2 stycznia 2017

I nastała cisza

Musicie to jakoś zdzierżyć. Te ponad osiemdziesiąt zdjęć, które Wam się będą ładować i ładować, ale tak to jest, gdy za dużo się dzieje, czasu nie ma na robienie niusów a obowiązek kronikarza nie pozwala… Miało być refleksyjnie na koniec roku, a będzie reportażowo na początek. Na refleksje będzie jeszcze czas. Mam nadzieję;) O tym, że świat drży w posadach i coraz dziwniej i straszniej; ludzie na pasterkę idą pod sejm; 50 km od nas tragiczne wydarzenie wykorzystywane jest do podsycania nienawiści wobec imigrantów (a ataki na prowadzone przez imigrantów lokale gastronomiczne są usprawiedliwiane przez ministra naszego pięknego kraju), itd, itp, dlatego dj Robo życzył Wam na FB:

Ale wróćmy do Zawad. I wiecie co? Będę robić tego niusa na raty, z doskoku, bo powrót do pracy po urlopie jest bolesny.
Najpierw słoneczka, czyli kategoryzacja obiektów turystyki wiejskiej. I Domek i Pensjonacik dostały maksymalną ilość. A o mały włos byśmy zrejterowali. Słoneczka przysługują nam prawie do końca 2020 roku. Zdjęcia marne, bo wieczorem pod lampą, gdy wreszcie otworzyliśmy tajemniczą przesyłkę, czyli tuż przed świętami. Porządne, gdy zawisną na ścianach.

o czym też tu:

Tuż przed świętami bobry rozprawiły się z dąbkiem przy drodze.
Jeszcze 22-go, gdy składałam Wam życzenia, było tak:

Ale nie znasz dnia ni godziny, był dąbek i nie ma dąbka:

W tym roku nie pokażę Wam naszej choinki, bo nie ma czego;) Nasz coroczny rytuał chodzenia do lasu i szukania czubków ściętych świerków zakończył się niepowodzeniem. Owszem, pół puszczy wycięte, ale czubki same drapaki. Przywlokłam więc czubek ściętej sosny i raczej przypomina miotłę:) Za to wysprzątane mieliśmy na błysk. Bynajmniej się nie natrudziłam. To przywilej wieku, pod warunkiem, że czas zbierania owoców jest adekwatny do niego. Jedzenie też było, choć moje kiszki są również adekwatne do wieku i trybu życia, jaki dotąd wiodę. Jedyny z tego plus, że dużo przez święta nie utywszy;) A wieczorem w pierwszy dzień świąt nadjechały dzieci, potem jedni goście, drudzy, trzeci i skończyła się cisza:)

Za to były spacery, spacery, głównie w strugach deszczu lub w mrożonej mżawce…

wyruszamy w ten piękny mroźny poranek;)

o czym też tu:

i tu:

i w albumie Spacer z Guciem wzdłuż rzeki po jednej i drugiej stronie

a widzieliście latające ule??

Ale hitem była wyprawa na kurki w drugi dzień świąt:

więcej w albumie Nowa bożonarodzeniowa tradycja - idziemy na grzyby!

Nie wierzyłam, że wyprawa się uda, więc ani nożyka, ani koszyka… Na szczęście Gustaw miał czapkę, o czym też tu:

Niestety, nowy rok nie oznacza nowego życia. Stare koszmary wciąż trwają, a każdy spacer kończący się na plaży (to psi rytuał, więc inaczej być nie może), przywołuje do rzeczywistości:

a rzeczywistość jest taka, że nasi sąsiedzi nie odróżniają dobra od zła, czemu nie można się dziwić, bo indoktrynacja jest przeciwieństwem myślenia

Za to Czarli robi postępy. Biega i bawi się, zwłaszcza gdy ma towarzystwo. Kierowniczka Lodzia poza ustawianiem Piesa przestała wchodzić w psie towarzyskie interakcje. Jak to powiedziała pani Beata od Dżino, Lodzia żyje w swoim świecie. Więc Czarli na co dzień nie ma z kim. Za to z Dżino! Zobaczcie, jaki Czarli!

Spacery z Dżino:

dłuższy spacer z Dżino w albumie Spacer z Dżino

Problem w tym, że na innym polu Czarliemu się pogorszyło. Choć zależy od perspektywy. Z perspektywy Czarliego może być na odwrót. Zaczął przeraźliwie szczekać, gdy jest ze mną w domu. Chyba mnie pilnuje. Gdy przychodzi Robert, Czarli ujada najgorzej, rzuca się na niego, na szczęście nie gryzie, a jak Robert idzie w jego stronę, Czarli zwiewa. Robert musi zdjąć kurtkę i ciężkie buty, żeby pies się uspokoił. Co oczywiście jest niewykonalne za każdym razem, gdy wchodzi. Nie ma na to czasu. Na Roberta najgorzej ujada. Na innych tylko z początku i uspokaja się szybko. Gdy Robert wychodzi rano z domu, koniec mojego snu, bo pies na każdy szmer dochodzący z podwórza robi potworny hałas. Paradoks jest taki, że im więcej ludzi kręci się po dworze i po domu, tym jest spokojniejszy. Gdy wszyscy pojechali, znowu się zaczęło. To jest ogromny problem, bo ja czasem rano pracuję przez skype, nie mówiąc o tym, że muszę dłużej spać, inaczej wieczorem nie myślę, a jak wiadomo, pracuję wieczorami a moja praca na myśleniu polega.

No i przede wszystkim nasza wnusia najpiękniejsza. Nie ma wyjścia, musi kochać zwierzęta!:) A żeby nie było, że Gucio był obfotografowywany więcej, teraz Ksenia:

więcej/większe w albumie Ksenia w Zawadach

o czym też tu:

Ksenia ma to do siebie, że nie uznaje rozwiązań połowicznych. Albo się cieszy, albo wrzeszczy. Jak wrzeszczy to już konkretnie. Powód jest zawsze jeden. Nie znosi być pozostawiana sama sobie. Jest nieodkładalna:)

I jeszcze tu (a pomiędzy pierwsze buraczki w życiu):

Tygrysy mają się dobrze, choć wiodą zakichane życie. I tak im podobno zostanie. Zmartwychwstałe Misio i Ptysio kichają, łzawią im oczy, ale dokazują niczym kiedyś Szataniki. Nie da się usiąść na kiblu bez podrapanych nóg, a w łazience coraz trudniej je utrzymać. Potrzeba wolności szumi im w głowach.

o czym tu:

i tu:

Gucio spał z nami na dole, znaczy w pokoju komputerowym, na miejscu Belfegora. Łóżko w tym miejscu było bardzo oblegane.

najbardziej oczywiście bezczelna była Lodzia

o czym tu:

Kwitła twórczość:

mandale Gucia

o czym tu:

I obowiązkowo szkliwienie kafelków w kuchni, każdy na swój sposób:

większe w albumie Twórczy szał

Odbyło się również opóźnione sprzątanie budek lęgowych (zwykle jest pod koniec sierpnia):

Guciowi towarzyszyła Zosia z górki, nasza stała górkowa bywalczyni

więcej tu:

I jeszcze o Sylwestrze, niby tradycyjnie do bani. Tym razem była skucha. Chyba z 8 godzin Robert palił w piecyku a woda się ledwo nagrzała. Tymczasem północ wielkimi krokami, goście do bani zaproszeni… Musiałam dać dobry przykład. Więc siedziałam w zimnej wodzie a reszta towarzystwa (Robert, Borys, Madzia z Ksenią, Gucio, Adrian i Agnieszka) stali nade mną i robili sobie ze mnie żarty. Musiałam siedzieć skulona pod pokrywami, jak najbliżej tego kąta z piecykiem i nie ruszać się, by nie wywoływać ruchu wody, wtedy woda była taka, jak w wannie, gdy mówimy sobie „pora wychodzić”;)

Siedziałam tak z godzinę, zanim dołączyła Agnieszka i Gustaw, ale szybko wymiękli.

Północ jednak spędzili w bani:) Gdy wszyscy poszli, dopiero się woda nagrzała. Winne było wcześniej mokre drewno. Siedzieliśmy jeszcze z Robertem, doszła do nas Madzia, gdy położyła dzieci, więc spędziła szampańskiego Sylwestra w kadzi z teściami:)
Na drugi dzień woda była wciąż ciepła, wystarczył jeden wrzut drewna, żeby zrobił się wrzątek. Tym razem musiałam dolewać zimnej i wietrzyć, a potem siedziałam sama, samiuteńka, bo nawet wyjechali goście z górki, ale wybaniowałam się za wszystkie czasy!

I tak minęły święta i Sylwester i nastała błoga cisza. Ale taki wielopokoleniowy dom z wrzeszczącymi dziećmi, ujadającym Czarlim, piszczącą Lodzią, w którym nie można zrobić kupy nie będąc podrapanym do krwi;), ma swój urok!

Na koniec jeszcze napiszę, co napisałam w komentarzu pod życzeniowym niusem . W życiu nie dostałam tylu mejli, po żadnym z niusów! I to takich osobistych! Bardzo dziękuję, że podzieliliście się ze mną swoimi uczuciami i myślami. Przede wszystkim dziękuje Wam za to, że tworzycie alternatywny świat, alternatywny wobec tego, co pokazują w mediach.

Komentarze

Monika, North Carolina, 2017/01/04 09:53
Oj, rzeczywiscie - duzo sie dzieje. Bede czekac na rozwiniecie tematow, bo dzieci, wnuki, polityka, zwierzaki... Na 1 raz nie daje rady ogarnac. I tez nie wszystko rozumiem.
Ewa U., 2017/01/04 21:56
Ksenia z Lodzią jest najpiękniejsza! I już!
Żaneta, 2017/01/05 00:37
Czytam te relacje prawie , że z wypiekami na twarzy i ...czekam na nie. Pytanie dlaczego, właśnie dlatego, że tworzycie Państwo taki alternatywny świat, inny od tego rzeczywistego. Kochacie przyrodę, zwierzaki, macie śliczne domki, ogród, jesteście tacy normalni i przewidywalni. Ja też kocham zwierzaki / dwa koty/, ogródek swój, przyrodę - choć mieszkam w Warszawie.Mieszkam niedaleko Puszczy kampinoskiej , często latem jeździmy z mężem na rowerach na łosiowe błota.Jest tam cudownie.Tak samo jak u państwa. Piękne zdjęcia, piękna okolica, a zdjęcia Kseni ze zwierzętami - przecudne.A niektórzy oddają zwierzęta, jak urodzi się dziecko - niepojęte.Ja odkąd pamiętam - zawsze w domu były koty czy psy i nie było żadnego problemu. A teraz w tym dziwnym świecie - takie cuda się dzieją. Czasem trudno ten dzisiejszy świat ogarnąć, szczególnie teraz , i szczególnie w Polsce.A Nowy rok nie zaczyna się najlepiej, i właśnie taka odskocznia w normalność, jak te Państwa relacje pozwalają zachować zdrowe podejście do życia i zachować wiarę w człowieka. Pozdrawiam i czekam na następne relacje.
Monika, North Carolina, 2017/01/05 07:27
Ach, jaki wypoczynkowy niusik. Az mi latwiej zyc, po lekturze. I czuje, jakbym z malych wakacji wrocila. Dzieki wielkie!

PS. Ale z ta poczatkowo zimna bania to dalas popalic. Ja bym nie weszla... - dopiero do goracej.
Jola A., 2017/01/05 20:55
Piękni z Was Ludzie, calutka Rodzina: dzieciaki, dorośli, zwierzęta- WSZYSCY! :) Zawsze, kiedy czytam zawadowe niusy, pociągam nosem...Ze wzruszenia,a czasem ze śmiechu...I niech to tak trwa i trwa!
ania, 2017/01/05 22:19
Dzięki!<3 (choć moja uroda przeminęła z wiatrem;)) I za życzenia pod życzeniowym dziękujemy!
Monika, North Carolina, 2017/01/06 11:18
Aniu - w naszym wieku mowi sie raczej, ze "choc mlodosc przeminela - uroda pozostala!"
Skomentuj:
OHKGR
 
 
i_nastala_cisza.txt · ostatnio zmienione: 2017/01/14 15:21 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika