ), o takim gosciu ktorego wywalili z katedry i zostal pomagaczem w przytulku ?
ania, 2011/04/20 15:32
"Hańba", taki tytuł ma po polsku, jedna z najlepszych książek jakie czytałam, przejmująca. Facet sam wywozi do spalarni ciała psów, które wcześniej musiał uśpić lub patrzył, jak są usypiane. Były usypiane, bo były nikomu niepotrzebne, nikt ich nie chciał. Samodzielnie wkładał je do pieca, by mieć pewność, że zostały z szacunkiem "pochowane". Wiem, poruszam niewygodny temat, sama mam czasem dość i staram się zapomnieć. Ale to tylko przymykanie oka na rzeczywistość. Temat nie do ogarnięcia, ale zamiast na jedną więcej głupotę, można raz w miesiącu wpłacić na konto którejkolwiek fundacji nie przymykającej oczu na los zwierząt.
Skomentuj:
AVAAY
 
 
fejsbukowa_bieda_i_nie_tylko.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/12 00:19 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika