11-16 i 19 kwietnia 2015

Gustaw Robotny

Najpierw 11-16 kwietnia. Czyli odwiedziny Gustawa. Przyjechał z pp. Anią i Piotrem, oraz Bastą (pamiętacie strachliwego boksera odebranego z pseudohodowli? zmienił się nie do poznania!), którzy skorzystali z oferty na fejsbuku, by za darmowy weekend w romantycznej dwójce przywieźć nam wnuka z Warszawy. To przykład, jak świat się zmienia w niektórych sprawach na dobre. Np. komunikacja! Zaczęłam to dostrzegać, gdy Borys jako student wyjechał do pracy w Yellowstone i chcąc mi kupić w prezencie z Hameryki eleganckie tenisówki, wysłał ze sklepu pytanie o numer buta. Tym razem nie dość, że będąc w potrzebie znaleźliśmy w trymiga dobrych ludzi, to dostaliśmy fotkę Gucia z drogi:

Przyjechali w sobotę i to był niestety jedyny dzień pięknej wiosny, a właściwie lata. Nastąpiła inauguracja trampoliny:

Wobec trampoliny mamy pewien chytry plan podpatrzony na Domo i w tym celu wykosztowaliśmy się na porządne zabezpieczenie sprężyn, bo oryginalne dawno trafił szlak, ale o tym niebawem.

poza tym Gustaw korzystając z ostatniego dnia wolnego od robót ciężkich, sam sobie wymyślał robótki - tu ozdabia swój jacht

Pierwszego dnia jednak zagoniłam wnuka do kamieniołomu, gdzie od kilku dni z doskoku wyciągałam i tachałam kamienie, aż sobie rączkę nieco urwałam.

nie ma lekko!

Potem wróciliśmy do domu przez łąki…

więcej zdjęć z 1-szego dnia w Zawadach w albumie Gustaw z nami

W niedzielę przygotowywaliśmy się do poniedziałkowych robót na naszym podwórzu:

wynieśliśmy wszystko z wiaty

nawet misia, który czasowo zamieszkał w apartamencie;)

A że była to niedziela…

był też czas na odpoczynek…

Lodzia nie mogła przeżyć, że jej nie wzięliśmy ze sobą, co odbiła sobie podczas dalszych robót, gdy furtka była cały czas otwarta, by bez przeszkód można było jeździć taczką

…choć niektórzy musieli się nabiegać! (więcej w albumie Gustawa drugi dzień w Zawadach )

W niedzielę po południu robiliśmy kafelki.

No i przyszedł czas na pracowity poniedziałek. Wstali o 6.30, przystąpili do roboty i wtedy oczywiście całkiem zes… się pogoda. Nie będę owijać w bawełnę, pogoda naprawdę się zes… Lało na zmianę z gradem, a wiało, że łeb urywało. Jakoś nas nikt nie ostrzegł, że tego dnia przechodzi przez Polskę huragan! Mimo to przygotowywanie pod wylanie szlichty w wiacie (pod płytki takie jak w wiacie górkowej) odbywało się prawie zgodnie z planem. Choć momentami panowie uciekali na kawę,

ale Gustaw dzielnie dalej pracował, czyli wywoził swoją ciężarówką kamyki wymieszane z ziemią, dotychczasowe podłoże, do dołów na podjeździe na parking (zdjęcie przez zacinający deszcz)

przerwa na wyjazd po betoniarkę na górkę, więc Białka poszła na kontrol

i w końcu podłoże wybrane, pogłębione, przyszła pora na kładzenie folii pod wylewkę (więcej w albumie I taka to robota, czyli trzeci dzień Gustawa w Zawadach )

Gdy poszłam w poniedziałek popołudniu do pracy, Gucio z dziadkiem dzielnie rozparcelowali nawiezione góry w doły i zagrabili parking, a potem wrzucali drewno do drewutni. Gustaw padł o ósmej wieczorem i tak już było do końca.

Jak tylko wstawał, jego łoże w pokoju komputerowym pod kozą, by samotnie nie spał na strychu, anektowały sierściuchy

We wtorek przed pracą poszli z dziadkiem podglądać żurki, bo Gustaw nie pamiętał, jak wyglądają z bliska.

robili to na czworaka

A potem było m.in.

wylewanie szlichty

malowanie zająca (więcej w albumie Gustawa czwarty dzień w Zawadach )

W środę była przerwa w robotach grubszych, pojechaliśmy do miasta, najpierw ja do sądu, oni na lody i basen, miałam do nich dołączyć po rozprawie, ale rozprawa… się nie odbyła. Oczywiście sąsiada reprezentował prawnik, taki picuś glancuś, mucha nie siada, w todze, a jakże, uśmiech nr.2 chodzącego po domach świadka jehowy. Sąsiad spóźnił się i dojechał, gdy już było po wszystkim, a rozprawa została przesunięta, bo oskarżony nie dostarczył jakiegoś dokumentu. Kolejna 18 maja czyli po rozpoczęciu sezonu. Majówkę powitamy z siatką w kąpielisku, ale kogo to obchodzi, na pewno nie „szanujących” ludzi sąsiadów. Najśmieszniejsze jest to, że właściwie nawet nie wiadomo, kto pozwał sąsiada. Ja jestem tylko świadkiem. Zostałam wyproszona z sali na początku. Zawołano mnie, by poinformować, że właśnie zmarnowałam kolejne godziny życia przez sąsiadów, przyjeżdżając na marne i że mam zmarnować kolejne w maju. Poza mną, czyli świadkiem, i poza pełnomocnikiem oskarżonego, nie było nikogo, żadnego reprezentanta tych, którzy oskarżają. Więc nawet nie wiemy, czy sąd ich reprezentuje, czy olali, czy co. Nawet nie wiecie, jak mnie to wkurza, moja bezsilność, arogancja sąsiada, bezczelność, olewactwo, brak szacunku do innych. Jestem bliska wynajęcia prawnika i pozwania w swoim imieniu. I tak marnuję czas a kasę zmarnuję, gdy ludzie przestaną do nas przyjeżdżać nad zagrodzone jezioro z siatką w wodzie, tak że nawet dzieci nie mogą swobodnie brodzić po brzegu, i z coraz bardziej agresywnie rzucającymi się do siatki psami. Max dorośleje i wychodzi z niego owczarek środkowoazjatycki. Wiadomo, te nie mają przyjemnych mord, raczej straszne, w końcu to rasa stróżująca i służą do rzucania się na każdego, kto zagraża ich stadu. To dobre psy, ale tylko dla swoich.
W każdym razie w Olecku byliśmy na basenie, na lodach, zamówiliśmy do domu pizzę, więc dzień był prawie rozrywkowy. Prawie, bo sąd nas dobił, a ja po południu pracowałam,

gdy pracowałam do wieczora w gabinecie na strychu, chłopaki zacierali beton w dziurach po wyjęciu poziomujących rurek.

No i przyszedł czwartek, czas wyjazdu do Warszawy. Pojechaliśmy z Gustawem kangurem bez wspomagania do Ełku, zostawiliśmy go w warsztacie u pana Darka i o 8 rano przesiedliśmy się do blablakara. Pan Tomek był tak miły, że podrzucił nas pod sam dom na Saskiej Kępie! A i podróż minęła szybko i wygodnie przy miłej rozmowie. W Warszawie nasze drogi z Guciem się rozeszły. Gucio poszedł spać do babci Ewy, Borys zajmował się nim za dnia, dopóki nie wróciła Madzia, a ja harowałam. No niestety, taka prawda, ja HARUJĘ w tej Warszawie. Na szczęście tylko dwa dni to trwa, pracuję od rana do wieczora bez żadnej przerwy, nawet na porządny posiłek i jeśli ktoś z Was kiedykolwiek na pełnych obrotach pracował głową tyle godzin ciurkiem, to wie, że to cięższa praca niż w kamieniołomach. W sobotę o 20.35 wsiadłam do Żak Expressu, który od połowy kwietnia kursuje do Gołdapi przez Olecko, choć tym razem pojechałam tylko do Ełku, by w pół do pierwszej w nocy spotkać się z panem Darkiem po odbiór kangura z nowiutką pompą wspomagania kierownicy. Oddałam mu prawie wszystko co zarobiłam w Warszawie:( No ale za to mogłam śmigać na zakrętach z Ełku do Zawad! Zanim wsiadłam do autobusu, kupiłam sobie jeszcze buty, by mieć w czym chodzić wiosną do pracy;) i spotkałam się z Madzią i Guciem, bo odprowadzili mnie, żebyśmy się mogli pożegnać. W Żaku spotkała mnie miła niespodzianka. Czynna toaleta w autobusie! No takim pekaesem to ja mogę jeździć! Całą robotę pisemną odwaliłam po drodze, którą normalnie muszę w niedzielę po powrocie wykonać w domu, tylko kłócąca się para za mną przeszkadzała. Ludzie z gatunku tych, do których należy cały świat, czyli w tym wypadku autobus, co ich obchodzi reszta, tacy sąsiedzi bis, tylko wersja „podchmielony katolik”. Gdy poprosiłam, by byli ciszej, dowiedziałam się, że lecieli 12 godzin samolotem i mają prawo. Na moje, że nie muszę ponosić konsekwencji ich życia, usłyszałam, że mogłam usiąść gdzie indziej, zamiast pchać się na tył (pchałam się na tył w nadziei na większy spokój). No doprawdy cudowni! Pan Kark z panią Pretensją. Nie omieszkałam powiedzieć, że jeśli się nie uspokoją, zgłoszę to kierowcy i poproszę o wezwanie policji, bo zakłócają spokój publiczny i są agresywni w publicznym środku lokomocji. Myślałam, że pan Kark wstanie i mnie pobije. Na szczęście ich złość obróciła się z siebie nawzajem na mnie (grunt, to znaleźć wspólnego wroga, nic tak nie jednoczy par;)) i przestali się kłócić, a po krótkim bluzganiu pod nosem w moim kierunku, ucichli całkiem. Za to po przesiadce z busa z Modlina usiadła obok inna pani, która grała w jakąś elektroniczną grę i wydawała koszmarne dźwięki na zmianę z głośnymi rozmowami przez komórkę. Cóż… ludzkość… Na szczęście wszyscy oni wysiedli w Łomży. Nie można by jakoś podzielić świata i poprzemieszczać ludzi zgodnie z uznawanymi wartościami? No wiem, nie można:( Zrobiłoby się getto i byłoby jeszcze gorzej…

A gdy wróciłam do domu nieco wcześniej niż zwykle z Polonusa, po wyspaniu się, udaliśmy się z psami obejrzeć, co tam słychać na podwórzu na górce. I myślałby kto, że poszliśmy w ślady sąsiadów, którzy od ponad pół roku kamieniują chyba wszystko, co się da i jeśli o mnie chodzi, mogliby sobie jeszcze wykamieniować całe zbocze, wtedy by nie kosili, ale nasze kamieniarskie roboty to tylko zaległość sprzed dwóch lat. I póki co sprawy mają się tak:

to czarne będzie obsiane trawką i koniczyną, ubite, będzie po tym można biegać oczywiście, ścieżki są na porę od późnej jesieni do wczesnej wiosny (więcej w albumie Wróciłam )

I jeszcze Wam opiszę mój spektakularny sen. Miałam go w Warszawie po tym, gdy Robert zadzwonił z pytaniem, kto jest na wezwaniu do sądu jako pozywający (jak już pisałam, nie ma nikogo). Ci, co znają komentarz spod bardzo starego niusa na temat bezprawnego pomostu sąsiadów (niestety nie pamiętam, który to nius i nie mogę znaleźć, w końcu jest ich ponad 500;)), o tym, że sami wpuściliśmy sąsiadów do Zawad, sen zrozumieją bez kłopotu! Dodam jeszcze, że sny służą podświadomej pracy nad konfliktami wewnętrznymi, popędami i innymi nieświadomymi problemami wewnętrznymi. Sen niewyśniony do końca (dlatego nie należy budzić ludzi, którzy krzyczą przez sen! ani psów, które biegną i szczekają!), z którego człowiek się budzi z przerażenia, oznacza że problem wciąż nie może zostać przepracowany, nie może się w głowie ułożyć, nie można zaznać spokoju.
Wyśniłam, że niechcący wpuściłam do domu sektę. Widziałam przez okno grupę ludzi, którzy następnie zadzwonili do drzwi i chcieli wejść pod jakimś niewinnym pretekstem. Wiedziałam, że to ludzie z sekty. Miałam zamiar grzecznie się wykręcić ale zamiast tego pomyliłam słowa i nim się zdążyłam poprawić, ucieszeni zaczęli wchodzić. Po czym złapali mnie w kilkoro, ktoś łokciem mnie przydusił do podłogi, a ktoś inny przystawił nóż. Miałam czyjś łokieć na gardle, więc zduszonym (jak to we śnie) głosem próbowałam wzywać pomocy. I obudziłam się z przerażenia i bezsilności… Chyba wiecie, o czym śniłam…:(

na pocieszenie ładny obrazek z naszej wiaty…

To tyle na dziś, 19 kwietnia.

Komentarze

kinga m, 2015/04/20 09:38
Aniu ! Na pocieszenie powiem ,że raczej zawsze będziecie miec gości w tak pięknej górce - więc nie przejmuj się. Trudno walczyc z upierdliwością Jehowych i innych innowierców. Sama mam takie wizyty i tylko stanowcze i radykalne zachowanie , jakie stosuję ,na jakiś czas powstrzymuje tych ludzi przed zawracaniem mi głowy. Tracę w tych momentach cierpliwośc i jestem bardzo niegrzeczna.
ania, 2015/04/20 10:14
Kingo, dzięki za wsparcie, ale po pierwsze nie mamy tylko Domku na górce, lecz jeszcze Pensjonacik, który bezpośrednio graniczy z posesją nieliczących się z innymi sąsiadów, i o ile podtrzymuję swoje zdanie, że świadkowstwo uwydatnia a nawet wyrabia tę cechę (nie liczenie się z ludźmi) to akurat innowierców nie mieszałabym do tego, sama w tym kraju jestem innowiercą;)
Po drugie i ważniejsze - działania sąsiadów uderzają w nasze życiowe, nie tylko finansowe interesy - niszczą ideę bycia w Zawadach, przeprowadzki tu na całe życie, propagowania pewnych wartości. Kontakt z nieskażoną przyrodą, ekologiczne przesłanie naszej działalności, to, na czym opieramy wizerunek, są przez sąsiadów niszczone m.in. w imię robienia sobie z brzegu publicznego jeziora - prywatnego terenu zamkniętego.
Może tego nie rozumiecie - oni naprawdę niszczą nam życie.
Monika, North Carolina, 2015/04/20 10:42
Po pierwsze i najwazniejsze: Wasz wnuk to przesliczny chlopiec! Wspaniale po nim widac, jak czas leci, bo dzieci/wnuki nieublaganie rosna. Gustaw bardzo podobny jest do swojgo taty, gdy byl w jego wieku. To mnie nawet troche odmladza, bo czuje sie, jakbym dzis widziala Borysa na Saskiej Kepie w latach 1980tych... A wiem dobrze, o czym mowie, bo pamiec nadal mam dobra i wcale nie krotka! Ja wiem, ze Gustaw jest tez synem swej mamy, wiec na pewno i do niej jest podobny, ale wg mnie - caly tata.
Podoba mi sie, ze Gustaw juz cwiczony byl w kamieniolomach. W koncu... "zycie nie je bajka". I podziwiam, ze nawet mlodziutka kotke na kontrol udalo Ci sie zatrudnic. Widac, ze u Was nikomu za darmo do miski nie spada; wszyscy musza pracowac na chleb. Sluszna linie ma Wasza wladza.
Sady? - Zanim zacznie sie o tym gadac - juz lepiej przestac. Skoro nie wybierasz sie do sadu z granatem, jak Kargul - sprawiedliwosci pewnie nigdy sie nie doczekasz. Gdy jest sie tego swiadomym - czlowiek mniej sie denerwuje.
Usprawnienia i upiekszenia okolo-domowe - bardzo dynamicznie ida. Podziwiam nieustannie!
ania, 2015/04/20 11:50
Szkoda, że to nie sad tylko sąd;)
ania, 2015/04/20 11:28
Zadzwoniłam do sądu i nareszcie wiem, kto jest oskarżycielem - Komenda Powiatowa Policji w Olecku.
Ciekawe, dlaczego nikogo nie było od nich na rozprawie. Tego pani w biurze interesanta nie umiała mi powiedzieć. Hmm.

A propos kamieniołomu, dziś po przeczytaniu tego niusa mąż mnie opitolił, że wyciągamy z ziemi słupki graniczne:)
Ten słupek, co go Gucio próbuje wyciągnąć, był skoszony i przemielony, i moim zdaniem żadnej granicy w tym miejscu nie ma. Raczej jest tu naturalna granica czyli ciek wodny. Ale skąd ten słupek przywiodła kopara, tego nikt już nie wie. A i tak tu ziemia nasza i granic wewnętrznych nie potrzebujemy.
z FB, 2015/04/20 11:34
Anna P: przeczytałam i ciśnie mi się na klawiaturę: "wsi spokojna, wsi wesoła..."

Pod albumem "Wróciłam":

Anna P: oj, a co to na górce?

Galeria Wiejska: robimy podwórze, żeby klepiska nie było, tylko trawka i ścieżki na porę deszczową

Sylwia S: Ależ rewolucja! I sami tak te kamienie układacie? Doświadczenie nam mówi, że zawsze to się bólem pleców kończy, więc uważajcie na siebie! No ale pięknie, więc warto ... masochiści :) jak wszyscy fajni ludzie :)

Galeria Wiejska: tym razem masochizujemy się w inny sposób, kamienie układa nasz dobry człowiek ze wsi obok!:)
kinga m, 2015/04/20 18:48
Aniu , mam znajomych i klientów wyznania wszelakiego - a także homo i ateistów. Wszystkich toleruję - tylko nie wytrzymuję czasami kiedy na siłę próbują wmówic mi swoje racje i przekonania , ignorując moje własne potrzeby i uczucia. Tylko wtedy ,gdy jestem niegrzeczna , dają mi spokój. Religia to, według mnie, indywidualna sprawa każdego człowieka i nie powinno się go na siłę ,,nawracac''.



Sąsiedzi ,owszem , niszczą krajobraz i kompletnie ignorują prawo. Współczuję Wam . Wierzę jednak w prawo i egzekwowanie przepisów ( przynajmniej na tym polega moja praca) więc : głowa do góry . Sąd nie może ignorowac przepisów.
ania, 2015/04/20 20:57
Ad. część pierwsza: no OK, też tak uważam, ale tym razem to nie na temat. Sąsiedzi nie chcą nas nawracać, no może chcieliby, ale by nie śmieli:)

Ad. część druga: prawnik sąsiada wyciągnął jakiś przepis o tym, że jak jest furtka to nie jest ogrodzenie i na tym opierają obronę. To że zwierzęta sobie furtki nie otworzą, a sprężyny, które zainstalowali, powodują, że człowiek, który ma zajęte ręce, dostanie furtką w twarz, a taki z wędką po prostu nie zdąży przejść i mu furtka wędkę złamie, oczywiście jest dla nich nieistotny.

Poza tym pozostaje kwestia psów biegających przy brzegu, przez co nikt nie odważy się przejść, zwłaszcza z dzieckiem albo z psem, nie mówiąc o zwierzętach, które jakimś cudem ominęłyby furtki. I przecież o to im chodzi, żeby nikt nie przechodził przez ich teren. Furtki są dla ich psów, by mogły straszyć ew. chętnych na przejście a nie dla ludzi. Ludzi mają w dupie i całą resztę też.

No i siatka w wodzie - komisja RDOŚ uznała, że 3 metry wchodzi w jezioro, a furtka wychodzi na naszą działkę, poza pasem przybrzeżnym - to tak, jakbyś pokierowała ludzi drogą tak, by przechodzili przez czyjeś podwórko.
kinga m, 2015/04/21 10:27
Nie ma prawa byc tam żadnej furtki , ani siatki, 1.5 m od lini brzegowej jeziora. W dodatku biegające psy samopas bez kagańca . Cóż to dla nich, przepłynięcie jeziora i rzucenie się na ludzi . Sąsiad w ewidentny sposób łamie prawo . Wierzę w zdrowy rozsądek sędziego(ny).
Ewa U., 2015/04/23 19:29
Założę się, że jeszcze kilka razy pojedziesz do miasta na darmo. Sąsiad w maju zachoruje/wyjedzie/inna ważna przyczyna, a potem będą wakacje i sprawa przeciągnie się do jesieni i powtórka z rozrywki. Bardzo chciałabym się mylić. I bardzo chciałabym wierzyć w prawo i zdrowy rozsądek sędziego. Bezsilność jest chyba najgorsza ze wszystkich emocjonalnych dolegliwości.
Mimo wszystko wierzę, że pewnego dnia arogancja i bezczelność sąsiada obróci się przeciwko niemu. Jak to w życiu.
Gustaw niesamowicie się zmienia. Z dziecka robi się facet! A brukowane ścieżki to już wogle. Dla tych ścieżek chociażby goście będą walić drzwiami i oknami!
ania, 2015/04/23 22:08
Wszyscy to wieszczą, a ja mam nadzieję, że sąsiad postanowi zrobić na przekór wieszczom:)
Ewa U., 2015/04/23 22:54
Ech, to nie wieszczenie, a bolesne doświadczenie. Ale może Wymiar Nierychliwy Was zaskoczy? Czego szczerze Wam życzę. Nie sposób żyć z taką trucizną za płotem.
ania, 2015/04/24 00:45
Dzięki za życzenie, obawiam się jednak, że pobożne, o czym w nowym niusie:) który już jest!
Skomentuj:
FVBZL
 
 
gustaw_robotny.txt · ostatnio zmienione: 2015/04/19 21:10 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika