20 listopada 2013

Grzech milczenia

Szybko ciemno, zimno, dżdżysto, gnaty bolą, wieczorami więc leżymy przed TV. A ulubiony nasz program ostatnio to Policja dla Zwierząt na Animal Planet. W ten sposób koimy nerwy i radzimy sobie z niezgodą na nasz świat. Bo w tym telewizyjnym świecie są przemili panowie i przemiłe panie policjantki od zwierząt, którzy jadą na każde wezwanie; są mądrzy, wrażliwi ludzie, którzy dzwonią, by pomogli; są specjalne prawne procedury pozwalające na zabranie natychmiast zwierzaka, któremu dzieje się krzywda, a krzywdą jest już bycie uwiązanym na łańcuchu i ślady po drapaniu z powodu nieleczonej choroby skóry. Są wypasione ambulansy z klimatyzacją wyposażone lepiej niż polskie ludzkie karetki, są nowoczesne kliniki dla zwierząt, gdzie bezdomniakom robią drogie operacje, a potem są cudowne schroniska, w których zwierzęta (nie tylko psy i koty) mają jak u Pana Boga za piecem i czekają w nich na adopcję. Następnie zgłaszają się po nie przemili ludzie, którzy taktują je jak członków rodziny. Do tego w tamtejszym TV jest specjalny program, gdzie przedstawia się zwierzaka potrzebującego domu a potem dzwonią telefony i zwierzak zaznaje szczęścia. I to wszystko za pieniądze darczyńców. Żadne Państwo się do tego nie dokłada, tylko ludzie dobrej woli na to łożą. No IDEALNY ŚWIAT! I w dodatku wygląda to wszystko na prawdę, przynajmniej w Phoenix, Houston, czy w Nowym Jorku, gdzie program jest nagrywany. A my przed telewizorem oddychamy z ulgą, że są gdzieś normalni ludzie i świat, jaki nam się marzy. Tak na otarcie łez.

definitywny koniec sezonu - można mieć malowniczy bałagan z kiblem na podwórzu:)

Tymczasem ja jeżdżę przez Cichą Wólkę dwa razy w te i na zad w drodze do/z pracy i mijam dwa psy w budach, cały czas na łańcuchu. Jednej budą trudno nazwać, to raczej jakaś dziurawa skrzynka wywrócona na bok, na szczęście pies typu malamut, więc pewnie nie marznie. A jak jadę do Golubia Wężewskiego, mijam (a raczej mijałam, bo dawno tam nie byłam) psa na górce w tak lichej budzie, tak zabiedzonego, że mam ochotę zatrzymać się i odczepić go z łańcucha, by poszedł sobie w świat. Strach pomyśleć, ile takich psów bym spotkała, gdybym zaczęła szwendać się po wsiach. Kiedyś zabłądziłam jadąc do cegielni po glinę. Przypadkowo stanęłam przed domem, w którym do siatki w potwornym upale przywiązany był na 30 cm sznurku młody pies. Zastukałam do drzwi, opier… gościa, który wyszedł, tłumaczył się, że to tylko na chwilę, odczepił psiaka, ale skąd wiem, co było, gdy odjechałam. Co dzieje się w tych wsiach daleko od drogi, gdzie nikt obcy się nie zaplącze i nie zobaczy w porę. Ale przecież widzę na co dzień te dziurawe budy i łańcuchy przez całą dobę… I co? I nic. Niczego z tym nie robię. Bo sama boję się interweniować, boję się nawet o tym pisać, bo nie jest to jeden z anonimowych blogów, gdzie szukaj autora w polu, tylko mieszkam tu, blisko tych ludzi, niektórych znam i jestem w pewnych sprawach zależna od nich, a jak nie od nich, to od ich krewnych i powinowatych. Najbliższe Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Ełku już pokazało, co potrafi:( a warmińsko-mazurskie to jałowa pustynia jeśli chodzi o organizacje pomocowe dla zwierząt, za to mentalność większości ludzi w popegieerowskich wsiach i wrażliwość na los zwierząt wiadoma.
Więc co powinnam zrobić? Powinnam sama taką organizację założyć, poszukać ludzi, którzy by pomogli, potem szukać darczyńców i działać. A ja co? NIC, tylko w niusach się pienię i za własną kasę ratuję zwierzaki, które leżą na mojej drodze i na szczęście mamy dr Jakuszko, który niektóre z nich, te w najgorszym stanie, bierze do swojej spółdzielni. Kiedyś trafił do niego Chudy, zwany przez dr później Guciem (zanim swojego Gucia mieliśmy:)) znaleziony przez Roberta na poboczu w drodze z Kowal, potem zaczepiony o gałęzie Szuwarek stojący kilka dni w rzeczce w Cichym. Chudy Gucio był szkieletem obleczonym skórą, który, zanim uciekł, musiał być zamknięty gdzieś w komórce (w pomieszczeniu robił pod siebie nie wiedząc, że można wyjść się załatwić). Jakiś czas mieszkał u doktora a potem trafił do dobrych ludzi w Olecku. Teraz Szuwarek, który nie nadaje się do adopcji, bo jest psim snującym się zombie i wciąż wymaga różnych zabiegów. Mieszka na klatce domu, w którym jest lecznica, ma tam posłanie i michę. Nie może mieszkać z resztą psów, bo go zagryzą. Bo Szuwarek jest życiową ofiarą a stado rządzi się swoimi prawami.

Mnie i Roberta stać jedynie na to, by pomagać pojedynczym zwierzakom, zawozić raz na miesiąc worek karmy, przekazywać miesięcznie pewną kwotę pani Joli pod Radzyminem oraz raz po raz, to tu to tam komuś w potrzebie, no i oczywiście dbać o naszą gromadkę. Ewentualnie skrzyknąć konkurs w Sokółkach dla dzieci, propagujący właściwą opiekę nad psem i kotem. Ale to właściwie też bardziej zasługa Agnieszki, niż moja. Nie stać nas na bycie domem tymczasowym dla psów i kotów, choć to byłoby najprostsze (gdyby nie goście agroturystyczni), ani na jakąś zorganizowaną działalność wiążącą się z waleniem głową w mur, bo a) nie mamy na to czasu, b) nie mamy na to siły, c) jesteśmy na to zbyt słabi psychicznie. I oczywiście punkt c wygrywa. Datki, prezenty w postaci karmy czy leków, ratowanie pojedynczych zwierząt, gdy już nie można przejść obojętnie, to łatanie sumienia, że się nie robi nic więcej. By nie czuć bezsilności. By móc spać w miarę spokojnie. Ale prawda jest taka, że na okoliczną psią i kocią nędzę przymykamy oczy z psychicznej wygody. Bo nie mówię, że mielibyśmy ratować cały świat, ale ten tu, najbliższy. Miło jest się rozsiąść w ciepłym pokoju i oglądać przez szybkę telewizora, jak gdzieś na świecie na sygnale jedzie ambulans po zwierzę w potrzebie. Tylko że ten ambulans nie spadł z nieba. To jacyś konkretni ludzie się zorganizowali, zawalczyli, przebijali się do świadomości ludzkiej, wyprosili wsparcie, mieli siłę wewnętrzną i odwagę. Ja nie mam - przyznaję bez bicia. Nie mam już nawet odwagi ani siły zaglądać na stronę główną FB, bo większość moich fejsbukowych znajomych to pomagające zwierzoluby, schroniska, fundacje zamieszczające wciąż jakieś dramatyczne apele. Jedyna odwaga, na jaką mnie stać, to pisanie tu i tam tego, co myślę, w nadziei, że do kogoś dotrze. Ale prawda jest taka, że nie dotrze, bo KTOŚ jest uformowanym bytem wpuszczającym w głąb siebie tylko to, co mu pasuje, co nie naruszy jego obron psychicznych i obrazu siebie i świata. Jedyna nadzieja w dzieciach i młodzieży, która w ramach buntu wobec skostniałych rodziców chce słuchać czegoś innego, niż oni mówią.

część naszej gromadki na obchodzie naszych włości

I tak dotarłam do przyczyny tego smutnego niusa – nacjonalistycznej nagonki pod niusem poprzednim i na naszym profilu na FB. Wiem, sama sobie jestem winna, sama to sprowokowałam. Mój apel do tych, którzy myślą jak ja, nie poskutkował. Nie wsparliście mnie. I wiem dlaczego. Z wygody. By się nie denerwować niepotrzebnie. By obojętnością i milczeniem pokazać, że macie to gdzieś. Też to robię. Z obrzydzeniem opuszczam zgromadzenia i dyskusje na takie tematy. Problem w tym, że tym razem temat jest ważny i grzechu milczenia lepiej nie popełniać. Nie chodzi o to, która partia ma rację. Która idea jest lepsza. Kto zawinił. Żadna i nikt, bo wszędzie tam, gdzie jest podział, jest tylko kawałek prawdy w śmietniku bzdur. Wczoraj niechcący usłyszałam tekst w Kryminalnych Zagadkach Nowego Jorku:) Gdyby ludzie nie zajmowali się tym, co ich dzieli, tylko słuchali jedni drugich, nie byłoby wojen. Dodam od siebie, że jest tylko jedna słuszna zasada, jak w seksie – nikomu nic do tego, co ludzie robią ze sobą w sytuacji intymnej – dopóki jeden drugiemu wbrew jego woli nie robi krzywdy. Poza tą zasadą nikt nikomu nie ma prawa narzucać, co ma myśleć, jak ma żyć i jak ma się kochać. Żaden Bóg i władca. I mam gdzieś, kim jesteście i w co wierzycie, dopóki nie zagrażacie mi ani żadnej istocie na świecie. Z każdym się umiem dogadać, jeśli nie wymaga, bym zaczęła myśleć, jak on i godziła się na jego pomysły. W dodatku tych, którzy myślą zupełnie odwrotnie, rozumiem bardziej, niż przeciętny człowiek, z racji zawodu, wiedzy i doświadczenia z niego płynących. Ale to nie znaczy, że będę siedzieć cicho, gdy ktoś z was niszczy przyrodę, planetę, dziedzictwo, krajobraz, dzieło ludzkich rąk, krzywdzi zwierzęta czy kogoś, kto z własnej woli się w to nie wpakował…, a jeśli siedzę cicho, to tylko dlatego, że się was boję albo boję się przeżywać uczucia, które konfrontacja z wami we mnie budzi. Ale to nie znaczy, że się zgadzam.

taki piękny dom zmarnowała pewna okoliczna, skłócona rodzina, a w ramach tego, by nikomu nic się nie dostało, nawet im samym, przyspieszyli jego upadek najpierw sprzedając dachówki leżące na dachu, potem podcinając drewniane belki w piwnicy - jakoś mi się to wydaje podobne do ostatnich wydarzeń…

na jego miejscu stanęły dwa potworki rodem z podmiejskich działkowisk

Przecież nie chodziło o TĘCZĘ. To tylko symbol. Tych, którzy umieją myśleć tylko konkretnie, a nie symbolicznie, też rozumiem, ale wolę z nimi nie rozmawiać. To zbyt frustrujące, gdy wiadomo, że nie ma szansy na zrozumienie. Przejść na symboliczny poziom w życiu dorosłym, skoro to się nie stało w dzieciństwie, można tylko w gabinecie psychoterapeutycznym w długotrwałej relacji z psychoterapeutą odpowiedniej nacji (i to też może się nie udać). Więc wiem, że przez niektórych z was nie mam szansy być wysłuchana i usłyszana. Nie chcę kolejny raz pisać, że polityka mnie nie obchodzi. Nie wiem dokładnie, jakie są partie, kto jest kim w świecie polityki, nie czytam gazet a wiadomości słucham jedynie w trójce jadąc samochodem. Ostatnio kupiłam Nasz Dziennik i pani w sklepie, gdzie jestem stałym klientem dziwnie się na mnie patrzyła, pewnie nie pasowałam jej do radia Maryja:), a ja myślałam, że to jakiś lokalny dziennik i kupiłam go ze względu na artykuł o wiatrakach na pierwszej stronie (potem się dowiedziałam, że ojciec dyrektor zainwestował w geotermalne źródła energii i dlatego walczy z wiatrakami:)) Nawet próbowałam poczytać, ale wybaczcie, nie dałam rady;)
Wiem, skąd wynika uporczywe wtrynianie mnie w jakąś odnogę. Wiem, że niektórzy czujecie się bezpiecznie, gdy macie człowieka wsadzonego do konkretnej przegrody. Wiadomo, kto zły, kto dobry, gdzie czarne i białe. To niestety ten sam poziom rozwoju co myślenie konkretne;) Już dawno dowiedziałam się z internetu, że jestem lewacką świnią;) choć nie miałam o tym pojęcia:) Wystarczyło, że napisałam ogólnodostępny (a nawet cytowany w Wikipedii:)) artykuł o masturbacji, że jest naturalnym a nawet niezbędnym krokiem rozwojowym człowieka, że napisałam artykuł o homoseksualizmie, w którym tłumaczę, dlaczego to nie choroba, nie mówiąc o moim „ekologicznym zboczeniu”, żeby dostać etykietkę lewaka. Trudno. Mus to mus:) A gdy sympatyzuję z ludźmi ze skłotów, mam przerąbane.

a propos świń, dziki znów wzięły się do roboty!:)

Wybaczcie, że wolę, gdy młodzi anektują dla siebie opuszczone, niszczejące ruiny, o których reszta świata zapomniała, gdy organizują w nich swój dom zamiast czekać, aż im tatuś z mamusią kupią, albo złorzeczyć państwu, że im nie chce zafundować, i w dodatku jeszcze organizują fajne imprezy. Wybaczcie, że wolę kolorową, wolną młodzież, która kontestuje świat, niż sztywniaków z zaciętymi twarzami, którzy krzyczą, że im jakieś rodzeństwo (aktualna partia rządząca) albo zły tatuś (aktualny premier), okradają i gwałcą mamusię i gdyby nie to, to mamusia Polska by ich nadal karmiła o każdej porze dnia i nocy;) Wybaczcie, że nie mam nic przeciwko, żeby szukać szczęścia gdzie indziej, zamiast stać wciąż pod sypialnią rodziców w nadziei, że mamusia wyjdzie i się nami zaopiekuje. I w dodatku myślę, że czasowa emigracja, to dobra szkoła życia dla młodych, zwiększająca horyzonty, wydostająca z zaściankowego myślenia i że świat jest cały dla ludzi, nie ma obowiązku siedzieć wciąż przy mamusi;) Wybaczcie, że myślę, iż nikomu nic się od nikogo nie należy, oprócz tych, którzy są od nas zależni (dzieci, starców, ciężko okaleczonych psychicznie i fizycznie, zwierząt uzależnionych od człowieka). I wybaczcie, że się mieszam w „nie swoje sprawy” zamiast wrócić do garów (w których jak wiecie nie za bardzo gotuję, co najwyżej je lepię) lub do organizowania konkursów dla dzieci, i że „histeryzuję” (przecież jestem kobietą;)) = głośno nie godzę się na jakąkolwiek przemoc, poza tą, ostrzegam!, gdy rzucę butelkę z benzyną z dachu na tych, którzy przyjdą niszczyć mój dom;) (a propos komentarzy adresowanych do mnie)
I dziękuję tym, którzy dotrwali do końca:) - w nagrodę listopadowy spacer po naszych włościach i piękne widoki na okolicę:

Komentarze

Słuchacz, 2013/11/20 23:01
Tak czytam i czytam i jeden wniosek życzę pani aby z jednego z pani domków utworzono skłot a w razie sprzeciwu obrzucono kamieniami i butelkami bo pani się to nie spodoba że ktoś zajmuje pani własność życzę także aby gejowska organizacja uczyła pani wnuka masturbacji na zajęciach gender może wtedy pani pojmie co jest z panią nie tak.........
ania, 2013/11/20 23:04
No gratuluję! brawo! To się nazywa dojrzałość i zrozumienie! Nie wywalę tego komentarza, że mógł się pan wstydzić sam za siebie;)
Uczeń, 2013/11/20 23:09
Kolega wyżej niestety może mieć racje tak dzieje się np. we Francji dzieci na zajęciach gender uczą się seksualności w tym masturbacji w bardzo młodym wieku (http://wsumie.pl/tylko-u-nas/74890-gender-w-podstawowkach)
a różne grupy w tym emigranci izolują całe dzielnice przed francuzami...
ania, 2013/11/20 23:19
Podejrzewam niestety że kolega to tylko klon Ucznia i w dodatku ma jakiś problem z masturbacją;)
Uczeń, 2013/11/20 23:26
Proszę poczytać trochę np powyższy artykuł a nie upierać się ... nie jest pani wyrocznią..
ania, 2013/11/20 23:36
Broń Cię Panie Boże:) nie uzurpuję sobie, piszę co myślę i przypominam - nie ma obowiązku czytać! A powyższy artykuł próbowałam, ale nie przebrnęłam:) Najbardziej podobał mi się komentarz do niego, cytuję w oryginale: "DZIEKUJEMY ZA MĄDRY ARTYKÓŁ KTÓRY DEMASKUJE PODSTĘPNE ZAMIARY MNIEJSZOŚCI HOMOSEKSUALNEJ.BĄDŻMY CZUJNI" Cudnie! (choć niestety też smutno i straszno)
Monika, North Carolina, 2013/11/21 01:19
Jezus Maria! Ale wariaci tu sie produkuja...
Aniu, ja rozumiem tolerancje i inny szpan na bycie dobra osoba, ale na milosc boska!
Ten wpis o nauce masturbacji dla wnuka wiele mowi...
Juz lepiej ja sobie dam spokoj z wszelkimi wypowiedziami.
ania, 2013/11/21 01:35
a żebyś wiedziała, co powywalałam!:)
Tego się właśnie boję, że dlatego milczycie, by nie prowokować takich osób do dalszych wypowiedzi...
Teaa, 2013/11/21 08:16
No popatrz jaka mnie ciekawa dyskusja z powodu braku czasu na internet ominęła:-))) Ale może to i lepiej, bo swoje zdanie mam i niekoniecznie chciałabym wchodzić w spory. Albowiem polityka źle wpływa na mój system nerwowy. Widok wiejskich psów na łańcuchach i w pdeudobudach oraz zaflukanych wiejskich kotów też, ale od tego uciec nie umiem. Jest nas troje we wsi ( znaczy w dwóch wsiach ). Ja, pewna tutejsza studentka i...sołtys. A przepraszam. Czworo, bo jet jeszcze córka drugiego sołtysa. Nasz sołtys na początku był przedstawicielem swojego, wiejskiego pokolenia - pies jest do budy, a kot do obory. I ma myszy łapać. A jak nie łapie to w łeb. Rok gadania - jemu, jego żonie, jego dzieciom. Teraz koty po sterylce, pies co prawda na łańcuchu, ale takim, że ho! ho!, a buda pod dodatkowym dachem. No i pierwszy jest do interwencji, jak zauważy, że jakiemuś zwierzowi w okolicy krzywda się dzieje. A dzieje się czasem, bo to w końcu wieś...Ale małymi krokami idziemy do przodu. Tylko mam już szlabam na tymczasy, bo wszystkie miejscówki zajęte a kocim emerytom w wieku od 14 do 17 lat nalezy się święty spokój.
Pozdrawiam apolitycznie
Asia
Tess, 2013/11/21 08:17
Powyżej to ja ino mi się literówka w nick wkradła.A.
ania, 2013/11/21 09:30
No właśnie zdziwiłam się i myślałam że ksywkę zmieniłaś:)
Zenkowa, 2013/11/21 09:12
Jestem z Tobą :-)
A w obecnym stanie ducha nawet trudno mi się denerwować na Słuchaczy, Uczniów i innych takich. Dobrze, że pracuję ze zwierzętami :-)
Monika, North Carolina, 2013/11/21 09:24
Hahaha, az strach sie bac!

No niestety, masz racje: wlasnie z powodu argumentow ad homine zamiast ad meritum nie chcemy wdawac sie w pyskowki. Bo o nie w internecie niezwykle latwo, a w koncu nie kazdemu jest milo czytac wulgaryzmy adresowane wprost do... wnukow. (Co za pomysl!)

Ale ze wspomnialas o Animal Planet itd. - Jesli nie mamy wielkich mozliwosci - zawsze po prostu ROBMY SWOJE! Czyli robmy na nasze mozliwosci wszystko, co mozemy dla braci mniejszych.

Nasze wszystkie koty (poprzez lata) byly zawsze ratowane z opresji biedy i zycia na ulicy: Lucky, Hector, Benjamin, Melody, Felix. Tylko Domino byl przyniesiony jako prezent od robotnika, z "normalnego domu". Bo juz z kolei Hans i Herman sa z kociego przytulku, gdzie mialy byc uspione. Ich pelne milosci spojrzenia mowia, jak dobrze im jest u nas, jak los ich sie polepszyl. A wiec: ROBMY SWOJE!
ania, 2013/11/21 09:31
A propos sołtysów - my pod tym względem mamy wspaniałą sołtys, znaczy kocha zwierzęta i też ratuje.
Wiem, że mnie Pani czyta, Pani Danuto, jest Pani autorytetem dla tutejszych mieszkańców, Pani by posłuchali w sprawie zaniedbania psów i kotów! A sterylizację w gminie też można by załatwić!
Narodowiec, 2013/11/21 10:09
Brawo za kasowanie postów jak na lewaka przystało!
ania, 2013/11/21 10:49
Proszę pana słuchaczo/ucznio/numerowco/narodowca, kasuję pana komentarze, bo są nie na temat, są obraźliwe, jedynie mówią o pana problemach emocjonalnych a nikogo nie wzbogacą. Jeśli bym je zostawiała, to tylko po to, by były ilustracją do tego niusa - jako namacalny przykład na to, o czym napisałam i przynosiłyby panu wstyd. Proszę ochłonąć, przeczytać jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem mój tekst powyżej i spróbować pomyśleć, jaki czuły punkt w panu dotknęłam - nieświadomą centralną fantazję masturbacyjną? lęk przed homoseksualnymi impulsami? sadystyczne surowe superego (radykalne zasady jako sposób na trzymanie w ryzach popędowości)? oralne deficyty a więc niemożność zaprzestania roszczeniowej postawy?... (przepraszam, mnie też poniosło:))
Jeśli panu zależy, może mnie pan nazywać lewakiem a nawet lewacką świnią (nie mam z tym problemu, bo wiem, kim jestem), choć jak widać, z sugerowanych klasyków czytam jedynie Freudów, Winnicotta, Klein, Biona, itp.:)
Monika, North Carolina, 2013/11/21 11:32
Dziwi mnie tylko, ze ktos wchodzi na czyjs blog i chce w nim rzadzic. Decyduje co usuwac, czego nie usuwac, co wlasciciel bloga ma pisac, co ma czytac... To jakby przyjsc do czyjegos domu i chciec krzesla przestawiac. I potem jeszcze robic awanture, krytykowac, ze mu nie pozwalaja.
Zza ekranu wolno wiele, ale nie wszystko.
Agnieszka ze skrzyżowania, 2013/11/21 17:38
Wracając do zwierząt. Fajnie byłoby na początek pogadać z księdzem (i poprosić o wsparcie także policję, czemu nie?) i założyć coś w rodzaju Kącika Świętego Franciszka. Wtedy można by łatwiej - i z poparciem w końcu nie byle kogo - pomóc okolicznym zwierzakom. W tym "Kąciku" mogłyby działać dzieciaki i w ogóle każdy, komu los braci mniejszych nie jest obojętny. Chętnie pogadam latem z kim trzeba, jeśli tylko uważacie, że to dobry pomysł.
ania, 2013/11/21 18:56
Świetny, w końcu w dobrej sprawie swego czasu sama do Watykanu pisałam:)
kinga m, 2013/11/21 18:32
Aniu , a zauważyłaś ,że zamieszczałam relacje z obu stron ? ( z przewagą Narodowców - przyznaję :).
Nie wyzywam nikogo od lewaków i homoseksualistów . Po prostu podobają mi się hasła patriotyczne i nie podobają mi się obowiązkowe egzaminy językowe . Rozumiem konieczność nauki języków obcych, ale egzaminy to już przesada! Rozumiem brak granic jeśli chodzi o wymianę handlową i regulację spójnych przepisów, natomiast nie koniecznie musi to się wiązać od razu z rezygnacją z tożsamości narodowej i państwowej.Nie podoba mi się idea Stanów Zjednoczonych Europy! ( A mówi to Polka o korzeniach szkockich z mężem o oliwkowej cerze :)).
ania, 2013/11/21 18:56
Jakoś słabo zauważyłam:)
kinga m, 2013/11/21 20:04
Bez przesady - marsz antify też udostępniłam.
ania, 2013/11/21 20:13
Aż weszłam na Twój profil ale jakoś nie widzę;) Ale wiesz co Kinga? nie musisz udowadniać niczego, przecież możesz myśleć co chcesz, bylebyś nie spaliła Domku jak przyjedziesz:)
komentarze z FB, 2013/11/23 11:43
Gabriela: Swietnie napisane. Mam nadzieje ze uda mi sie wreszcie kiedys do was zawitac...bardzo Jestem ciekawa waszych okolic...mam takie Czasem wrazenie czytajac niusy jakbym Tam juz kiedys byla.... Super byloby zobaczy to wszystko na zywo....ale jak to mowia marzenia sa najwazniejsze i wierze ze sie spelniaja...Pozdrawiam

Natalia: Przepraszam , ze nie poparlam . Choc powinnam , bo mysle podobnie . Tylko , ze nie mam juz sily...
kinga m, 2013/11/23 17:37
Jak bym śmiała i mogła niszczyć cudzą pracę i własność ? Pozdrawiam.
ania, 2013/11/23 18:01
Wiem Kinga, to taki głupi żarcik/metafora na temat "sodomickiej tęczy":)
Skomentuj:
LBDUW
 
 
grzech_milczenia.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 19:54 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika