23 lutego 2017

Firaneczki w muchomorki

No dobrze. Żurki już są. Pierwszego widziałam w poniedziałek, w środę trzy kolejne…

>

(głośniki!!!)

…a zaraz potem spadł śnieg.

Ale znowu stopniał.

Idzie wiosna, a to znaczy, że wróci sprawa siatki i brzegu jeziora, ujadających wciąż bez sensu psów łażących nie tam gdzie trzeba, plastikowej łódki, która z pewnością znowu stanie w charakterze przedłużenia siatki i będzie psuła resztkę widoku, jaka nam została. Potem urośnie trawa i zabrzmi kosiara sąsiadów. Na szczęście też zazielenią się drzewa i zakryją transatlantyk. Bo teraz, gdy wieczorem wysiadam na parkingu z kangura, moim umęczonym po pracy oczom ukazuje się rozświetlony, gigantyczny morski prom. I do tego latarenki nad wodą. Idylliczny wiejski obrazek… Natura 2000… Buractwo i koszmar.

Ale prawda jest taka, że gdyby nie siatka w wodzie i w pasie przybrzeżnym, gdyby nie kamera lustrująca jezioro przy naszym brzegu, gdyby nie ta kupa narąbana przez sąsiadów, to ja bym i ten transatlantyk, i te wbetonowane kamienie przy brzegu, i tę landarę nieforemną, gdy widziana z wody i z naszych łąk, i parkowe krzaczki rodem z Magdalenki…, przełknęła bez popijania, jak muchomorki. W końcu każdy ma prawo mieć gust dobry inaczej. Może nawet przełknęłabym te dwa biedne bydlaki w rękach nieodpowiedzialnych ludzi. Po śladach na śniegu sądząc dalej chadzają gdzie chcą, mimo że ten nowy uwiązany przy budzie.
(Odpowiedzialność sąsiadów poznać między innymi po tym, że pozwalają siedmiolatkowi kierować na publicznej drodze. Jakiś czas temu wpakował auto w drzewo, bo spanikował na widok jadącego z przeciwnej strony samochodu.)

więcej w albumie Szybko idzie

To oczywiście nie znaczy że z wiosną sprawa wróci, bo jest ciągle, ale krócej bywam na dworze, szybciej wracam z plaży, nie pływam, no i darowałam Wam temat sąsiadów przez zimę, sama chcąc odpocząć. Ale każdy spacer zakończony nad jeziorem czy powrót po lodzie kończy się gulą w gardle. Nie pisałam ani o tym, jak Max atakuje nas przy brzegu i choć Czarli chętnie się z nim bawi, to Lodzia zmyka z podkulonym ogonem, bo pamięta, jak ją kiedyś poturbował. Oczywiście od tamtej pory nie odważam się wracać brzegiem, ostatnio chodziłam jeziorem, ale lód już topnieje, więc koniec z ulubioną trasą. Ani o przystrzyżonej wierzbie, by mogła od nowa zarastać drogę wzdłuż jeziora i zasłaniać tę resztkę widoku niezasłoniętą ich matą. Ani o furtce, która przymarzła w wodzie dając kłam, że przecież jest przejście. Ani o śladach psów przy drodze na górkę i na naszej plaży, ani o psach, raz jednym raz drugim u nas na parkingu. Owszem, sąsiedzi, gdy tylko spostrzegą, zaraz psów szukają, zaganiają, ale zanim spostrzegą… Ja wszystko rozumiem, nam Belfegor też zwiewał przeskakując płot, raz nawet ugryzł w nogawkę chłopaka, można raz, drugi, no… trzeci, ale nie udawać głupa cały czas. Ludzie przyjeżdżają z dziećmi nad jezioro, kto normalny, nawet niebojący się psów zaryzykuje spotkanie z wałęsającym się 90. kilogramowym bydlakiem, nie mówiąc o tym, kto odważyłby się wejść na teren sąsiadów, by przejść wzdłuż jeziora, co gwarantuje mu niby prawo wodne. Zeznania sąsiedzkich świadków są w tej sprawie bezwartościowe i bezsensowne - ich znajomi, pracownicy, którzy znają psy, może się nie boją, ale co z tymi, którzy nie znają?

Strzała w ramach przerywnika;)

I to kompletne nieliczenie się z ludźmi, to chamstwo, z jakim wykorzystują kasę na prawnika znajdującego luki prawne, choć przepis jest i służy bezpieczeństwu nad jeziorem, choć z urzędu otrzymali jasny prikaz, by siatkę rozebrać… Pamiętacie jak w gazecie sąsiad prawił, że to nie Maluchnik mu będzie kazał rozbierać siatkę, tylko sąd? W tym wypadku każdy głupi wie, że sądzenie się służy przeciąganiu sprawy w nieskończoność i liczeniu na to, że ten drugi wymięknie, a nie dochodzeniu sprawiedliwości. Każdy głupi wie, że w sądach wygrywają ci, którzy mają więcej kasy na marnowanie na prawników. Każdy głupi wie, co robią sąsiedzi i nie ma to nic wspólnego z szacunkiem dla okolicznej/przyjezdnej ludności, przyrody i prawa. Naprawdę żałuję, że nie mogę przełknąć tego gówna przy naszej plaży, ani tego, od strony plaży gminnej. I tego, że nie mogę spokojnie przejść brzegiem, bo ktoś utknął w prześladowczym myśleniu. Żałuję, że to nie ten kaliber, co muchomorki na firance. Tak, bo cała reszta to muchomorki.

(w ramach przerywnika)

Jakie muchomorki, spytacie? Ano te z przedsionka mojego gabinetu. Wejście do mojego gabinetu prowadzi przez sień wspólną z sąsiadem. Sąsiad ma tam wieszak, a przy wieszaku kapcie, zabłocone buty, wędkę, wiadro z kiszoną kapustą i oczywiście paltociki na. Miał zawsze, więc rada nie rada po kilu latach wrzucania mu kapci do szafki zakupiłam wreszcie drążek i elegancką zasłonkę w kolorze natryśniętych ścian (natrysk był zanim nastałam). Poza tym w sionce jest okno a w oknie firaneczka, a na parapecie sztuczna prymulka do niedawna w kolorze przykurzonym. Gdy powiesiłam zasłonkę, tak ładnie się zrobiło, że zdjęłam szarą od brudu firankę, ostentacyjnie złożyłam w kostkę, na kostce położyłam prymulkę, złożyłam to wszystko przy wieszaku, w nadziei, że sąsiedzi zrozumieją przekaz. Cóż… aluzju poniali… Za dni kilka w oknie zawisła nowa śnieżnobiała, koronkowa/stilonowa firaneczka w piękne czerwone muchomory, a zakurzoną prymulkę zastąpiła nowa, czysta i wściekle różowa:) No nie do końca o to mi chodziło:) Ale w końcu jest nas tam kilkoro za dwojgiem drzwi i każdy ma prawo przestrzeń wspólną zdobić. Przełknęłam więc muchomorki i tylko troszkę stają mi w gardle, gdy przychodzę do pracy. Ale przełykam soczkiem z tekturki, którego zapas mam w gabinecie:)

A poza tym:
Pewne sukcesy na polu budowlanym…

nowe schody:

schody już całkiem gotowe

nowe drzwi:

póki stały w świetle halogenów, wyglądały dobrze

i tu przechodzimy do sukcesów pewnych

na tym zdjęciu też wyglądają w miarę ale w czym rzecz poczytajcie na Dalsze prace na zewnątrz

Ciąg dalszy w sprawie okropnych zwierząt:

(wystarczyła chwila nieuwagi podczas przeglądania FB:))

więcej na FB:

I nasza niedzielna wyprawa - mam nadzieję, że po dziką przyrodę nie będziemy musieli jeździć w głąb:(

więcej o wyprawie w niusie przyrodniczym Wyprawa w głąb puszczy

Komentarze z FB:

Komentarze

Monika, North Carolina, 2017/02/24 11:26
Piekne te sciete drzwi. Jak z bajki o dobrym ciesli.
A komu i kiedy sluzyl Czerwony Domek w glebi Puszczy? - Uzywany bywa jeszcze przez kogos, jak np. sluzby lesne, czy wakacjuszy?
ania, 2017/02/24 11:30
W latach 70. młodzież chodziła tam pić i palić trawkę:) Pewnie był z myślą i o pracownikach leśnych i o turystach. Taki szałas, jak w górach.
Maciek, 2017/02/27 18:35
Czesc, troche zmieniam temat, kto moze niech idzie na film "Moonlight".

Poza tym niech Robert zrobi zdjecia Bxa po odmalowaniu, bo ciagle tylko te psy i koty widac na tych niusach.
ania, 2017/02/28 11:16
Następnym razem będzie beix:)
Maciek, 2017/03/03 12:17
Czesc, zatesknilem za Zawadami bo przyjechali do mnie koledzy ze studiow i pojechalismy do najspokojnieszej i najbardziej ekologicznej stacji narciarskiej w Pirenejach. Ale niestety wracam ze wspomnieniami jak z lodowiska Torwar (pamietacie takie ?), tlumy i kasza na lodzie zamiast sniegu.

Obiecalem sobie ze nastepnym razem wyprobuje sladowki w Zawadach.
ania, 2017/03/03 13:25
To się spiesz, bo jak nam Szyszko wytnie cały las, a sąsiedzi coś ekologicznego znowu wytną...
Skomentuj:
WYNDQ
 
 
firaneczki_w_muchomorki.txt · ostatnio zmienione: 2017/02/24 21:46 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika