2 stycznia 2013

I znowu nowy rok...

Miałam napisać wczoraj. Wczoraj nastała cisza, goście nas opuścili, ale zbrakło sił. Dziś też siły nie te, z nosa kapie, z nieba kapie i ogólnie sytuacja dostosowana do faktu, że kolejny rok poszedł się j…ć nie wiadomo kiedy (cytat z Roberta). Za to jakiego hucznego Sylwestra mieliśmy!;) Nie mamy pewności, które z nas akurat brało prysznic, gdy wybiła dwunasta, w każdym razie wypiłam toast gripexem jakieś 5 minut po czasie. W ramach odsypiania hucznej zabawy wstaliśmy o 6.15, by wyprawić wnuka na pociąg z Ełku. Robert go odwoził, bo ja przywoziłam, poza tym ja tego ranka byłam bardziej chora. Ale co to dla Roberta! Od 28 grudnia codziennie wstawał pół godziny po szóstej, żeby napalić gościom w kuchni. I dlatego postanowione - w pensjonaciku zakładamy promienniki (czyli jakieś plany pójdą w łeb, żeby było za co), a jak ktoś będzie chciał mieć nastrój, sam sobie będzie organizował palenie. Ganianie po 8 piecach w dwóch domach to już nie na siły Roberta. Najlepiej byłoby zamknąć w cholerę pensjonaciki na zimę, ale bez zastrzyku gotówki na Sylwestra byłoby słabo;)
Ta szósta to była mała odmiana, bo przez okres przedświąteczny i święta Robert od 7 rano utykał gościom sufity na górce - jak wiadomo przez te śniegi nie mogli dowieźć wełny mineralnej wcześniej i jak zwykle wszystko na ostatni moment z przerażeniem w oczach. Cóż, jak to mówi mój znajomy psychiatra - taka karwa;)

Ja za to noworoczny odpoczynek spędziłam na poświątecznym sprzątaniu. I to wcale nie po gościach. To olewam. Sprzątnę jak będę miała gdzie pranie powiesić, poza tym pokoje ostygły więc chora nie będę po nich ganiać. Sprzątanie naszego ZOO polega m.in. na wymieceniu w klatce lemurów (czyli w łazience) rozsypanego żwirku, tudzież kawałków kory, w których, gdy już drewno spalone, lemury namiętnie się przewalają a następnie rozwłóczają. Także na wytrzepaniu dywaników i koców, a ostatnio na odkurzaniu ziemi z kwiatków, w której lemury kopią, gdy są wypuszczone na pokój.

na szczęście bywa, że śpią, zwłaszcza, gdy Robert w końcu padnie.

Jeden kwiatek nie przeżył, został spuszczony z hukiem na podłogę, a na moim stole z komputerem, na którym brakuje tylko dziada (baba już jest) przybywa kwiatów doniczkowych z sypialni (gdzie lemury mają wybieg), bo na parapetach pelargonie z podwórza. Marzę, aby przyjechała do nas ekipa z „Porządek musi być” z Domo…

W ramach noworocznych postanowień przy noworocznym śniadaniu usłyszałam, że przecież wiadomo, co jest do zrobienia, więc nie ma co postanawiać i się denerwować ilością roboty, która czeka, ale udało mi się przeforsować półki na piętrzące się pościele i wczoraj przewaliliśmy kupę brzozowych desek. Czyli jest postęp.
Noworoczne postanowienia niestety obejmują też nowo odkryte robótki. Porządki prawdziwie świąteczne odsłoniły masakrę, czyli lód na ścianach za posłaniem Belfegora - pies paruje, woda skrapla się na przemarzających ścianach naszego domu, gdzie zamarza, czeka nas więc ocieplanie czymś przepuszczającym parę, a nie styropianem, pytam tylko za co?? kiedy?? kim??

w ruch poszły farelki - to jaśniejsze, to warstwa lodu

Gustaw był u nas z tatą, mama miała wreszcie wychodne, więc lekko nie było. Wnuk przybył do nas w drugi dzień świąt z gilem do pasa, nic więc dziwnego, że zaniemogłam wycierając mu w kółko nos, oblizując po nim łyżki i takie tam. Gdybym miała się zajmować małym dzieckiem tak jak Madzia, na okrągło, po prostu bym padła (pomimo, że Gucio był z tatą, który się nim zajmował chyba więcej ode mnie, zwłaszcza, że robił to także w porze snu, gdy doglądał nocnego kaszlaka). Więc gdyby jakaś czytelniczka miała ochotę na dziecko po czterdziestce - stanowczo odradzam, no chyba że ma nadczynność tarczycy i poza dzieckiem nic do roboty!:)

więc pokój komputerowy wyglądał tak…

Inne ulubione zabawy:

w czerwone muzeum (tu akurat czerwone, ale może być jakiegokolwiek koloru) - szuka się po domu przedmiotów w czerwonym kolorze i składuje w jednym miejscu (ostatnie zdjęcie pstryknął Gucio!)

w sklep, czyli znosi się wszystkie zabawki na dół i sprzedaje za papierowe pieniądze

a gdy się już dorwie dziadka, można oddać się głośnej pasji tworzenia

A poza tym zima nas opuszcza w kiepskim stylu.
Jeszcze w Wigilię było tak:

czyli odśnieżanie parkingów na przyjazd gości nowym, wielkim traktorem naszych dzielnych kosiarzy. Niestety poza śniegiem zgarnęli też nieco darni, ale to wyszło na jaw dopiero, gdy śnieg się stopił i teraz mamy dodatkowe poza krecimi góry ziemi:(

a potem już stopniowo:

odwilż, więc tuje rozebrane a ubranka suszą się dopóki nie zaczęło padać:(

oblodzone ścieżki, bo co stopniało to zmroziło

jezioro:(

zamrożona bobrowa tama też topnieje, a Gucio bardzo nią zafascynowany

Poszliśmy oglądać ślady wilka (podobno) nad hotelem Basi

więcej większych tropów wilka w niusie przyrodniczym

i stąd taki widok (z duuużym zoomem) na nas i jezioro:

A dziś takie obrzydlistwo:

Dziś pierwszy dzień spokoju dla mnie (i ostatni - jutro do roboty innej), stąd nius. I choć nowych majtek nie założyłam na sylwestrowy bal, by Nowy Rok był szczęśliwy, jakoś się nie martwię;) Wiem, wiem, huczna zabawa ma przepędzić myśli o przemijaniu, symbolicznie zamknąć co było, zwłaszcza gdy było nie najlepiej. U nas 2012 był różny. Ale nie możemy narzekać! Jak to w życiu - raz dołek, raz górka. Straciliśmy Mrówkę, zyskaliśmy pokoje w Domku na górce, Borys się obronił, Gucio rośnie, my coraz bardziej skapcaniali…;)
Każdy ma nadzieję, że nowy rozdział w kalendarzu przyniesie zmianę na lepsze. Ale lepiej cieszyć się z tego co już jest i nie czekać, że samo zrobi się lepiej. Jakoś nie sądzę, by 2013 był znacząco inny. Oby tylko nie przyniósł zbyt wielu chorób i strat, czego i Wam życzę!

Komentarze

Ewa U., 2013/01/02 15:12
Kurcze, nie wiedziałam o tych majtkach! Ale, jeśli nie było balu, to się chyba nie liczy? Nie wygłupiaj się z kapcanieniem (trudne słowo), bo co ja mam powiedzieć? Wiem, ile masz lat, sama się przyznałaś! Mnie w tej sytuacji należałoby w zasadzie zepchnąć ze skały. A w locie (ze skały) zapomniałabym po co i dokąd lecę. Teraz to już trza się cieszyć, że przeżyło się jeszcze jeden rok, jakie tam przemijanie? Wiosna idzie! Dzikie gęsi latają od wczoraj w tę i nazad.
PS. Czyżby Wasze stado już było zintegrowane?
Pozdrawiam
ania, 2013/01/02 19:12
Nie przesadzasz?? Chyba aż tyle nie jesteś ode mnie starsza, żeby starym japońskim zwyczajem trzeba Cię już było zagnać na skały;) U Was może wiosna idzie, u nas właśnie łapie mrozek i już nie wiem co lepsze.
Stado jest zintegrowane gdy śpi na łóżku:)
Ewa U., 2013/01/02 20:25
Aż tyle to nie, chciałam Cię pocieszyć! Poza tym u nas nie ma skał.
Wiadomo, że integracja w łóżku jest najskuteczniejsza. Mam nadzieję, że Roksi szybko się znajdzie, taka kruszynka i taka golutka.
ania, 2013/01/02 21:55
Roksi się znalazła! Przeprawiłam już tamten nius.
Ewa U., 2013/01/02 22:41
Co za ulga, tak się cieszę! Takie bezradne maleństwo nie miałoby szans. Wiadomo, gdzie była?
ania, 2013/01/03 00:21
Na razie nic nie wiem, może jej pani by coś napisała w komentarzu pod niusem:), bo ja wiem tylko tyle, że zadzwoniła zaaferowana do Roberta poinformować, że po nią jedzie.
ania, 2013/01/03 18:57
Wiadomość o Roksi jest pod właściwym niusem:)
Skomentuj:
AOVBC
 
 
i_znowu_nowy_rok.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 22:28 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika