14 listopada 2008

Klęska urodzaju

Po czym poznać zasiedziałego już na wsi mieszczucha, od takiego, co dopiero się przeprowadził? Ten drugi sumiennie zbiera plony w swoim nowym ogrodzie i sadzie, robi przetwory, żeby się nic nie zmarnowało. Ten pierwszy cieszy się, gdy przylecą ptaszki i ogołocą drzewka i krzaki, zanim jego sumienie nie zeżre:) Nam sumienie gryzą: w lipcu krzaki pełne porzeczek, w sierpniu drzewka pełne śliwek i ogromniejące w oczach cukinie, we wrześniu jabłonka słynna z jabłek, co im się oprzeć nie można i na koniec jabłonka zimowa.

W tym roku z porzeczek goście dzielnie robili kompoty, resztę dokończyli skrzydlaci przyjaciele. Rok temu z tego, co nie zjadły ptaki powstało kilka słoików porzeczkowej galaretki, dwa lata temu pół piwnicy wina:) Na początku naszej bytności w Zawadach śliwki kończyły w kompotach i powidłach, teraz większość zjadają szerszenie lub parch. Wiszą tak wysoko, że nikomu nie chce się po nie wspinać. Jabłka wrześniowe, których nie dajemy rady zjeść, a są lata, że nie ma takiej możliwości, wyjeżdżają z gośćmi i w koszach do znajomych w Warszawie. Trzeba się śpieszyć, bo szybko się psują, a dopóki wiszą na drzewie, obrabiają je szerszenie i osy. Cukinie i kabaczki w tym roku nie dopisały, ale w latach poprzednich te, co nie kończyły w naszych brzuchach w jednej z kilku postaci (najlepsze placki cukiniowe z grzybami i cukinia z czosnkiem i bazylią, mniam), lądowały w pojemnikach po lodach i ostatecznie w zamrażarce. Czasem jednak jakaś cukinia rosła sobie i rosła w ukryciu i robiła się włóknista i nie do obrania. Takie osobniki nadają się głównie do robienia im zdjęć:) Czas zbiorów to w każdym razie czas dylematów moralnych – poświęcić plonom czas, czy pozwolić, by zawładnęła nimi natura. Ale najwięcej problemów stwarza zimowa jabłonka. Jabłka dojrzewają dopiero w grudniu i jeśli się ich nie zbierze przed mrozami, marzną na drzewie i do niczego się nie nadają. Zanim tak się stanie, trzeba je włożyć do skrzynek by w nich dojrzewały.

A w tym roku jabłonka pobiła rekord świata w ilości jabłek! Jest stara, zgrzybiała i powichrowana przez los, a obrodziła niczym jakaś dzierlatka. Owoce schylają się niebezpiecznie na uginających się gałęziach nad kompostem, a najpiękniejsze jabłka patrzą w słońce na najwyższych i niedostępnych. Wytrzymały pierwsze mrozy, ale co wieczór, gdy patrzę na termometr, by zdecydować, czy tym razem wstawiać na noc kwiaty do pracowni, czy zostają jeszcze w wiacie, przeżywam rozterki i wyrzucam sobie, że wciąż nie zebrałam jabłek i tej nocy na pewno się zmarnują. Dziś w końcu znalazłam czas by odciążyć sumienie i sterane życiem gałęzie.

Efekt: pełna wielka skrzynia i ogromny kosz tych najładniejszych.

Małe i uszkodzone spady powędrowały za płot dla dzików, które tuż obok sadu żerują i zryły już kawał łąki, więc może skuszą się na jabłka i naszą łąkę zostawią w spokoju. No i dla sarenek, które tu się pasą.

Reszta owoców została na drzewie dla kwiczołów i jemiołuszek, które w ciężkich zimowych chwilach nie gardzą musem z mrożonych jabłek w opakowaniu ze skórki. Jabłka skapcaniałe lądują w kompostowniku. Na ten rok z plonami spokój. A w przyszłym roku może wiosenne przymrozki załatwią sprawę:)

Komentarze

Skomentuj:
WHGBK
 
 
kleska_urodzaju.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:25 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika