28 września 2015

Foresta żal, grzybów w bród i zaćmienie księżyca

Zacznę od sprawy przykrej, by mieć to za sobą. Sąsiedzi przekroczyli granicę, za którą mam dla nich jakiekolwiek zrozumienie. Psa, którego wzięli rok temu, oddali jak rzecz. Przywiązali psa do siebie, przywiązali dzieci do psa, przywiązali dwa wychowujące się od małego psy do siebie, po czym jednego pozbyli się, bo był niewygodny jak uwierający but. Forest „został oddany do pilnowania obejścia firmy w Warszawie, bo wyprowadzał w świat Maxa”. Jakoś do tej pory mieli to gdzieś. Myślę, że to kolejny świetny pomysł w związku ze zbliżającą się drugą rozprawą w sądzie, tym razem nie tylko o ogrodzenie, ale i stwarzanie zagrożenia w postaci wałęsających się psów. Sąsiedzi wybrali najgłupsze, najbardziej nikczemne rozwiązanie problemu. Jednocześnie pier.. (sorry, ale tu właśnie mamy klasyczny przykład pier…), że nie zrobią ogrodzenia – psiego pastucha, bo sąsiadka tak kocha swoje pieski, że nie będzie ich narażać na lekkie kopnięcie prądem, zanim się nauczą, że dźwięk z obroży ostrzega je przed tym. Prąd kopnie, jeśli, mimo ostrzeżenia, pies przechodzi poza niewidoczną granicę wytyczoną podziemnym kablem na obwodzie antenowym. Przy takim rozwiązaniu odbiornik w obroży informuje dźwiękiem, że nosiciel obroży zbliża się do granicy, której mu nie wolno przekraczać. Jak to zrobi, kopnie go prąd, niczym krowę na ogrodzonej pastuchem łące, tyle że z mocą przystosowaną do psa. Może niezbyt przyjemne, ale zwykłe warunkowanie instrumentalne, bodziec warunkowy poprzedzający bezwarunkowy, jak u psa Pawłowa. Podrzuciliśmy ten pomysł sąsiadom, skoro nie chcą robić zwyczajnego ogrodzenia, jak u nas, by psy mogły biegać wokół domu, zamiast włóczyć się po okolicy. Ale sąsiadka była oburzona naszą propozycją: „jak nam to mogło przyjść w ogóle do głowy, skoro kochamy zwierzęta”. Pomysł podrzuciła nam znajoma Roberta mieszkająca w Austrii, gdzie są surowe kary za nieupilnowanie psa, stosuje to od dawna i jej pies nauczył się w trymiga w czym rzecz i ma się świetnie. Oczywiście lepiej oddać psa jak przedmiot, niż narazić na naukę, gdzie jest granica. Tym razem klasyczny przykład projekcji swojej niechęci do przestrzegania granic i przeżywania dyskomfortu, gdy się je przekracza. Nasi sąsiedzi są na to jakby głusi i ślepi. Na to, jak są postrzegani przez ludzi myślących. Co o nich myślą w okolicznych urzędach. Co przeżywają ci, którzy mają dosyć nierespektowania przez nich słowa NIE w mowie i na piśmie.

gdyby Lodzia była bardziej rozumna i wiedziała czyja to sprawka, przestałaby popiskiwać nie mogąc chodzić sobie po brzegu jak kiedyś, tylko poszła naszczekać:) (więcej w albumie Koniec spaceru jak zwykle nad jeziorem )

Wybaczcie ten przydługi wstęp, zwłaszcza, że co innego obiecywałam. Ale nie obiecywałam, że będę milczeć, gdy ktoś na moich oczach tak traktuje zwierzę i to własne. Forest miał pecha, że nie był owczarkiem środkowoazjatyckim za ciężkie tysiące, tylko kundlem. Miał pecha, że trafił do ludzi wyzutych z wrażliwości, którzy nie widzą niczego poza czubkiem swojego nosa, nie widzą nawet uczuć swoich dzieci.

jestem władcą całej planety!:)

Owszem, rozumiem intelektualnie, że bycie przedmiotowo traktowanym w dalekiej przeszłości powoduje taki efekt, ale moje granice rozumienia właśnie zostały z bólem przekroczone. I macie jak w banku - za każdym razem będę piętnować takie postępowanie, bez względu na trudne dzieciństwo delikwenta.

KOTKI DO ODDANIA W DOBRE RĘCE!

Dla mnie niewiele to się różni od porzucenia małych kotków w lesie przy drodze. Przerażone, głodne, jeden kulawy i ledwo żywy, zostały znalezione przez brata Roberta, Darka, i Małgosię w podwyszkowskim lesie. Sami mają po kilka kotów, opiekują się stadkiem w domu na wsi, gdzie zimą specjalnie jeżdżą kawał drogi, by je karmić, więc kotki pilnie szukają domu. Ten trzeci, biały z burymi zasłonkami, którego nie ma na zdjęciu, bo taki był przerażony, że nie dał się złapać pierwszego dnia, został zwabiony na tablet, czyli na dźwięki kocicy wabiącej swoje małe. Tablet powiesili za klatką i mały wtedy wszedł. Jak to jednak nawet w lesie gadżety się przydają!

No dobra, przejdźmy do rzeczy milszych. Znowu się nazbierało, w końcu zawadzko odzywałam się ostatnio 22 dni temu!
U nas goście jesienni. To inny rodzaj gości. Przeważnie krótkodystansowi. Bywamy wtedy odskocznią dla ziomali, np. z Ełku czy Suwałk. Pan Darek z żoną zamieścił publicznie album (dla naszych fanów na fb w poście TU ) więc na pewno się nie pogniewa, że podkradłam trochę zdjęć:

Państwo oddając klucze oznajmili, że niczego nie zabrali, choć parę rzeczy mieli ochotę - najbardziej tę walizkę z romantycznej dwójki:)

zdjęcie spod sklepu w Sokółkach, z „zestawem odpoczynkowym”, w tym sławetna landrynkowa oranżada

Ale byli też długodystansowcy, w tym pani Mirela spod granicy holenderskiej w Domku na górce, która odsadziła wszystkich w konkursie z okazji 500. niusa i odebrała wreszcie nagrodę, a nam zostawiła prezencik:

czyli własne przetwory na osłodę życia

No i ostatni goście, Sławek i Krysia z Bielska-Białej w Pensjonaciku pod tulipanem. Krysia jest taką zapaloną masażystką, że przyjechała na wypoczynek ze stołem do masażu! I po wcześniejszej lekturze niusów zagoniła nas na ten stół. Z początku gabinet znajdował się pod żurawiem:

ale gdy przyjechał Andrzej, wynieśliśmy się z masowaniem do kuchni.

grzyby jadalne w obiektywie Andrzeja, a więcej w albumie Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy są grzyby...

W sobotę był Dzień Grzybiarza. Ja nie obchodziłam, bo pracowałam (teraz co 2 tygodnie prowadzę zajęcia przez skype), ale Robert najpierw poszedł sam na borowiki, potem całą ferajną (on, Andrzej, Krysia, Sławek) pojechali na rydze pod Olszankę, a na koniec z Andrzejem znowu na borowiki.

po pierwszym zbieraniu taki sznureczek borowików na Wigilię się suszył. Na koniec dnia nasze zapasy wigilijne podwoiły się. Oprócz tego na obiad makaron z grzybami przez dwa dni:)

Robert nie był na grzybach kilka lat, więc nadrobił z nawiązką. A wszystko przez to, że na mnie nie można już w sprawie grzybów liczyć. Odkąd Belfegor ledwo chodzi, nie chodzimy na grzyby, zresztą nie mam czasu ganiać potem Lodzi po bobrowych norach. A Robert musi mieć na Wigilii prawdziwkowe kapelusze w cieście! A ja myślałam, że po tej suszy grzyby zaszyją się w grzybni do przyszłego roku…

To też czas cudów na niebie. Nie można się oprzeć, by nie cyknąć fotki. Choćby komórką.

zachody, wschody… (p. Darka, Sławka, moje, a nawet Roberta, z Olszewa - taka wiocha po drodze z Olecka)

chmury, tęcze… Tęcza dzisiejsza poranna po astronomicznych nocnych doznaniach, zdjęta przez Krysię

A jesień już pełną gębą. Co nie znaczy, że przestałam pływać, choć w nocy było 2,5 stopnia… Łatwo nie jest;) ale jak już pływam, nadal jestem szczęśliwa. Jestem w trakcie kupowania ubranka neoprenowego, coby szczęście przedłużyć. Choć nie wiem, czy w ubranku będę tak szczęśliwa:)

widok z mojego gabinetu, a więcej zdjęć jesiennych w albumach: Dziś przed południem , Takie sobie jesienne obrazki ze spaceru , Dziś na spacerze , Widok z okna mojego gabinetu

zdjęcie wieczorne Sławka

Porównajcie stan wody z teraz i z maja 2013:

A poza tym…

obiecane słupki od płotu

rów po wylewaniu wzmocnienia fundamentów wreszcie zasypany

cukiniowy gąszcz - kwiaty cukiniowe w cieście są całkiem smaczne, więc chyba pora zebrać, zanim plus dwa i pół zamieni się w minus, a pomidorki koktajlowe chyba już nie dojrzeją:(

leżenie równoległe, którego więcej na FB

No i hit jesieni, a nawet roku! Nocne czuwanie przy księżycu! Zaćmienie księżyca najbliższego Ziemi! Gdy budzik zadzwonił o 3.00, Robert poszedł na przeszpiegi i wrócił z info, że nie mam co wstawać, księżyc za chmurami, nic nie widać. Ale chmury zaraz sobie poszły i potem było już tylko niezwykle.

Luneta na toskańskim cotto, aparaty w ruch.

Goście dołączyli o 3.30. O 4.30 znowu naszło chmur, ale już było po apogeum!

całkowite zaćmienie było za ciemne na zdjęcia, a więcej w albumie Zaćmienie księżyca

A na koniec zapraszam wreszcie do obejrzenia klipu, które dzielni filmowcy, czyli głównie Wojtek, kręcili u nas w lipcu:

Komentarze

Monika, North Carolina, 2015/09/29 03:00
Zazdroszcze, ze mieliscie niesmowicie krwiste wrazenia ksiezycowe, bo u nas od 3 dni leje i ani na chwile chmury sie nie rozeszly. Wiec z Czerwonego Luny byly nici. Ale u nas to wina trwajacego sezonu huraganowego; tropikalne deszcze nie odpuszczaja.

Co do sasiadow: swiry, w dodatku - bezduszne. A niby to Jahwemu sluzace...

Kotki lesne - sliczne! Ten szaro-bury pregowany jest identyczny jak moj Lucky, znaleziony na srodku ruchliwej ulicy. Odchuchalismy go, wyleczylismy z czego sie udalo... Nie udalo sie tylko z FIV. Lucky zyl z nami prawie 7 lat. Najmadrzejszy z kotow, jakiego kiedykolwiek znalam. Takie zawsze sa wszystkie znajdki.

Grzyby cudne, az slinka leci. U nas wciaz na stole nudne pieczarki.
Widoki, nawet z komorki - wspaniale, jak zawsze. Jaka piekna przestrzen!
Kapiele jeziorne podziwiam. Jak wiadomo: w zdrowym ciele - zdrowy duch. Jezioro konserwuje.
Marzena, 2015/09/29 10:57
Sasiadow to rzeczywiscie nie da sie skomentowac...

Reszta jak zwykle cudna, u nas grzybow pod dostatkiem, do lasu wcale nie wchodzimy, po prostu przynosimy ze spacerow z psami cale worki zebrane przy drodze; jeszcze nigdy nie mielismy tyle ususzonych grzybow ;)
z FB, 2015/09/29 12:44
Marcin G: Szkoda, ze sąsiedzi sie nie pozbyli siebie.

Katarzyna G M: Pomidorki dojrzeją w domu.
Galeria Wiejska: boję się, że są zbyt na to zielone:) ale spróbuję - zapowiadają na noc -1 st:(
Ewa U., 2015/09/29 22:25
Masaże pomogły?
Aż mnie skręca na widok borowików i grzybów w ogóle. Nie było w ubiegłym roku, nie ma tym bardziej w tym. Od maja padało coś ze 3 razy i to słabo. Żyję w stepie szerokim.
Jakoś mnie nie dziwi, że sąsiedzi w taki sposób pozbyli się psa. Pamiętam, jak kilka lat temu pojechali gdzieś i zostawili świnkę morską na pewną śmierć z głodu i pragnienia. To mówi o nich wszystko, więc szkoda strzępić jęzor po próżnicy. To nie strzępię, ale roznosi mnie wściekła bezradność.
I kolejne kocie biedy. Niech to się wreszcie skończy...
ania, 2015/09/29 23:07
Masaże pomagają na chwilę. Parę godzin przy komputerze i z powrotem stara bieda. Ale miło być masowanym:)
U nas też nie padało, tylko mgły były, rosa straszna rano i to chyba grzybom wystarczyło. Teraz dopiero popaduje ale to niczego nie zmienia w stosunkach wodno-lądowych.

Co do kotków, właśnie dostałam wiadomość od Darka:
"dodatkowo oprócz trzech małych kotków zabraliśmy też starą kocicę z potworną opuchlizną od zęba, nad ranem zaczęła z tego wyciekać ropa z krwią, po 10 byłem z nią u weterynarza, nieźle ją wymęczył bo czyścił ranę i wyrywał zęba w słabiutkiej narkozie, ale i tak spała do 18, potem trochę wstała i zjadła, a dopiero teraz wstała po raz drugi już prawie żwawa i nawet znowu mruczy.
Czyli przywieźliśmy osiem kotów w pięciu klatkach i jednym koszu od bielizny, po złożeniu siedzeń wszystko się swobodnie zmieściło."
(aż osiem, bo byli tam ze swoimi kotami, znajdami z poprzednich lat)
Ewa U., 2015/09/29 23:53
Jeżu. Jest dla nich jakaś szansa?
ania, 2015/09/30 10:45
Podobno jednym już się ktoś interesuje.
No na bruk żaden nie pójdzie;)

Oczywiście liczę na jakiegoś czytelnika niusów:)
Monika, North Carolina, 2015/09/30 11:37
Pozdrowienia dla Darka, mojego licealnego kolegi!
Niech mu kotki szybko sie rozchodza do dobrych ludzi.
Skomentuj:
QKJGJ
 
 
foresta_zal_grzybow_w_brod_i_zacmienie_ksiezyca.txt · ostatnio zmienione: 2015/09/29 23:39 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika