1 listopada 2014

Górki i dołki

Coś mi się nie chce pisać niusów od powrotu z Prowansji. Może przez tę gigantyczną pracę przy komputerze po powrocie, żeby się uporać ze zdjęciami i zdać relację? A może to depresja poprowansalska? Nie wiem, wiem, że z trudem usiadłam i piszę korzystając z dnia wolnego, bo groby naszych bliskich daleko.
Na cmentarzu byłam za bytności w Warszawie i ledwo grób ojca znalazłam w tym gąszczu;)

Krzaki posadziłam własnoręcznie, jak widać wiele lat temu. Takich tuj byłoby trzy, gdyby dwóch nie ukradli tuż po posadzeniu. Najwyraźniej złodziejowi były potrzebne tylko dwie. Pęcherznicę kupiłyśmy w sklepie ogrodniczym, bo nie jest wymagająca, a płożący jałowiec wyciągnęłam z cmentarnego śmietnika i patrzcie, jak się odwdzięczył! Babcia Teresa wetknęła w ziemię dzikie wino, które wszystko oplotło no i jest dziki gąszcz. Myślę, że mój ojciec nie ma nic przeciwko;) Ja bym nie miała.

takie mokre pajęczyny snują się na naszej łące pod drzewami

Dzień Zmarłych… Ostatnio dotarła do nas smutna wiadomość o kowalu z Olecka, który wiele lat robił dla nas haczyki do zawadzkich wieszaków. Robił rzeźbione rączki i zawiasy do drzwi w łazienkach, karnisze, ostatnie jego dzieło to parawan do Domku na górce. Odkąd zachorował, nie możemy znaleźć kowala, który miałby ochotę robić takie „pierdoły”. Wcześniej zmarł, o czym już pisałam, zdun, który postawił wszystkie nasze piece. Długo chorował na czerniaka, jeździł na chemię. Gdy stawiał kuchnię Na górce, rozmawialiśmy o tym, jak żyje z tą świadomością. Powiedział, że gdy zacznie o tym myśleć, jest ciężko, ale trzeba robić swoje, póki się da. Pewnie połowa pieców kaflowych w okolicy to jego dzieło. Podobno zostawił następcę, mam nadzieję.

aura się dopasowała…

Żyjemy, dopóki nas pamiętają. Żyjemy dopóki żyją rzeczy, sprawy, które stworzyliśmy za życia. Stąd niektórzy budują sobie pomniki. W nadziei, że przetrwają przez pokolenia. Dobrze jest przetrwać w rzeczach sensownych, mających wartość nie tylko dla stawiacza pomnika.

To kamienny pomnik sąsiada

a ten śliczny mazurski domek, na miejscu którego stoi dom sąsiadów, został zrównany z ziemią zaraz po tym, gdy się sprowadziliśmy:

niestety nie dążyłam go nawet porządnie sfotografować, zanim nie zaczęto go rozbierać - na tym zdjęciu nie ma już pięknego, oplecionego pnączami ganku, za to widać, że dom miał kiedyś łososiowy kolor

Wiem, że ludzie mają prawo mieszkać wygodniej, ale nie przekonacie mnie, że nie można pogodzić dbałości o siebie z dbałością o dziedzictwo kulturowe. Spójrzcie na spójne angielskie wsie i miasteczka, albo obejrzyjcie jeszcze raz zdjęcia z Prowansji… Cóż, wciąż nie mogę przeboleć, że narcystyczne potrzeby zawsze biorą górę a decydentów to nie obchodzi.

A propos pomników i wracając na cmentarze. Czasem mam wrażenie, że są tym okazalsze, im większe wyrzuty sumienia w stosunku do zmarłego ma stawiający nagrobek. Z wyjątkiem oczywiście pomników, jakie ludzie stawiają sobie sami, zanim umrą, i tych, które stawia rodzina, by się pokazać przed cmentarnymi sąsiadami i dalszą rodziną.

tę tendencję widać też na cmentarzu dla zwierząt:) ale na szczęście przeważa tu chęć przedłużenia kontaktu z pupilem, uczczenia go i chwil, jakie dał, oraz odmowy widzenia śmierci zwierzęcia w kategoriach zdychania (zdjęcie ze zwierzęcych Zaduszek w Koniku Nowym pod Warszawą ukradzione z FB, ale niestety nie pamiętam komu)

To mi przypomina, że dostałam wiadomość od Oli z Katowic, że jej kochanego Alienka po nagłej chorobie też już nie ma:(

Alien na Walentynki od Oli

w pięknym miejscu spoczywa Alienek

A nasz zwierzęcy cmentarz w sadzie też coraz większy. Ale prawda jest taka, że cmentarze są przede wszystkim dla żywych. I nawet jeśli będzie można nas rozsypać, trzeba dać szansę tym, którzy będą chcieli mieć gdzie postawić świeczkę. (Dopisałam do przedostatniego zdania „przede wszystkim”, bo właśnie obejrzałam piękny film Uberto Pasoliniego „Still life”, po polsku „Zatrzymane życie”.)

Z dołków to jeszcze mamy dołki Lodzi. Bo jesień (i wiosna) to czas aktywności Lodzi na polu robienia odkrywek w celu pobierania korzeni perzu. I tak mamy teraz na podwórzu dołki czyli dziury, i górki, czyli kopce kretów.
A skoro krety wietrzą kopce, to myszy szaleją. Kinga z Andrzejem zapomnieli zabrać swoich zapasów, które ukryli w pojemniku na chleb. Zapasy ochronione, tylko chlebak ucierpiał.

A co na to koty?

więcej kociarni w albumie Przekładaniec i urywanie głowy

I nie wiem czy uda mi się zrobić tego niusa, bo kolejną zgryzotę mamy z telefonem i internetem. Mamy dwie linie telefoniczne. Mój telefon do pracy jest analogowy a więc niezależny od dostawy prądu. I ten właśnie od 2-3 tygodni trzeszczy. Gdy zaczynam dzień pracy przez telefon, jest całkiem nieźle, ale po 20 minutach zaczyna trzeszczeć i trzeszczy coraz gorzej z każdym kolejnym telefonem. Aż pacjenci muszą na komórkę dzwonić, o ile dzwonią z polskiej komórki, bo jeśli dzwonią z zagranicy, muszę się przemęczyć. Umęczona po takim wsłuchiwaniu się przez trzaski jestem okropnie. No i od kilku dni technik próbuje rozwiązać problem. Nie wiadomo w ogóle o co chodzi. Wszystkie pomiary idealne, a niezależnie od używanego aparatu wciąż trzeszczy. W końcu przełączono nas na inną nitkę, zupełnie po innym przewodzie idzie sygnał, ale efekt taki, że wprawdzie nie wiadomo, czy telefon trzeszczy nadal (nikt teraz do mnie nie zadzwoni i nie będzie godzinę gadał;)), za to co chwila zrywa połączenie z internetem a więc i rozłącza drugi telefon, ten na VoIPie.

Gdy wróciliśmy z ciepłych krajów, zaraz skończyło się jesienne lato w Zawadach. A może wiosna? Bo przyroda się nie mogła zdecydować, czy wiosna to czy jesień. Kwitła kalina a obok miała owoce

no i skrzydłokwiat, typowo wiosenny kwiat, kwitł po raz drugi w tym roku. To pewnie jak w Prowansji, bo dziwiło mnie, że tam teraz te same kwiaty kwitną, co u nas wiosną.

skrzydłokwiat z marcinkami

Gdy kontemplowałam pobyt w ciepłych krajach, nawiedziły nas prawdziwe mrozy.

W porywach było -7, kwiatki w doniczkach poszły więc w odstawkę. Znaczy te jednoroczne powędrowały do pracowni, na wypadek gdyby wróciły dodatnie lub przynajmniej okołozerowe temperatury - żeby dalej mogły cieszyć oko gości listopadowych (jak wiadomo kolejny długi weekend przed nami). Codziennie, żeby dostać się do pracowni, wystawialiśmy je w te i na noc z powrotem.

Na zewnątrz zostały już same badyle i te, które więdną zgodnie z naturą i dopiero zawędrują w jakieś zimne ale mniej okrutne niż podwórze miejsce, gdy nadejdą tęgie mrozy.

A jeszcze takie ładne były miesiąc temu…

Tylko marcinki trzymają fason o ile nie podejdzie się za blisko;)

Wprawdzie piękne słoneczne i mroźne dni były już na początku października…

zdjęcia robione przy porannym wypuszczaniu psów, wtedy też nowy pies sąsiadów biega po naszych łąkach (na jego miejscu też bym biegała:) bo u nich stroma skarpa albo gęste drzewa)

to już tuż przed zachodem słońca - ostatnie zdjęcia robione przedostatniego dnia sezonu pływackiego (zakończyłam pływanie w polskich wodach otwartych 5 października)

…ale gdy pojechaliśmy dogonić lato, jak na ironię lato wróciło do Zawad, a mrozy wróciły po naszym powrocie.

Teraz tak i wcale nie wiem, czy tak nie lepiej, przynajmniej z kwiatkami się nie trzeba wachlować;)

kolejne dołki, bobrowe dziury, w których można nóżkę złamać

bo to też pora na bobra, czyli wzmożona aktywność naszych kolejnych jesiennych podgryzaczy

to ślady po ich przeszłych poczynaniach

u sąsiadów już dwa brytany, bardzo przyjazne, choć szczekają groźnie, w sam raz żeby ludność okoliczna się bała, a my nie:)

Poza tym może sobie lać odkąd rynny mamy na stodołach!

rynny póki co świecą się jak psu jajka na mrozie, ale niebawem przejdą w wiejski ocynk;) no i kwiaty nie będą już zalewane wodą z dachu!
Skoro stodoła na górce, to co powiecie na takie wykorzystanie murku, który biegnie wzdłuż ścian?

u nas trochę niższy, więc może wystarczą zydelki, zwłaszcza że murek ma być przykryty płytkami tymi samymi co w wiacie, bo w naszym klimacie te piękne murki murszeją od zamarzającej na nich wody… (zdjęcie z FB zamieszczone przez Gio McCluskey)

A co u kotów górkowych?

na zdjęciu z Buraskiem przylepione płytki w wejściu do stodoły, ale słabo widać

Pogoda czy nie, Robert przy wycinarce i szlifierce. Gdy wróciliśmy ze świata, rzucili się na nas ludziska po nowe wyroby , w tym pan z galerii Art Balticum na gdańskiej starówce po ogromną ilość desek i wieszaków dla Skandynawów.

Ale jak zwykle na jesienną deprechę najlepszy Gucio!:)
Przed wyjazdem do Francji płacąc za zakupy w Lidlu dostałam trzy tajemnicze paczuszki. Wrzuciłam je do szuflady Gustawa, bo pomyślałam, że co mu śmieci zwozić będę. Tymczasem się okazało, że to hit i największe dla niego szczęście posiadać gumowe figurki z Lidla! Więc po powrocie Robert czym prędzej je wysłał, ale jakież było rozczarowanie, gdy się okazało, że akurat te Gustaw już ma:( Nie pozwolił jednak otwierać wcześniej, dziadek miał przekłuć torebki, żeby powietrze uszło, ale nie wyciągać, żeby była niespodzianka przy rozpakowywaniu. Bo cały pic polega na tym, że figurki dostaje się lub kupuje w ciemno, a potem wymienia z kolegami. No ale od czego jest Allegro:) Tam można kupić już figurki rozpakowane, te, których brakuje, a że Gustaw ma niedługo imieniny a Magda na chwilę przylatuje do Polski… Tak więc wysłałam zdjęcie planszy ze wszystkimi, żeby Gucio mógł zrobić zamówienie z brakujących.

I dostałam w odpowiedzi taką listę stikeez:

mam wrażenie, że pisownia pięciolatka niewiele różni się od pisowni niejednego dorosłego…

Wszystko rozszyfrowałam, gumiaczki już u babci Ewy czekają na właściciela:)

*

PS. Wyjaśniło się, dlaczego trzeszczy mój telefon w gabinecie na górze… Myszy w stropie:( czyli nadgryziony jedyny niewidoczny odcinek kabla.

o właśnie tak!:(

Komentarze

kinga, 2014/11/02 19:39
stikeez ...następcy petshopów ? mojej córce (12 lat ) jeszcze nie przeszło....
ania, 2014/11/02 22:22
Ale w petshopy się chyba nie gra? Mam nawet kilka zostawionych przez gości, stoją na ganku razem z innymi dziecięcymi skarbami-znaleziskami. Wiem, że to bajka raczej dla dziewczyn o sklepie zoologicznym, czasem oglądałam z Guciem:) ale figurki są dużo większe, stikeezy są maciupkie, mają przyssawki i się w nie gra - to gra planszowa, są też żetony, ale nie wiem dokładnie o co chodzi, bo nie było czasu w Prowansji na odkrywanie tajników tej gry:) Tu jest coś więcej o stikeez: http://mommydraws.wordpress.com/2014/08/29/zabawa-ze-stikeez/
bonku, 2014/11/03 08:05
Trzeszczący telefon oznacza wilgoć w kablu lub niezbędna jest wymiana bezpieczników na linii i czyszczenie styków . Zapytaj miłego pana Technika jaka wychodzi oporność kabla , powinno być nie więcej niż 150 omów na 1 kilometr jeżeli jest więcej to lipa i trzeba się pogodzić ze stopniowym pogarszaniem jakości połączeń a w przypadku internetu ze zmniejszaniem prędkości.
ania, 2014/11/03 10:01
Wszystko było sprawdzone, styki, zawilgotniałe gniazdka też. Światłowód był kładziony z 2 lata temu. Na szczęście, jak napisałam w PSie, to TYLKO myszy i po powrocie na starą trasę po kablu jest OK.
z FB, 2014/11/04 18:53
Na temat stikeez:

Zenkowa: Ja nie moge rozszyfrowac: stikeez :)
29 października o 12:51
Jola M.: mi najbardziej podoba się "żuw" i "kurlik"
29 października o 12:54
Jola M.: brat mojej mamy napisał mając 4 lata: zaionc ma dugie łszy.
29 października o 12:55
Galeria Wiejska: ee, jesteś nie na czasie Kinga!:) to takie figurki gumowe do grania ale nie wiem dokładnie w co:) (dodawali do zakupów powyżej 50 zł w Lidlu na całym świecie, znaczy tam gdzie lidl jest) - dostaje się je lub kupuje w ciemno, a potem się wymienia z kolegami, a na Allegro można nie w ciemno:)
29 października o 12:57
Monika, North Carolina: Ja tez wszystkie rozszyfrowalam, b. wyrazne pismo ma Gucio.
29 października o 13:02
OLQA: Kurlik to mój faworyt :)
29 października o 13:14
Monika, North Carolina: IPIPOTM tez jest niezly!
29 października o 17:18
Anna: wszystkie (oprócz tego stikeez) - świetny jest
29 października o 17:38
Galeria Wiejska: stikeez rozszyfrowany we wcześniejszym moim komentarzu!:)
29 października o 19:15 · 1
Galeria Wiejska: Monika nie zauważyłaś, że tam jest H!:)
29 października o 19:16
Bea: zuw :))
29 października o 19:45
Ewa S.: cudne
29 października o 21:10
Monika, North Carolina: Galeria, rzeczywiscie! H - jak zywe! Wtracone pomiedzy, ale jest.
29 października o 22:01
Kasia P.: zdolniacha
29 października o 22:57
Ola T.: Cudne!!!
29 października o 23:58
Ania Ł.: Chyba też rozszyfrowałam. Najbardziej podoba mi się żuw i iphipotm. Ale inne też cudne!
30 października o 11:20
Agnieszka P.: nic trudnego!!!to przecież nowoczesny polski używany powszechnie już nie tylko przez dzieci;-)
30 października o 11:59
Galeria Wiejska: też tak myślę, że niedługo to będzie standard:) poza tym jaka oszczędność czasu pisanie bez niepotrzebnych samogłosek
30 października o 12:01
AniaMaKota, 2014/11/13 14:43
pięknie mieszkacie, nie mogłam wczoraj iść spać, tylko wczytywałam się w kolejne posty ;o)
ania, 2014/11/13 15:46
No to witamy kolejną wielbicielkę kotów w niusach!:)
ola z Katowic, 2014/11/13 15:49
Nasz przygarnięty piesek Cyganek wybrał wolność :( i tyle go widzieli !
ania, 2014/11/13 15:51
Może jeszcze wróci? A może jest z gatunku włóczykijów.. Sprawdźcie w schronisku może.
Skomentuj:
MABBQ
 
 
gorki_i_dolki.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 23:56 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika