25 września 2010

Horror "Kicia" i dramat obyczajowy "Reksio"

W środę sąsiedzi mieli wykopki i Reksio przestał pilnować ziemniaków. We wtorek zaczął się horror z Czarnulką, zwaną też Łatką. Gdy sąsiedzi wyprowadzili się z domu na górce i zaczęliśmy zajmować się kotami, pierwszą decyzją było niedopuszczenie, aby Kicia miała małe. Była jednak zbyt zabiedzona i płochliwa, by fundować jej tak poważną operację, jaką jest sterylizacja. Ponieważ była tak niedożywiona i słaba, weterynarz zasugerował zastrzyk antykoncepcyjny w nadziei, że natura była na tyle mądra, by u kotki w takim stanie nie dopuścić do ciąży. Niestety. Natura była głupia i jakieś 2 tygodnie temu zorientowaliśmy się, że Łatka jest ciężarna. We wtorek rano Robert zauważył, że futrzak w budce jest zakrwawiony - znak, że był poród. Kici nigdzie nie było. Przyjechaliśmy jej szukać i kociaków, chodziliśmy, wołaliśmy, w końcu przyszła w takim stanie, że chciało się płakać. Przeraźliwie zapadnięte boki, szczurzy ogon, pozlepiane, matowe futerko. Chodziła ledwo powłócząc tylnymi nogami, krwawiła. Ale rzuciła się na jedzenie, opiła mleka. Potem przycupnęła na trawie i siedziała tak, siedziała, jakby żadnych nie miała kociaków do karmienia. W końcu ruszyła się, weszła na ścianę stodoły a Robert za nią. Nagle zatrzymała się i zaczęła coś wąchać. Pokazała Robertowi martwe kocię. Nie było wylizane, obok było łożysko, znaczy że urodziło się martwe. Było tak wielkie, że zastanawialiśmy się, jak w takiej małej Kici mogło się zmieścić. Potem kotka zeskoczyła do zamkniętej części stodoły i ukryła się w niedostępnym żłobie. Podejrzeliśmy, że kociaków tam nie ma, a kotka po prostu poszła spać - w miejscu, gdzie nikt jej nie będzie przeszkadzał. W środę rano Robert karmiąc koty znalazł w budce drugie kocię bez głowy koło miski z mlekiem. Nieco mniejsze. Kotka przyszła na jedzenie, miała apetyt, ale wciąż źle wyglądała. Uznaliśmy, że po tak długim i ciężkim porodzie (najwyraźniej musiała zębami wyciągać drugiego) trudno, żeby wyglądała inaczej i postanowiliśmy obserwować, co się będzie dziać dalej. W czwartek rano kici z dróg rodnych leciała ropa. Gdy przyjechaliśmy po nią już z klatką do transportowania kotów, żeby zabrać do weterynarza, oczywiście zniknęła. W końcu pojawiła się, zapakowaliśmy ją do samochodu i pojechałam. Pan Jakuszko obmacał ją, kociaka w niej już żadnego nie było, ale coś musiało być, pewnie niewydalone łożysko po drugim kotku, co powodowało ropienie. Nie było się nad czym zastanawiać. Kochany nasz weterynarz nie poszedł na obiad, tylko Kicię zoperował. Przy okazji odrobaczył, bo po głupim Jasiu lepiej nie opowiadać, co zwymiotowała. Po operacji przywiozłam ją do Zawad z wenflonem w łapce, budzącą się z narkozy. No i co z takim kotem robić, przecież nie zostawi się go w budce. Najpierw pomysł, że u nas na górze w pokoju będzie mieszkać. No ale czy to nie za duży, dodatkowy stres z ujadającymi obcymi psami za drzwiami? Rad nie rad Robert spakował łóżko polowe do samochodu i pojechał spać z Kicią do nowego domu, zwłaszcza że co 8 godzin trzeba jej było podawać tramal co wypadało m.in. o 6 rano. Napalił w piecu a Łatka w nowej pikowanej budce grzała się. Po dwóch dniach umiała już nawet korzystać z kuwety!

Dziś o 14.00 dostała ostatnią porcję środka przeciwbólowego i wyjęliśmy jej wenflon. Było tak piękne słońce, a ona tak tęsknie wyglądała przez okno, że wypuściliśmy ją na dwór. Jak się cieszyła!

A Burasek jak się cieszył! A poza tym to zupełnie inna kotka. Futerko błyszczące, brzuszek pełny, tylko łapka łysa i brzuch, no i „szewski” szew na brzuchu, żeby go sobie nie zdjęła. Wieczorem Robert pojechał na kontrolę. Przybiegła zaraz, znowu podjadła i zachowuje się jak zdrowy kot, więc została na noc w budce. Miejmy nadzieję, że tej jednej wiejskiej kici los się odmieni, bo nie zemrze po kolejnym porodzie. Horror z Łatką uświadomił nam, jak niewielkie szanse mają kotki i kociaki na wsi (poprzednie podobno zjadła jej kuna). Niedługo przyjedzie pora na Buraska, coby też dłużej pożył. Bo jak wiadomo koty z jajkami wychodzące na dwór też słusznego wieku nie dożywają.

Reksio śmiesznie szczerzy zęby z radości, gdy przychodzimy.

Ale niestety słabe wieści na temat Reksia. Już myśleliśmy, że go szczęście wielkie spotkało, gdy moja koleżanka ze studiów, której od tamtych czasów nie widziałam ani się z nią nie kontaktowałam, a która, jak się okazało, podpatruje Niusy, zrobiła nam (i sobie) nadzieję, że Reksia weźmie jej mama do domu z ogródkiem pod Warszawą. Dziś niestety zadzwoniła, że mama po niedawnej śmierci męża jest w takim stanie psychicznym, że nie może się na psa zdecydować, choć całe życie miała psy i na pewno byłoby jej raźniej w życiu z takim Reksiem. Ale niestety tak jest, że ludzie w depresji nie umieją podejmować decyzji - to jeden z jej objawów. I choć nie ma nic gorszego niż uszczęśliwianie ludzi na siłę, akurat w takiej kwestii wierzę, że nasi bliscy mogą lepiej wiedzieć, niż my sami, co jest nam potrzebne, by poprawić nasz los czy samopoczucie. Ale rozumiem też, gdy ktoś nie chce robić na siłę. W każdym razie Reksio wciąż sam, choć już nie na gołej ziemi na polu, lecz w pustym gospodarstwie. Przez chorobę Kici ostatnio tak nie cierpiał, ale nie czeka go nic dobrego biorąc pod uwagę stadny instynkt psa i jego potrzeby.

Od środy, odkąd pies wrócił na podwórze, próbujemy sklecić mu jakiś dom.

Mając nadzieję, że w sobotę otrzymamy cudowną wiadomość o wyprowadzce Reksia z Zawad, w ramach prowizorki przywlekliśmy „budę” z pola, by postawić ją w miejsce jego starego legowiska za dziurą w stodole. Stodoła jak wiadomo nie ma teraz ani dachu, ani jednej ściany, to po prostu trzy gołe ściany w kształcie litery U. Tam gdzie spał, okazało się, że jest góra ubitego kompostu ze słomy, więc najpierw trzeba było go zlikwidować - będzie jak znalazł na wiosnę;)

i podczas gdy ja szuflowałam, Robert łatał spróchniałą budę z pola i budował drewniany podest, żeby Reksio nie spał na ziemi. Podest musi być wysoki, by otwór stojącej na nim budy pasował do dziury w murze.

Reksio z nudów na polu zjadł całą papę, którą Madzia z Robertem zainstalowali mu latem, więc teraz ma na budzie plandekę a szczelina między budą a murem zakitowana jest uszczelniaczem dekarskim. Na jesień starczy.

Jeśli Reksio będzie musiał w niej spędzić zimę, będzie trzeba wymyślić coś nowego. Ale myślę o tym z przerażeniem i smutkiem. Zwłaszcza że Robert zaraz jedzie do Warszawy na dłużej, a zimą na 3 spacery z psami nie dam rady chodzić (zimą szajkę trzeba rozdzielać) i zupełnie sobie tego nie wyobrażam. No i trzeba szybko uporządkować podwórze (czego szybko nie da się zrobić), żeby psu zlikwidować krótki łańcuch (w poniedziałek kupię mu linkę, ale na razie będzie też krótka). Najgorsze jest to, że naprawdę mamy inne pilne i ważne sprawy i powinniśmy korzystać z pogody, a życie zmusza nas do robienia zupełnie czego innego. Że też jeszcze nie przyzwyczailiśmy się do tego w Zawadach!

Wobec nieszczęścia naszych nowych kotów i Reksia, nasze łajzy powinny się wstydzić.

Tu próba pokazania Lodzi, jak należy spać na kanapie

a tu co psy na to

A poza tym jesień piękna, choć podobno jutro ostatni dzień (jeśli to prawda, to nie dane nam było długo się cieszyć). Widoki z naszego nowego gospodarstwa koją smutki.

Lodzia buszuje w schnącej już trawie zasłaniającej latem śmietnik

A Reksio z racji prawie wolnej soboty (z obowiązków nieprzesuwalnych miałam tylko do południa szkolenie agroturystyczne - zostałam oddelegowana do udziału, bo Robert nie miał czasu a poza tym o ogrodach ekologicznych to rzeczywiście bardziej moja działka, a po południu tylko musiałam szafkę zaolejować) poszedł na nieco dłuższy spacer

a poza tym musiał pozować do kolejnych zdjęć do ogłoszeń:

tu miał być na tle nóg ludzkich, by było wiadomo, jakiej jest wielkości

tu cały pies z wysokości psa

tu morda na wprost, wszystko wg wymogów ogłoszenia

a tu próba zrobienia zdjęcia en face skończyła się przewróceniem mnie i leżeniem na moich nogach:)

Komentarze

Wielkopolanie, 2010/09/26 00:14
To najpiękniejszy pies świata ! Kolejka chętnych do przytulenia Reksia tu powinna stać ! Zamieściłam informację na dogomanii, ale to chyba mało... Nie jestem biegła w informatyce, ale poproszę bystre koleżanki z dogomanii, żeby pomogły nam Reksia skutecznie "rozreklamować". P.S. Dziękuję Wam obojgu za uratowanie Kici. Jesteście ANIOŁAMI :)
k., 2010/09/26 09:42
Czasem nie wierzę, ze jesteście naprawdę. Muszę Was dotknąc jeszcze w tym roku...
ania, 2010/09/26 10:40
Jakie anioły??:) Przecież tak by zrobił każdy NORMALNY człowiek, każdy z Was! To ja dziękuję za wsparcie i zaangażowanie w pomoc Reksiowi! A Ty k. się nie odgrażaj, tylko przyjedź wreszcie!:)
Wielkopolanie, 2010/09/26 12:29
NORMALNOŚĆ jest najwyraźniej w defensywie ...niestety :( "Ale zuch się nie przejmuje , i do przodu maszeruje " ;) - w sprawie Reksia działamy dalej :) ....co za uroczy blondas z niego :)))
Ola z Katowic, 2010/09/26 19:07
Kicia!!! A moj kocur jak pączuś w maśle! Z serca pozdrawiam
Egretta, 2010/09/27 12:58
Jesteście wielcy z ta Kicią. Robertowi do stóp padam, że zamienił swoje wygodne łóżko na spartańskie warunki w domku na górce "tylko" po to, żeby pomóc wiejskiej kotce. Kocham Was
Aurela, 2010/09/28 08:44
Jesteście wspaniali:)))niestety znam takich, którym nie przyszłoby do głowy zajmować się losem "braci mniejszych" Pozdrawiam gorąco:)
Skomentuj:
XFRFX
 
 
horror_kicia_i_dramat_obyczajowy_reksio.txt · ostatnio zmienione: 2016/01/08 19:27 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika