26 czerwca 2012

Idzie zima

taki widok z okien pokoi w Domku na górce był w ten właściwy (czyli po polsku) dzień zakochanych

Nie, nie, nie pomieszało mi się z wyczerpania. Dni coraz krótsze, więc zima idzie, a w zasadzie dla pszczół już jest . Do tego jakiś pogodowy koszmar na dworze, Robert więc kolejny raz oznajmił, że chromoli te Zawady i zmyka w ciepłe kraje - zaraz lipiec, a jeszcze porządnie ciepło nie było, a od lipca to już zima tuż, tuż.

Od kilku dni pada z przerwami na kawę, trawa zarasta nas po czubek głowy, derkacz odzywa się od wielkiego dzwonu, glina w gipsowych pudłach nie schnie czwarty dzień, goście każą sobie palić w piecach a ja pływałam w tym roku w jeziorze TYLKO DWA RAZY!!! Makabra!!! Jedyne ciepłe dni były w majówkę, mniej ciepłe w Boże Ciało i jak byłam w stolicy, a i tak w nocy woda stygła, więc z moim podgardłem wolałam nie ryzykować. Za dwa tygodnie z haczykiem urlop, do tego więc czasu muszę operować głosem, a poza tym być sprawna do robót wykończeniowych. I tylko bunt powstrzymuje mnie, by u nas też nie napalić w piecach. Robert ledwo zipie, pracuje na dwie zmiany, potem zasypia przy głupich horrorach.

Tylko koty się cieszą, bo wciąż z nimi jest

Ale jest światełko w tunelu, bo glazurnik, który miał być tydzień temu a następnie go połamało i nie dotarł, ozdrowiał i robi łazienki. Tak więc Robert może się zająć czym innym. Problem w tym, że wszystko idzie straaasznie wolno. Myśli człowiek, że tylko jeszcze to i to, tu machnie, tam drobiazg, po czym wierci godzinę kafelek pod gniazdko, który to kafelek następnie pęka w połowie wiercenia. Oczywiście człowiek Robert. No i oczywiście wszystko moja wina, bo wybieram kafle, których nie da się ciąć jak Pan Bóg przykazał, tylko flex je bierze i dziur wiertłem koronowym nie da się w nich wiercić. Kolejnej bezproduktywnej godziny wiercenia jednego z otworów pod baterię nie było co marnować, próbowałam więc zrobić kafle, co udają tamte, z miększych, ale o tym wymiarze. Tamte nie są białe i w tym problem, kolor mają nieokreślony, niby ecru ale z domieszką jakby łososiowego. Mieszałam szkliwa, mieszałam, ale efekt taki sobie.

Niespodzianki zresztą na każdym kroku, jak to na budowie, ale najbardziej zdumiałam się wkładając do pieca zielone kafle (w celu poszkliwienia rancika) a wyjęłam… pięknie niebieściutkie.

Rzecz w tym, że miały być na zielonym blacie… No i są.

Robert nieodmiennie wraca do domu i mówi że dziś znowu nic nie zrobił, czyli same pierdoły, których w ogóle nie widać. A to jakieś docinki z kafelków, a to rancik wyrównać, a to dziurki zrobić do nawiewu, a to kratkę przykręcić. Oczywiście wykańczamy na razie apartament i kuchnię, żeby Aureli, Moni i Dawida nie wysyłać pod namiot, a zaraz po nich następni, więc nie ma zmiłuj się, apartament musi być gotowy. A do dwójki dopiero w sierpniu, więc tam podłogi po ukończeniu lewej strony domu:) Tylko kibelek w dwójce przed czasem, bo dla sprawdzenia glazurnika wpuściliśmy go najpierw do WC:) Spisał się, więc łazienka w apartamencie już w drodze.

Wygląda to tak, że robię układanki na podłogach w pokojach a potem jeszcze nadzoruję, bo nie ma to jak zobaczyć naocznie, gdy kafelki wylądują na ścianie. Czasem stwierdzam, że dalej to jednak inaczej… Oj mają się ze mną ci układacze! Najgorsze, czyli podłoga w kuchnio-jadalni i korytarzu, dopiero przed nami. Prawda jest taka, że wciąż nie wiem, jak to ma być, bo muszę zobaczyć… naocznie. Jeśli więc nie będzie zbyt długo niusa, znaczy że Robert nie wytrzymał;) Reszta postępów na budowie na stronie Przyszłe wnętrza .

kolejna makatka nad życiowym dziełem Roberta - ma nowy, rozwojowy fach w ręku - nauczył się robić piękne betonowe blaty! Wydawać by się mogło, że to element industrialny i do nowoczesnych apartamentów, ale nie bójcie żaby - na górkę też pasuje!

A od jutra do września goście w całym pensjonacie non stop, z wyjątkiem tygodnia na początku lipca, gdy nieoczekiwanie przesunął ktoś termin i została dziura w romantycznej dwójce od 4 do 12 lipca. Może ktoś chce wyskoczyć do nas na małe lipcowe co nieco? Lato już chyba do tej pory podejmie słuszne decyzje…

Tak więc najgorszy czas od jutra, gdy pełen pensjonat, próba dotrzymania terminu na górce i końcówka pracy przed urlopem, a powinnam być teraz w Warszawie opiekować się Krecikiem. Będąc na smyczy i w kagańcu został prawie rozszarpany przez wilczura. Owczarek z podwórka, z którym się szczerze nienawidzą, jakimś cudem biegał wolno i zdarł z Krecika kawał skóry na boku. Stało się to na nocnym spacerze, więc Krecik o 2 w nocy miał operację. Ale niestety rana się nie goi. Musi być znoszony z 5 piętra, bo nie umie wysikać się w domu, no i na codzienne zabiegi u weterynarza. Wszystko spadło na Madzię, która ma Gucia i oddanie numeru czasopisma, więc też się nie wyrabia.

Ot życie, tym razem pod postacią wilczura, kręci się zawsze w odwrotną stronę, niż by pasowało…

A jak nie będziecie komentować niusów, to przestanę pisać! A co, dla siebie mam pisać??;)

Komentarze

beata, 2012/06/27 06:20
Trzymam kciuki za wszystkie dni ciężkiej pracy! I dużo słońca życzę - ma być już od piątku...
OLQA, 2012/06/27 06:29
nie przestawaj, nie przestawaj, bo czytam na bieżąco ale od klikania końcoworocznego (u mnie też zima , bo rok się kończy) bolą paluchy ( wszystkie 20 i dlatego nie komentuję)sprawozdawczość nauczycielska kwitnie a ja więdnę:)
Aurela, 2012/06/27 06:31
Niesamowicie pędzicie z tą pracą;)Nie wiem czy będziecie mieli siłę rozmawiać jak przyjedziemy;)))
Monika, North Carolina, 2012/06/27 08:35
Pisz, pisz! Ja zawsze czytam, choc nie zawsze komentuje.
Tess, 2012/06/27 09:25
Podziwiam kafelkowe makatki i układanki - są fantastyczne! Za Krecika trzymam kciuki. Kurczę, niechby się zaczęło goić...
Pozdrawiam nieodmiennie i idę się pochlastać, bo znowu pada...
Ewa U., 2012/06/27 09:41
No proszę, nie ma to jak przygrozić, zaraz się sypnęło! Ja to i trzy razy dziennie wchodzę, jak za długo nie ma niusa. Kafelki pożeram naocznie i chyba umarnę, tak zazdraszczam. U mnie takie zwyklaki... Ale za to nie pada, czego i Wam bardzo życzę. Pozdrawiam
ania, 2012/06/27 13:54
No! Teraz dużo lepiej!:)
U Krecika niestety nie, ma dziurę pod pachą wielkości jajka, która powiększa się zamiast goić, na szczęście reszta rany zaczęła. Był jak co rano u weta na opatrunku, wieczorem przyjeżdża chirurg, który go ogląda co drugi dzień i może zapadną decyzje. Magda mówi, że Krecik zachowuje się prawie normalnie, tylko rano, gdy przestaje działać środek bólowy, popiskuje, a jak widzi, że trzeba mu coś poprawić przy opatrunku, to trzęsie się jak galareta. Biedaczek. Tyle wieści krecikowe. Ciekawe, czy jeśli z tego wyjdzie (pani, która go operowała w nocy, mówiła, że rokowania są złe), to czy coś to go nauczy rozumu. Niestety wątpię. On z tych, co Lodzia - nie bierze do głowy. Pewnie dalej będzie się rzucał na wszystko większe od niego i prowokował:(
Bea, 2012/06/27 16:14
I ja trzymam kciuki za Kreciczka. Co za dzien, dzis dowiedzialam sie tez, ze kolezanki kotka miala wypadek... poturbowany kregoslup :( ale po tygodniu -jest poprawa.
Pogody wspolczuje...taka dluga zime macie - zaslugujecie na gorace lato! W uk tez mokro i chlodno, moj "ogrodek" jeszcze nigdy nie wygladal tak licho. No i co robic ? ;) Robert racje ma - do taniej, goracej Azji trzeba wyemigrowac :)
ania, 2012/06/27 23:14
Już widzę Roberta w Azji!:)
k., 2012/06/27 20:39
się powtórzę - dziki jesteście;-)
ania, 2012/06/27 23:13
Hmm... Ale przepraszam, że co? że ryjemy jak durne? czy niby chodzi o 5 pracę Asteriksa??:)
k., 2012/06/28 17:51
Zaraz jak durne;-) Za tempo Was podziwiam! I za wytrwałość, samodzielność, samowystarczalność i w ogóle...:-)
Aurelia, 2012/06/28 20:17
Czekamy na kolejne newsy i wieści o Kreciku:)
Magda, 2012/06/29 22:56
Spieszę poinformować, że Krecik będzie żył. Piszę to nieco cynicznie - w jaki też sposób dowiedziałam się tego od pana doktora weterynarza chirurga renomowanego. W klinice całodobowej, gdzie Kret miał operację, pani powiedziała, że prawie na całym boku skóra od mięśnia jest oderwana i wielu miejscach może się nie przykleić i wtedy obumrzeć i odpaść, a wtedy 12letni pies takiego ubytku tkanki może nie przeżyć. Teraz, gdy rana już w miarę na górze i na dole się zrasta i została "tylko" wielka dziura wielkości kurzego jaja pod sama pachą, pytam się nieśmiało tego doktora, czy minęło już zagrożenie życia. On na to przybrał poważną minę, zawołał panią weterynarz z drugiego pomieszczenia i pyta z grobową powagą: Pani doktor, czy on będzie żył? i wybuchnęli śmiechem. To chyba oznacza, że niebezpieczeństwo zażegnane. CZekamy teraz aż ta tkanka wokoło wielkiej dziury, która ma obumrzeć, obumrze, odpadnie, i wtedy lekarz będzie wiedział, co jest na tyle zdrowe aby do tego szwy poprzyczepiać i dziurę zaszyć. Powinno to się już wyjaśnić za 3-5 dni. Wtedy, narkoza, szycie, kolejne 7 dni antybiotyków i przeciwzakaźno-przeciwbólowych i wrócić powinniśmy do punktu wyjścia, czyli Kreta cierpiącego tylko na chorobę psychiczno-wściekłą, a nie fizyczno-dziurawą. Nadal prosimy o kciuki aby reoperacja i rekonwalescencja przebiegły gładko.
Egretta, 2012/07/02 17:05
Kciuki za krecika trzymamy kolektywnie :) Aniu, kafelki sa piękne , piękne i jeszcze raz piękne !!!
Skomentuj:
AMXTK
 
 
idzie_zima.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 18:25 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika