5 listopada 2015

Jubilat i tłocznia jabłek

Belfegorek skończył 16 lat!!! To doprawdy cud, a jeszcze większym cudem jest, że wciąż stoi na czterech łapach, choć czasem się rozjeżdżają, że chodzi, a nawet bryka, gdy wracam z pracy, choć czasem przeceni siły i możliwości, zarzuci go i fiknie orła. Ale nie bierze do głowy, zbiera się szybko w sobie i jest uśmiechnięty. To nic, że zwieracze nie te i prawie co noc mnie i jego budzi smród bobków, które przez sen wyleciały;) Nic też, że glut wisi do pasa. Chciałabym w jego wieku być w takiej formie!
Wg szarik.pl Belfegor na ludzkie ma 123 lata! Więc radujmy się z tego cudu! Jak najdłużej nam żyj Belfegorciu!

Na dowód dobrej formy dzisiejsze fotki jubilata:

gdy zagryzie fafel, ma mało inteligentny wyraz twarzy:)

więcej zdjęć na Sesja zdjęciowa dzisiejszego jubilata

Z tej okazji wspięłam się na wyżyny swoich umiejętności w fotoszopie;). Od ostatniego niusa parę ładnych zdarzeń, a jak czegoś nie widać na ikonce, mam potem problem z odnalezieniem się w czasoprzestrzeni;)
Belfegorowi na ikonce towarzyszy worek jabłek, bo w międzyczasie nastała nowa era zawadzka - czas niemarnowania owoców! To była historyczna chwila, gdy dotarło do nas, że możemy zebrać wszystkie swoje jabłka spod i z jabłonek, robaczywe, nadgryzione przez szerszenie, nieco obite, a następnie przerobić na pyszny sok bez konieczności sterczenia przy wyżymarce czy sokowniku. Właściwie mogę zacytować starszą panią, która przyjechała do tłoczni owoców Kalinowo zaraz po Robercie i oddała nasze uczucia:) K**a, czemu wcześniej o tym nie wiedziałam, pod lasem mieszkam, wiadomości do mnie nie docierają i tyle owoców zmarnowane przez lata, bo nie ma komu przy tym robić! Mniej-więcej tymi słowy zareagowaliśmy, gdy pod nasz las wreszcie dotarła wiadomość od Joanny od kozich serków. Jabłka z tych naszych jabłonek, którym wiosną kwiatki nie zmarzły i obrodziły drobnym owocem z powodu suszy, smętnie wisiały na gałęziach (na szczęście zaprawione w bojach nie zmarzły w minus sześciu) albo leżały w liściach, część na drodze dojazdowej do Domku. Na spacerach z psami przesuwałam jabłka na pobocze, by Robert ich nie rozjeżdżał i jak co roku krwawiło mi serce. W końcu poczucie winy kazało zebrać te nieuszkodzone, część przerobić na masę do naleśników, ale to była kropla w morzu sumienia. Najpierw nam się humor poprawił, gdy te całkiem mikroskopijne z górki i te uszkodzone zanieśliśmy sarenkom przy ich szlaku wędrówek przy cmentarzu i w jedną noc z kilku wiader ostało się parę jabłek. A potem nastała historyczna chwila i zebraliśmy wszystko spod i ze wszystkich jabłonek, nawet z tej, która tylko na pektyny się nadaje, obskoczyliśmy za pozwoleniem jabłonki warszawskich znajomych, gdzie też odchodziła marnacja, swoje dołączyła Joanna i tak Robert wyruszył do Kalinowa z pełnym samochodem jabłek i wiaderkiem winogron…

a wrócił z 21 pięciolitrowymi workami soku i z jednym trzylitrowym!

więcej na Koniec wyrzutów sumienia

Takie 5 litra soku z własnych jabłek kosztuje 8 zł, jakby ktoś chciał wstawić worek w kartonik, to dodatkowo 3 zł, a taki karton soku w supermarkecie jest po 25. Ale nie o to tu chodzi, choć bonus fajny, tylko o satysfakcję i czyste sumienie. A sok nawet z naszych najgorszych jabłek, których nikt na surowo nie wziąłby do ust, jest przepyszny!!! Gwarancję, że się nie popsuje, ma na pół roku, ale podobno i rok może leżeć. Takich tłoczni jest coraz więcej. Blisko nas jest jeszcze w Raczkach. Teraz, gdy już mamy zapas soku na zimę i Robert chwali się co poniektórym, okazuje się, że wszyscy o tłoczni wiedzą!:( To czemu nie mówili??
Więc jeśli nieprzerobione owoce ciążą Wam na sumieniu, poszukajcie w necie, popytajcie gdzie najbliższa tłocznia!

A że ostatnio jabłkami żyliśmy, przesłoniły Robertowi inne prace. Schody stanęły, stanęły bez barierki.

Niestety testu lodziowego nie przeszły, Lodzia boi się na nie wejść, widocznie próbowała i jej łapy w kratownicę wpadły. Muszę kupić taką wyściółkę jak na podeście Belfegora. No bo przecież nie mogę Lodzi pozbawić punktu obserwacyjnego! Test strzałkowy się udał, choć Strzała bardzo ostrożnie łapy stawia.

więcej w albumie Strzałkowy test schodów

No i za nami 1 listopada i Zaduszki. Groby naszych ludzkich bliskich daleko, dlatego świeczki zapłonęły w sadzie za domem, gdzie groby naszych bliskich zwierzęcych.

za dusze Krecika i wszystkich pochowanych tam kotów… (więcej na 1 listopada Pod tulipanem)

a także za dusze tych niepochowanych:(

A że święto nas czyni odświętnymi…

popłynęliśmy sobie po jeziorze

nasz brzeg vis a vis domu najbardziej niedostępny, zarośnięty niestety także pałką i to w dużej ilości - poszło błyskawicznie odkąd sąsiedzi bezmyślnie nasadzili ten obcy naszemu jezioru gatunek

zwalone do wody drzewa, pływające kłody, to informacja dla tych, którzy mieli złudzenie, że można by przesunąć tu plażę

płyniemy dalej, obok nielegalnego domku sąsiadów

i ich siatki wchodzącej do wody, przyczepionej do drzewa

plaża gminna widziana z wody

a tak z lądu

więcej w albumie Romantyczna "przejażdżka" po jeziorze

A poza tym zimno, ciemno i do wiosny daleko…

ostatnie liście na drzewach, każdego dnia mniej, tu zdjęcie spod zagajnika przy płocie sąsiadów, który latem zasłania landarę i wał; teraz wał ziemny przykryty plastikową płachtą i landarę widać już w pełnej krasie, na szczęście przed landarą nasadzono większe choinki, więc może za 10 lat przynajmniej z romantycznej dwójki nie będzie widoczna

Strzała udaje, że wciąż lato, albo w wiacie albo na posłaniu Belfegora

ale jak jej tyłek zmarznie, wraca do ciepłej kuchni, a na zdjęcie załapały się moje słynne zawadzkie kapcie:) a więcej w albumie Kotek na rozpałkę

znaczy wracała, bo kuchnia miała wczoraj awarię i dziś zdun a raczej człowiek od wszystkiego Robert ją naprawiał, co prawdopodobnie oznacza, że nasze modły o zduna z prawdziwego zdarzenia mogą trwać do wiosny, twu, twu

No to oby do wiosny, pianka czeka, a ja liczę dni:)

Komentarze

Tess, 2015/11/06 09:21
Że tez koło nas nie ma takiej tłoczni! ( A może jest? Poszukam . Bo posżło na zmarnowanie znowu. Nie ma czasu... Jak nie miałam pracy - nie miałam kasy na cukier do przetworów, na gaz, żeby posmażyć powidła, czy porobić konfitury albo musy, na...sokowirówkę. Jak mam pracę, mam kasę, ale czasu nie mam... I weź tu dogodź kobiecie...Belfegorkowi głaski przesyłamy i całusy w fafla. Nasz Niuniuś już nie dał rady. Pod koniec życia z ponad 50 kg psa, zostało niecałe 20. Nie miał już siły nawet pozycji zmienić jak leżał, nie jadł, a ja biłam się z myślami, czy to już, czy jeszcze. Bo błysk w oku nadal był. I jednak, kiedy płakał, że chce wstać, albo boczek zdrętwiał, kiedy nie jadł juz nic, nawet pizzy z salami, którą zawsze lubił - pojechaliśmy do ukochanego przez niego Doktorka. Dalej nie pisze, bo znowu będę ryczeć. Ściskam.
Asia
ania, 2015/11/06 10:38
Tłocznia jest na pewno! U nas jest od 3 lat i dopiero wiemy, a w necie widziałam dużo ogłoszeń z całej Polski, choć nie wszystkie w necie są, trzeba popytać. Warto przejechać 50-60 km nawet.

Co do dogadzania kobiecie, to mężczyźnie też się nie da. Nasz dobry znajomy Fredek opowiadał historię z rowerem, którą chyba przytaczałam - jak nie miał pracy to marzył o porządnym rowerze, no ale nie miał za co kupić, a jak dostał pracę i ma kasę, rower kupił tylko nie ma kiedy na nim jeździć;) Takie życie.

Co do Niuniusia - no niestety duże psy tak mają na starość. Belfegor od półtora roku jedzie na opokanie, tylko dlatego jeszcze wstaje z posłania. Ale widać Belfegorciu ma dużo z owczarka, te żyją dłużej niż inne duże rasy.
Tess, 2015/11/06 19:13
Niusia załatwiła histocytoza. Draństwo jest nieuleczalne, histiocytomy rosną w różnych miejscach. Niuś miał na żołądku i na węzłach chłonnych przy sieci, koło krezki. Nieoperacyjne. I tak pobilismy rekord od postawienia diagnozy. Prawie pół roku. Zwykle jest to góra 40 dni...
ania, 2015/11/06 21:00
Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Poczytałam i przeczytałam, że berny mają genetyczne predyspozycje. Paskudztwo:(
Grunt że miał dobre życie z Wami.
z FB, 2015/11/07 14:08
Mirela L: No to 200 lat Belfegor.

Galeria Wiejska: nikt nie lubi Belfegora poza Mirelą?? Pod niusem też jedne życzenia dla dostojnego jubilata?? W ogóle coś marnie ostatnio z komentarzami, jesienna deprecha?;)

Ewa Barbara: Lubimy bardzo!!! Niech mu się następne 100 lat spokojnie i sielsko żyje! :-)

Monika L: Belfi, trzymaj sie piesku, kolejnej setuni zycze!

Ewa Barbara: .... a moje gratulacje, niżej pod tymi samymi zdjęciami, ale w innym miejscu... ;-)
Monika, North Carolina, 2015/11/07 15:26
Belfegorowi zyczmy wiec kolejnej SETKI, skoro juz jedna przekroczyl.
A soki jablkowe z wlasnej dzialki pamietam. U nas w domu sokowirowka miala az pobrazowione wszystkie czesci plastikowe, tak czesto byla uzywana.
Soki domowe z tloczni tez bylyby moim dzisiejszym wyborem.
Skomentuj:
KVTEM
 
 
jubilat_i_tlocznia_jablek.txt · ostatnio zmienione: 2015/11/06 21:48 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika