I codziennie Vallabrègues

Rano, gdy otwierałam oczy i wyglądałam przez okno sypialni, czekając aż reszta zbierze się do dalszego zwiedzania, idąc po Gucia do przedszkola, po zajęciach judo czy z piłki nożnej, w drodze do sklepu, wracając z zaparkowanego samochodu (pod domem nie ma miejsca), właściwie nie ruszając się z patio, bo już tam czułam, że jestem w prowansalskim miasteczku…

drogowskazik prawie pod naszym domem

wejście do naszego domu przez patio

Roberta pierwsze spoczęcie na kanapie i zaraz go obsiedli:)

No to może najpierw przedstawię kociarnię:

Ten wyżej to Filut, (po mojemu, bo z francuska nazywa się jakoś podobnie), kot sąsiadki (a nie wygląda:)), a ten oto wielbiciel croissantów

(które właśnie odkrył)

to prawowity mieszkaniec tego domu, Jean-Pierre:

sprowadził się do nich i oznajmił, że będzie z nimi mieszkał, niczym kiedyś Wilkuś do nas

tu sobie leżą razem

a tu sam Filut:

rywal Jean-Pierre'a, Tygrys, ojciec Filuta:

Pepita, mama Filuta:

i prawie wszystkie koty sąsiadki razem, stołujące się u nas:)

Brakuje malutkiego Fistaszka, synka Pepity i Jean-Pierre'a (odkąd nastał, Tygrys, choć dużo większy, poszedł u Pepity w odstawkę)

jest jeszcze piesek uratowany przez sąsiadkę z cyrku, Popi, który jest pieskiem małomiasteczkowym, więc sobie biega tu i tam i co jakiś czas wpada do Magdy, Borysa i Gucia

Fistaszek (nieostrego Fistasza i resztę kociarni można sobie zobaczyć w albumie Prowansalskie wspominki - psy i koty) wspina się czasem po tych pomidorach na daszek i trzeba go zdejmować. Wtedy już na patio nikogo nie brakuje:)

Powyższe pomidory jak większość kociarni są pomidorami sąsiadki:), ale zostały przerzucone przez daszek i można je pobierać - codziennie dojrzewają nowe!
Oprócz pomidorków koktajlowych jest drzewko oliwne i ziółka w doniczkach:

na patio wciąż schnie pranie, a właściwie nie schnie, bo jest bardzo wilgotne powietrze

A to nasza ulica. Po tych kulkach Robert poznawał, że to tu:)

od drugiej strony

na samej górze okno naszej sypialni, użyczonej przez właścicieli, a w nim suszące się skarpetki Roberta:), poniżej okno od sypialni Gucia

Wał przeciwpowodziowy, otaczający starówkę Vallabrègues, tuż obok naszego domu:

widziany od strony kanału

To pójdźmy w takim razie na małą wycieczkę nad Rodan, trzeba tylko przejść mostkiem przez kanał…

przystań łodzi

widać Beaucaire

Tu Gustaw chodzi do przedszkola, a właściwie jeździ na rowerze, choć to bliziutko, jak wszystko w Vallabrègues, tu także jest szkoła, czyli w merostwie:

a tu chodzi na judo, w tym budynku są też takie sale do wynajęcia na imprezy - czyli tak jak u nas, bo to remiza:)

judoka

boisko, na którym trenuje piłkę nożną, tuż pod miasteczkiem

I typowe obrazki z Vallabrègues:

na tym placu między platanami odbywają się bazarki „opróżnianie strychu”

główna ulica oddzielająca starówkę od tzw. centrum

I miejscowe ciekawostki:

kwitnąca tuja? opleciona powojnikiem!

znany wszystkim pies prowadzący samochód:) czyli miejscowy clown i jego partner (zwróćcie uwagę na rzęsy pojazdu)

tabliczki na pobliskim domu upamiętniające powodzie, powódź w 2003 roku (tuż nad poziomem parapetu) zaznaczona wyrytą kreską

A pod koniec pobytu wybraliśmy się na pobliski cmentarz. To była bardzo pouczająca wizyta!

starsza część cmentarza

część nowsza już się tak nie różni od naszych

ale zobaczcie, co stawiają ludzie na grobach zamiast kwiatów, wieńców i takich tam:

Wszystkie zdjęcia z Vallabrego (to po prowansalsku):

Vallabrègues - Prowansja

Komentarze

ola z Katowic, 2014/10/27 13:07
Koty wszędzie tak samo śliczne@!!!
Skomentuj:
XDBBL
 
 
i_codziennie_vallabregues.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/06 16:22 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika