16 lutego 2013

Historia pewnego biurka

No to obiecane biurko. Ale żeby nie było tak łatwo, historia.

Mój kącik pracowniczy był kiedyś stołem. A kiedyś stół miał być stołem do przyjęć, ale nigdy takowym nie był, bo jak wiadomo przyjęcia udają się tylko w kuchni. Tak więc długo był stołem do ozdoby.

tu, w roku 2008, pozuje do zdjęć do Werandy Country, które zresztą nigdy się nie ukazały. Pani naczelna Werandy lubi do znudzenia rozbielone wnętrza, u nas za kolorowo:)

Zanim przeprowadziłam się do Zawad na dobre, robił za wyznacznik salonu, który z salonem nic wspólnego nie miał, tylko z pokojem komputerowo-psim. Jedyny wówczas komputer był Roberta i z braku przewoźnego laptopa musieliśmy się nim dzielić, na kanapie urzędował Pieso z kotami, potem dołączyła Lodzia, na dywaniku pod kanapą Belfegor i na tym użyteczność pokoju się kończyła.
Tak więc stół właściwie był do 2008 roku po nic, z wyjątkiem Gwiazdki, gdy robił za stojak na choinkę:

Jako że wg zasad feng-shui stał w kąciku odpowiedzialnym za finanse domu, zawisł nad nim obraz nieżyjącego już sąsiada Marka, w prezencie na moje 40 urodziny (kiedy to było!), przedstawiający zwierzęta łowne, głównie płowe, mające wpływać na nasze zasoby:) oraz wschód i zachód słońca jednocześnie, żeby wszystkiego było w bród:) Niestety nie mogę znaleźć zdjęcia obrazu z bliska w moich milionach plików, więc pokażę przy okazji, jak już zawiśnie w Domku na górce, gdzie obecnie wyemigrował.

A potem nastała era Ani z Zawad z jej komputerową działalnością, w związku z tym stół został przechrzczony na stół do pracy z wiecznym bałaganem na nim i wokół, więc pieniądze przestały już całkiem nas się imać zgodnie z prawami feng-shui:) Bałaganu nie przebiły ani zwierzęta płowe ani 1 euro leżące w strategicznym miejscu.
A wraz z nastaniem ery Gustawa, salon komputerowo-psi, jako że (jak wszystkie u nas zresztą na parterze) jest przechodni, między sypialnią a kuchnią, w centrum domu, gdy Gucio przyjeżdża, staje się dodatkowo dziecięco-psią bawialnią. Tu Gucio znosi zabawki i najchętniej się bawi, co nieraz widzieliście na zdjęciach.

(zdjęcie z 2011 roku)

(2010 rok)

W ramach styczniowej walki z masochizmem dzięki przestojowi w robotach ważnych, doczekałam się budowy wymarzonego biurka:

najpierw odsunęliśmy wszystkie meble i naszym oczom ukazał się obraz nędzy i rozpaczy na ścianie przy podłodze - kolejny dowód na to, że czeka nas robienie izolacji fundamentów (na pierwszym planie biurko w postaci półproduktów)

wstawienie tak długiego, ciężkiego blatu nie było proste - przy tej okazji uszkodziliśmy ścianę oddzielającą wnękę biurową od spiżarni (do której wejście jest ze strony kuchni), a jak to kiedyś wyglądało, możecie zobaczyć na zdjęciach w Tak było/tak jest w części Salon. Gdy już wstawiliśmy blat na miejsce, okazało się, że trzeba z jednej strony przyciąć i więc przećwiczyliśmy wynoszenie i wnoszenie blatu raz jeszcze

na ścianach też masakra, a ściany przemarznięte, więc nie bardzo można było malować, zresztą pomalowałabym, to reszta pokoju na tle świeżo pomalowanych wyglądałaby strasznie…

jak tylko blat znalazł się na swoim miejscu, wróciłam na stanowisko, ale do szczęścia jeszcze trochę brakowało

przymiarka drzwiczek w różnym stopniu wyczyszczonych ze starej farby i politury. Te drzwiczki to zwrot mojego honoru. Ale o tym niżej.

Biurko na miejscu czeka na olej do drewna, a wreszcie porządek na środku (no… prawie porządek, o co zadbały koty i księgowy Robert) to świetna okazja do rozkwitu życia towarzyskiego:

I nareszcie w pełnej odsłonie, pomalowane rozbielającym olejem do drewna, żeby brzozowe deski nie ściemniały i nie zżółkły za bardzo, a ściana przetarta na żółto tak, żeby zakryć brud a nie różnić się od pozostałych:

tylko niebieski kocyk Belfegora się nie komponuje:) ale poprzedni obszczany a pralka jeszcze nieczynna..

Drzwiczki w zbliżeniu - a oto ich historia: W wakacje zakupiłam stary poniemiecki kredens od pewnego pana w Olecku. Do wglądu miałam górę i na jej podstawie ustalałam cenę. Potem przyjechałam po dół, który jak to dół, okazał się dużo bardziej nadwyrężony. Cenę utargowałam, ale i tak, już w Zawadach, kredens okazał się próchnem zupełnie tej ceny niewartym. Miał być wykorzystany w Domku na górce, ale się nie nadawał, w rezultacie góra czeka na lepsze czasy, a z dołu tylko drzwi zostały. Ale za to jakie! Te wzory są rzeźbione i nic a nic nie żałuję pieniędzy wydanych na kredens! Drzwiczki są warte tej ceny!

tablica korkowa w starych, walających się po mojej pracowni ramach, które Robert naprawił a ja część wklęsłą ramy z paskudno-kiczowato drewnianej przerobiłam na szlachetne złoto:), korek zamówiony na Allegro a na korku obrazek Gucia z liskiem z mojego tatuażu (zgaduj zgadula co to za lisek:))

szafka kiedyś na kieliszki, na razie na szpargały, które czekają na decyzję:)

jeszcze tylko lampa, która wisiała nad stołem, zostanie zmieniona na pomarańczową, która w postaci półproduktu (ceramicznego zwisu) idzie z Allegro (całe 9 zł kosztowała:)) a to po to, by nikt wyższy nie walił się w łeb wstając od biurka

PS. Niedziela - Robert robi półkę w dziurze pod blatem i z pięknej rzeźbionej listwy pozostałej z rozbiórki kredensu zrobi rodzaj maskownicy, więc na tym nie koniec historii biurka:)

PS. Poniedziałek - biurko w ostatecznej postaci. Dopiero z tą listwą nabrało urody!

Większe zdjęcia w albumie Moje nowe stanowisko pracy

Komentarze

OLQA, 2013/02/16 22:06
PIękne miejsce pracy a jeszcze do tego Z WIDOKIEM!:)
ola z Katowic, 2013/02/16 22:53
Te lamury to jednak szkodniki :-), biurko cudne, marzę o podobnym, ale brak u mnie takiego Roberta, jak Ty masz ....
Ewa U., 2013/02/19 16:18
Przepiękne wyszło biurko. Drzwiczki, fyzik, no i jakie wygodne musi być! Cały bajzel się zmieści. Gratulacje dla Autora.
kinga, 2013/02/21 21:20
Naprawdę piękny mebel ! A stół gdzie przewędrował?
Co słychać w domku na górce?
ania, 2013/02/21 22:17
Stół, stolik i szafka w tym samym stylu (lata 50-te) na razie na strychu stodoły, w przyszłości wywędrują albo na strych mieszkalny domku albo pensjonaciku. W Domku na górce na razie nic nie słychać, tzn od Sylwestra, z okazji którego robiłam szlaczki i inne malowanki, nic nie było robione. Teraz kolej na mieszkanie w Olecku, ale coś jak zwykle Robertowi tam nie po drodze... potem sadzawka, potem elewacje na górce...
Monika, North Carolina, 2013/02/22 08:13
Sliczne biurko - az przyjemnie popatrzeac na Twoj kacik pracowy. Gratulacje! Przy takim ladnym biurku to sie robota w rekach bedzie palic ;-)
Nela, 2013/04/17 13:36
Hej, hej:) Pamiętam tę relację z sesji do WC i bardzo mi się podobała: prawdziwa, z poczuciem humoru, dystansem do życia. Jestem przekonana, że niezależnie od wnętrzarskich gustów, najważniejsze jest to, kto to wnętrze tworzy. A Was podziwiam w sposób niekłamany:)Pozdrawiam wiosennie.
Skomentuj:
ECSMP
 
 
historia_pewnego_biurka.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 14:20 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika