12-13 maja 2007

Jarmark Floriański

czyli imieniny świętego Floriana, patrona strażaków, na ul. Floriańskiej na warszawskiej Pradze, ulicy słynnej z pięknego kościoła Św. Floriana, z okazji długiego weekendu przeniesione na późniejszy termin.

Po wstępnych problemach organizacyjnych (nikt nie był nam w stanie powiedzieć, gdzie mamy się ulokować, a policjanci nie pozwalali wjechać samochodem z rzeczami), Robert przystąpił do wykańczania wyrobów, bo jak zwykle ostatnio, z okazji budowy pensjonatu, robił je na ostatni moment:

A ulokowaliśmy się pod narożnym budynkiem kurii, w którym siedzibę ma miedzy innymi CEWOK , pod wejściem do którego rozstawiliśmy straganik, tym razem po słonecznej stronie ulicy, co w zimną sobotę było dobrodziejstwem, a w upalną niedzielę niekoniecznie (za to Magda mogła się opalać):

Na początku działo się niewiele i zastanawialiśmy się, po co tu jesteśmy:

Pierwszego dnia sąsiadowaliśmy z lewej strony z jedwabnymi, ręcznie malowanymi apaszkami:

a z prawej, i pierwszego i drugiego, z Galerią Szuflada na ul. Kawęczyńskiej na Pradze:

No i zaczęło się. Najpierw nadjechały wozy strażackie od najstarszego do najbardziej nowoczesnego. Środkowego Jelcza pamiętamy z Robertem z dzieciństwa:

Pojawili się szlachcice, ale nie bardzo wiem z jakiej okazji:

policyjna orkiestra:

co i rusz przechodziły wszelkiego rodzaju zespoły artystyczne z praskich szkół i domów kultury, od ludowych po nowoczesne zespoły taneczne i chóry:

niektóre nawet (tu z Domu Kultury w Wesołej) próbowały skorzystać z okazji i nieco dorobić :)

Drugiego dnia był przemarsz strażackiej orkiestry dętej z Pułtuska, w której strażacy i starsze i młodsze dziewczynki trąbili w różnych układach szyku:

Po jarmarku przechadzał się szczudlarz, który od czasu do czasu przebierał się w clowna i prowadził konkursy dla dzieci:

I w ogóle było głośno i rozmaicie, co kilka minut przejeżdżał obok nas pojazd straży pożarnej, bynajmniej nie do gaszenia pożarów, lecz do wożenia dzieci, które zajadle pociągały za sznurek i dzwoniły. W prawdziwych wozach strażackich dzieci w hełmach robiły sobie zdjęcia i trąbiły, wozy, motocykle i motorówki policyjne wyły z tej samej okazji, a dzieci biegnąc od jednej atrakcji do drugiej wpadały pomacać upaćkanymi od lodów paluszkami nasze deseczki :)

Oprócz powyższych hałasów ze sceny dobiegała muzyka lub głos konferansjera, raz wystrzeliły armaty aż ogłuchliśmy na kilka minut, dzwoniły dzwony w kościele, grała praska kapela na życzenie smsem:

a w tym harmidrze oprócz dorosłych i dzieci, przechadzały się różnej maści i w różnych strojach psy, w tym psy ratownicze, ale nam najbardziej podobały się ratlerki - jeden uroczy staruszek:

i Pusia, która w tej kieszeni kangura zjechała już pół świata:

Robert z okazji przyjazdu do Warszawy wyskakiwał z jarmarku remontować łazienkę w naszym starym, a teraz już mieszkaniu syna, więc Borys w tym czasie go zastępował, a ponieważ jarmark trwał dwa dni, Robert wrócił po jednym dniu do naszych psów do Zawad, a w niedzielę pomagała mi Magda:

Za co pięknie dziękujemy!

A tu „rozkład jazdy” czyli co dokładnie się działo.

 
jarmark_florianski.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika