21 maja 2011

Jezioro już czynne!

znaczy rozpoczęłam sezon pływacki! Woda pyszna. Wprawdzie przede mną sezon pływacki dawno już rozpoczęła sąsiadka Agnieszka, ale ona się nie liczy:) Zimowała w tym roku w Zawadach i przy 15 stopniach w pokoju twierdziła, że ma gorąco a zapraszana do skorzystania z profesjonalnej łazienki z prysznicem zawsze była już „po kąpieli” w swoim arktycznym pokoiku z miednicą:) i myślę, że sobie za punkt honoru wzięła nie splamić się gorącym prysznicem w Zawadach!:) (pozdrawiamy Cię nasza wierna czytelniczko ze skrzyżowania we wsi!) W każdym razie widząc ją dziś maszerującą półmokrą z plaży pozazdrościłam. A że dziś zrobiłam sobie pierwszy od dawna dzień wolny (ostatnia środa, czyli moja niedziela upłynęła mi m.in. na sprzątaniu pensjonatu), zwłaszcza że żaden chłop nie kręcił mi się po obejściu, bo pojechał do stolicy, i poza robotą komputerową jedynie doprowadzałam naszą plażę do użytku, do wody daleko nie miałam. Nasza plaża jest/była zrujnowana. Po pierwsze dlatego, że sąsiedzi grodząc swoją plażę kamienną rynną, mającą ją chronić przed spływającą z ich skarpy wodą, skierowali wodę na naszą stronę. Ta rozmyła brzeg po naszej stronie i wyżłobiła głębokie koryta. Po drugie przez krety. A po trzecie przez jednego gościa z pensjonatu co, jak się okazało po jego wyjeździe, w najlepsze kopał sobie robaki na naszej plaży i narobił dziur, że nogę można było złamać. Cóż, mają ludzie pomysły! Tak więc nawiozłam do dziur ziemi, którą to nieustannie produkują krety na naszych trawnikach, a co wyprodukują, to im zabieram, żeby pod kopcami trawa się nie marnowała (jak tylko im zabiorę, to bezczelnie na moich oczach usypują nowe!). Dziury załatałam, wyrównałam teren naniesiony wodą polodowcową i poburzową od sąsiadów, zagrabiłam, trawkę zasiałam, udeptałam i teraz modlę się o deszcz:) Tak się przy tym zmachałam, że kąpiel w jeziorze była rozkoszą. Na początek sezonu zaliczyłam tylko krótszą oś jeziora.

Ale właściwie nie o tym miałam. Miałam o bzach. Bo Zawady to kraina kwitnących bzów. I właśnie jest pełnia lilakowego sezonu. Wczoraj po pierwszej wiosennej burzy (co biedny Belfegor jakoś przeżył), gdy wyszłam po pracy o 20.00 przed dom, od zapachu bzu aż mi się zakręciło. Widać, jak dużą wsią były Zawady, po kępach bzu właśnie. Wszędzie tam, gdzie są, stały kiedyś domy (albo były cmentarze). A kępy są prawie wszędzie! Tu bzy sfotografowane wokół naszego domu na górce i w drodze do domu nad jeziorem:

No i krzaki lilaka wokół naszego gospodarstwa - kocham ten widok, uwieczniam go, by wracać do tego niusa, gdy już bez przekwitnie:

A tu już bez w naszym ogrodzie a przy okazji - widzicie to co ja??

Pięknie wypielone przez czyniące cuda w ogrodzie ręce jednej miłej pani, która dokończyła, co babcia Teresa zaczęła, a ja kontynuowałam i jeszcze na dodatek zajęła się ogrodem na górce, tak, że ogród już nie straszy a mnie serce nie boli na jego widok i wspomnienie.

odkryła rabarbar!

a w chaszczach truskawki, ale za bardzo nie można ich było pielić, bo kwitną, więc tylko co większe mlecze wyrwane.

Ja skosiłam trawę na górce i dom wreszcie nie wygląda na opuszczony. Bo domy najbardziej smutnieją, gdy podwórze zarasta wysoka trawa i chwasty.

Tylko w lewo nie należy patrzeć, w śliwkowy sadek i krzaki porzeczek, gdzie podagrycznikowy raj, ale do czasu brachu! Gdy Robert wróci, pożyczamy kosę spalinową!

No i za każdym razem nie mogę się oprzeć, by nie zrobić zdjęcia, gdy podziwiam ten widok!

wypatrujemy naszej nowej łąki, ale jeszcze trochę dni i deszczu…

Przy okazji domku na górce… W ramach edukacji, a jak wiadomo ludzie najlepiej się uczą, gdy jednocześnie dotknie ich po kieszeni, zaprosiliśmy swego czasu dawnych właścicieli na rozmowę o wysypisku. Ja robiłam za złego policjanta, Robert za dobrego, wytłumaczyliśmy że to karalne, że moglibyśmy zgłosić na policję, zwłaszcza ten akumulator, wyraziliśmy żal, że tak nas traktowali za to, że mogli korzystać z naszej ziemi za darmo (na czym my traciliśmy na dopłatach) i poprosiliśmy o symboliczny udział w zapłacie za wywiezienie ich śmieci. Naprawdę symboliczny, bo opłacenie 10 worków na śmieci wobec tego, ile my w sumie zapłacimy, to śmieszna kwota. Ale chodziło o edukację a nie karę, bo jak wiadomo kara budzi nienawiść a nauka szybko ulatuje w rozpamiętywaniu niesprawiedliwości. I co? Jak wieść gminna niesie, była gospodyni na górkowych włościach chodzi i rozpowiada, że Robert to ch… i czepia się. Taka to wiejska edukacja;)
A mnie coraz większa nie powiem co bierze, gdy zaglądam do komórek, które będziemy rozbierać, gdy sprzątam podwórze, za to, co po sobie Byli zostawili. Jak można po sobie zostawić taki chlew, nie sprzątnąć swoich rupieci, nie dość że je tak po prostu innym zostawić do sprzątania po sobie, to jeszcze na czyjejś ziemi zrobić wysypisko! A ja co? Ich szmaty, czyli całkiem dobre ubrania i pościel, które mogły się komuś przydać, te, które całkiem nie zbutwiały, piorę, suszę i część oddaję znajomemu do warsztatu samochodowego, a część nam będzie służyć do olejowania desek. A podobno to my jesteśmy ci zamożniejsi…

A z milszych rzeczy, Robert zafascynowany długością:) mojego aparatu, w ramach odpoczynku robi wypady w plener. Tu zdjęcia z ostatniego

a więcej w niusie przyrodniczym Wyprawa na bobry

Z lubością też trzaska ptaszki w naszym obejściu. Takiego oto gościa mieliśmy w piątek rano:

a więcej jego fotek na Picasie

A poza tym jest pięknie. I w ogóle, i w szczególe. W wiacie też, i w doniczkach, i na klombach.

Jesienią dostałam w prezencie dwie cebulki tulipanów. Zimowały w doniczce a teraz kwitną pod pensjonatem coby nie było, że nie jest pod tulipanem. Ale to niezwykłe tulipanki - wieczorem zwijają płatki i wyglądają dość normalnie,

za to w dzień tak:

w dodatku wygląda na to, że kwitną dłużej, niż reszta.
A na opielonym klombie przy bramie zaraz zakwitnie kalina koralowa. Marzy mi się, żeby wytrzymała zawadzkie zimy i była wielkim krzakiem!

No i te zachody słońca!

Komentarze

Aurela, 2011/05/22 09:34
U nas bzy już przekwitają;( Ależ pięknie jest w Zawadach;)))!!! Gratulacja z powodu otwarcia sezonu pływackiego!Na szczęście czas nie stoi w miejscu i niedługo będziemy rozkoszować się urokami przyrody:))))Pozdrowienia;))))))))
Magdalena, 2011/05/22 21:42
Jak u was pięknie! Zazdroszczę zwłaszcza jeziora i możliwości w nim pływania. To moje marzenie - mieszkać na wsi niedaleko jeziora. Na razie jestem w bardzo zimnej jak na maj i bardzo wietrznej Irlandii...
Tess, 2011/05/23 13:25
Lilaki też kocham i wielbię! A co do śmieci pozostawionych przez poprzedników - o jakże Was rozumiem! Trzy lata mieszkamy, dom już oczyszczony, ale w stodole nadal rupiecie straszą... I do tej pory pamiętam czarowny " zapach" starych butów i skarpetek. Skarpet pełne były szuflady ( brudnych, a jakże ), a buty były niemal wszędzie. Od strychu po wszystkie zostawione szafki. Masakra! Aniu, ale kąpieli to już troszkę pozazdraszczam:-)))
Egretta, 2011/05/30 19:24
Oj Aniu droga, wiem i ja sporo na temat rupieci i śmieci, oraz kosztów ich wywozu :(
Skomentuj:
TVHUM
 
 
jezioro_juz_czynne.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika