20 marca 2013

Jestem zmęczona ale agituję

WITAJ WIOSNO;)

Dziś jestem strasznie zmęczona. Wędrowałam całą noc do… Ćmielowa. Nie wiem po co. Po porcelanę? I w dodatku, gdy ostatni odcinek drogi pokonałam jakimś autobusem, przez okno zobaczyłam bramę na Saskiej Kępie, spod której ruszyłam w drogę. Czyli zrobiłam jakiś kawał drogi niepotrzebnie, zatoczyłam pętlę… Myślę, myślę, co to znaczy i tym też już jestem zmęczona. Zajrzałam na stronę fabryki, po co tam mogłam iść:) Owszem, jeden serwis baaardzo mi się podoba, ten w polskie chabry… Tylko po co mi taki serwis w Zawadach? Coś musi być z garncarstwem, no chyba, że coś ćmi;) Jakaś depresja, albo inna borelioza… Na nic jagody acai, nie pomagają. Ani na odchudzanie. Jestem ciągle głodna. Mam kryzys, odkąd wróciłam z Warszawy. Może dlatego, że tam i tak się dręczę i męczę, a w domu pragnę psychicznego spokoju, a nie mąk odmawiania sobie. Nie jem nadal słodyczy, kluchów i innych takich, ale życie bez żółtego sera, majonezu, masła i śmietany uważam za niewarte zachodu. Nie żebym wcinała łyżkami, ale nie uznaję margaryn (bleee), jogurt w zupie toleruję ale wolę nie, a majonez i żółty ser to podstawa;) Tylko nie wiem, jak długo wytrzymam bez słodyczy… I po co?? No nic, póki daję radę, to nie jem, ale Wielkanoc niebawem i jedyna nadzieja, że nikt nie przyjedzie, a chudego męża wyślę do sąsiadów:) I strach pomyśleć o efekcie jo-jo… będę szersza niż dłuższa:)
Pewnie tamta zwyżka energii była związana z wiosną, nie z jagodami, a powrót zimy załamał mnie. Przedwczoraj pomagałam Robertowi w lesie – ciągałam gałęzie, bo chłopaki pomagający, jak to często bywa w poniedziałek po sobotniej wypłacie, nie dotarli, i po pół godzinie nie miałam już siły. Nie wiem, jak oni to robią cały dzień! We wtorek przyszli, ale ich zamieć przedwcześnie wykurzyła z lasu, a dziś nikt do Zawad nie dojechał, ani z Zawad się nie wydostał, więc Robert znowu sam na placu boju. Pojechał po nich z rana, ale zakopał się kangurem za wąwozem przed Cichą Wólką, spotkał robotników pracujących u sąsiadów, co zostawili samochód i szli na piechotę, pomogli mu się odkopać, wrócił przez wąski wąwóz tyłem… czyli zmarnował 1,5 godziny. Do Sokółek też zawiane po pachy, więc jego ślad był dziś jedynym na zawadzkich drogach.

dzisiejsze widoki

Ale… właśnie za oknem przejechał pług! Jesteśmy wolni!
A już było tak ładnie. Wprawdzie nie należało patrzeć w stronę pensjonatu

i jeziora, gdzie sarenki śmigają po lodzie

ani na termometr w nocy (minus 15), ale psy już się opalały na słonku…

Lodzia nawet marzyła o lecie

I koty już nie mogły usiedzieć w domu nieświadome tego, co znaczy wyjść na podwórze z psami. Bo nasze psy, tak jak dzielą ludzi na tych na nogach, których się przyjaźnie wita, i tych na jednośladach, których się goni, i oczywiście może to być ten sam człowiek, tyle że w dwóch postaciach, tak samo dzielą koty, na domowe i podwórzowe. Z tym samym kotem w domu się śpi, a na podwórzu… Tu obowiązuje inne prawo - kota się goni i nie daje mu żyć. Nawet gdy Mrówka była ślepa, wiedziała, że trzeba szybko wydostać się za płot.

dlatego nie napisałam niusa w niedzielę - najpierw robiłam wiosenne porządki, z których już nic nie zostało (co męczy mnie najbardziej), a potem padł internet.

górka Belfegora nadawała się do użytku

a w modrzewiu coś obiecująco kwiliło…

No ale szybko się skończyło:(

Na FB sąsiadka zimująca w mieście zasugerowała na dzisiejszą okoliczność skuter śnieżny. Wiecie co myślę o skuterach na wsi? To samo co o quadach. Ani tym do pracy do Olecka nie dojadę, ani pracowników do lasu nie przywiozę, za to smród i hałas. Mamy tu w okolicy takich, co mają skutery śnieżne. Czasem ich spotykam na spacerze z psami i wtedy wychodzi z nich, co za jedni. Różowe błyszczące skafanderki, bajeranckie gogle, wypasiony sprzęt a słoma z uszu wychodzi. Pan i pani. Pan raz zsiadł z rumaka i chciał wyrwać małe drzewko w celu pobicia nim Belfegora, który oczywiście, jak i reszta towarzystwa, gonił za nimi i szczekał. Mam to po moich psach, nienawidzę takich pojazdów:)

Zmęczona jestem tą zimą. I tym światem. Dzisiaj na przykład:
Warmińsko-Mazurskie Stowarzyszenie Obrońców Praw Zwierząt:
Nie zdążyliśmy. Umierał z wycieńczenia i chłodu. Nasza dzisiejsza interwencja. Mały, kudłaty piesek, skóra i kości. Nie mógł wejść do pseudobudy, ponieważ jego łańcuch się okręcił o słup. Z relacji świadka leżał tak 2 dni, musiał tyle konać, bo gdy przyjechaliśmy, nie był bardzo zimny ani sztywny. To jest straszna wieś i straszni ludzie, zabieramy stamtąd bardzo umęczone psy. :( :( :( Zdjęcia nie zamieszczę, bo nie chcę już na nie patrzeć i płakać a i Wam daruję. Pod zdjęciem komentarz: Podłość! Warmia i Mazury to miejsce obojętności i chłopskiego zła i tego nikt nie zmieni, bo to jest ludność napływowa z miejsc i czasów głodu „i prymitywizmu ludzkiego.” I niestety muszę się z tym zgodzić. I przy okazji podziękować tym, którzy się z tego obrazu wyłamują.

Zdjęcie zamieszczono przy okazji odezwy w spawie podpisywania się pod petycją do papieża: Kto w naszym kraju ma większy posłuch niż Kościół Katolicki? Na wsiach i w miastach setki tysięcy męczonych zwierząt czekają na Twój podpis pod listem do Papieża Franciszka. Prosimy Go żeby stał się naszym sprzymierzeńcem. Dołącz do nas!

Podpisałam i Was namawiam, choć miałam zgrzyt - tyle w niej o Bogu, stwórcy, itd., jakby trzeba było się podlizać Watykanowi, jakby krzywda zwierząt nie wystarczyła, a przecież papież Franciszek wyraźnie mówi o tym, że szanuje wszystkich, którzy mają dobro w sercach, niezależnie od wiary. I chyba to będzie mój ulubiony papież, o ile go nie przerobią;)

Zmęczona jestem czekaniem na wiosnę i zniweczonymi planami. Ziemia do rozsad i wysiewania stoi w korytarzu, ale przecież nie będę tego robić na śniegu. A najwyższa pora posiać cukinię, dynię hokkaido, kwiatki, rozsadzić pelargonie…
Zmęczona jestem pracownią w kuchni i sierściuchami, których nie można wygonić na dwór:

Mimo to udaje mi się czasem coś zrobić, ostatnio zapałałam miłością do haftu krajeńskiego. Oto owoce tej miłości:) (Można zakupić!)

Ale o czarcich pomiotach, diabelskich nasionach, Obcych, Gremlinach, nie chce mi się pisać, nie mam już siły… Właściwie to wszystko o Strzałce. Białka ma odpały, ale w jakieś kociej normie, a ten skrzat chudodupy jest… a, nie ma co pisać, wspomnę tylko, że dziś rano rozwalił mój ulubiony afrykański naszyjnik a koraliki rozpełzły po kątach i nie znalazłam wszystkich, wczoraj zrobił mi dziurę w kciuku, gdy ścieliłam łóżko (uwielbia polować na moje ręce, gdy wtykam prześcieradło pod materac, albo kapę i wyrasta na łóżku nie wiadomo skąd w ułamku sekundy).

Do tego nie agitowałam, bo odkąd się zaangażowaliśmy z Robertem w zbieranie kasy (sami uszczknęliśmy z naszych niedoborów;) i popularyzowaliśmy tu i tam) dla projektu Akademii Bosej Stopy , nie było niusa. Trzeba było do poniedziałku w nocy uzbierać 50 tysięcy, żeby pieniądze trafiły do Akademii a nie zostały oddane darczyńcom. Nie dość że się udało, to jeszcze przekroczono kwotę o ponad 20 tysięcy! Projekt dotyczy wioski ekologicznej niedaleko nas, ale nie będę się rozpisywać – sami przeczytajcie. Nadal można się angażować a także niebawem brać udział w bardzo ciekawych warsztatach. Robert szykuje się na warsztaty z budownictwa naturalnego i systemów grzewczych (piece rakietowe!), ja może znalazłabym czas na wikliniarstwo, bo zawsze mnie to kręciło.
Akademia Bosej Stopy
Ekowioska w Barkowie
Fundacja "Dla Ziemi i Ludzi"

I jeszcze do jednego Was zachęcę. Stowarzyszenie Wiejskie Zielona Przestrzeń (czyli nasza znajoma Gosia Kowalska) zaprasza do zapoznania się z publikacją „Kolorowe Zagrody”.

Jej celem, cytuję, jest zainspirowanie mieszkanek i mieszkańców wsi do zakładania, bądź zachowania istniejących tradycyjnych wiejskich ogródków kwiatowych. Tu wersja do ściągnięcia lub poczytania w sieci, a drukowaną można zamówić pisząc na adres: info@zielona.org

Kończę, bo jestem naprawdę zmęczona, zwłaszcza na myśl o bocianach, które dziś krążyły z głupimi minami nad Roberta głową, gdy wycinał suche, nadgryzione i nadprogramowe drzewa. Co one biedną poczną? Gdzie polecą, skoro wszędzie to samo? Z głodu nie umrą?

były, naprawdę, tylko nie zdążyłam!:)

Nawet żurawie nie odważyły się do nas przylecieć, a te biedne boćki… strach pomyśleć. I w dodatku straszą, że w sobotę w nocy -19… Tego to i ja już mogę nie przeżyć…
Ale nie zrażajcie się do jagód! Jedno jest pewne, jestem zdrowsza. Nawet najmniejszego katarku nie mam, mimo iż wnuk znowu był z gilem do pasa. A że nie będę po nich smukłą laską grającą na pianinie…;) Zawsze nietypowo reaguję na wszelkie leki i specyfiki, poza tym kto wie, co by było, gdyby nie jagody. Może bym z łóżka nie wstała? Sęk w tym, że wykańczam trzecią flaszkę, została tylko jedna. Potem chyba przejdę na wina z biedronki:) no i może przyjdzie wiosna.

A macie już swój koszyczek wielkanocny z odpowiednim zwierzątkiem??

Komentarze

sąsiadka, 2013/03/21 00:21
Przedłużająca zima wszystkich chyba wykańcza - trzeba mieć nadzieję, że z wiosną przyjdą nowe siły. Skuter śnieżny nie był na serio - lepszy chyba byłby koń (ekologiczny i przytulic się można). Życzę powodzenia w odchudzaniu - mnie to jakoś nie wychodzi :(
Prognozy nie są najlepsze, ale może bociany się jakoś uchowają, choć dzioby im przemarzną.
ania, 2013/03/21 09:44
O koniu myślę co i raz. Takim wykupionym z transportu do rzeźni albo zaniedbanym kucyku - pełno takich. Ale rozsądek na razie mówi nie. Ani nie mamy stajenki, ani kasy na jej wybudowanie, ani na utrzymanie i leczenie, ani czasu troszczyć się o konika, tak jak tego wymaga. Też nie znamy się na koniach na tyle, bym miała pewność, że byłby u nas szczęśliwy. Ale to ostatnie najmniej mnie martwi, bo byśmy się poznali:) I Gucio byłby szczęśliwy:) No ale to daleka ewentualna przyszłość.
Ewa U., 2013/03/21 11:21
W sprawie petycji myślę sobie, że niech tam gadają co chcą i podlizują się jej treścią ile wlezie, jeśli miałoby to pomóc. Warmińsko-Mazurskie nie jest w tej kwestii odosobnione, niestety.
Nas przywaliło tak samo tym razem, pod oborą półtora metra nawiało. I żurawie brną w śniegu po kupry. Ornitolog twierdzi, że poradzą sobie. Na szczęście nie ma jeszcze bocianów. Wiem, wiem, że śnieg oznacza brak suszy wiosną, bo opadów nie było za dużo, że w marcu jest normą, ale przyrodzie też się myli. Skoro taka mądra, to niech teraz nakarmi bociany!
Pozwolisz, że tematu chudnięcia oraz wiosennych porządków ruszać nie będę.
Ale konik, konik też chodzi mi po głowie, choć rozsądek mówi nie, głupia, nie, nie znasz się.
Pozdrawiam
Monika, North Carolina, 2013/03/26 01:50
Eeech, na calym swiecie los bywa okrutny dla naszych braci mniejszych, wiec miejmy nadzieje, ze petycja cos zmieni i pomoze...
Skomentuj:
XNWLY
 
 
jestem_zmeczona_ale_agituje.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 14:13 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika