1-8 listopada 2017

Jedno oko na Maroko

Właściwie oba oka tylko jedna para, bo druga została z majdanem w Zawadach. Słowo stało się ciałem, cytując Szekspira - ktoś nie wyjeżdża, aby wyjechać mógł ktoś. O tym co zastałam po powrocie i jak sobie poradzili beze mnie w kolejnym niusie, teraz skupię się na Maroku. Nie wspomnę;) też o przyrzeczeniu, jakie złożyłam z lotniska, że nigdy więcej nie wyjadę! Bo ja nienawidzę lotnisk. Latać samolotem bardzo proszę, ale te kontrole a potem kiblowanie w strefie duty free jest ponad moje nerwy. Tym razem samolot opóźnił się 2 godziny, więc ponad cztery spędziłam na Szopenie. Wcześniej przed piątą rano wyszłam z domu, jechałam żakbusem, zostawiłam część bagażu (na warszawski kierat po) u babci Teresy, a po opóźnionym cztero i pół godzinnym locie do Agadiru dotarłam koło 1.30 w nocy do hotelu… Masakra, jakbym co najmniej do Australii leciała;) Tak więc obiecywałam sobie, że dopóki nie wymyślą teleportacji, nie ruszę się z Zawad dalej niż do pracy w W-wie… Ale o 7 rano, gdy obudziłam się po raz pierwszy, ten widok z balkonu na zamglony ocean wszystko wynagrodził i puścił w niepamięć! A potem te temperatury, słonko, ciepła woda w oceanie, widoki i kolory… Czegóż chcieć więcej w listopadzie?!

Ponieważ parę osób mnie zaczepiło na FB zachęconych do wyjazdu moimi zdjęciami z Maroka, informuję, że nie była to zaplanowana podróż życia, tylko spontaniczna decyzja przemęczonej osoby, która miała na wagary góra tydzień i to dokładnie tylko ten, żaden inny. Poszłam na łatwiznę, znalazłam wycieczkę przez internet, jedyną odpowiadającą ceną i terminem i niechcący tylko padło na Maroko, choć nie powiem, bardzo się ucieszyłam, bo Maroko zawsze mi chodziło po głowie! Tych, których odstręcza turystyka zorganizowana, zapewniam, że poza sezonem nie ma się czego bać, pod warunkiem, że nie umieści się w hotelu z gumowymi bransoletkami i animacjami dla turystów. Jeśli się pragnie spokoju, lepiej wybrać hotel nie nad samym morzem. Spacer na plażę jeszcze nikomu nie zaszkodził, a jeśli z hotelu mimo oddalenia widać bezkresny ocean i w dodatku ma własny kawałek plaży z parasolami, jak hotel Argana, niczego więcej do szczęścia nie trzeba. Wygodą jest, że ma się zapewniony najtańszy przelot, dostarczenie z lotniska do hotelu i nienachalną opiekę rezydenta na wszelki wypadek. Wycieczki do innych miast można oczywiście zakupić w miejscowych biurach, można też pożyczyć samochód (jak kiedyś Borys z Madzią), ale łatwiej skorzystać z zaproponowanych. Jeśli ma się ograniczoną ilość czasu i nie ma się siły na organizację we własnym zakresie, naprawdę warto. Do Maroka można wyjechać z Itaką lub Eximem. Ja skorzystałam z usług Eximu i polecam.

No to jedziem!

Pierwszy dzień w Maroku - Agadir

Drugi dzień w Maroku - Essaouira

Trzeci dzień w Maroku - Marrakesz

Czwarty dzień w Maroku - Agadir, souk

Piąty dzień w Maroku - Agadir, Kasbah

Szósty dzień w Maroku - Agadir, plaża

Ostatni dzień w Maroku - Agadir

Komentarze

Monika, North Carolina, 2017/11/15 02:51
Alez Ci zazdroszcze tego Maroka! Nigdy tam nie bylam, a kilkakrotnie sie wybieralam. A mialam wrecz do kogo, bo w latach 1980-tych poznalam w Kopenhadze na praktykach studenckich uroczego Marokanczyka, mlodego lekarza. Znalismy sie zaledwie 3 m-ce, a on juz mi obiecywal malzenstwo. Tzn. mialam wowczas szanse zostac jego zona nr. 1, bo moj adorator wciaz byl jeszcze kawalerem. Potem przez caly rok pisal do mnie plomienne listy z Casablanki i z Rabatu, wysylal piekne fotografie. Co ciekawe, czesto na fotografiach byl ze swym psem-wilczurem - mlodym, dorodnym owczarkiem niemieckim. Bardzo o niego dbal, duzo spedzal z nim czasu na spacerach i zabawie. To przeczyloby faktom, ze w kulturze Marokanczykow, psy (jako towarzysze ludzi) nie maja zbyt wielkiego powazania. No ale w koncu "moj Marokanczyk" byl juz troche zachodnio-zeuropeizowany i chyba planowal osiasc na stale gdzies w BeNeLux-ie. Przy kolejnych wakacjach zapomnialam o tym absztyfikancie i przestalam mu odpisywac. No i on w koncu, po kilku kolejnych listach tez dal sobie spokoj. A przystojny byl... nieziemsko! Jak typowy mlody Arab z Pln. Afryki. Na Twoich fotografiach widac niekiedy przystojnych, mlodych Arabow. To moze juz sa wnuki mojego niedoszlego meza - na wakacjach w kraju dziadka-lekarza.
ania, 2017/11/15 20:42
W Maroku jest teraz zakaz wielożeństwa, choć w 80. latach może jeszcze było wolno. Ale kogo teraz na to stać?;)
Co do psów, to widziałam może ze dwa, co miały swoich ludzi wyglądających na Arabów. Ale mogli to być Francuzi, albo Arabowie zeuropeizowani. Dużo ludzi z Europy ma domy lub apartamenty w Maroku, zwłaszcza w takich miejscach jak Agadir.
Skomentuj:
ULWBB
 
 
jedno_oko_na_maroko.txt · ostatnio zmienione: 2017/11/19 12:53 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika