19 września 2017

Folwark zwierzęcy i początek depresji pływaka

Dziś zrejterowałam:( Wysiadłam o 20.30 z samochodu, spojrzałam na termometr i postanowiłam sobie darować. 8 stopni:( Ostatnio deszcz nie deszcz, pływałam po nocy, po powrocie z pracy, bo pracuję za dużo i przed nie zdążam. Ale dziś nie poszłam pływać pierwszy raz od… 16 czerwca. I to chyba oznacza w tym roku koniec:(

Goście tego lata często patrzyli na mnie, jakbym się urwała z choinki, gdy w szlafroku szłam nad jezioro. Niezależnie od pogody. Oni w kurtkach trzęsący się na brzegu, a ja w wodzie (cieplejszej od powietrza). Domyślam się co myśleli wczoraj, gdy szłam po nocy w zacinającym deszczu wiatrem smagana;) Miejscowi, gdyby widzieli, do reszty by uznali, że wariatka. Ale skończyć sezon pływacki to straszne. Oznacza, jak dobrze pójdzie, osiem miesięcy bez pływania w jeziorze, jak gorzej - dziewięć. Teraz to już tylko depresja mnie czeka… Nie dziwcie się więc, że zwlekałam tyle z decyzją.

tak było 6 dni temu, woda była lodowata, ale przynajmniej ciepło na zewnątrz

Pływanie po nocy jest super! W nocy woda wydaje się cieplejsza. Robert sugerował pływanie w czołówce, ale wcale na jeziorze nie jest ciemno. Niebo się odbija w wodzie i elegansio wszystko widać. Nawet gdy nie świecą latarenki w Magdalence, bo jak świecą a robią to często, oświetlają jezioro aż po las. Niestety sąsiedzi lubią zaśmiecać kosmos.

I odmawiam pływania w piance, bo to żadne pływanie, człowiek się unosi jak kłoda i swobodnie nie może machać kończynami. À propos kłody, po wycince lasu za jeziorem przypłynął do nas całkiem duży kawałek opału.

Opał wtoczyłam na brzeg, ledwo, ciężkie było cholerstwo! Ogłaszam, że zguby nie oddam, sama do nas przypłynęła! Trzeba było pilnować, zamiast wyżynać las!

więcej większych w albumie Wczorajszy spacer

na polu Czarliś - Robert zmiany niewielkie, ale są. Czarli krócej szczeka:) Ale wieczorami, zwłaszcza gdy jestem w pracy, kompletnie mu odbija

Misio-Ptysie robią co mogą, by nam osłodzić życie. Robert twierdzi, że Misio codziennie przychodzi mu podziękować.

Już po pierwszej w nocy, ale jeszcze napiszę o swoim podstawowym nałogu. Jest nim kupowanie szmat w ciuchlandach. Znaczy ostatnio mam dwa, które penetruję co wtorek przed pracą. Bo wtedy mają dostawy. Półki na strychu uginają się od skarbów, a ja bym musiała dziesięć domów z bala zbudować i z pięć strychów nad tulipanem, by te wszystkie kapy, poduszki, makatki, chodniczki… wykorzystać.

tu suszy się kolejna dostawa

Ale jak tu przejść obojętnie obok takich cudów za grosze. I ten dreszczyk emocji, gdy wydobywam na wierzch jakąś cudną szmatę! Aaaa tam! To takie przyjemne. Najwyżej włożą mi do trumny. Tylko zapomniałam, że mam być spalona;) A może Ksenia doceni??

I posezonowe obrazki. Wprawdzie jeszcze goście w dwójkach tu i tu, i Andrzej się znowu wybiera, ale to już totalna końcówka.

Zajrzyjcie też do albumów: Po sezonie i Jesień

Pod tulipanem Piotr z Kasią i Tajfunem. Tajfun to york, więc Tygrysy wzmogły czujność. Tajfun dostał łapą od Misia, więc też już jest czujny:)

Pokazałam Wam Strzałę na FB, spodziewając się gromów z nieba i gróźb, że doniesiecie do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami…

…tymczasem:

Tłumaczyć się już nie będę, że nie mamy z tym nic wspólnego. No chyba, że mamy zamknąć Strzałkę o wodzie w komórce.

W Folwarku zwierzęcym w każdym razie Strzałka nie brała udziału. Jako jedyna była wtedy z nami na zewnątrz. To było przedwczoraj. Poszliśmy pogadać z gośćmi, a że zrobiło się późno i miałam jeszcze robotę, wróciłam sama do domu. Otwieram drzwi, a tu nic. Z całej siły zapieram się, psy szczekają, a drzwi ani drgną. No normalnie zwierzęta się zabarykadowały!;)
Poszłam po pomoc Roberta, a ten jako ten większy zajrzał przez okno w drzwiach i widzi, co następuje:

zdjęcia przez okno w drzwiach i w kuchni, komórką w ciemności, ale widać, jak przewrócony parawan zapiera się z jednej strony o schody, a z drugiej, czego nie widać, ale czuć, o drzwi wejściowe do domu…

I nic nie pomaga, ani drgną. Łomotanie nimi w celu przesunięcia parawanu tylko przeraziło Czarliego, Lodzia piszczała a potem poszła poleżeć smutna. Pieso stał i się trząsł… Tylko koty ciekawskie. A my główkujący, co tu zrobić. Jak na złość - wszystkie okna szczelnie zamknięte. Wybijać? W końcu udało się Robertowi zrobić szczelinę, bo wyłamał listwę z drzwi, przez szparę włożył piłę i upiłował sobie najpierw rękę a potem nogi parawanu.

krajobraz po bitwie

rzeczony parawan

Większe zdjęcia z tego horroru tu:

A tu można by kręcić film o wojnie w Wietnamie;) bo kukurydza w Zawadach niczym las monsunowy albo brazylijski las tropikalny, który zresztą tamtejszy prezydent wyprzedaje za poparcie, bo takich szyszków na świecie na pęczki:(

Poza tym rydze oszalały.

Takich ilości pod naszymi sosenkami nie było nigdy. Już nam bokiem te rydze wychodzą, ale Robert mówi, że grzech marnować;)

Goście też już na grzyby patrzeć nie mogą:)

Ale zaraz będzie koniec tego dobrego. Czuję zimę przez gacie:(

PS. z dnia następnego, 20 września

A jednak nie skończyłam pływać! Pogoda była łaskawa, więc poszłam sprawdzić, jak woda. Nic się nie zmieniło;) - LODOWATA. Nawet uznałam, że przepłynę tylko do połowy jeziora, ale oczywiście w trakcie zrobiło się lepiej i przepłynęłam stałą trasę - na drugi brzeg i z powrotem! Zdążyłam po widnemu przed pracą, zachmurzyło się znowu, co o tej porze roku oznacza - cieplej. Tak więc depresja odroczona:)

Komentarze z FB (pod dymkiem):

Komentarze

BECIA, 2017/09/20 09:56
Aniu nie pal kłody ,która jak wystraszone zwierze do Was uciekła przed wywózką z lasu .Niech zostanie na brzegu z widokiem na las.
ania, 2017/09/20 10:13
Też o tym myślałam, ale kłoda zajmuje pół plaży;)
To raczej korniki zwiały, bo kłoda ich pełna:)
ania, 2017/09/20 13:35
Poza tym kłoda jest bardzo przeżywiczona. Podziwiający z niej jezioro (i kupę sąsiadów) przykleiliby się siedzeniami:)
kinga m, 2017/09/20 10:44
A co z domem z bala?
ania, 2017/09/20 12:04
Przekażę pytanie Robertowi;)
Tak na poważnie, to zbieramy różne pozwolenia (przyłącza i takie tam) i czekamy, aż jakiś woreczek z nieba spadnie;)
Na razie R. kończy strych nad tulipanem.
Ania, 2017/09/20 11:58
Moje koty też próbowały się zabarykadować. Wypchnęły z szafy deskę do prasowania i porzuciły w poprzek przedpokoju. Na szczęście skośnie, co pozwoliło mi uchylić drzwi i jakoś się przecisnąć. Gdybym była o numer większa to by mi się chyba już nie udało. Od widoku rydzów robię się zielona z zazdrości, bo nie jadłam ich od wieków. Można niby kupić na straganie, ale to nie to samo co własnoręcznie zebrane.
Monika, North Carolina, 2017/09/20 12:15
Ja tez juz powoli koncze sezon plywacki (w basenie), ktory u mnie zaczyna sie od polowy maja. A tez wlasnie widze, ze 2 dni temu w Tatrach spadl snieg. Czas smarowac narty!
Ewa U., 2017/09/20 16:06
Na Misie-Ptysie nie mogę się napatrzeć. I na rydze. Ostatni raz jadłam takie prosto z blachy w dzieciństwie. A to było daaawno.
ola z Katowic (z pracy), 2017/09/26 13:01
ja uwielbiam Tygrysy, a dziękowanie Robertowi przez Misia wzruszyło mnie do głębi... i lubię patrzeć na ich zachowania, bo MójKot czasami robi takie same miny ...:)
Skomentuj:
ESBDJ
 
 
folwark_zwierzecy_i_poczatek_depresji_plywaka.txt · ostatnio zmienione: 2017/09/28 22:43 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika